Próbowałam zrozumieć, dlaczego palenie zioła nie sprawia mi przyjemności

Co dokładnie powstrzymuje mnie przed osiągnięciem miłego haju? Może robię to źle? Czy mogę się nauczyć czerpać przyjemność z marihuany?

tekst Lisa Lotens; tłumaczenie Zuzanna Krasowska; zdjęcia: David Meulenbeld
|
gru 5 2017, 7:55am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Netherlands

Moja przyjaciółka Sara uwielbia zioło. Bez niego oczywiście też jest wspaniała, ale kiedy weźmie bucha, staje się najzabawniejszą, najbardziej zrelaksowaną, twórczą i energiczną osobą, jaką kiedykolwiek poznałam. Potrafi nagle wpaść na zdumiewające pomysły, połączyć ze sobą przedziwne fakty, a do tego osiąga wręcz nieludzki poziom luzu. Inny mój znajomy opisuje bycie na haju jako uczucie przypominające „to, jakbyś nagle zmienił się w jednego z tych plastikowych piesków z kiwającymi się głowami, które zawsze się uśmiechają”. Wielu z moich przyjaciół również podziela ich entuzjazm. To jedyna rzecz, co do której nigdy nie mogę się z nimi zgodzić: bez względu na to, jak bardzo się staram, zioło sprawia, że czuję się jak gówno.

Kiedy zapalę jointa, staję się bardzo skrępowana i zestresowana. Skomentuję jakąś mało ważną sprawę i natychmiast zaczynam się martwić o to, jak beznadziejne było to, co właśnie powiedziałam. Kiedy wychodzę z pokoju, zaczynam się niepokoić, że po moim powrocie atmosfera nie będzie już taka sama. Pojawia się u mnie paranoja i chociaż jestem w stanie zracjonalizować sobie tę sytuację – „Hej, czujesz się tak tylko dlatego, że jesteś zjarana, dziwaczko!” – takie myśli nie znikają. A jeśli się zdarza, że jednocześnie piję alkohol, prawie zawsze kończę z głową opartą na desce klozetowej, sparaliżowana lękiem, że do końca życia pozostanę w tej pozycji.

Bardzo mnie wkurza, że zioło nie sprawia mi przyjemności. Nie tylko moi znajomi, ale i wiele z moich bohaterek – Rihanna, dziewczyny z Broad City, Sarah Silverman – uwielbiają marihuanę. Nie smuci mnie to dlatego, że uważam palenie za wyznacznik „fajności” – po prostu mam wrażenie, jakby omijało mnie jakieś wyjątkowe, euforyczne doświadczenie. Co dokładnie powstrzymuje mnie przed osiągnięciem miłego haju? Może robię to źle? Czy mogę się nauczyć czerpać przyjemność z zioła? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania skontaktowałam się z kilkoma ekspertami, by pomogli mi rozumieć moje problemy.

Najpierw porozmawiałam z Natashą Mason, neuropsychologiem z Maastricht University i ekspertką specjalizującą się w tym, w jaki sposób THC – psychoaktywna substancja w marihuanie, która sprawia, że masz odlot – wpływa na inne związki chemiczne w twoim mózgu. Wyjaśniła mi, że nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi na moje pytanie, ponieważ zażywanie narkotyków to bardzo indywidualne doświadczenie, a jego skutki różnią się w zależności od osoby.

Dodała jednak, że badanie przeprowadzone przez University of Chicago wykazało, iż niska zawartość THC w ziele pomaga zmniejszyć napięcie, podczas gdy wysoka znacznie częściej wywołuje lęk, paranoję i dyskomfort. Oprócz THC marihuana zawiera wiele różnych substancji, w tym CBD, które przeciwdziała psychoaktywnym działaniom narkotyku i ma szereg właściwości leczniczych. Holenderskie zioło, które zwykle palę, zazwyczaj zawiera dużo THC i mało CBD – być może właśnie to odpowiada za moją nieprzyjemną reakcję.

Mason dodała również, że otoczenie, w którym palę, także odgrywa ważną rolę. Badania przeprowadzane na szczurach wykazują, że stany lękowe po THC częściej występują u zwierząt, które znajdują się w nowym lub potencjalnie stresującym środowisku. Ponadto wspomniała również, że osoby palące regularnie zwykle doświadczają mniejszej ilości nieprzyjemnych efektów ubocznych. Jednak nie wyklucza, że dzieje się tak, ponieważ po marihuanę częściej sięgają właśnie ci, których nigdy nic do niej nie zniechęciło.

No dobra, ale to nie tłumaczy, dlaczego po trawie zamieniam się w nieprzystosowany społecznie, paranoiczny kłębek nerwów, podczas gdy moi znajomi rozkoszują się przyjemnym hajem. Zawsze palimy te same szczepy, z takim samym procentem THC i w tym samym znajomym otoczeniu. Mason uznała, że winę za to ponosi moja osobowość.


Nie tylko o jaraniu. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


„Powszechnie uważa się, że THC nasila uczucie niepokoju, które wcześniej było już w tobie obecne” – wyjaśniła. „Jeśli masz bardzo analityczny umysł albo normalnie jesteś nieco poddenerwowana lub zaniepokojona, pewne substancje chemiczne w twoim mózgu, takie jak serotonina (kontrolująca twój nastrój), noradrenalina (hormon przygotowujący twoje ciało do nagłego fizycznego działania), GABA (kwas gamma-aminomasłowy stanowiący naturalny środek uspokajający) oraz glutaminian (substancja, która pomaga mózgowi normalnie funkcjonować) mogą inaczej reagować na marihuanę niż u twoich bardziej zrelaksowanych znajomych. To zaś często skutkuje nieprzyjemną reakcją na THC”.

Floor van Bakkum, pracownica Instytutu Jellinek, holenderskiego ośrodka specjalizującego się w szerzeniu informacji na temat alkoholu, narkotyków i uzależnień, zgodziła się z Mason. Stwierdziła, że prawie na pewno wynika to z faktu, że z natury jestem osobą lękliwą i mam tendencję do zamartwiania się. „Jeśli na co dzień zbytnio roztrząsasz różne sytuacje i starasz się wszystko kontrolować, prawdopodobnie będziesz miała problem z utratą kontroli po trawie” – wyjaśniła. „Najprościej mówiąc, sama blokujesz przyjemne działanie marihuany”.

Kiedy zapytam ją, co powinnam zrobić, aby zioło zaczęło na mnie dobrze działać, doradziła mi, żebym zaczęła palić szczepy, które zawierają więcej CBD. Jak jednak podkreśliła, być może powinnam po prostu zaakceptować fakt, że człowiek nie zawsze może mieć to, czego chce i zioło nie jest mi pisane.

To przecież nie może być prawda. Czy nie mogę nauczyć się palić marihuany, tak samo, jak wcześniej zrobiłam to z piciem alkoholu? Mając to na uwadze, zadzwoniłam do Daana Keimana z Instytutu Trimbos, czyli Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego i Uzależnień. Keiman zapewnił mnie, iż efekty, które opisałam, są dość powszechne wśród użytkowników konopi indyjskich i to całkiem możliwe, że z czasem „nauczę się je doceniać”.


OBEJRZYJ: Kalifornijska królowa zioła


Zapytałam go, czy moje obecne objawy sugerują, że w przyszłości będę doświadczać psychozy po paleniu. „Psychoza a uczucie lęku to dwie zupełnie inne rzeczy” – wyjaśnił. „Powinnaś jednak zachować szczególną ostrożność, jeśli ktoś z twojej rodziny kiedykolwiek cierpiał na epizody psychotyczne”.

Po rozmowach z tymi wszystkimi ekspertami zwróciłam się do mojej przyjaciółki Anne, która mnie uspokoiła. „Wiesz, tobie może się wydawać, że zjarani ludzie świetnie się bawią, ale nie zawsze tak jest” – zapewniła mnie. „Fakt, że ci się to nie podoba i tego nie robisz, w rzeczywistości może okazać się błogosławieństwem”.

Jeśli faktycznie mówiła prawdę i rzeczywiście nic mnie nie omija, znacznie łatwiej będzie mi to zaakceptować. Dlaczego miałoby mi zależeć na należeniu do społeczności palaczy, skoro wcale nie jest to takie fajne, jak przedstawiają to ludzie? Kiedy w końcu dochodzę do tego wniosku, przez chwilę czuję się zadowolona – niczym plastikowy piesek z kiwającą się główką i ogromnym uśmiechem na twarzy.


Więcej na VICE:

Więcej VICE
Kanały VICE