wszystkie pytania

10 pytań do chłopaka, który umarł i wrócił do życia — dwa razy

„Nie widziałem przelatującego życia ani Jezusa, ani światełka w tunelu, ani niczego innego. Niczego nie widziałem, bo mnie nie było”

tekst Rhi Holmes; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
09 Styczeń 2019, 11:53am

Sasha w szpitalu

Lekarze stwierdzili u Sashy Eliassona kliniczną śmierć — dwukrotnie. Pierwszy raz umarł, gdy podczas studiów w Szwecji stracił kontrolę nad motocyklem, próbując zahamować przed robotami drogowymi. Znaleziono go nieprzytomnego i bez pulsu, ale ratownikom udało się reanimować go na miejscu wypadku.

Potem, zaledwie kilka miesięcy później, Sasha niechcący przedawkował leki przeciwbólowe, które obniżyły jego tętno to 10 uderzeń na minutę i spowodowały zatrzymanie układu oddechowego. Jednakże i tym razem reanimacja zakończyła się sukcesem.

Rozmawialiśmy z Sashą, który ma teraz 26 lat i studiuje zarządzanie, jak to jest umrzeć, czego nauczyło go to doświadczenie i jak śmierć wpłynęła na jego życie.

VICE: Cześć Sasha. Czy bolało cię, jak umierałeś?
Sasha Eliasson:
Nie, to znaczy nie w samej chwili śmierci, ani przed nią. Zaczęło boleć dopiero po jakichś 24 godzinach. Za pierwszym razem byłem w stanie szoku, więc nie czułem żadnego bólu, a drugi raz wydarzył się przez środki przeciwbólowe. Bolało, ale nie przez śmierć kliniczną, tylko tak w ogóle. A zatem ból nie miał nic wspólnego z umieraniem.

Sasha after surgery
Sasha po operacji

Czy całe życie przeleciało ci przed oczami? Czy widziałeś coś, kiedy byłeś martwy?
Nie widziałem przelatującego życia ani Jezusa, ani światełka w tunelu, ani niczego innego. Niczego nie widziałem, bo mnie nie było. Wiedziałem tylko, że coś się stało, kiedy się obudziłem. To było jak drzemka bez żadnych snów. Obudziłem się i wiedziałem, że spałem, ale nie miałem pojęcia jak długo. Byłem mocno zdezorientowany, ale wiedziałem, że coś się stało i tyle. Jedyne, czego byłem pewien, to że upłynął jakiś czas.

Jaka jest najobrzydliwsza część umierania? Sfajdałeś się w majtki albo coś w tym stylu?
Nic mi o tym nie wiadomo. Na pewno takie rzeczy się dzieją, kiedy jesteś martwy przez dłuższą chwilę, ale jestem raczej pewien, że moje mięśnie wciąż trzymały przez jakiś czas po śmierci. Z drugiej strony rehabilitacja to była niezła harówka. Fizyczna część była trudna, bo strasznie bolało. Robisz dość niewielkie postępy, ale da się to zrobić. Aspekt psychiczny był o wiele trudniejszy.

Co pomyślałeś, gdy powiedzieli ci, że byłeś martwy?
Prawdziwa kolejka górska emocji. Na początku myślałem, że to całkiem spoko. Jak widać, przeżyłem, to dość oczywiste, więc fajnie będzie móc powiedzieć, że się umarło. Ale chwilę później doszło do mnie, że to zajebiście poważna sprawa. To, co się wydarzyło, było bardzo poważne i mogło się skończyć znacznie gorzej. Takie myśli zaczęły mi napływać do głowy. Ogólnie rzecz biorąc, jestem z natury dość pozytywną osobą, więc nie ruszyło mnie to aż tak bardzo.

Czy twój stosunek do religii jakoś się zmienił? Czy wierzysz teraz, że czuwa nad tobą anioł stróż?
Nigdy nie wierzyłem w Boga ani nic w tym stylu. Bardziej przemawia do mnie idea, że niczego nie jesteśmy w stanie udowodnić. Moim zdaniem to głupota, gdy ktoś mówi, że wie na pewno, że coś istnieje albo nie. Więc nie wierzę w istnienie Boga lub jakiejś siły wyższej ani w życie po śmierci.

Widzę to tak: coś się po prostu wydarzyło, a teraz próbuję jakoś to uzasadnić. Jeśli myślisz, że to anioł stróż czuwał nade mną i dlatego nie zginąłem, możesz też zapytać: skoro istnieje jakaś siła wyższa, to dlaczego w ogóle dopuściła do tego, że rozwaliłem się na motorze. Wolę unikać tego rodzaju rozumowania.

Jaki masz teraz stosunek do śmierci, po tym, jak przeżyłeś ją dwa razy?
Na początku było zdecydowanie ciężko. Musiałem przetrwać rok naprawdę intensywnej rehabilitacji, a gdy tylko ją skończyłem, musiałem spróbować jakoś wrócić do mojego normalnego życia. Łatwo nie było. Ale teraz, po wszystkim, jestem naprawdę wdzięczny za to, co się wydarzyło. Z całą pewnością musiałem przez to bardzo wydorośleć, i to szybko. Czuję, że mam teraz bardzo pozytywny stosunek do mojego wypadku i śmierci w ogóle. Nie boję się śmierci. Nie wyczekuję śmierci, nie chcę umrzeć, ale jak przyjdzie, to przyjdzie.

1542682911545-20024128_10155596597779359_8786720368459870827_o
Sasha chwyta dzień

A z drugiej strony: czy podchodzisz teraz inaczej do życia?
Zawsze byłem dość ostrożny i podejmowałem tylko wykalkulowane ryzyko. Bałem się wysokości, ale teraz łażę po dachach i innych wysokich miejscach, więc moje zetknięcie ze śmiercią pewnie miała na to jakiś wpływ. Wysokość nie jest przerażająca, bo nic się nie dzieje, gdy umierasz, więc nic się nie stanie, gdy przebywasz na wysokości.

Zdecydowanie bardziej żyję chwilą. Jeśli chcę coś zrobić, robię to. Przedtem zawsze starałem się oszacować plusy i minusy i w końcu przeważnie nic z tego nie wychodziło. Teraz robię o wiele więcej rzeczy, na które mam ochotę.

Jak ludzie reagują, gdy mówisz im, że umarłeś dwa razy?
Zależy od osoby. Zależy, czy jest religijna, czy raczej rozumuje logicznie. Ludzie, którzy myślą logicznie, zaczynają się zastanawiać, jak to się mogło stać, skoro teraz żyję. Zadają pytania w rodzaju: „jak możesz twierdzić, że naprawdę umarłeś?”. Tego typu rzeczy. Wtedy muszę wyjaśniać, że byłem w stanie śmierci klinicznej.

W przypadku religijnych ludzi są właściwie tylko dwie reakcje. Niektórzy próbują wytłumaczyć to pozytywnie i mówią, że gdybym wierzył w Boga, zobaczyłbym światło i znalazł przebaczenie. A z drugiej strony są też tacy, którzy się wściekają i mówią, że nie widziałem światła, bo trafiłem na samo dno piekła, bo nie wierzę w Boga. Dostaję sporo takich wiadomości w internecie. I ja to w sumie rozumiem. Bardzo przypomina mi to mentalność plemienną — jeśli ktoś nie należy do twojej grupy, automatycznie jest wrogiem. To chyba dość dobrze tłumaczy ich zachowanie.

Nieźle. Twoje przeżycia naprawdę aż tak oburzają ludzi?
Często mnie to spotyka. Gdy na przykład wrzucam artykuł na Reddit, a potem czytam komentarze, ludzie albo mówią o mnie okropne rzeczy, albo mnie bronią. A ja chcę tylko powiedzieć: nie narzucaj innym swoich opinii.

Na koniec: czy wierzysz, że po śmierci coś nas czeka?
W moim przypadku nie było nic, tylko ciemność, więc może po prostu wierz w to, co pomaga ci lepiej żyć. Nie ma sensu próbować dowodzić, kto ma rację, a kto nie, bo nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek się dowiedzieli. Nie marnuj czasu, szukając odpowiedzi na pytania o życie pozagrobowe, tylko po prostu żyj. Musisz tylko pogodzić się z faktem, że śmierć jest częścią życia, a zrozumiesz, że nie ma się czego bać.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia


Więcej na VICE: