Jak może zmienić się twoje życie, gdy rzucisz alkohol i narkotyki

Wielu młodych mężczyzn ucieka przed swoimi problemami psychicznymi w wódkę i dragi. Pytamy paru chłopaków, którzy kiedyś ostro imprezowali, jak wpłynęła na nich trzeźwość

|
gru 13 2016, 10:00am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Trump, Brexit, sukcesy ksenofobicznych partii w Europie, fala nacjonalistycznych rozruchów, drożyzna i kredyty frankowe – w 2016 roku wydarzyło się wiele rzeczy, o których najchętniej byśmy zapomnieli. W takiej sytuacji większość z nas sięga po używki – upijamy się w trupa, a wszelkie nieprzyjemne myśli, których nie zabił alkohol, zagłuszamy ulubionymi narkotykami (lub ich mieszanką).

Wiadomo rzecz jasna, że takie zachowanie stanowi jedynie pozorne rozwiązanie. Doktor Sherri Jacobson, dyrektorka kliniki leczenia uzależnień Harley Therapy podkreśla, że upojenie alkoholowe lub haj są jedynie chwilowe, podczas gdy skutki ich dłuższego nadużywania – absolutnie nie. Mogą wręcz doprowadzić do długotrwałego obniżenia nastroju.

„Weźmy chociażby alkohol. W rzeczywistości jest on depresantem, czyli negatywnie oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy i zaburza pracę neuroprzekaźników w mózgu – również tych, które odpowiadają za reakcje lękowe. Chociaż wiele osób uważa picie alkoholu za formę relaksu czy rozluźnienia po długim dniu, nasz organizm w rzeczywistości reaguje na niego zupełnie inaczej".
Jacobson dodała, że „jeżeli cierpisz chorobę afektywną dwubiegunową albo na zaburzenia lękowe, używki najprawdopodobniej jedynie pogorszą twoje samopoczucie. Natomiast u osób, które mają genetyczne predyspozycje do zaburzeń psychicznych, nadużywanie substancji odurzających może znacząco przyczynić się do ich wystąpienia".

W Polsce ponad 7 proc. zgonów jest związanych z nadużyciem alkoholu, a do 40 proc. samobójstw dochodzi właśnie pod wpływem

Powikłania związane z nadużywaniem alkoholu i narkotyków znacznie częściej występują u mężczyzn – w Wielkiej Brytanii w 2014 roku stanowili oni ponad 65 proc. śmiertelnych ofiar alkoholu. W latach 2014 ‒ 2015 trzy czwarte osób przyjętych do szpitala z diagnozą psychoz poalkoholowych lub z zaburzeniami alkoholowymi również było płci męskiej.

W Polsce sytuacja wygląda jeszcze gorzej – w naszym kraju ponad 7 proc. zgonów jest związanych z nadużyciem alkoholu, co zapewnia nam niechlubne szóste miejsce na liście krajów z największą liczbą ofiar śmiertelnych alkoholu (na 40 państw biorących udział w badaniu). Również i w naszym kraju problemy z alkoholem częściej dotykają mężczyzn – „standaryzowane współczynniki umieralności z powodu nadużywania alkoholu [...] i uzależnienia od narkotyków są w przybliżeniu cztery razy wyższe dla mężczyzn niż dla kobiet". Warto dodać, że ponad 40 proc. samobójstw w Polsce ma miejsce właśnie pod wpływem.

Depresja i zaburzenia lękowe występują znacznie częściej wśród osób, które w przeszłości nadużywały alkoholu i narkotyków. Czasopismo medyczne „Journal of Clinical Psychiatry" podaje, że jeden na trzech mężczyzn, który odurza się tymi substancjami, również cierpi na depresję.

Chociaż zdrowie psychiczne mężczyzn przestaje być tematem tabu i coraz częściej mówi się o nim w mediach, badanie opracowane na postawie kampanii Time to Change (Czas na zmianę) zorganizowanej przez stowarzyszenia Mind i Rethink Mental Illness, dowodzi, że problem nadal istnieje – ponad 54 proc. nastoletnich chłopców utrzymuje swoje problemy w tajemnicy. Mimo że coraz więcej celebrytów otwarcie przyznaje się do walki z depresją i zaburzeniami lękowymi, a szczera dyskusja w mediach przyczynia się do normalizacji takich zaburzeń wśród mężczyzn, wielu chorych nadal nie decyduje się na coming-out.

Istnieje wiele przyczyn takiego stanu; jedną z nich jest po prostu nieświadomość. Wielu moich kolegów zdało sobie sprawę z tego, że mają problem dopiero wtedy, gdy po pewnym okresie abstynencji odzyskali dawną świeżość umysłu – wcześniej ich osąd permanentnie zaburzały alkohol, narkotyki, kace i zjazdy. Z opowieści znajomych wnioskuję, że problem ten nie ogranicza się jedynie do mojego kręgu towarzyskiego.

Bob, gdy jeszcze pił i ćpał

Bob Forster ma 33 lata i od 17 miesięcy jest trzeźwy. Swoje życie przed tą decyzją opisuje w ten sposób: „każdy tydzień zaczynałem od okropnych stanów depresyjnych. W poniedziałki bałem się wyjść z łóżka, a następnie cały dzień spędzałem na ignorowaniu piętrzących się maili i pozornym udzielaniu się na spotkaniach. Dopiero po wieczornym treningu na siłowni zaczynałem odżywać; to kwestia cudownego haju endorfinowego, który zapewnia ci wysiłek fizyczny. We wtorek czułem się trochę lepiej, a po kolejnej wizycie na siłowni byłem w stanie przetrwać środy. Czwartki upływały już pod znakiem oczekiwania na wieczorne picie. Siedziałem w pubach do pierwszej, drugiej w nocy, chlałem i wciągałem góry koksu. W piątki w pracy zgonowałem i jak tylko miałem fajrant, waliłem klina. Piłem i wciągałem gdzieś tak do siódmej rano, po czym przesypiałem cały dzień i ewentualnie wieczorem znowu wychodziłem na miasto. Jeśli nie, to przez cały weekend nie ruszałem się z pokoju".

Tryb życia, który polegał na kończeniu każdego tygodnia cugiem alkoholowo-narkotycznym, szybko odbił się na zdrowiu psychicznym Boba. „Okres między dwudziestymi a trzydziestymi urodzinami spędziłem, zwiększając dawki antydepresantów i proszków przeciwlękowych oraz zastanawiając się, dlaczego nie przynosiło to żadnych efektów" ‒ powiedział. „Nigdy nie wpadłem na to, że picie depresantu i wciąganie szajsu, od którego wpada się w paranoję, mogło wywoływać u mnie stany depresyjne i lękowe".

Dlaczego więc przestał i w jaki sposób mu się to udało? „Nie miałem żadnego olśnienia, po prostu we mnie to narastało" – powiedział. „W przeszłości udawało mi się przez kilka miesięcy wytrwać w abstynencji, więc z doświadczenia wiedziałem, że trzeźwość mi służy. Dodatkowo zauważyłem, że wszyscy moi znajomi posunęli się naprzód ze swoim życiem – zakładali rodziny, mieli dzieci – a ja wciąż tkwiłem na dnie".

„Postanowiłem skończyć to z przytupem i zaplanowałem swój »łabędzi śpiew«. W ramach pracy miałem pojechać wtedy do środkowej Anglii i opisać odbywający się tam festiwal metalowy; wziąłem ze sobą sześć gramów koksu i całe garści MDMA – poszedłem na całość. Chciałem zafundować sobie taki zjazd, żebym już nigdy nie sięgnął po prochy. I udało się!". Zejście było tak straszne, że zapewniło mu odpowiednią motywację, aby rzucić używki. Potem „zaledwie w ciągu kilku miesięcy wszystko uległo zmianie".

Dla Marcusa Vedy, londyńskiego nauczyciela jogi i byłego DJ-a, przejście od kładzenia się spać o świcie do wstawania wraz z pierwszymi promieniami słońca nie było równie gwałtowne. „Przez dziesięć lat nieustanie się niszczyłem: chlałem i ćpałem, co się tylko dało. Czysta rozpusta" – tłumaczy.

Podobnie jak w przypadku Boba, imprezowy tryb życia Marcusa także przeplatały okresy, w których do głosu dochodziła troska o własne zdrowie. „Kiedy jeździliśmy w trasę, szalałem w weekendy, a w ciągu tygodniu wracałem do rozsądnych rozrywek – uwielbiałem sport, sztuki walki, ćwiczenia fizyczne... Zawsze zdawałem sobie sprawę, że imprezowanie nie jest zdrowe, ale myślałem, że można te dwa światy jakoś ze sobą pogodzić. I rzeczywiście, przez pewien okres mi się udawało. Potem jednak odkryłem, że wysiłek fizyczny daje mi takiego samego kopa, co dragi".

Po pięciu latach trenowania sztuk walki, Marcus zainteresował się jogą i zaczął się przyglądać swojemu życiu. „Rozważałem rzucenie alkoholu. Coraz częściej zastanawiałem się, czy picie w ogóle miało sens. Czy naprawdę było tego warte? Czy nadal sprawiało mi przyjemność? Następny dzień zawsze upływał pod znakiem kaca, który nie tylko psuł mi dzień, ale i uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Z niczym się nie wyrabiałem, a gdybym zaczął wykorzystywać na takie dni zwolnienia, w pracy spędzałbym tylko pół tygodnia. Koniec końców uznałem, że picie nie było mi potrzebne do szczęścia".

Podczas dziesięcioletniej kariery DJ-skiej i występów w klubach na całym świecie, Marcus nie doświadczył stanów podobnych do tych, na które cierpiał Bob. Nie miał depresji ani zaburzeń lękowych, jednak jego spojrzenie na świat i tak uległo diametralnej zmianie: „Stałem się bardziej zrównoważony. Kiedy życie upływa ci na czekaniu na weekend – jak jest to w przypadku wielu osób – resztę tygodnia funkcjonujesz niejako na autopilocie. Natomiast we mnie każdy dzień budzi takie same emocje – nie lękam się poniedziałków, nie boję się zjazdów. I nie mam na myśli narkotyków, po prostu nie obawiam się powrotu do codzienności".

W przypadku Boba, życie w trzeźwości okazało się absolutnym błogosławieństwem.


Na poważnie o używkach. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


„W ciągu pierwszych trzech miesięcy straciłem prawie 13 kilogramów i z wyglądu odmłodniałem o pięć lat" – opowiada. „Prawie od razu zauważyłem wzrost wydajności umysłowej; mój mózg pracuje teraz szybciej i lepiej. Dużo przez ten czas wydoroślałem i przestałem przedkładać wypady z kumplami na piwo nad inne elementy mojego życia. Zorganizowałem sobie świat i nie funkcjonuję już jak nierozgarnięty nastolatek – posprzątałem bałagan w pokoju i przestałem się na wszystko spóźniać. Udało mi się zbudować lepsze relacje z rodziną, a w pracy zacząłem odnosić sukcesy. Czuję, że mam więcej energii, nie przepuszczam już całej pensji, udało mi się odzyskać sylwetkę... Jestem szczęśliwszy i po raz pierwszy czuję się spełniony jako dorosły człowiek".

Oczywiście odstawienie narkotyków i alkoholu nie jest łatwe, zważywszy na to, jak dużą rolę odgrywają w naszym społeczeństwie oraz życiu towarzyskim. Nie ma również gwarancji, że dla każdego skończy się ono równie spektakularnym sukcesem, co w przypadku Boba.

Każdy, kto spróbował miesiąca trzeźwości, wie, że zerwanie z nałogiem czy nawykiem nie jest łatwe. Na szczęście większość uzależnionych może znaleźć wsparcie w specjalnie sprofilowanych grupach wsparcia, chociażby w AA czy AN. Doktor Sherri podkreśla jednak, że „nawet jeżeli nie czujesz się komfortowo, rozmawiając o uzależnieniu z tak dużą ilością osób, warto, byś i tak zwrócił się do profesjonalisty, który przeprowadzi z tobą prywatne sesje. Terapeuci od uzależnień są bezstronni, a kameralna atmosfera spotkań pozwoli ci się bardziej otworzyć. Niestety ze strony rodziny czy przyjaciół nie zawsze możemy liczyć na takie wsparcie, niezależnie od tego, jak bardzo się starają".

„Zrób sobie trzymiesięczną przerwę i zobacz, jak się wtedy poczujesz" – odpowiada Bob, gdy pytam go, co doradziłby wszystkim mężczyznom będącym w tej samej sytuacji, co niegdyś on. „Trzy miesiące to na tyle długi okres, że będziesz w stanie obiektywnie ocenić, jak trzeźwość zmieniła twoje życie. Jest to pewnego rodzaju kamień milowy – początki mogą być trudne, ale gdy minie kwartał przekonasz się, dlaczego warto było się męczyć".


Jeżeli ty lub ktoś z twoich bliskich zmaga się z depresją, zadzwoń pod numer

22 855 44 32

lub odwiedź stronę http://stopdepresji.pl/


Więcej VICE
Kanały VICE