FYI.

This story is over 5 years old.

Μόδα

​Faszyzm Week

Michał Witkowski tłumaczy się, że swoje nakrycie głowy z symbolem SS dostał w ostatniej chwili i nie przyglądał mu się zbyt wnikliwie. Powstaje pytanie, gdyby stylista nasrał mu na czapkę, Witkowski założyłby na głowę gówno?

Źródło zdjęcia: Filip Chajzer/Facebook

Z hukiem zakończył się łódzki Fashion Week. Osobą odpowiedzialną za zamieszanie jest Michał Witkowski, pisarz i felietonista, który w Łodzi szczerzył się beztrosko do dziennikarskich fleszy w czapce z symbolem SS — nazistowskich oddziałów z czasów II wojny światowej. Nie trzeba było długo czekać na wysyp gniewnych komentarzy, potępiających „dobór garderoby", jawnie propagującej jeden z najstraszliwszych systemów totalitarnych XX. wieku. Na portalach społecznościowych swój protest opublikowali m.in. Karolina Korwin-Piotrowska, przypominając paragrafy za publiczne szerzenie nazizmu i Dorota Wróblewska, określająca stylizację jako „bulwersującą". Mniej wybredny w słowach okazał się znany prezenter telewizyjny i dziennikarz, Filip Chajzer, który swoim poście spytał wprost: „Czy na tej pustej imprezie nie było ani jednego rozsądnego człowieka, który zdzieliłby go w ten pusty łeb?". Warto tu dodać, że prezenter TVN-u już raz starł się z Witkowskim, podczas programu „Ugotowani", gdy pisarz stawił się na plan z powstańczą opaską na ramieniu. Chajzer kazał mu wtedy ją zdjąć i schować.

Reklama

Obecna skala oburzenia zmusiła Michała Witkowskiego do napisania oświadczenia na swoim blogu:

„W związku z incydentem zaistniałym w Łodzi 18 kwietnia 2015 roku chciałem szczerze przeprosić opinię publiczną za użycie w stylizacji kapelusza z symbolem, który został odczytany jako symbol SS. Nigdy nie bylem, nie jestem i nie chciałem być propagatorem treści związanych z jakąkolwiek ideologią, a w szczególności z ideologią nazistowską. Nie było moją intencją szerzenie symboliki SS. Kapelusz wraz z elementami stylizacji przygotowywał mi stylista, a otrzymałem go przed samym pokazem, tak też nie przyglądałem mu się zbyt wnikliwie. Założyłem kapelusz nie mając świadomości, że mógłby on kogoś urazić. Chciałbym nadmienić, że w momencie, kiedy zwrócono mi uwagę, że naszyte na kapelusz części tkaniny mogą zostać odczytane jako symbol SS natychmiast się go pozbyłem. Jeśli ktokolwiek poczuł się urażony jest mi z tego powodu bardzo przykro i za co jeszcze raz pragnę przeprosić.

Michał Witkowski"

Źródło: fashionpathology.com

Czy powyższe słowa zamykają sprawę? Pewnie ich autor nie życzyłby sobie teraz niczego innego, jak zamieść temat pod dywan, nakrycie głowy ze znakiem SS — autorstwa Jacka Olejniczaka — wrzucić na dno szafy, albo najlepiej spalić publicznie, by wszyscy widzieli, jak Witkowski bardzo żałuje swojego zachowania. Problem w tym, że nie widzę tu jego żalu. Chociaż swoją wypowiedź zaczyna od przeprosin, to samo zdanie zamyka stwierdzając, że to my — odbiorcy odczytaliśmy symbol na jego czapce jako symbol SS. Przecieram oczy, ale nadal widzę tam znak rozpoznawczy nazistów. Idąc dalej, pan prowokator całą odpowiedzialność zrzuca na swojego stylistę (jak odważnie) – bo ten w OSTATNIEJ CHWILI wręczył celebrycie (to słowo nie jest tu przypadkiem) strój, któremu Witkowski się nie przyjrzał. Idąc tą logiką, gdyby stylista nasrał mu na kapelusz, albo wyszył na marynarce „KUTAS" , nieświadomy niczego pisarz poszedłby tak na „ściankę"? Pech dla Witkowskiego, że wspomniał o swojej stylizacji już we wcześniejszym poście. Napisał wtedy, że „ma być kontrowersyjnie. I na pewno tak będzie", dodając asekuracyjnie, że „za treści wyrażone na kapeluszu nie odpowiadam". Tym samym pokazał, że dokładnie zdawał sobie sprawę, w co się pakuje. Taki to skandalista, który chce zachować czyste ręce.

Reklama

W tym wszystkim martwi mnie jednak wcześniejsza wypowiedź Chajzera. Bynajmniej nie chodzi o to, że wspomina w niej o biciu Witkowskiego — ale dlatego, że na zadane pytanie „czemu nikt nie zareagował?" nadal nie usłyszałem odpowiedzi.

Moda już wcześniej romansowała ze stylistyką totalitaryzmu, bawiąc się w recycling określonych symboli z historii. Przykładem jest Boy London i jego przeróbka nazistowskiego orła na piersi lub ZARA wypuszczająca serię ubrań, przypominających żydowskie pasiaki z obozów koncentracyjnych. Serio, czy twórcy tych rzeczy mają aż tak krótką pamięć? A może bliżej im do Johna Galliano, byłego dyrektora kreatywnego DIOR-a, który będąc nietrzeźwym przyznał, że wielbi Hitlera, za co został tymczasowo skazany na zawodową banicję?

I chociaż dziwi mnie takie przyzwolenie świata mody na paradowanie po wybiegach w strojach odwołujących się do koszmarów wojny i cierpienia milionów ludzi, chyba jestem w stanie zrozumieć motywy Michała Witkowskiego. W końcu całe zdarzenie miało miejsce na Fashion Weeku, imprezie celebrującej piękno — to zrozumiałe, że Witkowski chciał jakoś to sobie zrekompensować i zwrócić na siebie uwagę. Trzeba przyznać, że to mu się udało — zabłysnął, tyle że głupotą.