mamy

Mamy polskich raperów opowiadają o relacjach z synami

Z okazji Dnia Matki namówiłam kilka mam raperów na krótkie rozmowy o tym, co synowie po nich odziedziczyli i jacy byli za dzieciaka, a nawet cytowały hip-hopowe teksty

tekst Julia Knap
26 Maj 2017, 3:30am

Wszystkie zdjęcia: Julia Knap

Wyobraźcie sobie pokój wyklejony hip-hopowymi plakatami. Niepościelone łóżko. Kilkanaście par sneakersów ustawionych w rządku pod ścianą i biurko zaklejone wlepkami. Na tym biurku siedzi sobie znany, polski raper ze swoją mamą, machają nogami i pozują do zdjęcia. Co kilka sekund, gdy nie błyska flash rzucają do siebie: „synek, podciągnij spodnie" albo „no, przytul matkę, nie wstydź się". Druga strona odpowiada „oj noo, mamooo" albo „mamo, ale z ciebie dobra hip-hopówa"!

Z okazji Dnia Matki namówiłam kilka mam raperów na krótkie rozmowy. Opowiadziały mi o tym, co synowie po nich odziedziczyli, jacy byli za dzieciaka, a nawet cytowały hip-hopowe teksty. Poznajcie mamy Kosiego, Proceente, Vienia, Kuby Knapa (która jest także moją mamą) i Łajzola.

Pani Wiesława, mama Kosiego (JWP)

VICE: Czym się pani zajmuje?
Pani Wiesława: Jestem agentem nieruchomości. Dużo pracuję i mam mało wolnego czasu. Jeśli go mam, lubię go spędzać z moją wnuczką Emilką.

Jakiej muzyki pani słucha?
Nie słucham rapu. Bardzo lubię muzykę klasyczną, ale gdy jej słucham, a w domu jest Marcin to mówi, żebym wyłączyła te wyjce. Przepadam też za Stingiem.

Co pani wiedziała o hip-hopie kiedy Marcin się nim zajął?
Ja bardzo długo nie wiedziałam, że on śpiewa. Kiedyś do mnie przyszła sąsiadka i powiedziała, że jej syn mówi, że ja mam sławnego syna, bo tamten widział go w MTV. Odpowiedziałam, że pierwsze słyszę! Potem zaczęłam się tym interesować, nawet byłam na koncercie, bardzo mi się podobał.

W czym Marcin się wyróżniał w szkole?
On ciągle malował jakieś znaczki w zeszycie. Godzinami. Chciałam go zapisać na dodatkową plastykę, ale on nie chciał. Twierdził, że nie musi się szkolić. Teraz pewnie żałuje. Mąż jest inżynierem. Próbował go namówić na Politechnikę, ale on jest artysta!

Co Marcin odziedziczył po pani?
Na pewno oboje jesteśmy bardzo wrażliwi. Jeśli coś nas trapi - płaczemy. Jesteśmy bardzo uczuciowi. Oprócz tego muszę przyznać, że oboje jesteśmy atechniczni. Nie do końca orientujemy się w tym, jak działa dom. Lubimy się i lubimy do siebie dzwonić. Natomiast jeśli zdarza się tak, że Marcin dłuższy czas milczy, wiem, że wszystko jest ok, bo gdyby było nie ok, to prawdopodobnie byłabym pierwszą osobą do której by zadzwonił.

Czy zna pani jakieś słowa ze slangu?
„Joł"! I „siema"! Kiedyś jak Vienio do nas wpadł to powiedział „Siema pani Wiesławo" i tak się nauczyłam. My w ogóle znamy wielu kumpli Marcina, a mąż nawet ma ich wśród znajomych na Facebooku.

Pani Bożena, mama Proceente (Aloha Entertainment)

VICE: Czym się pani zajmuje?
Pani Bożena: Od 37 lat uczę polskiego. Mam bardzo mało wolnego czasu. Spędzam go z mężem, na spacerach, w muzeach, na wycieczkach, na czytaniu – choć nie tyle, ile bym chciała – bo ciągle muszę czytać te zeszyty.

Co lubił Michał jak był mały?
On był od zawsze humanistą. Bardzo lubił rymować. Bardzo lubił śpiewać piosenki z Pana Kleksa. Dwa razy występował też w domowym przedszkolu. W jednym z odcinków u boku pana Janusza Gajosa. Niestety filmy się nie zachowały, ponieważ Michał na tych kasetach nagrał jakiś mecz. Uwielbiał pisać. Jeśli miał coś do napisania, to rymem. Całe wypracowania były rymowane! Był również autorem spektaklu kabaretowego, który został wystawiony na zakończenie roku szkolnego w liceum.

Co ma syn po pani?
Ja jestem spokojna, a Michał łączy w sobie dwa bieguny. Potrafi być zarówno spokojny jak i przebojowy. Ma chyba tyle samo ze mnie co i ze swojego taty. Oboje mamy też skłonność do bezsenności.

Czego pani słucha?
Lubię muzykę poważną. Ostatniego Sylwestra spędziłam na koncercie arii operowych w Pałacu Kultury. To był piękny Sylwester. Kiedyś się słuchało rocka. Zawsze wolałam Beatlesów od Rolling Stonesów.

Czy słucha pani muzyki Michała?
Tak, słucham, ale wiem że mogłabym częściej. Myślę, że to nadrobię, bo niestety mam w tym temacie zaległości. Byłam na koncercie, który otwierał z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Bardzo mi się podobała formuła całego wydarzenia, ponieważ do wybranych, starych utworów raperzy mieli dopisać własne zwrotki. To było bardzo inspirujące!

Co pani myśli o hip-hopowych tekstach?
Nigdy nie mam problemu ze zrozumieniem tekstów hip-hopowych, natomiast zawsze jak słyszę nagromadzenie wulgaryzmów, zastanawiam się czy mają one uzasadnienie. Gdybym miała więcej czasu, słuchałabym więcej. Bardzo lubię teksty Michała, ponieważ są one pełne frazeologizmów, mają drugie dno, on lubi bawić się słowem. Wielkiego głosu nie ma, ale na pewno jest kapitalnym tekściarzem.

O czym pani marzy?
Marzę o tym, żeby Michał napisał wielki przebój, ale żeby zajął się również czymś innym, obok hip-hopu. On mógłby być na przykład kabareciarzem!

Jak się do zwracacie?
Lubię do niego mówić Michasiu, Michula, a on do mnie Mamusiu.

Pani Halina, mama Vienia

VICE: Czym pani się zajmuje?
Pani Halina: Z wykształcenia jestem polonistką, całe życie uczyłam języka polskiego w szkole średniej. Teraz pracuję już tylko w komisji maturalnej. W wolnym czasie czytam książki. Obiecuję sobie, że już nigdy nie wypożyczę żadnego kryminału skandynawskiego, ale mam do nich słabość. Chodzę do teatru, na fitness, jeśli chodzi o muzykę słucham różnej, z przewagą klasycznej.

Jaki był Piotr w czasach szkolnych?
Piotrek był dyslektykiem. Ciężko mu było się uczyć, ale miał głowę pełną pomysłów. Uczył się na przykład gry na gitarze, ale ponieważ jest leworęczny, sam przełożył sobie struny, bo nie miał cierpliwości uczyć się przez kilka zajęć, jak trzymać gitarę. W szkole podstawowej występował w zespole taneczno-muzycznym „Pantera". Pierwszy jego duży występ był w Teatrze Wielkim. Wystawiali Królową Śniegu i tam Piotrek jechał jako śnieżynka karocą, siedział między dwoma córkami pana Piotra Fronczewskiego. Na scenie występował od zawsze.

Jaki był pani pierwszy kontakt z muzyką, którą robi Piotrek?
Piotrek założył z kolegami z podwórka kapelę, ale nie mieli gdzie odbywać prób. Na ul. Cybisa była szkoła podstawowa i tam chłopcy ćwiczyli. Załatwiłam im salę, ale musiałam się zobowiązać, że będę ich pilnować. Brałam książkę, siedziałam na forum i czekałam, aż skończą. Czasem tam zaglądałam i obserwowałam jak namiętnie ćwiczą. Wtedy to nie był rap, oni grali punk rock. O rapie nic nie wiedziałam, do czasu jak wydał pierwszą płytę pt. Skandal, która była naprawdę skandaliczna, ale oni byli pierwsi, teraz to się inaczej odbiera.

Czy bała się pani o niego?
Tak, bo to było zagrożenie. Piwko, marihuana. Jak wyjeżdżał na koncert, zastanawiałam się jak on wróci skoro ostatni nocny autobus jest o 23:00, a tak naprawdę o tej godzinie dopiero zaczyna się impreza. Czasem odbierałam go nad ranem, wyrwana ze snu zakładałam kurtkę na piżamę i po niego jechałam.

Co macie wspólnego?
Zamiłowanie do gotowania. Gdy wyjechałam do Stanów na 10 miesięcy, zostawiłam mu taki zeszyt z przepisami i on wtedy zaczął gotować, miał 13 lat. Świetnie gotuje. W Kuchni+ prowadził samodzielny program Ślinotok, a w Gwiazdy Gotują był jednym z trzech finalistów!

Jak się do siebie zwracacie?
Mówię do niego Piotrek. Vienio kompletnie mi nie pasuje. On do mnie mówi Muśka.

Czy jest pani dumną mamą?
Tak, ale nie z tego, że jest popularny i zajmuje się hip-hopem, ale że do wszystkiego doszedł sam. Nie ma wykształcenia muzycznego, sam się uczył zawsze zaczynając od strony praktycznej, zdobył wiele różnych umiejętności, dojrzał. Wie co jest w życiu ważne. Udzielił mądrego wywiadu do „Wysokich Obcasów". Po jego publikacji dostałam wiele telefonów z gratulacjami od znajomych.

Pani Jola, mama Kuby Knapa (Alkopoligamia)

VICE: Czym się zajmujesz?
Pani Jola: Postanowiłam, że nie wrócę do pracy w szkole ani jako polonistka ani w roli dyrektorki. Teraz odważyłam się pisać i malować, w zgodzie z cyklem słonecznym, wiosną i latem więcej maluję – z racji tego, że mam dobre światło – a jesienią i zimą więcej czasu spędzam na pisaniu.

W czym Kuba był dobry za czasów szkolnych?
Kuba był dzieciakiem bardzo bystrym. Nigdy nie miał z niczym problemu, miał jedynie kłopot z wysiedzeniem na lekcjach. Szybko rozwiązywał zadania, by potem zajmować się swoimi myślami.

Czy miałaś dla Kuby jakiś upatrzony zawód?
Myślałam, że zostanie inżynierem. Zdawał na architekturę, ale tylko przypadek sprawił, że się nie dostał. Gdy jechał na egzamin pociąg nabrał opóźnienia, ponieważ skradziono trakcję kolejową. Kuba pojawił się na Politechnice pięć minut po czasie i nie został wpuszczony na salę.

W czym jesteście podobni?
Myślę, że jesteśmy indywidualistami, którzy dosyć dobrze radzą sobie z twórczością wymagającą dużo samotności i namysłu. Oboje także potrafimy poświęcić dużo czasu, żeby coś nad czym pracujemy miało dokładnie taki kształt jaki sobie zamierzyliśmy. Oprócz tego i ja i on uwielbiamy pracować w ogródku, grzebać się w ziemi. Mam wrażenie, że z czasem podobieństw jest coraz więcej.

Czy znasz teksty Kuby?
Tak. Uważam, że jest dobrym, czujnym obserwatorem. Lubię jego refreny i zawsze na nie czekam. Bonny Larmes, który robi mu muzykę bardzo fajnie to zapętla – tak, że to bangla… to tak się mówi? Natomiast te follow upy – ja ich nie łapię.

Jak się do siebie zwracacie?
Synu, synku, Kuba, Kubulu, Kubusiu, kochanie. O on do mnie po prostu: Mamo.

Czy potrafiłabyś zacytować jakiś tekst hip-hopowy?
„Jakie życie, taki rap".

Pani Grażyna, mama Łajzola (JWP)

VICE: Czym się pani zajmuje?
Pani Grażyna:
Jestem lekarzem. Uwielbiam kino, narty, ćwiczę jogę. W tej chwili nie potrafię sobie wyobrazić życia bez jogi. Jestem bardzo aktywna, prowadzę kursy, konferencje, generalnie mam mało wolnego czasu.

Czego pani słucha?
Bardzo lubię jazz, pop. Żałuję, że mam mało czasu na koncerty. Często za to oglądam filmy, staram się być na bieżąco z nowościami. Przepadam za kinem irańskim, bardzo podobał mi się film Klient Asghara Farhadiego. Uwielbiam beletrystyczne książki na temat kultury arabskiej. Przeczytałam chyba wszystkie!

Jaki był Paweł za czasów szkolnych?
Nie lubił szkoły, ale był bardzo zdolnym uczniem. Wyróżniał się z polskiego, nie robił błędów ortograficznych. Umiał bardzo zwięźle wyrazić swoją opinię, nie lał wody, budował poprawne, jasne zdania. Był bardzo dobry z języków: niemieckiego, łaciny, ale kompletnie się nie uczył. Nigdy też nie chciał brać lekcji gry na żadnym instrumencie, choć jak się dorwał do pianina czy cymbałków, to zaczynał improwizować i świetnie mu to wychodziło.

W czym Paweł jest podobny do pani?
Z trójki moich dzieci na pewno jest najbardziej podobny do mnie fizycznie. Psychicznie jest bardzo poplątany. Łączy w sobie skrajności. Nie bardzo wierzę w znaki zodiaku, ale Paweł jest bliźniakiem (urodził się w Dzień Matki!) i ma taką cechę, że umie się dostosować do innych jednocześnie pozostając sobą. Z każdym się dogada. Lubi ludzi.

Czy zna pani jakieś słowa ze slangu?
Znam tylko „ziomali", bo on ciągle z tymi ziomalami się umawia. Nauczyłam się słuchając jak rozmawia przez telefon. Bardzo to śmiesznie brzmi jak używają tych swoich powiedzonek.

Jak się do siebie zwracacie?
Mówię na niego Paweł albo Pawciu, chociaż walczę trochę ze sobą, żeby nie być nadopiekuńczą mamą, ale to jest trudne, bo on jest takim moim synusiem!

Dziękuję bardzo za rozmowę!
A to już wszystko? Bo nie powiedziałam, że bardzo lubię hip-hop, to proszę gdzieś tam dopisać!


Bądź z nami na bieżąco. Polub fanpage VICE Polska na Facebooku

W tej chwili Julia, autorka tekstu zbiera środki na projekt „Mój syn jest raperem”, który będzie krótkometrażowym dokumentem. Więcej o tym dowiecie się TUTAJ.