Jak dobrze być królem Alpak

Kacper Kosiński

18 lat temu Piotr, właściciel największej hodowli w Polsce, postawił wszystko na jedną kartę i sprowadził do kraju pierwszą alpakę

W miejscowości Ślesin (woj. wielkopolskie) znajduje się największa w Polsce hodowla alpak, a właściciel wraz z żoną co jakiś czas organizują szkolenia z zakresu prawidłowego chowu, adresowane do uczniów szkół rolniczych, studentów, zootechników czy techników weterynarii. Organizatorzy postanowili spróbować sił w marketingu internetowym i po raz pierwszy utworzyli w mediach społecznościowych wydarzenie. Na kurs hodowli alpak zapisało się na Facebooku ponad 4 tys. osób, a 11 postanowiło obserować wydarzenie. Oczywiście w dobie śmieszkowych wydarzeń nikt chyba się nie spodziewał, że Ślesin przeżyje najazd. Postanowiłem to sprawdzić empirycznie.

W sobotę, chwilę po trzynastej, nawigacja w telefonie informuje mnie, że dotarłem pod wskazany adres. Pani Marta, właścicielka hodowli wychodzi mi na spotkanie i prowadzi mnie do pokoju, w którym kursanci przyswajają teorię z zakresu hodowli tych trawożernych ssaków parzystokopytnych z rodziny wielbłądowatych. Siedem, może osiem twarzy. Na stołach dużo kserówek, kojarzy mi się to ze szkołą językową, może słusznie, bo część z materiałów jest w języku niemieckim. Najwidoczniej polskojęzyczne opracowanie podręcznika jeszcze nie istnieje albo do niczego się nie nadaje.

W dniu, w którym przyjechałem, kursanci uczyli się obcinać zwierzętom pazury, myć zęby, a także obserwować proces socjalizacji. Właściciel hodowli, Piotrek (szybko zaprasza, byśmy przeszli na „ty") jest z wykształcenia magistrem ogrodnictwa i już od blisko 18 lat żyje z alpakami przez płot. Tyle też dokładnie ma Marta – imię dostała po żonie, przyjechała z Hiszpanii jako pierwsza alpaka w Polsce. Piotr hodował kiedyś drób, ale zamknął interes, bo miał z nim dużo problemów. Przegrzebując otchłanie ubogiego jeszcze wtedy internetu, postawił wszystko na jedną kartę i sprowadził do naszego kraju pierwszą alpakę.

Ślesińskie królestwo jest największe w kraju, liczy prawie 150 okazów. Piotr zna wszystkie polskie hodowle, ale nienawidzi handlarzy. „Nie dbają o dobro zwierząt, nie prowadzą regularnych badań weterynaryjnych (jak opłacanie przyjazdu weterynarza z aparaturą USG)", mówi. „Liczy się dla nich tylko czysty zysk".

Ojczyzna alpak to Peru, a także Chile i Boliwia. Na całym świecie jest ich koło dwóch milionów, żyją tylko w hodowlach. Ich przodkowie żyjący w dziczy to wikunie. Kiedyś alpak było na tamtych ziemiach zdecydowanie więcej, ale przez konkwistadorów, którzy przywieźli ze sobą liczne choroby, zaczęli wymierać i Indianie i zwierzyna. Portugalczykom oraz Hiszpanom od razu przypadła do gustu wełna i szlachta ubierała się w nią od stóp do głów. Przez to, że jest bardzo lekka, idealnie sprawdza się w gorącym klimacie.

Miot alpaki to zawsze jedna sztuka, ciąża trwa około 345 dni. Piotr dodaje: „Ceny dorosłych okazów zaczynają się od dwóch tysięcy złotych, a mogą kończyć nawet i na stu. Gdy zachodni sąsiedzi upatrzą sobie daną alpakę, są w stanie porządnie za nią zapłacić, żeby zabrać z powrotem do Niemiec. Moim zdaniem zaczyna to już trochę przypominać «przemysł» konny".

Alpaki hoduje się głównie na wełnę. Niezależnie od szerokości geograficznej, strzyże się je raz do roku. W maju lub czerwcu, najpóźniej w lipcu. Z jednego zwierzęcia można zebrać od dwóch do czterech kilogramów wełny. W Polsce ceny zgrzeblonej i wypranej wełny wahają się od 350 do 400 zł za kilogram. Peruwiańska gospodarka w dużej mierze opiera się na eksporcie tej wełny. Cena czystej wełny może odpowiadać tam cenie czystej kokainy w tej samej wadze.

Wełna alpak jest hipoalergiczna, w odróżnieniu np. od tej zbieranej z owiec. Miałem okazję bezpośrednio porównać je w dotyku i ta z ostrzyżonego barana wypada przy wełnie z alpaki jak Red Label przy Aberlourze. Podhale kiedyś padnie na kolana, gdy hodowla alpak bardziej się spopularyzuje. Zakopiańskie kożuszki będą gryźć biedę, a nie ciała turystów. „James Bond najlepiej wie co warto na siebie wrzucić", Piotr podsumowuje. Właściwości materiału docenił Daniel Craig, nosząc rękawiczki z włóczki alpak w „Spectre", a jeszcze wcześniej, bo już w latach 60., Sean Connery mając szyte całe garnitury z tegoż materiału.


Nie tylko o słodkich zwierzaczkach. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Mięso alpak zawiera z kolei nawet dwa razy mniej tłuszczu niż najchudszy drób. Według niektórych, w smaku przypomina jagnięcinę. Dostarcza dużo białka i żelaza, za to niewiele cholesterolu. Niemcy się w nim rozsmakowali, importują je z Peru. Do warszawskich knajp ta moda też dotrze, to kwestia czasu. Pytam Piotra, czy próbował kiedyś mięsa alpaki (np. kiedy padła) – ale dla niego to podobna sytuacja, jak gdyby ktoś chciał zeżreć swojego martwego psa. „Nie próbowałem i nigdy też nie spróbuje", dodaje z pewnością w głosie.

Alpaki to zwierzęta o bardzo łagodnym usposobieniu, są delikatne i płochliwe, zupełnie pozbawione agresji, dlatego są wykorzystywane w alpakoterapii, o której opowiada mi Marta. Jak sama nazwa wskazuje, to terapia z udziałem alpak, ukierunkowana na osiągnięcie konkretnego celu przy współudziale specjalnie przygotowanych zwierząt. Zwolennicy alpakoterapii podkreślają, że szczególne efekty przynosi w leczeniu dzieci z autyzmem, ADHD, porażeniem mózgowym, a także u osób starszych, przeżywających stresy i załamania nerwowe oraz przy depresji. Wszystkie ośrodki specjalne z województwa korzystają z dobrodziejstw gospodarstwa w Ślesinie. „Dzieciaki potrafią całymi dniami przytulać się do zwierząt, karmić je, opiekować się nimi. Czują się ważne i potrzebne". To, zdaniem Marty, jest największą nagrodą za ich pracę.

Jedna alpaka, a tyle zastosowań.

Więcej VICE
Kanały VICE