FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Przewodnik VICE po odwyku

Porządny ośrodek odwykowy to w dużym skrócie anarchistyczno-socjalistyczna wspólnota, w której obowiązuje tylko jedna zasada: bezwzględny zakaz ćpania i chlania. Nie ma glin, urzędasów ani sztywniaków trujących ci dupę o każdą pierdołę

Zdjęcia udostępnione przez Alana Lewisa – Photopress Belfast

Porządny ośrodek odwykowy to w dużym skrócie anarchistyczno-socjalistyczna wspólnota, w której obowiązuje tylko jedna zasada: bezwzględny zakaz ćpania i chlania. Nie ma glin, urzędasów ani sztywniaków trujących ci dupę o każdą pierdołę. Znajdziesz tu ludzi z każdej warstwy i klasy społecznej. Są lekarze (sama namówiłam swojego dentystę na odwyk), żałosne ludzkie wraki, kumple na zabój, funkcjonariusze policji, kierowcy, którzy po pijaku rozjechali na drodze jakiegoś brzdąca—wszyscy wspierają się i troszczą o siebie nawzajem, jak jedna wielka rodzina na głodzie.

Reklama

Wielu osobom na samą myśl o odwyku zbiera się na wymioty. Nie mogą znieść typowej dla tych ośrodków słodko-pierdzącej życzliwości rodem z sekty i konieczności publicznego grzebania sobie w bebechach. Pytanie, co jest zdrowsze: afirmacja życia czy afirmacja browca, urwanego filmu i jednorazowych numerków po pijaku?

Odwyk nie jest dla każdego. Sporo uzależnionych potrafi samodzielnie zerwać z nałogiem i resztę życia przeżyć w trzeźwości. Ja do nich nie należę. Gdyby nie odwykówka, skończyłabym jak godny politowania, ludzki śmieć. Brzmi znajomo?

Oto kilka złotych zasad dla aspirujących abstynentów…

Anonimowi Narkomani, wersja dla małolatów: Strata czasu. Nastolatkowie z definicji mają nasrane w głowie. Tak naprawdę, gdyby nie dragi, każdy z nich już dawno strzeliłby samobója. Niech sobie ćpają w spokoju. Kiedy mój ziom John chodził do trzeciej klasy gimnazjum, gliny sprzątnęły go za malowanie graffiti. Koleś nigdy nie brał. Jednak wynajęci do jego obrony prawnicy utrzymywali przed sądem, że John był "pod wpływem", kiedy podpisywał się sprejem na ścianie. Dzięki temu miał dostać lżejszy wyrok. W rezultacie spędził dwa miechy na odwyku w South Oaks w towarzystwie bandy nastoletnich ćpunów i kompociarzy. Ich nostalgiczne wspomnienia doznań oferowanych przez narkotyki uwiodły Johna. Ledwo opuścił ośrodek, a już świerzbiły go ręce, żeby się dorwać do PCP albo mety. Nigdy nie skończył liceum. Nie mam pojęcia, gdzie się teraz podziewa.

Reklama

Bezgraniczna nuda: Na odwyku można zdechnąć z nudów. Nie dzieje się tak bez powodu. Bezbrzeżna nuda może doprowadzić człowieka do ostateczności. W akcie desperacji zacznie uczestniczyć w zajęciach, a nawet powoli angażować się w działania w ośrodku. To pierwszy krok ku trzeźwości. Większość uzależnionych to pojebani socjopaci. Niezobowiązująca pogawędka jest dla nich nie lada wysiłkiem, a co dopiero nawiązanie przyjaźni czy romantycznej relacji. Tymczasem nuda zmusza odludków, żeby w końcu wytknęli nos ze swojego pokoju i znaleźli sobie jakichś kumpli. Alternatywą jest gapienie się całymi dniami w ścianę.

Typowy rozkład dnia na odwyku przewiduje posiłki, spotkania anonimowych alkoholików/ anonimowych narkomanów, znowu żarcie, terapię grupową, kolejne zebrania AA/ AN, czas na szluga i coś na ząb, i wreszcie sen. Zakochiwanie się w pasztetach to kolejny punkt programu, ale o tym później.

(Mała) czarna: W ośrodkach odwykowych panuje całkowity zakaz spożywania kofeiny. Oczywiście dostępna jest kawa z kontrabandy. Stanowi rodzaj miejscowej waluty. Jeśli pożresz się z laską, która jest w posiadaniu kawy, reszta twoich znajomych bez skrupułów się od ciebie odwróci. W końcu to ćpuny, wasza znajomość trwała nie dłużej niż tydzień, a kawa do tej pory nigdy ich nie zawiodła, więc…sorry, stary.

Stany deliryczne: Wbrew powszechnemu przekonaniu, tylko w dwóch przypadkach odstawienie substancji uzależniającej może spowodować zgon u osoby uzależnionej: kiedy w grę wchodzą prochy na receptę i gorzała. Pijakom po odstawieniu alkoholu grozi delirium tremens, albo inaczej biała gorączka. Nie brakuje konowałów, którzy uważają delirium tremens za mit. Niech to powiedzą wszystkim tym zapijaczonym frajerom, którzy po odstawieniu butelki doświadczają omamów wzrokowych, napadów drgawkowych, a czasem nawet dostają zawału. Na tym właśnie polega delirium. Drugi człon nazwy bierze się z nieustającego dygotu, który wstrząsa ciałem alkoholika. Każdy wie, że pijaka można poznać po trzęsących się rękach. Delirium tremens zawsze będzie mi się kojarzyć z ojcem Hucka Finna. Oględnie mówiąc, stary "Pap" Finn nie wylewał za kołnierz.

Reklama

To jednak nic w porównaniu z odstawieniem prochów. Twoim przeciwnikiem jest syntetyczny związek chemiczny, który powstał po to, żeby rozpierdolić ci mózg. Leczenie zespołu abstynencyjnego w przypadku lekomanii polega na podawaniu kolejnych prochów. W rezultacie twój organizm staje się polem walki dla dwóch wrogich obozów substancji chemicznych.

Na odwyku wprawdzie potrafią skutecznie leczyć z uzależnienia od prochów, ale ceną, którą przyjdzie ci za to zapłacić, jest utrzymująca się grzybica i osłabiony układ odpornościowy. Kochani lekomani: bez obaw, na pewno stać was na terapię odwykową. Skoro dotychczas starczało wam hajsu, żeby płacić dziesięciu różnym lekarzom w mieście za lewe recepty, to teraz też coś wyskrobiecie ze skarbonki.

Ekstrakt z wanilii: Pewna kobieta wyjawiła mi kiedyś, że w akcie desperacji osuszyła całą buteleczkę olejku waniliowego po tym, jak jej mąż wyrzucił z domu ostatnią butelkę gorzały. Olejek waniliowy w 35 procentach składa się z alkoholu. Z początku myślałam, że to jakieś bajki, ale chyba faktycznie takie rzeczy się zdarzają.

Fatalne zauroczenie "białkiem": Bohaterem jednej z moich ulubionych anegdot jest koleś, który uzależnił się od "białka". Używał nazwy "białko", bo był piernikiem koło pięćdziesiątki i do tego skończonym cieniasem. (Mówi się feta, stary).

Ten adwokat celebrytów z Los Angeles przez całe życie nie tknął dragów, mimo że jego młodość przypadła na lata sześćdziesiąte (ale wtedy pilnie studiował prawo). Zarabiał na chleb, reprezentując interesy największych nazwisk z szołbizu. Czuł się nietykalny, pracując dla wpływowych Żydów, do których należy Miasto Aniołów. Aż pewnego wieczoru poznał dziewczynę swoich marzeń. "Była przepiękna, prawdziwa artystka. To znaczy, uważała się za artystkę, chociaż w opinii większości była zwykłą striptizerką…" Laska dała mu spróbować "białka" i to był początek końca. Zanim się obejrzał, zdzierał tapety ze ścian w luksusowym hotelu Four Seasons, bo był święcie przekonany, że pokój jest na podsłuchu. Meblami, w tym łóżkiem, zatarasował wejście do pokoju, a okna pozasłaniał workami na śmieci i folią aluminiową. Jego przyjaciele zastali go w trakcie wyrywania minibarku z wnęki w ścianie. Wydawało mu się, że spadła mu tam saszetka z fetą. Podzielił się z nami swoją historią drugiego dnia na odwyku. Następnego dnia zniknął.

Reklama

Gustowne dresy: Nie przesłyszałaś się. Weź więcej, niż jeden, bo te ciuchy są wprost stworzone dla bywalców ośrodków odwykowych. Rozpuszczone córeczki tatusiów chodzą w dresach na zakupy do supermarketu, pięćdziesięciolatki kupują dresy z kaszmiru, a żony mafiosów paradują w dresach, które na tyłku mają napis “New Jersey”. W prawdziwym świecie noszenie dresów w powyższych sytuacjach to totalny obciach. Na myśl przychodzą mi od razu laski z getta, które próbują wyglądać jak J. Lo… Błagam, litości. Wszyscy ci frajerzy w dresach wyglądają jak tłuste i niechlujne nieroby, które o niczym innym nie marzą, jak o tym, żeby ktoś zerżnął ich w dupę. Co innego odwyk. Koniecznie przywieź ze sobą walizkę pełną dresów. Będziesz wyglądać i czuć się jak prawdziwa królowa.

Hazard: Niedozwolony w żadnej postaci. Głupią uwagę w stylu "Założę się, że jutro będzie lało" możesz przypłacić wyrzuceniem z ośrodka. No dobra, tylko żartuję. Faktem jednak jest, że na odwyku nie wolno uprawiać hazardu. Hazard silnie uzależnia. Znałam kiedyś jednego hazardzistę. Zdradził mi, że lubi przegrywać. Jara go, jak dostaje po dupie od losu. Chore, nie? Powtórzmy raz jeszcze: hazard jest be.

Inne zaburzenia: Zaburzenia odżywiania idą w parze z uzależnieniami od narkotyków. Są jak dwaj najlepsi kumple, którzy namawiają się nawzajem do kolejnych wygłupów. Właśnie dlatego obie patologie leczy się często w tym samym ośrodku (poza tym wrzucanie wszystkich choróbsk do jednego wora opłaca się firmom ubezpieczeniowym). Na odwykówce mówimy o takich pacjentach "Podwójnie wygrani". W rzeczywistości jednak to przegrańcy, a do tego z nadwagą. Co przywodzi mi na myśl…

Reklama

Jedzenie: Od ośmiu lat zastępujesz śniadanie, obiad i kolację czerwonym wytrawnym. Postanowiłeś zerwać z chlaniem. I co? Dosłownie zdychasz z głodu. Mógłbyś zjeść konia z kopytami, tak cię ssie w żołądku.

Ćpuny to niejadki, przynajmniej na początku, kiedy cały czas chce im się rzygać. W chwili, gdy ustępują uporczywe mdłości, zapadają na KOLEJNĄ chorobę, znaną jako czekoholizm (tak, to naprawdę jest jednostka chorobowa). Winne temu są zapewne endorfiny, które powstają w mózgu po spożyciu czekolady. Uwalniają się do organizmu, powodując uczucie głębokiej przyjemności, co mocno uzależnia.

Skoro mowa o fizjologii, nie sposób nie wspomnieć o bąkach. Na odwyku pierdzi dosłownie każdy. Bąków jest tyle, że zaczynają ze sobą wchodzić w dialog. Tworzy się podziemna społeczność bąków - rządząca się własnymi prawami bąkokracja. Niektóre bąki padają nawet ofiarą uprzedzeń.

Ketamina: Świat jest pełen ludzi uzależnionych od ketaminy. Mimo to placówki odwykowe pozostają w tym względzie bezradne. Nie wiadomo, jak postępować wobec osób nadużywających tego środka. Nie powoduje wyraźnego fizycznego uzależnienia, ani nawet długoterminowych skutków ubocznych. Terapeuci zwykle mówią: "Eeee…", a potem olewają ketaminę, jako niegroźny dysocjant. Większość ludzi biorących ketę czuje się nieswojo wśród "prawdziwych" ćpunów i nigdy nie trafia na leczenie. Duży błąd, bo ketamina to naprawdę mocne gówno, które prędzej czy później zrobi ci z mógu rzadką papkę.

Reklama

Lenistwo: Kiedyś na odwyku była ze mną niejaka Ingrid. Baba była gruba i uzależniona od cracku (niewiarygodne, a jednak prawdziwe). Ewidentnie wszystko jej zwisało. Pierwszego dnia wtoczyła się do ośrodka na wózku inwalidzkim, głośno sapiąc, jarając szluga i zażerając się klopsem w bagietce. Babsko nie było w stanie samo podetrzeć sobie tyłka. Dosłownie. Dziękowałam opatrzności, że nie jestem jakąś nieszczęsną pigułą, która zmuszona jest się nią zajmować. Jednocześnie wznosiłam modły do Boga, żebym tylko NIE musiała z nią dzielić pokoju. Skóra Ingrid była szara jak życie w komunie. Wydawała z siebie odgłosy, jak zatkany puzon, a od jej chrapania drżały ściany w całym ośrodku.

Pewnego dnia, będąc świeżo po dawce metadonu, zaproponowałam jej przejażdżkę po ośrodku. Napięłam wszystkie mięśnie, ale nie byłam w stanie posunąć wózka nawet o centymetr. Laska ważyła chyba z tonę, a do tego tkwiła w całkowitym bezruchu, jak jakiś katatonik. Aż kiedyś, po skończonym posiłku, Ingrid zachciało się zapalić. Od pielęgniarki dowiedziała się, że jarać można tylko na zewnątrz. Wtedy Ingrid wstała z wózka, wyszła na dwór i zapaliła mentola. Piguły o mało nie wyszły z siebie. Babsztyl miał sprawne nogi. Była w stanie poruszać się o własnych siłach, ale wybrała wózek inwalidzki, bo "nie chciało jej się chodzić." Suka była skrajnie leniwa! Widok tej kupy sadła wytaczającej się na dwór na fajkę sprawił, że po raz pierwszy od dziesięciu lat coś poczułam (był to mega wkurw).

Reklama

Ładna buźka: Na detoksie cały syf wypływa z ciebie każdym porem ciała. Pocisz się równie obficie, co Kręcina na konferencji prasowej. Na twarzy wyrastają ci coraz to nowe wulkany, w których buzuje nagromadzona ropa.

Metadon: Co stanowi substytut heroiny? Według AA jest to "silna wola". Religia jednoznacznie wskazuje na Boga. Twój mózg podpowiada, że herę zastąpią ci z łatwością: dobre żarcie, seks i kasa. Zamiennikiem heroiny, który uwielbiają szpitale państwowe i pracownicy opieki społecznej jest METADON. To lek opioidowy, który podaje się doustnie, więc nie trzeba się kłuć ani niczego wdychać. Ale odlot jest praktycznie taki sam, jak po helenie.

Faktycznie, metadon całkowicie leczy z uzależnienia od dragów; w zamian uzależniasz się od metadonu, a z tym nałogiem jest o wiele trudniej walczyć. Mam wśród znajomych ludzi, którzy grzali heroinę przez dwa lata, a metadon przez kolejnych dwanaście. Wiesz, dlaczego ulicznym ćpunom wylatują włosy i zęby? Głównym winowajcą wcale nie jest heroina, ale właśnie metadon. Owszem, po heroinie wychodzą ci syfy na twarzy, ale z pewnością nie stajesz się od niej bezzębny. Lekarze decydują o wielkości podawanych dawek, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś resztę życia przeżył w metadonowym ciągu. Zostań przy heroinie, a prędzej czy później przedawkujesz (raczej prędzej, biorąc pod uwagę kiepską jakość dostępnego towaru).

Nikotyna: Nawet, jeśli nie byłeś uzależniony od nikotyny w momencie rozpoczęcia terapii odwykowej, to opuszczając ośrodek na bank będziesz palił jak komin. Jaranie szlugów to sposób na nawiązywanie nowych znajomości. Zresztą ta metoda sprawdza się również poza odwykiem. Jest idealna dla osób pozbawionych pewności siebie, które duszą w sobie wszelkie emocje i nie wiedzą, co robić z rękami w trakcie rozmowy. Szlug to ich koło ratunkowe w sytuacji, kiedy inni przerzucają się bon motami, a im nie przychodzi do głowy nic błyskotliwego. [Albo po prostu weź i wyluzuj—Ed.]

Reklama

Opioidowe, blokery: Słyszałam, że blokery receptorów opioidowych mogą pomóc przy odstawieniu opiatów, ale wśród ćpunów krąży opinia, że to szajs dla rozpieszczonych, bogatych bachorów. Łagodzą ból i inne dolegliwości towarzyszące odstawieniu narkotyku, jednak zdecydowanie nie zmniejszają głodu. Dowód z życia wzięty: byłam świadkiem, jak pewien dzieciak wydał sto dolców na dziesięć saszetek towaru, załadował sobie całość i kompletnie nic nie poczuł. Lepszy odlot miałby po mocnej herbacie. Biedak łudził się, że taka końska dawka zada śmiertelny cios blokerom, ale te skurwiele są jak milionowa armia złożona z mikroskopijnych Niesamowitych Hulków, których jedynym celem jest obrona twojego mózgu przed ulicznym towarem. Nigdy wcześniej nie widziałam kogoś tak zawiedzionego, jak ten dzieciak.

Pierwszy lepszy lakier do włosów: W ośrodkach terapeutycznych obowiązuje zakaz posiadania lakieru do włosów. Lakier w 77 procentach składa się z alkoholu. Taka ilość wystarczyłaby, żeby ulżyć twojemu delirium tremens.

Rendez-vous z ćpunami: W moim ośrodku odwykowym co wieczór przed zapadnięciem ciszy nocnej spotykaliśmy się w określonym miejscu na terenie placówki, żeby podzielić się swoimi obawami, problemami, lękami, albo na kogoś poskarżyć. Kiedy po raz pierwszy pojawiłam się na takim spotkaniu, akurat trwał wieczór "wyborczy". Wybierano poszczególne osoby do wykonywania określonych obowiązków w nadchodzącym tygodniu (pobudki, zamiatania, zmywania, itp.). Głosowanie polegało na JEDNOKROTNYM podniesieniu ręki do góry. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że trzeba było przynajmniej z pięć razy przeprowadzić próbę głosowania, zanim wszyscy załapali, o co chodzi. Każdy ćpun podświadomie dąży do klęski, a przyjmowanie rad od innych nie jest jego mocną stroną. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, kiedy na spotkaniu padło pytanie, czy są jakieś skargi na współlokatorów i jedna z pensjonariuszek, niejaka Stephanie, poprosiła o przeniesienie do innego pokoju, bo jej współlokatorka "trzyma kurę pod łożkiem i strasznie od niej jedzie!"

Reklama

Seks: Personel na odwykówce marzy tylko o dwóch rzeczach: 1) żeby chociaż jedno z ich podopiecznych nie było "pod wpływem" i 2) żeby nikt się z nikim nie bzykał. W ośrodkach, w których panuje przyjacielska atmosfera, każdy brata się z każdym, co tylko zaostrza apetyt seksualny pensjonariuszy. Nagle zaczyna cię ciągnąć do najpaskudniejszych pasztetów, na które w zwykłych okolicznościach nie spojrzałbyś dwa razy. Cóż, na bezrybiu i rak ryba. Zasada ta sprawdza się szczególnie w sytuacji, kiedy przyszło ci żyć w społeczności równie licznej, co populacja bezludnej wyspy.

Obudzone po długim uśpieniu libido mści się na tobie bez żadnych skrupułów. Nie czuj się winny, jeśli snujesz fantazje erotyczne, w których posuwasz osiemnastoletnią kompociarę z Minnesoty w składziku za pralnią. Wręcz przeciwnie, upajaj się tą wizją! Od dawna skrycie marzyłeś o wylizaniu kościstej sześćdziesięciolatki z obwisłymi cyckami? Śmiało, teraz nadeszło twoje pięć minut! Co więcej, nie musisz do niej dzwonić następnego dnia, a udawanie, że się nie znacie, jest jak najbardziej wskazane! Zresztą, babcia też cię zleje.

Grupy terapeutyczne: Grupy terapeutyczne różnią się od odwyków tym, że w życiu osób trafiających do grup nałóg jest akurat najmniejszym problemem. Przeciętny uczestnik to bezdomny, członek gangów Crips i/lub Bloods, samotna matka i ludzie z marginesu, niezdolni do życia w społeczeństwie. W tych placówkach panują inne zasady, niż w luksusowych i przyjaznych ćpunom typowych ośrodkach odwykowych. Obowiązuje w nich "twarda miłość", czytaj: wszyscy na ciebie wrzeszczą i wyzywają od najgorszych. Najpierw muszą cię zniszczyć, żebyś mógł się narodzić na nowo, jako lepszy człowiek. Brzmi super, szczególnie, kiedy jesteś w trakcie procesu odstawiania środka uzależniającego.

Reklama

W bardziej snobistycznych ośrodkach odwykowych, każdy pacjent ma swojego własnego terapeutę. W grupach terapeutycznych na jednego terapeutę przypada jedenastu pensjonariuszy. (Gwoli ścisłości: w obu typach ośrodków odsetek wyzdrowień wynosi tyle samo, czyli 8 procent.)

Uryna pod lupą: Pensjonariusze przemycają dragi na odwyk. Żadna rewelacja. Zwykle są to osoby, które trafiły do ośrodka z nakazu sądu. Próbują przestać grzać na jakiś czas, żeby obniżyć sobie tolerancję na dragi. Przeciętny osobnik tego rodzaju ma już na swoim koncie z trzydzieści pobytów na odwyku. To z ich powodu firmy ubezpieczeniowe zaczynają węszyć. Jeśli istnieje choć cień podejrzenia, że bierzesz, natychmiast czeka cię badanie moczu na obecność narkotyków. Jeśli badanie wykaże, że nie jesteś czysty, a w ośrodku znalazłeś się wskutek wyroku sądu, to bezzwłocznie trafiasz do pudła. Jeśli na odwyk zapisałeś się z własnej woli, po prostu wyrzucają cię z ośrodka. Badania moczu przeprowadzane są bez zapowiedzi i w obecności czujnej piguły, która nie spuszcza cię z oczu, kiedy sikasz.

Współlokatorzy: Współlokatorzy zawsze są do dupy. Swego czasu dzieliłam pokój z pewną damulką o ksywce "Pomidor na wykałaczce". Była bardzo wychudzona, ale twarz miała obrzmiałą i czerwoną (jak każdą pijaczkę, szpeciły ją pęknięte naczynka krwionośne). Mówiła mechanicznie jak robot. Codziennie dopytywała się, czy może pożyczyć ode mnie ciuchy (niestosowna prośba, biorąc pod uwagę, że babsko miało 55 lat). Potem moją współlokatorką została kobieta, której nigdy nie zamykały się usta. Kiedy głos zabierał ktoś inny, gwałtownie kiwała głową z zamkniętymi oczami, jakby potakiwała swojemu rozmówcy: "No, doskonale wiem, o co ci chodzi." To nawyk często występujący u osób, które w ogóle nie słuchają, co się do nich mówi. Nieodmiennie budzi moją irytację. Poza tym puszczała bąki w trakcie snu, brała prysznic i srała przy otwartych drzwiach. Kiedyś nawet przyłapałam ją w ten sposób na masturbacji! Bleee.

Reklama

Zespół abstynencyjny: Po angielsku mówi się na to "cold turkey", czyli "zmarznięty indyk". Nazwa nie wzięła się znikąd. Trafnie opisuje objawy raptownego odstawienia heroiny, czyli gęsią skórkę, która pojawia się nawet przy ponad trzydziestostopniowym upale. Innymi symptomami towarzyszącymi zespołowi abstynencyjnemu są mimowolne skurcze mięśni. Zaczynasz przypominać rozkapryszonego bachora, który ma napad złości, kładzie się na ziemi i wymachuje nogami w ataku furii. Terapeuci mówią na to "gorące krzesła"; rozsiadłeś się wygodnie w jakimś miejscu, ale twoja radość nie trwa długo, bo już za chwilę zaczyna cię nosić i musisz się przesiąść gdzie indziej. Kiedy już udało ci się zaliczyć każde krzesło w pomieszczeniu, rejterujesz do kibla. Tam czeka na ciebie ostatnie siedzisko i zarazem jedyne, które jest w stanie pochłonąć hektolitry sraczki, wytryskującej z ciebie potężnym strumieniem. Podczas wizyty w sraczu powinieneś mieć na podorędziu jakieś wiadro. Produkowana obficie w twoim organizmie dopamina do tej pory chroniła cię przed bólem. Mogłeś zaciąć cię papierem aż do krwi i nic nie poczuć. Od kiedy przestałeś brać, każde tego rodzaju doznanie jest spotęgowane. Siedzisz w klopie i czujesz się, jakby z ust wystawał ci wąż strażacki, z którego wartką strugą sikają rzygi. Właśnie tak twoje ciało rewanżuje ci się za to, że przez całe lata robiłeś je w chuja.

Ale poczekaj z użalaniem się nad sobą do pierwszej terapii grupowej. Wtedy dopiero obleci cię prawdziwy strach. Puszczanie pawia i rzadka sraczka to nic w porównaniu z koniecznością przeprowadzenia rachunku sumienia (musisz spisać listę wszystkich swoich cech i zachowań, które czynią z ciebie bezwartościowy kawałek gówna). Fizyczne dolegliwości związane z odstawieniem opiatów trwają nie dłużej, niż pięć dni. To pryszcz w porównaniu z czekającym cię moralnym upodleniem.

Ziewanie: Ciągłe ziewanie to pierwszy z objawów odstawienia heroiny.

Żyły (ze) złota, czyli odwyk dla sławnych ćpunów: Wyłącznie dla celebrytów. Promises wśród swoich klientów miało samego Bena Afflecka. Na swojej stronie nawet nie podają kosztów leczenia. Kiedyś do nich zadzwoniłam. Obiecali, że się odezwą, ale nigdy tego nie zrobili. W Promises dostajesz swojego własnego kucharza, pokój z gankiem lub tarasem do wyłącznego użytkowania i terapeutę, który wie, jak postępować z rozbestwionymi supergwiazdami o przerośniętym ego bez konieczności włażenia im w tyłek. Z kolei w Cirque Lodge, gdzie leczyła się z uzależnień Mary Kate Olsen, masz dostęp do prywatnego jacuzzi, sauny, salonu fryzjerskiego i salonu masażu (jak sugeruje nazwa, jedna z atrakcji może, choć nie musi być związana z cyrkiem).

W niektórych ośrodkach, jak w tym, w którym leczyli się członkowie Mötley Crüe (w Sierra Tucson), dostępna jest także hipoterapia. Zapewne głaskanie konia poprawia samopoczucie. Ciężko z tym polemizować, skoro powszechnie wiadomo, że wszystkie szkapy mają potężną aurę.

Rzucanie dragów to nie przelewki. Czeka cię transformacja w tłustego, zlanego potem i opryszczonego członka pseudo - oazy. Prędzej czy później twoi kumple cię oleją, bo już nie imprezujesz, tak jak dawniej. Zresztą, sam złapiesz się na tym, że czujesz się nieswojo w towarzystwie większości osób i vice versa.

Z drugiej strony, funkcjonowanie w realnym świecie po wyjściu z ośrodka odwykowego to niezły odjazd. Jest lepiej niż na kwasie. Twoje nowe życie jest o wiele fajniejsze, niż większość zaliczonych przez ciebie do tej pory odjazdów, choć nie dorównuje najlepszemu hajowi. Zaraz, czy to ma w ogóle sens? Ciężko powiedzieć, bo strasznie się upaliłam. Oczywiście, to żart.

FINANSOWA DOMINACJA - NAJDROŻSZY Z FETYSZY

NORWESKI HRABIA ARESZTOWANY WE FRANCJI

MOJE LEKI DZIĘKI NIM MOGĘ NORMALNIE ŻYĆ