FYI.

This story is over 5 years old.

Seks

Coraz więcej mężczyzn potajemnie zdejmuje prezerwatywę podczas seksu

„Stealthing”, czyli ukradkowe ściąganie prezerwatywy w trakcie stosunku bez wiedzy ani zgody drugiej osoby, to niedawno odkryte, ale zatrważająco rozpowszechnione zjawisko
Fot. Juan Moyano na Stocksy

Artykuł pierwotnie ukazał się na Broadly

Dwa lata temu 19-letni chłopak z Florydy poprosił o poradę użytkowników podsekcji Reddita o nazwie „askgaybros" (dosł. „zapytaj homo-ziomków"). W poście wytłumaczył, że poznał pewnego mężczyznę na Grinderze, z którym poszedł do mieszkania i uprawiał seks. Kiedy facet zaproponował stosunek bez prezerwatywy, nastolatek stanowczo odmówił. Jednak w trakcie aktu usłyszał od partnera, że ten i tak zdjął prezerwatywę. Przerażony i zupełnie zdezorientowany, chłopak wytrwał do końca zbliżenia „w głowie zanosząc się histerycznym płaczem". Było to jego dopiero szósty stosunek, ale jak napisał na stronie, poczuł się po nim „doszczętnie zrujnowany".

Reklama

Jego post opowiada o częstej, lecz rzadko opisywanej formie przemocy związanej z płcią: zdejmowaniu przez mężczyzn prezerwatywy podczas seksu bez uprzedniego uzyskania zgody drugiej osoby.

W kwietniu tego roku opublikowano w studencko-prawniczym piśmie „Columbia Journal of Gender and Law" badanie, w którym dokładniej opisano fenomen określany mianem stealthing (dosł. skradanie). Alexandra Brodsky, prawniczka z Krajowego Centrum Praw Kobiet (National Women's Law Center) oraz autorka owego badania, przeprowadziła rozmowy z ofiarami takiej praktyki. Chociaż każda historia była nieco inna, Brodsky zauważyła dwa powtarzające się motywy. „Ofiary przede wszystkim obawiały się niechcianej ciąży oraz chorób przenoszonych drogą płciową, co nie powinno budzić żadnego zdziwienia" – napisała w badaniu. „W dodatku wszyscy, którzy doświadczyli zdjęcia prezerwatyw bez ich zgody lub wiedzy, traktowali to jako jawne naruszenie ich cielesnej autonomii. Dla wszystkich stanowiło to również dowód, że niesłusznie zaufali danemu partnerowi".

Jedna z kobiet powiedziała Brodsky: „Oczywiście tym, co mnie tak bardzo przeraziło, było […] rażące naruszenie mojej woli. Wyznaczyłam pewną granicę i zrobiłam to bardzo dobitnie". Inna zaś zauważyła, jak bardzo stealthing przypomina pozostałe formy napaści na tle seksualnym i opisała tę praktykę jako „ocierającą się o gwałt".

W wywiadzie dla „Huffington Post" Brodsky powiedziała, że o tym zjawisku dowiedziała się cztery lata temu, kiedy jeszcze studiowała prawo. Właśnie wtedy wiele z jej koleżanek „zmagało się z różnymi formami znęcania się ze strony partnerów, które nie podpadały pod żadne z powszechnie opisywanych form przemocy na tle seksualnym. Jednak wszystkie [z tych aktów] zdawały się wyrastać z mizoginii i fundamentalnego braku poszanowania dla kobiet".

Reklama

„Internet ma wiele mrocznych zakamarków. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała ich oglądać"

Brodsky historii ofiar szukała między innymi w sieci; to właśnie tam po raz pierwszy spotkała się z terminem stealthing. Natknęła się również na fora zrzeszające mężczyzn, którzy mieli w tym doświadczenie i chcieli pomóc innym w egzekwowaniu „swojego naturalnego, męskiego prawa".

„Internet ma wiele mrocznych zakamarków. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała ich oglądać" – wyznała w wywiadzie dla Broadly. W swojej pracy zacytowała wypowiedzi użytkownika postującego pod pseudonimem onesickmind (ang. chory umysł), który na stronie Experience Project zamieścił „obszerny przewodnik" po stealthingu. Znalazły się w nim między innymi porady dotyczące tego, jak nie dać się przyłapać na gorącym uczynku. Jednak jak podkreślił autor tego tekstu, celowego usunięcia prezerwatywy „powinno się tego dokonywać jedynie w ostateczności lub w sytuacji, kiedy jest się naprawdę doświadczonym zawodnikiem". Dodał również: „Oczywiście, zawsze możesz udawać głupiego i mówić takie rzeczy jak »Co się stało? Myślałem, że poczułaś różnicę! Nie wiedziałaś, że ją zdjąłem? Byłem przekonany, że wiesz!«. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że sprawdza się to w większości przypadków".

W badaniu zostało podkreślone, że taka praktyka może łamać prawo karne oraz cywilne. Jednak obecne przepisy mogą nie być wystarczające, jeśli ktoś będzie chciał dochodzić sprawiedliwości w sądzie. Żadna z ofiar z badania Brodsky nie wstąpiła na drogę sądową, ale warto zauważyć, że w tym roku w Szwajcarii pewien mężczyzna został uznany za winnego gwałtu właśnie po tym, jak zdjął prezerwatywę bez wiedzy partnerki.

Reklama

Szanujmy się. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Niestety w Polsce przepisy niekoniecznie znajdują się po stronie ofiary. Jak powiedziała adwokat Małgorzata Dzwonecka w rozmowie dla Fakt24.pl, „Ocena prawna takiego zachowania nie będzie jednoznaczna. Będzie też trudna dowodowo. Ofierze niełatwo będzie wykazać, na jakie warunki współżycia przystała i że partner zataił fakt rezygnacji z zabezpieczenia już po wyrażeniu zgody na stosunek, bez wiedzy i zgody partnerki". Dodała również: „[ofiara] można twierdzić, że podstępem doprowadził do obcowania płciowego, co może wypełniać znamiona przestępstwa zgwałcenia określonego w art. 197 kk, ewentualnie przestępstwa wykorzystania zależności z art. 199 kk. Trzeba będzie jednak przekonać sąd, że użycie prezerwatywy było kwestią decydującą o zgodzie pokrzywdzonej na odbycie stosunku". Brodsky zasugerowała, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu stworzenie nowych praw, które będą się bezpośrednio odnosiły do sytuacji zdjęcia prezerwatywy bez zgody partnera lub partnerki.

Brodsky powiedziała, że jednym z głównych celów przyświecających jej badaniu było opisanie pewnego powszechnego doświadczenia, o którym tak mało się mówi. Podczas rozmów z ofiarami zauważyła, że „ich problem z nazwaniem tego, co dokładnie zaszło, bardzo często sprawiał, że obawiały się to jednoznacznie zaklasyfikować jako rodzaj przemocy seksualnej". „Wszyscy zgodne twierdzili, że stanowiło to olbrzymie naruszenie ich granic" – powiedziała Brodsky. „Każdy odbierał to jako zdradę zaufania. Część osób, z którymi rozmawiałam, nie wiedziała, czy takie zachowanie można uznać formę przemocy seksualnej i jak ma się ono do innych jej przejawów. Wynikało to przede wszystkim z tego, że nigdy wcześniej nie słyszeli, żeby ktoś publicznie o tym opowiadał. Co więcej, nawet nie wiedzieli, jakim terminem to opisać".

Reklama

Według Brodsky nadanie zjawisku nazwy jest pierwszym krokiem na drodze do potępienia takiej formy przemocy. „Nie możemy dyskutować i walczyć z czymś, co nawet nie ma nazwy". Podkreśliła również, że nie wolno pozwolić, aby to osoby dokonujące takiego okropnego czynu decydowały o jego nazewnictwie i sposobie postrzegania go przez społeczeństwo. „Sądzę, że termin »stealthing«, czyli skradanie się, trywializuje krzywdę ofiar i niesłusznie łagodzi wydźwięk zjawiska. Kojarzy się z wyzwaniem. Taka nazwa może sprawić, że uznamy tę praktykę za dość wątpliwy moralnie, ale jednocześnie nieunikniony element seksu. To nieprawda. Zasługujemy na coś lepszego".

Jeżeli ty lub ktoś z twoich bliskich padł ofiarą takiej praktyki, możesz zadzwonić do Poradni Telefonicznej „Niebieska Linia" (22 668 70 00) albo na telefon zaufania dla sprawców i ofiar przemocy seksualnej (22 828 11 12)

Tłumaczenie: Zuzanna Krasowska


Więcej na VICE: