wywiad

„Ślepnąc od świateł”: Opowieść Wigilijna na dragach

Kamil Nożyński, który wcielił się w postać Kuby, dilera narkotyków w nowym serialu HBO, opowiada nam, jak wyglądała praca na planie, jak wspomina swój angaż i w czym chciałby zagrać w przyszłości

tekst Paweł Mączewski
17 Październik 2018, 7:47am

Wszystkie zdjęcia: Mikołaj Maluchnik

Prawie wszyscy ludzie, których Kuba spotyka na swojej drodze, główny bohater książki Jakuba Żulczyka, a teraz i serialu HBO Krzysztofa Skoniecznego – są jego klientami. Kuba jest dilerem białego proszku i karmi nałogi przedstawicieli różnych szczebli społecznych: polityków, muzyków, celebrytów. Kuba dostosowuje się do ich potrzeb, życiowe historie tych osób zdają się nie grać większej roli, o ile nie mają wpływu na Kubę; są co najwyżej żywymi bankomatami. Dlatego Kuba nie angażuje się w bliższe relacje, jest powściągliwy w okazywaniu uczuć, poukładał siebie, tak jak wszystkie materialne rzeczy w swoim życiu – stał się przez to jedynie ludzką powłoką, duchem spotykającym inne duchy. Powoli zaczyna mu to przeszkadzać, chce coś zmienić, wyjechać, odciąć się na jakiś czas, przegrupować. Jednak mroczna strona Warszawy, której mimowolnie stał się częścią, nie pozwoli mu tak łatwo wyrwać się ze swoich nocnych klubów, brudnych zapleczy knajp, ciemnych ulic i mieszkań. Kuba śni o deszczu, potopie, który pochłonie to miasto i wszystkich jego mieszkańców. Marzy o tym, nawet jeżeli sztorm porwie też jego samego.

W postać Kuby wcielił się debiutujący Kamil Nożyński, dotychczas znany z rapowego składu Dixon37. Po obejrzeniu pierwszych trzech odcinków nowego serialu autorstwa Krzysztofa Skoniecznego, do głowy przychodzi mi tylko jedno słowo: WARTO! Śledzimy losy bohaterów, które wzajemnie się przeplatają. Poznajemy Kubę w chwili jego decyzji o wyjeździe, który proponuje też Pazinie (Marta Malikowska). Co ma być, to będzie. Pech chce, że w tym samym momencie z więzienia wychodzi Dario, gangus starej szkoły (fantastycznie zagrany przez Jana Frycza), który jest zły jak sam diabeł i szuka czegoś, co przez przypadek trafiło w posiadanie Kuby. Już 27 października na HBO GO będzie można zobaczyć cały serial. Tymczasem już teraz Kamil Nożyński, odtwórca głównej roli, opowiada nam: jak wyglądała praca na planie, jak wspomina swój angaż i w czym chciałby zagrać w przyszłości

VICE: W jaki sposób trafiłeś do tego serialu?
Kamil Nożyński: Każdy, kto mnie o to pyta, słyszy to samo – stary, to trochę tak, jakbyś dowiedział się, że wygrałeś szóstkę w Totka, chociaż nie wysłałeś losu. Tak można opisać moją sytuację, bo ja nie brałem udziału w castingu do Ślepnąc od świateł. Wcześniej uczestniczyłem w innym projekcie, w którym nagrałem bardzo emocjonalny filmik, który jak się okazało, zauważył Krzysiek [Skonieczny, reżyser Ślepnąc od świateł – przyp. red]. Minęło trochę czasu, ja o tym zdążyłem już zapomnieć. Potem pewnego dnia w porze obiadowej zadzwonił telefon, po drugiej stronie słuchawki był Krzysiek, w pierwszej chwili nie skojarzyłem, byłem ciekaw, o co chodzi. Przypomniał, że spotkaliśmy się już wcześniej i że robi teraz duży projekt dla HBO. „OK, masz moje zainteresowanie” – pomyślałem, jedząc dalej obiad.

I wtedy usłyszałem, że chce mnie wypróbować do głównej roli w nowym serialu – a ja prawie się zadławiłem jedzeniem. Zapytałem: „Który sobie jajca robi?!”. Usłyszałem, że to nie żadne żarty i czy jestem w stanie nauczyć się scenariusza i przyjść na przesłuchanie. Oczywiście, że tak! Dostałem na maila dwie sceny z Paziną [Marta Malikowska, przyp. red.]. Poszedłem na spotkanie, odegrałem to i podobno już wtedy Krzysiek wiedział, że jest dobrze, ale jeszcze mnie testowali przez następne dwa tygodnie. Dostawałem kolejne skrawki scenariusza, czasami siedziałem nad tym do 3 w nocy, aż w końcu usłyszałem, że mam tę rolę. Euforia.

Znałeś wcześniej książkę Kuby Żulczyka?
Od razu kupiłem po telefonie Krzyśka i przeczytałem ją przed scenariuszem.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem, gdy już znalazłeś się na planie filmowym?
Najtrudniejsza była gra na emocjach. Musisz je przedstawić takimi, jakie one są, nie możesz udawać. Kiedy bohater jest wkurwiony, ty musisz oddać te emocje przed kamerą i nie przenosić tego na swoje życie prywatne.

Kamil Nożyński pozuje do zdjęcia na dachu

Czułeś presję?
Akurat na mnie presja działała pozytywnie, bo im więcej jej czułem, tym więcej z siebie dawałem.

Jak wyglądał typowy dzień pracy?
Przyjeżdżał po mnie samochód, w trakcie jazdy na plan robiłem ćwiczenia dykcyjne na rozruszanie aparatu mowy, z których się szkoliłem na wcześniejszych zajęciach. Dojeżdżaliśmy na plan, make-up, ewentualne próby, przegadanie sceny i jazda.

Miałeś możliwość improwizowania, czy to była wyłącznie wizja reżysera?
Krzysiek miał bardzo autorską wizję, wszystko, co widzisz w serialu, to jego estetyka. Nawet jeśli ktoś się na początku nie zgadzał, Krzysiek mówił: „Zaufaj mi” i wychodziło idealnie. Jeśli więc pytasz o improwizację, to w 99% było jego wytycznymi, ale jeśli ktoś miał jakiś pomysł, który rzeczywiście mógł dobrze zadziałać w jakiejś scenie – wtedy Krzysiek go akceptował.

Rozmazane zdjęcie Kamila Nożyńskiego

Jak bardzo granie tej postaci oddziaływało na twoje prywatne życie?
Nie żyłem tą postacią, ale często wracałem planu wykończony fizycznie i psychicznie. Wracałem do domu, kładłem się spać, wstawałem i wracałem na plan. Całe to zdarzenie jednak wybiło mnie z pudełka, w którym do tej pory siedziałem. Poszerzyło moje horyzonty.

Jak własnymi słowami opisałbyś graną przez ciebie postać – Kubę?
Kuba jest postacią nieoczywistą. Widzimy go jako inteligentnego i dobrze zorganizowanego dilera kokainy. To perfekcjonista. Stworzył samego siebie na potrzebę prowadzonego biznesu. Jest jak taki duch, który krąży po Warszawie. Z żadnym ze swoich klientów stara się nie wchodzić w bardziej osobiste relacje, dostosowuje się do nich, patrząc na niego, widzą część siebie. Kuba jest jak postać z bajki, Opowieść Wigilijna na dragach. Jeśli jednak zagłębisz się w tę postać, zauważysz, że on uciekł ze swoich rodzinnych stron, przeprowadził się do Warszawy, zaczął nieźle zarabiać i teraz znowu chce uciec. Jest zmęczony. Kupuje bilety do Argentyny i w tym momencie zaczyna się spirala zdarzeń, która weryfikuje to, kim tak naprawdę jest pod skorupą, która rozpada się z odcinka na odcinek.

Czy to twój jedyny epizod aktorski i wracasz do muzyki, czy zobaczymy cię w nowych projektach?
Bardzo mi się to spodobało, chociaż jest to bardzo wymagający kawałek chleba. Przez to doświadczenie nabrałem ogromnego szacunku do sztuki aktorskiej i aktorów. Tak, chciałbym to robić nadal, ale nie zrywam z muzyką. Pracuję nad solową płytą.

Czy jest jakaś postać, w którą chciałbyś się wcielić?
Nie postać, ale marzy mi się zagranie w czymś na wzór serialu Peaky Blinders, ale żeby działo się w Polsce. Mroczne wydarzenia z przeszłości; tak, chciałbym się przenieść w inne czasy.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Czytaj też na VICE: