pieniądze

Historie sportowców, którzy stracili swoje fortuny

Dlaczego utalentowani sportowcy, którzy zarabiają ogromne pieniądze, tak często nie mają pojęcia, jak gospodarować swoim majątkiem
19 lipca 2017, 5:00am
Źródło: Roast Krzysztofa Włodarczyka na TVN / screen YouTube

Nie ma takich pieniędzy, których nie da się przehulać – to banalne stwierdzenie jak ulał pasuje do sportowców. Szczególnie tych zza oceanu, którzy niejednokrotnie wyrastali w biedzie, dla których sport był często jedyną szansą na odniesienie sukcesu. Statystyki są brutalne: 60% graczy NBA ma puste konto po 5 latach od przejścia na emeryturę. W przypadku NFL mówi się o nawet o 78% zawodników! Spośród koszykarzy w ostatnich latach najgłośniej było o legendarnym Allenie Iversonie, który miał przepuścić co najmniej 200 mln dolarów.

Wychowujący się w typowym getcie Iverson wszystko zawdzięczał koszykówce, popełnił jednak podstawowy błąd; zamiast otoczyć się gronem specjalistów od zarządzania majątkiem, kolejne etapy swojej życiowej podróży i sportowej kariery pokonywał w towarzystwie kolegów z podwórka. Kupował im drogie samochody, domy, ale i sobie niczego nie odejmował. Łańcuch za pół miliona dolarów kupował z równą nonszalancją, jak my wrzucamy do koszyka włoszczyznę na zupę. Wynajęcie samolotu i podróż w towarzystwie ziomków do najdroższego hotelu w Miami? Kwestia kilku telefonów.

Allen Iverson, źródło:Wikimedia Commons

Dopóki łączył to z graniem na najwyższym poziomie (11 razy z rzędu wybierany był do meczu gwiazd NBA), kontraktami reklamowymi, wszystko jakoś udawało się dopinać. Gdy zaczęły się jednak problemy rodzinne, nadużywanie wszelkich możliwych używek, przejażdżki po osiedlu z bronią w ręku oraz regularne telefony z banku w sprawie nieuregulowanych długów na karcie kredytowej, stało się jasne, że Iverson zmienił dyscyplinę sportu i strzelił sobie klasycznego piłkarskiego samobója. Bez happy endu jak dotąd.

Tygrysy, fury i roleksy

Problem dotyka w podobnej mierze bokserów, o których słychać stosunkowo najczęściej. Być może dlatego, że w ich przypadku liczby robią już na wstępie szokujące wrażenie. Najwięksi potrafili dostawać za pojedyncze walki sumy liczone w dziesiątkach milionach dolarów. Wydawali to bez opamiętania. A co najgorsze, w ogóle nie biorąc przykładu z bardzo smutnych, a nierzadko wręcz tragicznych historii starszych kolegów.

Andrzej Kostyra, wybitny znawca sportu, komentator bokserski i szef działu sportowego w „Super Expressie", historiami o przegranych majątkach mógłby sypać jak z rękawa. Ostatnio poinformował na Twitterze o tym, że grube pieniądze winny jest fiskusowi… Floyd Mayweather, czyli człowiek, który za nadchodzącą wielkimi krokami walkę z Conorem McGregorem może zyskać ponad 200 mln dolarów.

„Floyd idzie w ślady Mike'a Tysona, to aż nadto widoczne" – przekonuje Kostyra. „Tamten przehulał ok. 400 milionów. Potrafił wydawać 125 tys. dolarów rocznie na opiekę nad jego białym tygrysem, znajomym kupił i rozdał ponad 100 luksusowych samochodów. Mayweather jest podobnie rozrzutny. Biżuteria, zegarki, najdroższe auta czy pałac w Las Vegas, w którym można by było chyba ze sto tysięcy uchodźców pomieścić. Na podatki za to nie starcza. Oni nie umieją właściwie gospodarować majątkami i jestem przekonany, że Floyda czeka ten sam los co Tysona".

Floyd Mayweather, źródło: Flickr/ So Max O

Problem dotyczy też polskich bokserów. Obecnie najwięcej mówi się o finansowych kłopotach Krzysztofa „Diablo" Włodarczyka. Raz jeszcze Andrzej Kostyra:

„Zarabiał w pewnym momencie bardzo duże pieniądze, jest też na stałej pensji w grupie Sferis KnockOut Promotions i to na pewno jest kwota powyżej 10 tys. zł. mies. To jest w miniaturze taki Floyd Mayweather. Potrafił kupić samochód, który następnego dnia policja zarekwirowała ponieważ okazało się, że jest kradziony. A potem ten sam samochód jacyś złodzieje ukradli z parkingu policyjnego (śmiech). Włodarczyk źle inwestował pieniądze, źle inwestował uczucia i efekty są jakie są. To powinien być krezus, a kasa rozeszła się na rozwody, knajpę z sushi, która splajtowała i masę innych historii".

Skala makro, skala mikro

Za sprawą Krzysztofa Włodarczyka płynnie przechodzimy na nasze podwórko. Ze skali makro do skali mikro. Z polskich sportowców zarobkami porównywalnymi do tych, którymi mogą się pochwalić się sportowcy ze Stanów, cieszą się Marcin Gortat i Robert Lewandowski. Oni akurat kasę inwestują dobrze i pośredniak zobaczą co najwyżej z okien swoich luksusowych aut. Na biedę nigdy nie powinna narzekać Agnieszka Radwańska. Równie mądrze lokują pieniądze (i ciągle zarabiają) mistrzowie w skokach narciarskich - Adam Małysz i Kamil Stoch.

Znacznie gorzej radzą sobie już piłkarze, w teorii kasta wybrańców. Nawet grając tylko na poziomie polskiej ligi można się wybić i np. po dwóch-trzech udanych sezonach kupić sobie auto za 800 tys. złotych. Tak zrobił Jakub Kosecki, który jednak z perspektywy czasu uznał, iż była to głupota. On jednak ma szczęście, bo wciąż jest młody, po nieudanym podboju drugiej ligi niemieckiej wylądował miękko w Śląsku Wrocław, gdzie za trzy lata gry ma dostać ponad 2 mln.

Jakub Kosecki. Źródło: Wikimedia Commons

Wielu jednak takiego szczęścia nie ma. Doskonale znający piłkarskie realia Krzysztof Stanowski, autor kilku książkowych bestsellerów, założyciel portalu Weszło, szacuje, że 8 na 10 polskich piłkarzy jeszcze przed czterdziestką staje się biedakami. „Polscy piłkarze to ludzie przyzwyczajeni do życia na wysokim poziomie. Nie zawsze potrafią z tego życia w ffporę zrezygnować. I często budzą się z ręką w nocniku. Mają jeszcze trochę gotówki, więc ją wydają. Nagle okazuje się, że kupka szmalu się skończyła, a dobrze płatnej roboty nie widać" - powiedział Stanowski w wywiadzie dla Inn Poland.

Piszemy o pieniądzach i ich braku. Polub nasz fanpage VICE Polska

Powody można mnożyć, ale podstawowe to oczywiście nieumiarkowanie w wydatkach (torebki za 10 tys. zł, koszulki za 2 tys., itd. itp.), ale też brak elementarnej wiedzy w zarządzaniu finansami. Środowiskiem piłkarskim wstrząsnęła kilka lat temu historia Radosława Kałużnego. Facet, który na przełomie wieków rozegrał 41 meczów w reprezentacji i poprowadził ją do powrotu na Mistrzostwa Świata po 16-letniej przerwie, który grał w Wiśle Kraków za jej najbogatszych czasów, potem był m.in. zawodnikiem Bayeru Leverkusen, w 2013 roku pracował w Anglii, w magazynie jednej z sieci kurierskich. Jego historia została opisana przez Mateusza Karonia w wywiadzie rzece Powrót Taty z 2016 roku. Możemy się z niej dowiedzieć między innymi, że piłkarz stracił na jednym z dwóch rozwodów kwotę ok. 6 mln złotych. Wpadł w depresję, oszczędności się skończyły, pewnym momencie był bliski podjęcia decyzji o samobójstwie. Ilu takich Kałużnych, tylko w skali mikro, można znaleźć w tanich spelunach i kolejce do pośredniaka? Zapewne tysiące.