Zobacz przepych, w jakim podróżują multimiliarderzy
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Nicka Gleisa
zdjęcia

Zobacz przepych, w jakim podróżują multimiliarderzy

Rozmawiamy z fotografem lotniczym, który robi zdjęcia wnętrz prywatnych samolotów rosyjskich oligarchów i rodzin królewskich z Zatoki Perskiej
07 września 2017, 9:52am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia

Dla małego ułamka światowej elity miliard dolarów nie jest dużą sumą. Za taką kwotę nabywa się pakiet akcji kontrolnych startupu z Doliny Krzemowej. Tyle samo zarabiają chińscy producenci HiPhone'ów i fidget spinnerów. Jasne, to przyjemna sumka, ale za miliard dolców możesz co najwyżej polatać Gulfstreamem, Cessną albo jakąś inną zabaweczką, o której nawet nie warto pisać.

Członkowie rodzin królewskich z krajów Zatoki Perskiej i grupka rosyjskich oligarchów zupełnie inaczej rozumieją słowo „bogactwo". Ta elitarna grupa multimiliarderów hurtowo kupuje samoloty pasażerskie pokroju Boeingów i Airbusów, po czym dekoruje je ręcznie tkanymi dywanami, drewnianymi panelami i złotem. To zamknięta i niezwykle uprzywilejowana klika, do której dostanie się graniczy z cudem. No, chyba że jesteś fotografem lotniczym, którego wynajmują projektanci wnętrz, by udokumentował wystrój maszyn. Tak przynajmniej postrzega to Nick Gleis.

Nick wyrobił sobie nazwisko jako autor fotografii przedstawiających samoloty należące do najbogatszych ludzi świata. Początkowo szkolił się pod okiem specjalizującego się w krajobrazach Ansela Adamsa, ale wkrótce – szczęśliwym zrządzeniem losu – zaczął pracować w fotografii lotniczej. Zajmuje się tym już od ponad 30 lat i przez ten czas sfotografował około tysiąc maszyn. Spotkaliśmy się z nim w jego domu w Wirginii.

VICE: Hej, Nick, powiedz mi, co kochasz w samolotach.
Nick Gleis: No cóż, tak naprawdę w ogóle mnie nie interesują. Samoloty mnie nie kręcą i traktuję je ja zwyczajny środek transportu. Moją pasją jest fotografia; przypadkowo odkryłem, że samoloty ludzi na wysokich stanowiskach wyzwalają w moich zdjęciach to, co najlepsze.

Co przez to rozumiesz?
Chodzi mi o to, że kiedy wchodzisz na pokład luksusowego samolotu, jego jakość absolutnie przekracza wyobrażenia większości ludzi. Taka maszyna ma na pokładzie dosłownie wszystko, rzeczy, które normalnie znalazłbyś w eleganckim domu, mieszkaniu, a nawet zamku. Różnica polega na tym, że lecisz 800 km/h, więc ich ciężar jest niezwykle ważny. Wyobraź sobie swój stół z jadalni. Na ziemi prawdopodobnie nie byłbyś w stanie go podnieść, natomiast w samolocie możesz to zrobić jedną rękę. Z wyjątkiem wagi mebli, w samolocie musi być zachowany normalny nastrój, wystrój i funkcjonalność, a do tego jakość z najwyższej półki. Za każdym razem robi to na mnie olbrzymie wrażenie.

Dobrze, cofnijmy się trochę w czasie. W jaki sposób dostałeś tę pracę?
Jakieś 30 lat temu pracowałem dla firmy fotograficznej w Burbank w Kalifornii. Miałem 27 lat, a zlecenie przyszło z firmy Tiger Air, która posiadała Boeinga 727-100 i właśnie przerabiała jego wnętrze na bardziej luksusowe. Chcieli, abyśmy co dwa tygodnie dokumentowali postęp prac. Ukończenie takich robót zajmuje rok albo nawet dwa. To właśnie mi przydzielono tamto zadanie.

I wtedy zostałeś facetem od luksusowych samolotów?
Nie. Dostrzegłem w tym potencjał, więc znalazłem spółkę operującą poza Portem lotniczym Los Angeles, Garrett AiResearch. Byli wtedy jedną z największych firm zajmujących się remontowaniem i dekorowaniem samolotów. Rocznie potrafili urządzić nawet 40 wnętrz, naprawdę niesamowita sprawa. Poszedłem do nich i błagałem o więcej zleceń. I jak to mówią: resztę historii wszyscy znają.

Więc błagałeś o swoją pracę, ale mówisz, że nie obchodzą cię samoloty. Co cię motywowało?
Pieniądze.

Ach, oczywiście. Domyślam się, że wynagrodzenie jest przyzwoite?
Czasami tak, to prawda. Wszystko sprowadza się do tego: wolisz być jednym z miliona fotografów ślubnych czy mieć zaledwie trzyosobową konkurencję?

To drugie. A więc robisz to od 30 lat. Zauważyłeś przez ten czas jakieś zmiany w luksusowej modzie samolotowej?
Przemysł lotniczy staje się coraz bardziej konserwatywny. Dni przepychu odchodzą już w zapomnienie. Samoloty saudyjskich rodzin królewskich idą w poważną elegancję; chciałoby się powiedzieć, że obecnie przypominają wnętrze BMW. Są bardzo ładne, nie zrozum mnie źle, ale nie mają już tego rozmachu, co Boeingi 747 w latach 80. i 90.

Ta umywalka została wykonana z morskiego opalu

Więc teraz nie ma już takich umywalek przypominających jacuzzi?
Nie. Tę umywalkę zrobiono z morskiego opalu; dzisiaj takich rzeczy raczej już się nie produkuje. To, co widzisz na środku, to kran. Jeśli przyłożyłeś rękę do prawej strony, leciała zimna woda, a jeśli do lewej – ciepła. Dotknięcie środka wyzwalało wodę średniej temperatury. A cała struktura powstała z jednego kawałka aluminium, nie było żadnych łączeń.

Opowiedz mi o najbogatszych ludziach świata.
Odkryłem, że ci super zamożni zazwyczaj są bardzo miłymi osobami. Nie przypominają protekcjonalnych dupków, którymi czasem bywają amerykańscy celebryci. Przykładowo Kardashianowie: są bardzo bogaci, ale nie aż tak, jak ludzie, z którymi mam do czynienia. W porównaniu do nich to nędzarze. Krezusi zazwyczaj utrzymują bardzo oficjalne stosunki i chronią swoją prywatność. Doskonale zdają sobie sprawę ze swojej pozycji i wiedzą, że wszyscy na świecie chcieliby się do nich zbliżyć. Dlatego nie zaprzyjaźniają się z obcymi, ale też nie pozwalają sobie na bycie niegrzecznym.


Nie tylko o pieniądzach. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Muszę jednak zaznaczyć, że są bardzo wymagający. Jakby na to nie patrzeć, płacą za najlepsze, więc oczekują najwyższej jakości. Jeżeli coś pójdzie nie tak i im się to nie spodoba, nie dowiesz się tego od nich, tylko od ich przedstawicieli. Im wyżej zachodzą, tym są milsi, czego nie można powiedzieć o amerykańskich celebrytach. Ci w ogóle nie mają klasy. Myślą, że latanie w ich małych Gulfstreamach jest czymś fajnym, ale tak naprawdę nie mają pojęcia, o czym mówią.

Mówisz to z własnego doświadczenia?
Tak, absolutnie. Fotografowałem wiele samolotów znanych osób.

Opowiedz mi o najbardziej chamskim celebrycie, z jakim musiałeś pracować.
Nie mogę, ale zdradzę ci, kogo lubię najbardziej – Toma Cruise'a. Ludzie, którzy zarządzają jego samolotami, są moimi klientami. Facet zawsze pyta: „Hej, jak się masz? Miło cię widzieć". Cruise to bardzo skryty człowiek, ale zawsze jest niezwykle uprzejmy i zwraca uwagę na innych.

Krytykowano cię za to, że utrzymujesz kontakty z ludźmi, którzy dorobili się swoich fortun w mało etyczny sposób. Co o tym uważasz?
Nie zwracam na to uwagi, bo to wszystko kłamstwa. „The Telegraph" opublikował kiedyś artykuł, w którym napisano, że upodobali mnie sobie afrykańscy dyktatorzy. To nieprawda. Nie jeżdżę do państw, gdzie mogliby mnie zastrzelić, nieważne ile pieniędzy mi oferują. Nie wybieram się do Iranu, Iraku ani innych niebezpiecznych miejsc. Nawet Arabia Saudyjska jest bardzo zamknięta. Żebym mógł się do niej dostać, członek rodziny królewskiej musi zaakceptować moją wizę, a potem i tak cały czas spędzam w ogrodzonych ośrodkach, bo nie pozwalają mi nigdzie chodzić na własną rękę. Tam czuję się bezpiecznie. Dubaj i Zjednoczone Emiraty Arabskie są tak bardzo „zachodnie", jak się tylko da. Właśnie dlatego mi to odpowiada. Ale nie zadawałbym się z jakimś szalonym dyktatorem. Nie ma szans.

Czy lubisz swoją pracę?
Słuchaj, jestem jednym ze szczęśliwszych ludzi, którzy kiedykolwiek chodzili po ziemi. Chciałem to robić od 20. roku życia, ku rozpaczy moich rodziców, i zajmuję się tym do dzisiaj. Uwielbiam robić zdjęcia. Właściwie, to tak naprawdę jestem szczęśliwy tylko wtedy, gdy cykam fotki.

Więcej prac Nicka możesz obejrzeć na jego stronie internetowej .