Ghostpoet - Dark Days + Canapés
Recenzje

Ghostpoet - Dark Days + Canapés

Muzyka do słuchania duszą i sercem.
23.8.17

Jest noc, słucham po raz "enty" nowego "Ghostka" i zastanawiam się, z kim ten genialny wokalista i kompozytor się kumpluje? I nie chodzi mi o muzyczne sympatie czy inspiracje, ale takie prawdziwe znajomości kumpelskie, czy jeszcze lepiej przyjacielskie. Typu: meczyk, piwko, może być nawet sobotni grill w ogródku. Bo wychodzi na to - biorąc pod uwagę dźwiękową zawartość krążka "Dark Days + Canapés" - że Anglik najszybciej dogadałby się z Trickym, Roots Manuvą czy Nickiem Cave'em. No i oczywiście chłopakami z Massive Attack.

Reklama

Czy w takim razie muszę jeszcze dodawać, że czwarty "wypust" Obaro Ejimiwe to najlepsza muzyczna uczta dla wszystkich fanów tajemniczych, ale też niepokojących, smolistych brzmień? Te tłuste, upalone, ale też bardzo refleksyjne, by nie powiedzieć pełne smutku teksty i dźwięki to kwintesencja miejskiej muzyki. Najlepszej. Niby podszytej niepewnością i strachem, a jednak pociągającej, kuszącej, a może nawet działającej jak narkotyk.

Spece od promocji twierdzą nawet, że "Dark Days + Canapés" to "z pewnością" najważniejsza płyta w karierze artysty. "Album ten jest pięknym i stymulującym powrotem, który muzycznie uchwycił niepokój, jaki drzemie w większości ludzi żyjących w naszych czasach" - czytam kolejne laurki pod adresem 34-letniego muzyka z Londynu, którego rodzice pochodzą z Dominiki i Nigerii. Ale trzeba przyznać, że laurki te są jak najbardziej zasłużone, bo też czwarta solowa płyta Ghospoeta to jego najdojrzalsze, wręcz skończone dzieło. Jak "Mezzanine" Massive Attack, "Nearly God" Tricky'ego, "Run Come Save Me" Roots Manuvy czy "Push The Sky Away" Nicka Cave'a and The Bad Seeds. Mrok, ciemność, smutek i beznadzieja. Ale jakże pięknie to wszystko podane!

Przede wszystkim brawa za konsekwencję. Obaro porzucił trop, który wyznaczały nagrane nie tak dawno przecież krążki "Peanut Butter Blues & Melancholy Jam" (2011) i "Some Say I So I Say Light" (2013), na których jego rodzinny Londyn brzmiał rymami i bitami o hiphopowych korzeniach - oczywiście z lekką domieszką soulu, bluesa i elektro. Dopiero na trzecim longplayu "Shedding Skin" (2015) Ghostpoet zrobił ukłon w kierunku bardziej alternatywnego brzmienia. Nowy album "Dark Days + Canapés", który wyprodukowany został przez Leo Abrahamsa, znanego ze współpracy z Brianem Eno czy Jonem Hopkinsem, kontynuuje ten alternatywny, by nie powiedzieć - gitarowy trend.

Bo rzeczywiście bez względu na to, czy w swoich miejskich obserwacjach nasz bohater sięga po klimaty bliższe choćby Radiohead ("Many Moods At Midnight"), gra na bardziej romantycznej nucie, wciąż smutnej niczym jak u Cave'a, ale podobnie pięknej ("Trouble + Me"), czy wypuszcza się w rejony najbardziej "chorych" wizji Adriana "Tricky'ego" Thawsa ("Freashow"), to cały czas jest to muzyka z przedrostkiem "post". Post trip hop, post elektronika, post hip-hop.

Ale czy to istotne? Czy dla wrażliwego słuchacza, który chłonie dźwięki sercem i duszą te wszystkie etykietki i szufladki powinny mieć znaczenie? Zwłaszcza kiedy obcuje z takim tekstowym ciosem między oczy, jak "Immigrant Boogie"? Nieprzypadkiem jeden z Zachodnich krytyków swoją recenzję "Dark Days + Canapés" zatytułował: "Psychodramas of Everyday Life". I tu naprawdę nic więcej nie trzeba już dodawać…

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.