Andrzej Ujczak w sklepie. Archiwum prywatne.

Pierwszy sklep z heavy metalem we Wschodniej Europie był na warszawskiej Pradze

„Pewnego razu do sklepu podjechał wołgą radziecki generał, powiedział po rosyjsku, że szuka czegoś dla syna"

|
20 listopada 2015, 3:18pm

Andrzej Ujczak w sklepie. Archiwum prywatne.

O sklepie dowiedziałem się przypadkiem dzięki komiksowi Praga Gada, gdzie zilustrowano opowiedziane historie seniorów żyjących po prawej stronie Wisły. Jednym z bohaterów komiksu był Andrzej Ujczak, który pod koniec lat 70. ubiegłego wieku otworzył na warszawskiej Pradze pierwszy sklep z heavy metalem we Wschodniej Europie – Dziuplę. Spotkałem się z panem Andrzejem u niego w domu, a on opowiedział mi: jak bronił się przed cwaniaczkami z ul. Ząbkowskiej, jak sprzedawał płyty radzieckiemu generałowi, że punki nigdy nie miały kasy i jak się rozkręcało biznes w czasach PRL-u ku chwale ciężkiego brzmienia.

VICE: Zacznijmy od tego, skąd wziął się pomysł na otwarcie sklepu muzycznego z heavy metalem?
Andrzej Ujczak: Odkąd pamiętam, zawsze słuchałem ciężkiego brzmienia, heavy metalu – a to w Radio Luxemburg, albo puszczałem go sobie na Bambino, potem na magnetofonach szpulowych. Skończyłem Szkołę Główną Planowania i Statystyki, teraz to się nazywa SGH. Wyjechałem na chwilę do Stanów, trochę tam hippisowałem, paliłem trawę. Wróciłem do kraju i nie miałem pomysłu na życie. Nie chciałem iść do urzędu, mierziła mnie taka praca. Mieszkałem wtedy na Ząbkowskiej 5, na Pradze. Zauważyłem, że jest tam taka pusta piwnica: dziadostwo i pajęczyna, wszędzie leżały śmieci. „A otworzę tu sklep muzyczny!" – powiedziałem sobie. No i tak zrobiłem, we wrześniu 1979 roku otworzyłem Dziuplę. Miałem wtedy 32 lata.

Tak od razu?
Nie no, najpierw trzeba było zgłosić to miejsce i trochę je wyremontować. Zacząłem chodzić na giełdę muzyczną, miałem tam sporo koleżków, którzy handlowali czarnymi płytami winylowymi. Kaset jeszcze nie było. Komuś tam zawsze udało się nagrać np. Stonesów, ktoś inny był w Ameryce murarzem i przywiózł coś ze sobą. To były początki, że skupowałem te płyty i sprzedawałem to później 20% drożej. Wiadomo, musiałem z czegoś żyć. Sam tak pracowałem, sam dobierałem repertuar.

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034432-size_1000


Archiwum prywatne.

Jak na pomysł sklepu zareagowali rodzina, ludzie z Ząbkowskiej?
Byłem dość samodzielny, więc jak postanowiłem, tak zrobiłem. Najbliżsi pewnie woleliby mnie na jakiejś posadzie, ale jak przyszło co do czego, pytali, jak mogą pomóc. Ludzie z okolicy się dziwili – że gdzie tu będzie sklep w piwnicy na Ząbkowskiej, gdzie brud, bandytyzm, handel złotem. „Panie Andrzeju – mówili – pan sobie nie da rady". A ja odpowiadałem, że dam. Chociaż początki rzeczywiście były trudne. Po roku miałem włamanie. Okradli mnie, ale byłem ubezpieczony. Taki mądry, Polak przed szkodą. Przyszły lata 80., wojna Polsko-Jaruzelska i to strasznie łupnęło w mój biznes.

To znaczy?
No bo kto o płytach myśli, mijając stojące na ulicach czołgi? Kolejki były, ale po benzynę, jedzenie, nie po muzykę. Pamiętam dobrze, pierwsze trzy dni stanu wojennego – sklep był zamknięty, bo koledzy przynieśli na przechowanie powielacz. Wtedy ciągle robiono rewizje. Okropne to były czasy, szare dziadostwo, ale muzyka była wyśmienita. Chcemy bić ZOMO jeszcze (śmiech). Potem zaczął się nowy etap dla sklepu – kasety!

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034457-size_1000


Wejście do sklepu. Archiwum prywatne

Jak to wpłynęło na sklep?
Oczywiście kasety zaczęły wypierać płyty. Było ich więcej, były tańsze i wychodziły bez praw autorskich. Z jednej strony, oczywiście źle, że bez praw autorskich – z drugiej strony wspaniale, że to rozwijało muzyczne gusta młodzieży. Beatlesi, Rolling Stones, Deep Purple – ludzie mogli tego słuchać. Potem wpadłem na pomysł, jak poszerzyć asortyment...

To znaczy?
Koszulki! Zacząłem robić i sprzedawać koszulki. Wtedy w Polsce nikt się tym nie zajmował. Miałem kolegę, już niestety nie żyje, nazywał się Andrzej Korybut-Daszkiewicz. Był grafikiem. Bardzo sympatyczny człowiek. Poprosiłem, żeby zrobił pierwszy wzór, padło na zespół S.O.D. (Stormtroopers of Death). Mieli taką fajną grafikę, czaszkę w hełmie. No i poszło. Potem zrobiliśmy koszulkę zespołu Venom. Wybieraliśmy tylko czarno-białe rzeczy, nie było nas stać na kolor. Andrzej robił to gdzieś na boku, na ASP. Wszystko trzeba było robić na boku. Potem pojawił się u mnie problem, bo kilku typków zaczęło do mnie przychodzić po haracz.

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034500-size_1000


Archiwum prywatne

Jak to wyglądało?
Wiedziałem, że pobliski bar mleczny płacił, inni płacili, ale ja powiedziałem, że nie zapłacę. Ze dwa-trzy miesiące przychodzili, mówili, że muszę mieć ochronę i jak im zapłacę, to będę miał spokój. Uprzykrzali nam życie, obrzucali drzwi zepsutym śledziem, żeby smród odstraszał klientów. Za każdym razem, gdy przychodzili do sklepu, moja żona stała za ścianą z łomem, tak na wszelki wypadek. W końcu wziąłem takiego jednego Marka, pokazałem którzy to i Marek spuścił im wpierdol i już więcej nie przyszli.

Kto był klientelą sklepu?
Przez pierwszy rok lub dwa byli to głównie koledzy (śmiech). Ludzie z giełdy, znajomi znajomych. W sklepie cały czas grała muzyka, puszczałem im wtedy klasykę: Iron Maiden, Deep Purple, Led Zeppelin, Judas Priest, Uriah Heep. Moje faworyty. Wtedy jeszcze nie było pism muzycznych, więc wieść o Dziupli rozchodziła się powoli, pocztą pantoflową. Czasem do sklepu przychodzili też menele, przynosili płyty na sprzedaż, zawsze pobrudzone śmietaną lub smalcem: „może pan to kupi ode mnie", mówili zachrypniętym głosem. A to takie brudne było, że od palców nie chciało się odlepić. Mówiłem, że może zamiast pić wódkę, to lepiej tą wódką to wyczyścić – odpowiadali: „o nie panie, nie jestem głupi, tak się nie da" i wychodzili. No a później w sklepie zaczęli pojawiać się też goście z innych krajów.

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034557-size_1000


Archiwum prywatne

Jak to?
Muszę się pochwalić, że to był też pierwszy taki sklep w demoludach, czyli krajach demokracji ludowej. Dlatego przyjeżdżali do mnie z NRD, z Czech i Węgier. Dopiero po mnie na Węgrzech powstał podobny sklep, nazywał się Wiking, może jeszcze działa. Pamiętam jednak jeden wspaniały epizod...

Co się stało?
Pewnego razu do sklepu podjechał Wołgą radziecki generał. Zaparkowali przed wejściem. Akurat stałem wtedy na zewnątrz, jeszcze wtedy paliłem te papierochy. No i widzę, że wysiada do mnie generał, stawia kołnierz i podchodzi do mnie. Powiedział po rosyjsku, że szuka czegoś dla syna (śmiech). Kupił Led Zeppelin i szybko wyszedł. Pewnie bał się, że ktoś go sfotografuje.

Były jeszcze jakieś nietypowe sytuacje?
Tak, ale to dopiero w latach 90., po tym jak Varg Vikernes z zespołu Burzum zabił Øysteina Aarsetha z zespołu Mayhem. No i przychodzi do mojego sklepu klientka, cała ubrana na czarno. Mówi do mnie po angielsku, że jest z Izraela, jedzie teraz „do Burzuma" (Varg Vikernes), że ona go bardzo kocha i pomacha mu chustką pod jego celą. No i ona teraz coś u mnie kupi, a jak będzie wracać, to odbierze. Spytałem, co robi w Polsce? Odpowiedziała, że chce zobaczyć martyrologię polskich Żydów.

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034605


Oryginalna ulotka sklepu. Archiwum prywatne.

Czyli Dziupla znalazła swoją klientelę?
Tak, ale trzeba było jej szukać. To przecież była subkultura, która nie była zbyt popularna — te metale. Potem w Polsce przyszła moda na punka. No i punki do mnie też przychodzili — fajni ludzie, zawsze było na co popatrzeć. Tylko z nimi zawsze był ten sam kłopot...

Jaki?
Wchodził taki punk do sklepu i mówił: „O jaki ładny sklep... ma pan coś za 1,50 zł?". Mówiłem, że naszywki są po 3 zł, ale że sprzedam po 2, bo za tyle kupuję – „a da radę za 1,50 zł?" (śmiech). To był punk, a punk z zasady nie ma pieniędzy, to chyba taka ich filozofia.

Jak Dziupla odnajdywała się na zmieniającym się rynku kraju po transformacji?
Weszły kompakty, pojawiły się wytwórnie, producenci koszulek, ale sklep pozostawał taki sam, myślę, że najlepszy. Ludzie lubili do mnie przychodzić, mówili mi: „Wie pan, bo u pana czuć ten klimat, pachnie pleśnią, a jak idziemy gdzieś indziej, to tam jest jak w mydlarni". Rzeczywiście, śmierdziało pleśnią (śmiech). Potem razem z innym kolegą zaczęliśmy robić takie gazetki ścienne. Pamiętam, jak był koncert Cannibal Corpse, to powycinaliśmy z gazet zdjęcia bab z bazarów, co rąbią mięso i dokleiliśmy je na plakat z dopiskiem: W Warszawie będzie koncert Cannibal Corpse. Członkowie zespołu przygotowują się do występu – a poniżej zdjęcie tych bab, rąbiących toporkami świnie. Takie głupoty (śmiech).

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034733-size_1000


Archiwum prywatne.

Czyli Dziupla dobrze prosperowała.
Tak, współpracowałem z Thrash'em All, Metal Mind Productions. Sprzedawałem rzeczy hurtowo, miałem kontakty w Wielkiej Brytanii, w Rosji. W Moskwie był też taki sklep muzyczny давай! давай! (Dawaj! Dawaj!), był na piątym piętrze zrujnowanego budynku bez okien, wchodziło się tam po schodach bez poręczy. No i ja z nimi też współpracowałem. Coś niesamowitego. Potem czasy się trochę zmieniły, pojawił się rap, ludzie zaczęli chodzić po ulicach w dresach. Rap jest ciekawy, czasem słucham – ale dużo innych rzeczy zeszło na psy.

Sklep już nie istnieje.
Tak, pewnego razu dowiedziałem się, że dom, w którym stała Dziupla ma zostać zburzony. W pierwszym momencie byłem w szoku. Początkowo myślałem, żeby może przenieść sklep gdzieś indziej, ale w końcu z tego zrezygnowałem. Może na moją decyzję wpłynął też trochę internet...

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448035108

Andrzej Ujczak. Zdjęcie aktualne. Fot. Oliwia Thomas

To znaczy?
Internet zabrał bardzo dużo. Ja np. lubię przyjść do sklepu, porozmawiać, posłuchać i zobaczyć, czy się podoba. A teraz wszystko robimy przez internet, kupujemy rzeczy nie wychodząc z domu. No więc przychodzili do mnie klienci, patrzyli na płyty, przymierzali koszulki i na końcu mówili: „a kupię to sobie przez internet, będzie 6 zł taniej". Nałożyło się też kilka osobistych problemów. Wypiłem morze whisky i zamknąłem sklep, to było siedem lat temu.

Jednak nie stracił pan pasji do ciężkiego brzmienia.
Fascynacja tym trwa we mnie do teraz. Słucham tej muzyki, chodzę na koncerty. Proszę spojrzeć, jak ja wyglądam, no ja to lubię. Ja to kocham.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku

pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034962-size_1000


Paweł Mączewski i Andrzej Ujczak. Fot. Oliwia Thomas


pierwszy-sklep-z-heavy-metalem-we-wschodniej-europie-byl-na-warszawskiej-pradze-body-image-1448034948
Andrzej Ujczak. Zdjęcie aktualne. Fot. Oliwia Thomas
Więcej VICE
Kanały VICE