używki

Dwa dni w roku pozwalam na narkotyki w pracy

Jako szef kuchni na co dzień staram się, by dla moich kucharzy i kelnerów prochy stanowiły temat tabu. Jednak w dwie szczególne noce wszyscy idziemy na całość
A
tekst Anonim
ZK
tłumaczenie Zuzanna Krasowska

Artykuł pierwotnie ukazał się na MUNCHIES NL Witamy w naszym cyklu restauracyjnych zwierzeń, gdzie publikujemy wyznania osób ze świata gastronomii – zarówno tych, którzy pracują na sali, jak i tych z kuchni – żeby dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się za kulisami waszych ulubionych knajp. Tym razem rozmawiamy z holenderskim szefem kuchni, który zezwala w swojej restauracji na odrobinę kontrolowanego chaosu.

Reklama

W mojej kuchni narkotyki to temat tabu z wyjątkiem dwóch nocy: wigilii Dnia Króla [holenderskie święto państwowe obchodzone 27 kwietnia] i Sylwestra. Wtedy idziemy na całość. Startujemy już w trakcie obiadu dla pracowników, do którego pijemy szampana. Następnie, kiedy zaczynamy pracę, walimy kilka kolejek whiskey, a koło 19 wciągamy fetę. Biorą w tym udział wszyscy pracownicy. Istnieje tylko jeden warunek: trzeba dalej wykonywać swoją pracę, ponieważ restauracja musi działać jak zawsze.

To miła tradycja, dzięki której obsługiwanie gości sprawia dużą frajdę. Kiedy amfetamina zaczyna działać, z radością odkrywasz, że praca to świetna zabawa . To trochę dziwne doświadczenie, ale czas szybko mija, a ludzie błyskawicznie dostają jedzenie. „Nie przyniesiono wam jeszcze przystawki? Nie obchodzi mnie, oto główne danie!".

W ubiegłym roku, w wigilię Dnia Króla, wypiliśmy Magnum Whiskey i pół butelki vieux [holenderska brandy – przyp. red.]. W całym mieście wyczuwa się wtedy nastrój imprezy, więc czemu nie mielibyśmy tego przenieść do naszej kuchni i nie zacząć własnej balangi? Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić Jeśli poziom whisky we krwi będzie wyższy niż prochów, zmienisz się w prawdziwego złamasa. Spotkało to mojego kolegę w zeszłego Sylwestra. Dwie godziny po tym, jak zaczęliśmy pić, ja byłem dopiero po jednej kolejce, a on już po dziewięciu – wkrótce zaczął rzygać w kuchni. Zatrzymał się przy kilku stałych klientach, bo myślał, że wciąż może rozmawiać. W rzeczywistości bełkotał. Już w południe zgonował na podłodze w spiżarni.

Reklama

Nie tylko o używkach. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Narkotyki i alkohol z pewnością nie czynią z człowieka lepszego kucharza, a do tego znacząco tępią smak. Dlatego trzeba się upewnić, że twoje stanowisko i wszystkie sosy są gotowe, zanim zaczniesz pić.

Feta to najgorszy narkotyk. Próbowałem wszystkiego i uwielbiam być na haju, ale ona zdecydowanie nie sprawdza się w kuchni. W tym roku skombinowałem deksamfetaminę, czyli naturalną, czystą formę speedu. Po niej nie ma się kaca, podczas gdy po zwyczajnej amfie są one koszmarne. Kiedyś myślałem, że mogę sobie poradzić z takim zjazdem, biorąc resztki fety z poprzedniej nocy, ale niestety tak się nie da. Mam dosyć narkotykowych kaców. Jeśli po speedzie się męczysz, musisz potem odpocząć. To potrafi zająć nawet kilka dni; prawdziwy koszmar.

Za młodu, kiedy jeszcze nie byłem szefem kuchni, często po niego sięgałem. Pracowałem kiedyś z dziewczyną, która dilowała. Pod łóżkiem trzymała walizkę wypełnioną towarem. W ostatnią noc, kiedy razem pracowaliśmy w kuchni, oboje się tym sztachnęliśmy. Niedługo po zażyciu zostałem odesłany do domu, a ona po prostu stała tam z rozdziawionymi ustami. W tej samej restauracji zgubiłem kiedyś całą samarkę spidu i zostałem na tym przyłapany; musiałem się kajać przed wszystkimi pracownikami.

Pomijając te dwa dni w roku, w kuchni nie biorę żadnych dragów – nigdy, przenigdy więcej. Pocenie się, palpitacje serca i uczucie, że zaraz umrę? Dzięki, już mi to przeszło.

Reklama

Jednak dwa razy w roku świętujemy i zawsze jestem tym bardzo podekscytowany.

wysłuchała Felicia Alberding


Więcej na VICE: