Gitarzysta Korna tłumaczy, jak oddzielać szkodliwość religii od wiary w Boga
Wszystkie fotografie: Izabela Szumen
Wiara

Gitarzysta Korna tłumaczy, jak oddzielać szkodliwość religii od wiary w Boga

Kiedyś był uzależniony od narkotyków i nienawidził swojego życia. Teraz modli się ze swoimi fanami i opowiada im o Bogu
6.4.17

Nie znoszę wywiadów z muzykami. Moje oczy samoistnie wędrują gdzieś na tył czaszki, ilekroć czytam zadawane im pytania w stylu: „Jaka będzie nowa płyta?" (pewnie lepsza od poprzedniej) lub „czym się inspirowaliście?" (życie pisało te teksty). Większość tych rozmów to szroty i banał, który omijam szerokim łukiem. Kiedy jednak dowiedziałem się, że dzień po koncercie Korna na warszawskim Torwarze gitarzysta zespołu, Brian „Head" Welch, opowie przed polską publicznością, jak rzucił dragi i odnalazł w swoim życiu Boga, postanowiłem się tam wybrać.

Reklama

Korn to zespół z ponad 20-letnim stażem, który konsekwentnie buduje swoją karierę na piosenkach o bólu, gniewie, poczuciu odrzucenia i całej reszcie tego syfu, który przeżywają wrażliwe dzieciaki.

Ku mojemu zaskoczeniu wśród publiczności zobaczyłem sporo rodzin z dziećmi, młodych ludzi, których bez problemu nazwałbym normcore'ami. Chociaż nie brakowało też fanów Korna, zwabionych obecnością swojego idola.

Część historii gości zdawały się powielać ten sam schemat, w którym bohaterowie dotarli w swoim życiu do punktu granicznego, gdzie dalej był już tylko Bóg lub śmierć. Przypomniało mi to rozmowy z ludźmi, których poznałem, pisząc o Marszu dla Jezusa, który w 2015 roku przeszedł ulicami Warszawy.

Byłem ciekaw, jak sławny rockman łączy wściekłe zamiatanie sceny dredami podczas koncertów z gorliwą wiarą w Stwórcę. Nie spodziewałem się, że w chwili, gdy posłowie świeckiego kraju, jakim jest Polska, debatują w Sejmie na temat roli fatimskich objawień, znajdę więcej sensu w słowach byłego narkomana, który odnalazł Boga. Czy to dobry moment, by wspomnieć o tym, że jestem niewierzący?

Napis na oparciu: „Naśladując Jezusa zmieniamy rzeczywistość". Fot: Izabela Szumen

VICE: Podążasz za Jezusem – ale co z Kościołem katolickim, instytucją, która go reprezentuje?
Brian „Head" Welch: Tak naprawdę nie jara mnie religia, ale szanuję Kościół katolicki. Szanuję jego zwierzchnictwo i czytam dawne księgi na temat niektórych świętych. Kocham to robić. Opisani tam ludzie mieli prawdziwą więź z Bogiem, pomimo tego, że niektórzy z nich byli więzieni i prześladowani, właśnie przez Kościół katolicki. Ale tak, mam wielki szacunek do Kościoła.

Jak w takim razie skomentujesz związane z nim kontrowersje, chociażby przypadki pedofilii księży?
Myślę, że tak samo, jak na świecie są dobre Kościoły, znajdziesz też te złe. Niestety, świat jest spaprany. Jeżeli chcesz się rozwijać, musisz znaleźć te dobre. Przez to, że cały czas jestem w podróży, nie mam czasu, by chodzić do kościoła. Tyle że najważniejsza jest nasza własna, osobista relacja z Bogiem. Nie potrzebujemy do tego księży – to Jezus stoi na ich czele i on jest przepustką do Boga. Świat jest pełen religii, myślisz, że one mogą ze sobą koegzystować?
Myślę, że rzeczy się zmieniają na lepsze. Wierzę, że religii będzie coraz mniej i mniej. Bo Jezus jest prawdą, przyszedł do nas, by dać nam pokój, kiedy to ludzie tworzą podziały. Wierzę więc, że w niektórych kwestiach będzie lepiej, a w innych pewnie się pogorszy – bo jak jest napisane w Biblii, dobro i zło istnieją nierozłącznie. Mówisz, że rzeczy zmieniają się na lepsze, ale co z kryzysem migracyjnym? co z niewpuszczaniem ludzi do krajów tylko dlatego, że są muzułmanami? Ameryka też ma z tym problem.
Wiem, to szaleństwo, bo widzę obie strony tego konfliktu. Widzę dobrych i złych chrześcijan, dobrych i złych muzułmanów. Słyszę, jak jedni przekonują, że jeśli wpuścimy muzułmanów do naszego kraju, to ci ludzie będą zabijać innych. Zaraz potem przypominam sobie o chrześcijanach, którzy mordują lekarzy w klinikach aborcyjnych. Nie mam więc zdania, wiem tylko tyle, że musimy chronić nasze kraje przed niebezpieczeństwami, że musimy sprawdzać ludzi – nie jestem jednak pewien, czy robiłbym to w taki sposób, jak nasz prezydent. No ale nie jestem prezydentem, więc… Przeczytałem, że usłyszałeś głos Boga, będąc uzależnionym od narkotyków. Nigdy nie miałeś wątpliwości, że to wszystko jakiś trip?
W tamtym czasie przeżywałem najgorsze chwile mojego życia. Nie usłyszałem jednak głosu w głowie typu „Jestem Jezusem". Poczułem, jak wypełnia mnie uczucie miłości, jakby dotknęło mnie coś nie z tego świata. Nigdy wcześniej nie doznałem niczego tak pięknego, potężnego. Zrozumiałem, że On jest prawdziwy, że nie muszę żyć w ten sposób, jak dotychczas – mogę być wspaniałym człowiekiem, dobrym ojcem, że będę mógł się na nowo pokochać. To tak jakby mnie nawiedzono dobrymi myślami [śmiech]. Czasem wciąż czuję Jego obecność, ale to nie ja wybieram, gdzie i kiedy. To po prostu się dzieje.

Występ grupy Korn na warszawskim Torwarze dzień przed spotkaniem Heada z wiernymi

Czy zdarzyła się sytuacja, w której miałeś uwagi do słów piosenek, które pisze Jonathan Davis [wokalista zespołu] i chciałeś je zmienić z powodu swojej wiary?
Od 2013 roku, kiedy wróciłem do zespołu, nie mieliśmy ani jednej sprzeczki na ten temat, a to dlatego, że on jest w tym wszystkim prawdziwy. W przeszłości zdarzyło się to tylko raz, kiedy usłyszałem, jak moja młoda córeczka podśpiewuje sobie A.D.I.D.A.S. [skrót od All Day I Dream About Sex – przyp. red.]. Po tym, jak znowu znalazłem się w kapeli i powrócił temat tego kawałka, zadzwoniłem do córki – teraz jest już dorosła – spytałem, co o tym myśli. „Wiesz co tato", powiedziała „kiedy byliście młodsi, to granie tej piosenki pewnie było cool, ale teraz jestem dorosłą kobietą i dla mnie… jest ona po prostu obleśna". Zacząłem się śmiać, wspomniałem o tym Jonathanowi, a on skwitował „kocham tę dziewczynę". Reasumując, to nie były więc sprzeczki, co rozmowy.

Reklama

Wolisz występy z zespołem czy spotkania z wiernymi?
Wolę wszystko, dlatego że teraz kocham życie. Wcześniej miałem pieniądze i całą resztę, a nienawidziłem własnego życia. Dlatego zostawiłem zespół i poświęciłem się wychowaniu córki. Teraz znów jestem w Kornie, spędzam czas z fanami, spotykam się z ludźmi na takich wydarzeniach, jak te tutaj i kocham to wszystko, bo kocham życie. To oczywiście nie znaczy, że nie miewam złych dni.

Dla wierzących, niewierzących i całej reszty. Polub VICE Polska na Facebooku

Co chciałbyś powiedzieć fanom Korna, którzy nie wierzą w Boga?
A czy ty wierzysz?

Nie.
No i ok, przybij piątkę.

Jasne, ale dlaczego tak zareagowałeś?
Bo mam szacunek do wolnej woli każdego z nas i każdy ma prawo wyboru. Ja jedynie opowiadam swoją historię fanom Korna i innym ludziom, że to nie jest kwestia religii, że tak jak w niej, możesz też zagubić się w narkotykach, w gonitwie za karierą, w seksie. Gdzieś między tym wszystkim będzie Jezus i twoja relacja z Bogiem, od którego część ludzi się odwraca właśnie przez religijne instytucje. Możemy razem spędzać czas i dawać czadu i to nie jest ważne, czy wierzysz. Pamiętaj, masz prawo być tym, kim chcesz i za to cię kocham, stary.

Śledź autora na Facebooku 

Autor i Brian „Head" Welch. Fot: Izabela Szumen