10 najważniejszych płyt

10 najważniejszych płyt (plus dwie): Sonar Soul

Łukasz to człowiek wielu muzycznych twarzy i projektów. Poszukuje i inspiruje innych. My sprawdziliśmy, co miało wpływ na jego gust muzyczny.

tekst Artur Szklarczyk; zdjęcia: Mikolaj Maluchnik
30 Czerwiec 2017, 6:15am

Łukasz Stachurko. Warszawiak z Pragi, rocznik 1980. Nagrywa solowo pod pseudonimem Sonar Soul, stoi na czele projektu Sonar oraz współtworzył duet Rysy. Kocha winyle, uwielbia sampling, a serce ma rozdarte między techno a... hip-hopem. O muzyce mógłby rozmawiać godzinami. Spotkaliśmy się pewnego czerwcowego, ciepłego wieczoru i na schodach Pałacu Kultury i Nauki odbyliśmy muzyczną podróż w czasie do - jak się okazało - naszych wspólnych muzycznych fascynacji. Sprawdźcie więc koniecznie autorską selekcję Łukasza - opartą przede wszystkim na klasykach muzyki elektronicznej lat 90., ale nie tylko. A już na początku przyszłego roku wypatrujcie nowego albumu Sonar, który powstał we Włoszech.

Wybór dziesięciu najważniejszych albumów okazał się trudniejszy niż przypuszczałem. Z początkowej listy około 40 tytułów - nagranych głównie w latach 1995-2005 - eliminowałem kolejne, aż udało się ograniczyć do 12 żelaznych pozycji. Albumów, które ukształtowały mnie jako odbiorcę muzyki i nadały ton temu, co robię jako producent i DJ. Znamienny jest fakt, że większość wybranych tytułów miała premierę w latach 1996-1999, a więc w czasie kiedy byłem w liceum. Może to beztroska tego czasu, może odkrycie trawki, która bardzo intensyfikowała przeżywanie muzyki, a może dowód na to, że w tym okresie życia jest się najbardziej otwartym na odbiór emocji? Ja jednak upierałbym się przy teorii, że to były lata, w których powstawała najbardziej barwna i szczera muzyka elektroniczna...

Depeche Mode "Vialator", 1990

Jedyny w tym zestawieniu album, na który trafiłem kilka lat po jego premierze. Zawiera wszystko to, czego poszukuję w muzyce. Doskonale skrojone, pełne pięknych melodii piosenki z przejmującymi tekstami, zaśpiewane pełnym emocji głosem Dave'a. Najwyższych lotów produkcja i sygnatura brzmieniowa, będąca dla mnie esencją brzmienia DM. Idealnie wyważony, balansujący pomiędzy smutkiem a ekstazą. Najlepszy - obok "Exciter" - album zespołu. Płyta, która mimo upływu lat i bardzo wyrazistego brzmienia nic nie straciła na swojej świeżości.

DJ Shadow "Endtroducing", 1996

Abstrakcyjny, instrumentalny album stworzony wyłącznie z sampli. Arcydzieło dźwiękowego kolażu. Album wstrząsający poprzez moc zawartych na nim emocji. Pamiętam, że słuchałem go na raty, żeby się... nie udusić! To było dla mnie aż tak intensywne przeżycie! Dla mnie (ale wiem, że również dla innych osób wywodzących się z hip-hopowego środowiska) to album przełomowy. Debiut i zarazem największe dzieło Shadowa.

Gus Gus "Polydistortion", 1997

To muzyka, która zadziałała na mnie na ekstremalnym poziomie emocjonalnym. Ale emocje te przekazane były w niezwykle progresywny, bezkompromisowy i zadziorny sposób. Na "Polydistortion" uderzyła mnie mnogość różnych technik produkcji - od samplingu, przez analogowe brzmienie klasycznych syntezatorów po piosenkowy wokal i gitary. I bogactwo skrajnie różnych gatunków - od szorstkiego, brutalnego techno opartego na przesterach, aż po ballady na wokal i piano. Wstrząsające było dla mnie to, że mimo tak licznych i różnorodnych środków (oraz dużej grupy ludzi pracującej nad "Polydistortion"), udało się stworzyć tak spójny i konsekwentny album. To brzmienie miało doskonale odbicie w osobowościach ludzi, którzy je tworzyli. Pamiętam ich koncert w stacji telewizyjnej Viva II - zobaczyłem watahę freaków poprzebieranych w dziwaczne stroje, zastawionych elektroniką i gitarami, miotających się po scenie w spazmatycznym tańcu. To było dzikie, pierwotne, a zarazem futurystyczne i postapokaliptyczne widowisko. I to właśnie od Gus Gus rozpoczęła się moja "jazda" na techno.

Björk "Homogenic", 1997

W zasadzie powinienem wymienić tu trzy pierwsze płyty artystki, czyli również "Debut" i "Post", bo wszystkie one miały na mnie gigantyczny wpływ. Ale to jednak właśnie "Homogenic" po latach jawi mi się jako opus magnum islandzkiej ikony współczesnej muzyki pop. Ta płyta to pełne zapierających dech melodii, całościowe dzieło na styku popu i awangardy. Wyprodukowana m.in. przez Marka Bella z LFO (jeden z moich ulubionych producentów; stał również za "Exciter" Depeche Mode), z najpiękniejszą sekcją smyków w historii. Artyzm najwyższych lotów. Album bezpretensjonalny i szczery, poruszający prostotą i odniesieniami do muzyki ludowej, a zarazem pełny eksperymentów i mocnych, wyrazistych rozwiązań. Wspaniałe była również wszystko "dookoła" - oprawa wizualna, okładka, klipy. Dzieło totalne.

Air "Moon Safari", 1998

Esencja francuskiego brzmienia. Ekstremum elegancji i wysmakowania w muzyce. Pamiętam, że zakochałem się w "Moon Safari" od pierwszego odsłuchu i przez kilka godzin sterczałem w "Digitalu" (sklep muzyczny w Warszawie w latach 90. - przyp. red.) w sekcji odsłuchowej. Przyklejony do słuchawek. I w kółko słuchający całości, aż... wyprosili mnie ze sklepu! A "All I Need" to cały czas dla mnie jedna z najładniejszych piosenek w historii. Piękno i delikatność. Atmosfera letniego popołudnia w czasach, kiedy przeżywało się pierwszą miłość, utrwalona za pomocą klasycznych instrumentów i cudownie ciepłej, klasycznej produkcji. Muzyka spoza czasu, spoza mody - chociaż pojawienie się tego albumu zapoczątkowało wysyp produkcji spod znaku easy listening/lounge. A po tym, jak przeczytałem w jednym z wywiadów, że główną inspiracją Francuzów przy powstawaniu "Moon Safari" była twórczość Le Corbussiera, zaczęła się moja fascynacja architekturą modernistyczną.

Massive Attack "Mezzanine", 1998

Kiedy zobaczyłem klip do "Teardrop" to... moje życie się zmieniło! Już wcześniej byłem fanem Massive Attack, ale głębia tego utworu, powściągliwość produkcji i gigantyczna dawka emocji - w dodatku przekazana przy użyciu tak niewielkiej ilości środków - były dla mnie czymś absolutnie niezwykłym. Z perspektywy czasu dostrzegam, jak ogromne piętno wywarł ten album na muzyce powstającej przez kolejne kilkanaście lat, aż do dzisiaj. Doskonale też pamiętam oprawę tego wydawnictwa - trzyskrzydłowy, matowy, czarno-biały digipack z chrząszczem, z którego wyskakiwała jednolita, pomarańczowa płyta. Jeden z najpiękniej wydanych albumów ever.

OutKast "Aquemini", 1998

Jedyny hiphopowy album w zestawieniu. Pytanie tylko, czy przyklejanie do niego gatunkowej łatki nie jest aby poważnym nadużyciem? "Aquemini" był dla mnie kosmiczną podróżą na tętniącą życiem i mieniącą się jaskrawymi kolorami planetę, zamieszkałą przez dwóch pokręconych typów, najpewniej potomków Bootsy'ego Collinsa i George'a Clintona. Byłem porażony sposobem ich nawijki, a szczególnie Andre 3000, który swoją barwą i wizerunkiem w tamtym czasie sprawiał wrażenie… kosmity. Mamy tu doskonały storytelling i oryginalną technikę, a do tego futurystyczną, pulsującą funkiem, cross-gatunkową produkcję oraz epicką wyluzkę. To wszystko a także szczypta goryczy płynąca z tekstów traktujących w dużej mierze o kondycji ludzkości zaowocowały najlepszym rapowym albumem w historii. Jego klimat świetnie oddaje, deklamowany przez Andre wstęp, będący czymś w rodzaju szamańskiego zaklęcia przygotowującego cię do wyprawy w nieznane:

Even the sun goes down heroes eventually die
Horoscopes often lie and sometimes "why"
Nothin' is for sure nothin' is for certain nothin' lasts forever
But until they close the curtain
It's him and I Aquemini

Kruder & Dorfmeister "K&D Sessions", 1998

Podwójny album, na którym znalazły się głównie remiksy takich tuzów elektroniki końca lat 90. jak m.in. Roni Size, Rockers Hi-Fi czy David Holmes. Ten duet zredefiniował pojęcie remiksu jako niezależnej formy wyrazu, którą można postawić na równi - a często nawet wyżej - niż oryginał. Wysmakowane produkcje zatopione w dubowej pulsacji. Z jednej strony elegancja, doskonała produkcja i sygnaturowa stylówka spod znaku Vienna Sound, a z drugiej narkotyczny trans. I mimo luzu bijącego z każdego dźwięku jest to album do cna konceptualny. Nawet okładka i nazwa projektu były swoistym remiksem, hołdem wiedeńczyków dla prekursorów producenckiej elegancji w popie, jakimi byli Simon & Garfunkel. Doskonały przykład współczesnego myślenia o muzyce jako o sztuce recyklingu.

Cassius "1999", 1999

Album, który nadał ton temu, co działo się w muzyce elektronicznej w latach dwutysięcznych i dzieje do tej pory. Oparty na samplach i pulsujący funkową energią totalny crossover gatunków. Powstał w 1999 roku. To był okres apogeum popularności produkcji spod znaku filtrowanego house'u, ale jednak Francuzi wyrwali się z ram gatunku. To album bardziej eksperymentalny. Będący klasą samą dla siebie a zarazem esencją nurtu French Touch. To również pomost pomiędzy Daft Punk a St. Germain, czyli absolutnymi gigantami francuskiej elektroniki, która w tamtym okresie zdominowała scenę muzyki tanecznej. Mimo uwielbienia dla wyżej wymienionych i ogromnego wpływu, jakie ich dźwięki miały na moje muzyczne wychowanie, to właśnie album Cassius - oryginalny i progresywny brzmieniowo - najlepiej przetrwał próbę czasu.

Royksopp "Melody AM", 2001

Najbardziej bezpretensjonalny i jeden z najlepiej wyprodukowanych albumów elektronicznych w historii. Pamiętam jak na jakiejś składance, na kilka lat przed wydaniem "Melody A.M.", usłyszałem otwierający album "So Easy" i od tamtego czasu czekałem już tylko na duże wydawnictwo zespołu o trudnej do zapamiętania nazwie. I kiedy ten album już się pojawił, to przerósł moje najśmielsze oczekiwania. To była dla mnie "muzyka 2.0"- ujmująca, emocjonalna, na maksa świeża i żywa - mimo że stworzona w studio. Pamiętam, że byłem tym albumem porażony! Nie mogłem się od niego uwolnić przez bardzo długi czas. Co więcej - od jakiegoś czasu zajmowałem się już produkcją i mimo, że miałem już jako takie doświadczenie, to kompletnie nie mogłem zrozumieć JAK TO ZOSTAŁO ZROBIONE?! I w wyniku zetknięcia się z tym albumem na jakiś czas w ogóle porzuciłem zajmowanie się produkcją muzyczną. Przestałem widzieć sens w tym, co robię, skoro powstało coś tak doskonałego jak "Melody A.M.".

NOON "Gry studyjne", 2003

Jedyny polski album w zestawieniu, dodatkowo stworzony przez człowieka, który odpowiadał za finalne brzmienie większości moich produkcji. Mikołaj podobnie jak DJ Shadow stworzył epicki dźwiękowy kolaż - dodatkowo bazując tylko i wyłącznie na samplach z polskich płyt winylowych. Uwielbiam emocje zawarte na tym krążku i różnorodność gatunkową podaną w oryginalnym, wyjątkowym stylu Noona. To album wykonany z największym brzmieniowym pietyzmem, bezkompromisowy i wyrazisty. Jest na nim nostalgia i emocja oddająca ducha lat 90. w Polsce. Z przyjemnością wracam do tego wydawnictwa, jako najważniejszego dla mnie albumu polskiej muzyki elektronicznej.

Hudson Mohawke "Butter", 2009

W 2009, czyli w czasach postmodernizmu w muzyce, kiedy wydawało mi się, że w produkcji dźwiękowej nie ma (przynajmniej na razie) miejsca na rewolucję, ten młodziak z Glasgow pokazał, że jest zupełnie inaczej. "Butter" to wydany pod banderą Warpa konceptualny album odwołujący się co prawda do beatsowych korzeni spod znaku Brainfeeder, ale wystrzeliwujący tę stylistykę na zupełnie inny poziom. To wydawnictwo wyjątkowe. Te oparte na loopach produkcje, układane w pozornie niechlujny sposób, mają swój niepowtarzalny groove i ogromną moc. Bajkowe, kolorowe sample, syntezatory rodem z imprez rave'owych z początku lat 90. i psychodeliczna atmosfera rodem z "Alicji w krainie czarów". Trochę jakby jakieś osobliwe słuchowisko dla dzieci pełne bajkowych pejzaży zanurzonych w pokręconym, narkotycznym sosie. Jeden z najbardziej oryginalnych albumów elektronicznych - przedziwny, piękny, pełny nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Post scriptum, czyli... albumy, których słuchałem setki razy. I które również kształtowały moją muzyczną wrażliwość, ale nie zmieściły się w zestawieniu: "Machinogodzilla" (różni artyści), A Tribe Called Quest "Midnight Marauders", The Black Eyed Peas "Behind The Front", Beastie Boys "Pauls Boutique", The Pharcyde "Labcabincalifornia", Thievery Corporation "Mirror Conspiracy", Lucy Pearl "Lucy Pearl", Apex Twin "Windowlicker EP", Daft Punk "Homework", St. Germain "Tourist", Nightmares On Wax "Smokers Delight", Kid Loco "A Grand Love Story", Lest Rhytmes Digitales "Darkdancer", Fatboy Slim "You've Come a Long Way, Baby", Wiseguys "The Antidote", Freestylers "We Rock Hard", Chemical Brothers "Dig Your Own Hole", Rage Against The Machine "Rage Against The Machine", The Prodigy " Music for the Jilted Generation ", Lauryn Hill " The Miseducation of Lauryn Hill ", Wyclef Jean "The Carnival", Artful Dodger " It's All About the Stragglers", Ronie Size / Reprazent "New Forms", Nuspirit Helsinki "Nuspirit Helsinki", Flying Lotus "1983", Kixnare "Digital Garden", Teielte "Homeworkz", Rustie "Glass Swords", Lone "Reality Testing". Ufff...