zdjęcia

Co się stanie, kiedy dasz profesjonalnemu fotografowi jednorazowy aparat

Oto sztuka fotografii u samych korzeni

tekst Hans Aschim
23 Luty 2017, 1:45am

Zdjęcie powyżej: When the imperfections make the picture (Kiedy niedoskonałości tworzą zdjęcie), fot. Meg Haywood Sullivan

Artykuł pierwotnie ukazał się na The Creators Projects

Zakurzone pobocza, samotne plażowiczki w bikini i zapierające w dech piersiach krajobrazy to tylko niektóre z kadrów, które można obejrzeć w ramach wystawy 27 Frames . Zdjęcia wchodzące w jej skład są czasami prześwietlone lub nieostre, a ekspozycji daleko do ideału. Jednak to właśnie te szczegóły nadają kolekcji jej niepowtarzalny urok, dzięki któremu tak mocno zapada w pamięć.

Pomysłodawcą tego projekt jest Matt Titone, jeden z założycieli agencji reklamowej  ITAL/C oraz twórca strony poświęconej surfingowi Indoek . Mając na co dzień do czynienia jedynie ze starannie wykadrowanym i podretuszowanymi ujęciami z Instagramu, wpadł na pomysł, że warto byłoby wrócić do korzeni fotografii i do jej dawnej spontaniczności. 

Zamiast po prostu dać hasło do swojego konta na Instagramie jakiemuś profesjonalnemu fotografowi, Titone zaproponował ulubionym artystom, aby za pomocą jednorazowych aparatów uwiecznili otaczający ich świat. Nie dał im żadnych wskazówek, co powinno się znaleźć na zdjęciach; jedyną dyrektywą było to, żeby korzystać z jak najbardziej podstawowego sprzętu. 

Poniżej znajdziecie część zdjęć wchodzących w skład serii 27 Frames. Resztę możecie podziwiać w galerii Think Tank Gallery w Los Angeles.

Prints on prints on prints… (Odbitki na odbitkach na odbitkach…), fot. Matt Titone

„Wszyscy już przywykliśmy do »natychmiastowej gratyfikacji« (w tym wypadku do możliwości zobaczenia zdjęcia od razu) i mody polegającej na maksymalnym dopieszczaniu fotografii. Uznaliśmy, że zabawnie będzie sprawdzić, jak poradzą sobie profesjonaliści na najtańszych analogach. Byliśmy ciekawi, co wyniosą z tego doświadczenia" – powiedział Titone w wywiadzie dla The Creators Project. „Rezultaty okazały się bardzo interesujące. Każda osoba biorąca udział w tym projekcie dowiedziała się czegoś nowego". 

God light at the skatepark (Boskie światło w skateparku), fot. Read McKendree

Weźmy chociażby Chrisa Burkarda, globtrotera specjalizującego się w fotografii reklamowej oraz sportowej (do jego klientów należą zarówno surferskie magazyny, jak i Apple czy Toyota). Dla Burkarda wrzucenie plastikowej jednorazówki do torby z jego bardzo nowoczesnym sprzętem stanowiło pewnego rodzaju przebudzenie, dzięki któremu na nowo odkrył sens swojego rzemiosła i ponownie zbliżył się do fotografowanych przez siebie obiektów. 

An iconic vista through a new lens (Kultowy widok w nowym obiektywie), fot. Chris Burkard

„Po raz kolejny się przekonałem, że doświadczenie jest ważniejsze od sprzętu" – mówi Burkard. „Zawsze trzeba patrzeć na świat, jak gdyby miało się ograniczoną liczbę klisz. Bezmyślne pstrykanie fotki za fotką oddala człowieka od sztuki. Ta przygoda dodała mi nowej energii".

Self-care time is always off the clock (Dbanie o własne zdrowie zawsze ma miejsce po godzinach), fot. Mark McInnis

Jednorazowe aparaty to absolutnie najprostsze narzędzie fotografii. Nie pozwalają na żadną kompensację ekspozycji czy ustawienie ostrości, nie mają też tysięcy nowoczesnych ustawień, do których obecnie wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. I co najważniejsze, nie są wyposażone w ekran LCD, na który można zerknąć po zrobieniu zdjęcia.

Line it up and fire. Flash optional. (Ustaw to i wciśnij przycisk. Flash nieobowiązkowy), fot. Matt Titone

„Podobało mi się, że nie mogłem od razu obejrzeć swoich fotografii" – dodaje Burkard. „Nigdy nie dostałem tamtej kliszy do ręki. Po skończeniu projektu po prostu przekazałem im sprzęt, a kilka miesięcy później pokazano mi wywołane fotografie. Przypominało to dostanie prezentu na święta. Po raz pierwszy od dawna ogarnęła mnie nostalgia". 

Letting the light do the heavy lifting (Przenosząc cały ciężar na światło), fot. Rob Kulisek

Chociaż Burkard większość swoich komercyjnych zdjęć obrabia na cyfrowym sprzęcie, część fotografów nadal realizuje zlecenia za pomocą analogów. Robi tak między innymi żyjący w Santa Barbara Will Adler, który słynie z filmowych, sennych ujęć kalifornijskiej kultury plażowej. Przejście na jednorazowy aparat nie stanowiło więc dla niego tak dużej zmiany jak dla pozostałych, ponieważ nie odbiegało to szczególnie od jego normalnej metody. Jednak mówi, że i tak dużo wyniósł z tego doświadczenia – zyskał poczucie wolności, o której dawno zapomniał.

Shade and shadows (Cień i cienie), fot. Will Adler

„Zacząłem się o wiele bardziej koncentrować na tym, co ma być przedmiotem mojego zdjęcia, a nie tylko na tym, w jaki sposób chciałbym je wykadrować" – tłumaczy Adler. „Celowo potraktowałem fotografię jako medium służące uchwytywaniu pojedynczych chwil, migawek z życia".

Howling at the trees (Wyjąc na drzewa), fot. Laura Austin

Wystawa składa się z 88 zdjęć zrobionych przez 30 fotografów. Wszystkie zyski z 27 Frames zostaną przekazane Surfrider Foundation, która zajmuje się ochroną plaż i nadmorskiego krajobrazu.