Prophets Of Rage - Prophets Of Rage

Odcinanie kuponów, czyli skok na kasę. A może wręcz przeciwnie - projekt zrodzony z autentycznej miłości do grania? Ocena motywacji, które przyświecały twórcom supergrupy jest tyle niejednoznaczna, co… nieistotna.

|
10 Październik 2017, 6:30am

Bohaterowie jednego z najlepszych koncertów tegorocznego Open'era serwują nam pierwszą pełnowymiarową produkcję studyjną. Jest mocno, gęsto i na tyle gniewnie, że porównania do twórczości Rage Against The Machine same cisną się na usta. Nic dziwnego - Prophets Of Rage to trzy czwarte składu RATM. A do tego najlepsi raperzy z Public Enemy i Cypress Hill. To powinna być mieszanka wybuchowa. Powinna…

Projekt Prophets of Rage powołany został do życia w maju 2016 roku. Zespół stworzyli: gitarzysta Tom Morello, basista Tim Commerford i perkusista Brad Wilk - wszyscy z legendarnej grupy Rage Against the Machine. Z kolei przy mikrofonach stanęli Chuck D z Public Enemy oraz B-Real z Cypress Hill, a gramofonami zajął się DJ Lord (również z Public Enemy). Superskład. Supergrupa. Z papierami na wielkie granie najlepszej muzyki. Tak właśnie pomyślałem, kiedy w moje ręce wpadła ich premierowa EP-ka "The Party's Over" Nie powiem - wpadła mi w ucho!
Spodobała mi się ta płytka głównie dzięki swej bezpretensjonalności. Ot, spotyka się sześciu facetów po przejściach i przypominają sobie czasy buntu. Bawią się muzyką, ale chcą też powiedzieć coś ważnego. I to żre. I kopie - również z głośnika. Kusząca propozycja muzyczna. Na raz na pewno fajna. Jakiś koncert w stylu "tribute to…", właśnie EP-kę. Ale jako kombatant-band na pełen etat? No, nie jestem przekonany…

Odcinanie kuponów, czyli skok na kasę. A może wręcz przeciwnie - projekt zrodzony z autentycznej miłości do grania? Ocena motywacji, które przyświecały twórcom Prophets Of Rage podczas zakładania tej supergrupy jest tyle niejednoznaczna, co… nieistotna. Bo przecież, na samym końcu, zawsze chodzi o muzykę. I nic więcej. To ona sprawia, że mamy ciarki na skórze lub uśmiech od ucha do ucha. Tylko najlepiej zagrane dźwięki potrafią nas zachwycić lub wkurzyć. Niektóre przyprawiają o wzruszenie, nawet płacz, a te najbardziej wybuchowe mają ogromna siłę wyprowadzania ludzi na ulice. A jak jest u Proroków Gniewu?

Jeszcze rok temu wydawało mi się, że takim rewolucyjnym przesłaniem startuje PoR po serca fanów, żeby je kraść na pęczki. Dziś już jednak nie mam złudzeń - fajnie że skrzyknęli się razem, fajne z nich herbatniki (jak mówi jedna moja znajoma), ale chyba tylko na koncerty i festiwale. Czyli tam, gdzie można zagrać mniej precyzyjnie i czysto, za to z większą energią i szaleństwem. Fani to kupią. W domu, w bamboszach i przy herbatce z sokiem malinowym pierwszy studyjny długograj już tak bardzo nie poprądzi (jak nazywają moje dzieci… porażenie prądem). Dlaczego? Nie bójmy się tego powiedzieć na głos - obcowanie z PoR to trochę jak wywoływanie starych duchów z szafy - gitara gra tak samo jak w RATM, a słuchając Chucka D i B-Reala zastanawiam się, jakby brzmiał tu Zack de la Rocha.

Ale nie jest też tak, że "Prophets Of Rage" to rap-core'owy szrot. O co, to nie! Nic z tych rzeczy. Bo nie dość, że technicznie wszystko się tu zgadza, a gitara Toma Morello to wciąż wąż, który cały czas kąsa i pluje jadem ("Unfuck The World", "Smash It"). Technicznie jest więc w porządku, bo sekcja RATM gra równo i precyzyjnie, a to wszystko skąpane jest w gęstym sosie złożonym z sampli, które serwuje mistrz DJ Lord.

Bez względu jednak na to, czy w danym utworze jest bardziej "rage'owo" ("Radical Eyes") czy hiphopowo ("Take Mi Higher"), te pomysły na odgrzewany rap-core zaczynają z czasem nużyć. Niestety. Może dlatego tak lubię odstający od całości "Living On The 110", któremu lekko zdubowany, jakby post-reggae'owy podkład nadał "filmowego", niepokojącego charakteru. Za taki Prophets of Rage (Against The Machine) poszedłbym jak w ogień!

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.