Reklama

9 prawdziwych historii, w których Bill Murray postanowił spędzić czas z obcymi ludźmi

„Nikt ci nigdy nie uwierzy”

tekst Oliver Lunn; tłumaczenie Dominika Skórzewska
15 Październik 2018, 10:10am

Czy zdarza ci się zastanawiać, o co chodzi z tymi wszystkimi opowieściami o Billu Murrayu? Historiami, w których poznaje obcych ludzi, wprasza się na ich imprezy i zmywa im naczynia? Jeśli tak, nie jesteś sam. Te opowieści uczyniły go swego rodzaju mitem. Pojawia się w przypadkowych miejscach w towarzystwie przypadkowych osób. Nikt nie wie, gdzie ani kiedy odbędzie się kolejna przygoda. Wiemy tylko, że w większości tych opowieści Murray miał powiedzieć szeptem: „Nikt ci nigdy nie uwierzy”.

Nowy film dokumentalny The Bill Murray Stories: Life Lessons Learned From a Mythical Man (Historie Billa Murraya: Życiowe lekcje człowieka-mitu) odnajduje świadków. Wyjaśniają, co się stało, a następnie spekulują. Jaki jest głębszy sens tych interakcji? Czy to performans? Czy w ten sposób dzieli się swoją opinią na temat kultury celebrytów? Czy to jakiś rodzaj długoterminowego projektu na życie? Chociaż dokument nie rozwiązuje zagadki (sam Murray nie bierze udziału w filmie), podkreśla lekcje życiowe przekazane przez aktora. „Żyj chwilą”, zdają się mówić jego relacje. „Odłącz się, przestań scrollować, wyłącz telefon, zaangażuj się, nawiąż kontakt z nieznajomym”. By przypomnieć miejską legendę Billa Murraya, przedstawiamy dziewięć historii opisanych w filmie, których na sto procent chciałbyś sam doświadczyć.

1. Kiedy Bill Murray wprosił się na sesję ślubną pewnej pary...

Miejsce akcji to Charleston w Południowej Karolinie. Sesja ślubna w toku. „Przygotowuję się do zdjęć. Patrzę przez obiektyw i widzę jakiegoś typa... to Bill Murray, klepie się po brzuchu” – mówi fotograf w dokumencie. Aktor rozśmieszał małżonków z drugiej strony ulicy. Poprosili, żeby został, a on się zgodził. To było całkowicie spontaniczne. Jedno naciśnięcie spustu migawki i nagle stoi obok pary, opiera się o ścianę, z klasycznym wizerunkiem Billa Murraya pt. „dopiero co wstałem z łóżka”. Twarz blacha, zero uśmiechu – bo nie musi. Czemu? Ponieważ cytując GZA, jest „pieprzonym łowcą duchów z Punxsutawney”.

2. Kiedy Bill Murray czytał poezję budowlańcom...

„Bill Murray na placu budowy. Nie miało to dla nas żadnego sensu” – wspomina jeden z pracowników nagłe spotkanie z aktorem w 2009 roku. Murray przybył na budowę nowego Domu Poetów, państwowej biblioteki poezji w Nowym Jorku. Odchrząknął i zaczął czytać zgromadzonym robotnikom: „Mieszkam w pałacu Możliwości...”*. Cisza. Zdziwione twarze. Telefony skierowane na Billa, nikt nie jest pewien, jak zareagować. Po chwili aktor rozluźnił atmosferę, zapraszając zebranych do czytania własnej poezji. „No dalej, nie wstydźcie się” — zaprasza gestem. Jego przybycie jest zaskakujące, ale nie powinno szokować, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że od zawsze był fanem poezji. Gdy Oprah zaprosiła go do swojego programu, opowiadał o swoich ulubionych wierszach.

3. Kiedy Bill Murray zmywał naczynia na domówce w Szkocji...

Po całym dniu gry w golfa w Szkocji Bill poszedł do baru i został zaczepiony przez norweską studentkę antropologii. Zapytała go, czy chce wpaść na domówkę w St Andrews i jak zapewne się domyślacie, aktor przyjął zaproszenie. Jeden z uczestników imprezy wspomina, że Murray przeraził się stanem kuchni. Powiedział gospodyniom, że jest bałagan, a następnie zakasał rękawy i pozmywał naczynia niczym współlokator, o którym zawsze marzyliście.

4. Kiedy Bill Murray oddał bilet na mecz World Series całkowicie obcej osobie...

Tuż przed wielkim meczem World Series, Bill dostrzega fana Chicago Cubs, który potrzebuje biletu. I wiecie co? Ma jeden zapasowy. I wiecie co? To miejsce w pierwszym rzędzie. I wiecie co jeszcze? To miejsce tuż obok niego. „Odwraca się i mówi: »proszę, oto bilet«”– powiedział później szczęściarz. „Właściwie to wciągnął mnie do środka”. Czysta radość na twarzy fana Cubsów, przytulającego się do Murraya podczas meczu, mówi sama za siebie. Znów pojawiają się pytania. Dlaczego aktor miał wolny bilet? Jak to się stało, że nie było z nim osoby towarzyszącej? Czy to było zaplanowane? Czy Bill Murray kiedykolwiek przestanie być najlepszym gościem w historii?

5. Kiedy Bill Murray pracował na barze podczas festiwalu filmowego...

Bill Murray wchodzi do baru... Chwila. To nie ten żart. To naprawdę się wydarzyło. W 2010 roku aktor był w Austin podczas SXSW i wpadł do baru Shangri-La, gdzie zaczął rozmawiać z barmanem. „Idę zobaczyć GZA. Chcesz iść ze mną?” – zapytał go Murray. Jednak bar szybko zapełnił się ludźmi i aktor wyszedł, zostawiając barmana. Dwie godziny później wrócił i zaczął rozmawiać z tym samym facetem. Koleś spytał się Billa czy nie chciałby stanąć za barem (zrobilibyście to samo), a podekscytowany aktor wskoczył za bar i zaczął polewać kolejki tequili. Jest pewien haczyk: bez względu na to, co zamówili klienci, dawał im tequilę. Chcesz piwo? Proszę, masz tequilę. „Nagle pracowałem z pogromcą duchów” – powiedział później barman.

6. Kiedy Bill Murray nakręcił scenę z fanami w zwolnionym tempie w stylu Wesa Andersona...

W 2011 roku ekipa niskobudżetowego horroru pracowała nad komercyjną sesją z Murrayem. Oczywiście byli wielkimi fanami, ale zamiast prosić o autograf, wpadli na inny pomysł: przejść się korytarzem w zwolnionym tempie w stylu Wesa Andersona. Murray oczywiście się zgodził. Efekt – film, który szybko stał się hitem internetu – przedstawia Billa stanowczo kroczącego z fanami w rytmie rockowej ścieżki dźwiękowej z lat 60. Podobno nawet będąc poza kadrem, nie zmieniał chodu. „To był hołd dla Wesa Andersona i Billa” — napisał jeden z nich. „Wiedział dokładnie, do czego zmierzamy, kiedy go o to poprosiliśmy”.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

7. Kiedy Bill Murray śpiewał Elvisa na prywatnej imprezie karaoke...

Pamiętacie tę scenę w Między słowami, w której Murray śpiewa piosenkę Elvisa Costello? Tak? Cóż, jak mówią, życie naśladuje sztukę. W 2011 roku podczas Karaoke One w Nowym Jorku grupa ludzi – znowu całkowicie obcych Billowi – zauważyła aktora na zewnątrz i zaprosiła go do swojego prywatnej sali. Zgodził się, ponieważ jest Billem Murrayem. Resztę nocy spędził, stawiając wszystkim drinki i śpiewając duet Marie’s The Name autorstwa tego innego Elvisa. „Bill Murray po prostu wszedł” — wspomina jedna z osób. „Po prostu się pojawił i spędził miło wieczór”. Proste, co nie?

8. Kiedy Bill Murray zaśpiewał dla starszej pani w jej 94. urodziny...

Stało się to po meczu koszykówki na Uniwersytecie Baylor, w którym Bill uczestniczył. Wnuk kobiety świętującej 94. urodziny zapytał tylko, czy mogą zrobić sobie wspólne zdjęcie. Odpowiedź Murraya? „Nie sądzisz, że powinniśmy zaśpiewać jej sto lat?”. Wnuk napisał później na Facebooku: „Nie musiał tego robić. Naprawdę chciał sprawić, by moja Babcia poczuła się wyjątkowo. Człowiek z klasą”. Bez względu na wiek, myślę, że wszyscy możemy się zgodzić, że to najlepszy prezent urodzinowy w historii.

9. Kiedy Bill Murray wkręcił się na mecz kickballu w Nowym Jorku...

„To Bill Murray” — można usłyszeć na nagraniu głos pewnej dziewczyny. „Co? Żartujesz sobie?” — mówi inna. Wideo jest dość niewyraźne, ale z pewności widać na nim Billa w niebieskich szortach i czarnej czapce, przyczajonego na środku boiska, czekającego na piłkę jak gdyby nigdy nic. Po raz kolejny było to tak proste, że nikt nie mógł się tego spodziewać ani przewidzieć. Pojawił się, zobaczył, że grają i spytał, czy może się przyłączyć. „Jasne, możesz grać” – odpowiedziała dziewczyna i w tym samym momencie mecz awansował do zupełnie innej ligi. Nie każdego dnia łapiesz piłkę i krzyczysz: „Bill Murray, długa!”

*Fragment wiersza „I dwell in Possibility” Emily Dickinson w przekładzie Stanisława Barańczaka

Artykuł pierwotnie ukazał się na i-D UK


Więcej na VICE:

Tagged:
Film
i-D
bill murray
Kino
historia
dokument
Historie
dziwne
obcy
Legendy
żywe legendy
prawdziwe życie
miejskie legendy
aktor
przypadek