Reklama
Kryminał

Dziwna, smutna historia „ostatniej skazanej czarownicy”

Helen Duncan jako jedna z ostatnich została skazana na mocy Prawa o Czarnej Magii z 1735 roku. Była medium i rzekomo potrafiła wydzielać nosem ektoplazmę. Jak na ironię, jej wyrok miał z tym niewiele wspólnego

tekst Katie McCabe; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
21 Grudzień 2017, 1:38pm

Helen Duncan z ektoplazmą rzekomo wypływającą z jej nosa. Zdjęcia Helen Duncan via Wikimedia Commons

Artykuł pierwotnie ukazał się na Broadly

W 1944 roku, gdy druga wojna światowa pomału zbliżała się do rozstrzygnięcia, kilkoro ludzi zgromadziło się w pokoju nad apteką w Portsmouth, by wziąć udział w seansie spirytystycznym. Zapłacili za tę przyjemność nieco ponad 12 szylingów (ok. 80 złotych w dzisiejszych cenach). Gdy zajęli już swoje miejsca, pojawiła się przed nimi drobna, 46-letnia Szkotka: Helen Duncan.

To właśnie ją wszyscy przyszli zobaczyć: słynne „medium materializacji”. Duncan podobno potrafiła przywołać nie tylko duchy zmarłych, ale też ich fizyczne manifestacje, uformowane z lśniącej, białej ektoplazmy, która w przyćmionym czerwonym świetle wypływała z ust i nosa kobiety.

Jednak dwóch widzów nie przyszło tu po to, by podziwiać rzekome talenty Duncan. Tamtego styczniowego dnia 1944 roku oficerowie marynarki dokonali infiltracji seansu, by aresztować medium. Mieli oficjalny nakaz. Początkowo Duncan usłyszała zarzuty usiłowania oszustwa na mocy sekcji czwartej Ustawy o Włóczęgostwie.

Jednak podejrzenie o wyłudzanie pieniędzy od łatwowiernych przez szkockie medium nie stanowiło głównego powodu tej wymyślnej akcji policyjnej. Helen Duncan zwróciła na siebie uwagę władz, gdy zaczęto ją podejrzewać o wykradanie państwowych tajemnic. Według pogłosek brygadier Roy C. Firebrace, wysoko postawiony oficer, miał od niej usłyszeć o zatonięciu krążownika liniowego Królewskiej Marynarki Wojennej HMS Hood w 1941 roku, zanim zdążył otrzymać oficjalne zawiadomienie.


OBEJRZYJ: Naucz się rzucać klątwy i miłosne zaklęcia z najpotężniejszymi czarownicami Rumunii


W trakcie innego seansu w Portsmouth (wówczas głównej siedzibie Królewskiej Marynarki Wojennej) trzy lata wcześniej podobno ukazał się duch marynarza, który powiedział Duncan i zebranym widzom, że jego okręt HMS Barham poszedł na dno. I rzeczywiście: pancernik typu Queen Elizabeth został zatopiony przez niemieckiego U-Boota, zabierając w odmęty około 800 członków załogi.

Władze utrzymywały wiadomości o zatonięciu w tajemnicy w trosce o morale ludności cywilnej. Informacji nie ujawniono przez trzy miesiące, skąd więc Duncan mogła o tym wiedzieć? Może faktycznie była utalentowanym medium, a może usłyszała o zdarzeniu od krewnych którejś z ofiar katastrofy, którzy otrzymali poufne listy o tragedii. Tak czy inaczej, doniesienia o jej seansach postawiły brytyjską admiralicję w stan wysokiej gotowości. W zatrutych paranoją czasach drugiej wojny światowej wojskowi nie mogli sobie pozwolić na żaden przeciek, nawet gdyby miał się pojawić w postaci wyrzyganej ektoplazmy. Duncan nie mogła pozostać na wolności.

Podobne sprawy zazwyczaj były rozpatrywane na podstawie Ustawy o Włóczęgostwie (często używanej do oskarżania wróżek i spirytystów o oszustwo i wyłudzanie pieniędzy) i nie trafiały przed Sąd Koronny. Władze chciały jednak ostrzejszego i konkretnego wyroku, więc Duncan była sądzona na mocy przestarzałego Prawa o Czarnej Magii z 1735 roku.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


W odpowiedzi na zastrzeżenia swojego kolegi po fachu dotyczące zastosowania w nowoczesnym sądzie prawa sprzed 200 lat Dyrektor Urzędu Oskarżyciela Publicznego E. H. Tindall Atkinson napisał: „Jestem pod wrażeniem, iż prawnicy uznali, że winy będzie łatwiej dowieść w formie usiłowania naruszenia tej nieco leciwej ustawy, niż usiłując uzasadnić zarzut o oszustwo w oparciu o prawo zwyczajowe”. Sąd chciał ją skazać na więzienie dla przykładu, a ten sposób był najłatwiejszy. Gdyby nie jej sprawa, starożytne prawo prawdopodobnie pozostałoby już na zawsze zapomniane.

Proces Duncan w londyńskim sądzie Old Bailey przerodził się w skandal, który zapełniał nagłówki ogólnokrajowych gazet. Spirytyści z całej Wielkiej Brytanii pisali do Eleanor Rathbone, posłanki Partii Pracy, z prośbą o uwolnienie medium. „Bez wątpienia mamy do czynienia z parodią sprawiedliwości stojącą w jaskrawej sprzeczności z wolnością, o którą podobno walczymy” ‒ można przeczytać w jednym z listów.

Na łamach „Daily Mail” ukazał się artykuł zatytułowany „Kobiety opowiadają o pocałunkach duchów”, w którym przytaczano świadectwa zwolenników Duncan. Wstawiło się za nią około 30 osób. Niektórzy mówili, że na własne oczy widzieli, jak materializowała duchy, które przemawiały po hiszpańsku, recytowały rymowanki i całowały widzów. Pewien krytyk teatralny imieniem Fred Swaffer podjął się dowiedzenia prawdziwości jej ektoplazmy, która, jak twierdził, wylewała się z niej jak „żywy śnieg”. Sam Winston Churchill wysłał osobisty list do ministra spraw wewnętrznych, w którym określił całą sprawę mianem „przestarzałej błazenady” i domagał się informacji ile pieniędzy i innych środków zmarnowano na proces o czary.

Fotograficzny dowód na istnienie „ektoplazmy” wykorzystany przeciwko Helen Duncan podczas jej procesu. Zdjęcie udostępnione na podstawie prawa autorskiego do publikacji rządowych, dzięki uprzejmości Archiwum Narodowego.

Duncan nie usłyszała zarzutów o oszustwo, ale została skazana za naruszenie sekcji czwartej Prawa o Czarnej Magii i skazana na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności w Więzieniu Jego Królewskiej Mości w Holloway. Po usłyszeniu wyroku zemdlała w ławie oskarżonych, jęcząc: „O Boże, ja nic nie zrobiłam, ja nigdy nic nie zrobiłam. Czy nie ma Boga w niebie?”. Przyrzekła, że nigdy więcej nie urządzi żadnego seansu, choć została aresztowana właśnie podczas przywoływania duchów, rok po zwolnieniu z więzienia. Zmarła w 1956 roku, tuż przed swoimi 60. urodzinami.

Sprawa „medium materializacji” Helen Duncan nie należała do łatwych. Podobnie jak w przypadku większości seansów spirytystycznych, zdaniem niektórych jej pokazy stanowiły połączenie dziwacznego kuglarstwa, wizualnych sztuczek rodem z kina i niesamowitego panowania nad publicznością. Wpisywały się w nastrój czasów wojennej zawieruchy. Wróżbiarstwo wtedy kwitło, napędzane przez zrozpaczonych ludzi, którzy próbowali nawiązać jakikolwiek kontakt ze swoimi bliskimi. Według niektórych teorii do tworzenia swojej fałszywej ektoplazmy używała mieszanki muślinu, bibuły i białek jajka, a powstałą w ten sposób masę ukrywała w żołądku, zaś twarze jej duchów w rzeczywistości były topornymi głowami wykonanymi z papier-mâché. Inni święcie wierzyli w prawdziwość jej talentów. Do dziś ma zagorzałych zwolenników w świecie spirytyzmu.

Duncan do dziś nazywana jest „ostatnią skazaną czarownicą”, choć w rzeczywistości miała jeszcze jedną następczynię. Tego samego roku Jane Rebecca Yorke, medium ze wschodniego Londynu, została uznana winną siedmiu zarzutów na mocy Prawa o Czarnej Magii i skazana na grzywnę w wysokości pięciu funtów. Prawo o Czarnej Magii zostało ostatecznie uchylone w 1951 roku, na co spory wpływ miał rozgłos, jaki zyskał proces Duncan.

Rodzina Helen Duncan od lat stara się o oczyszczenie jej ze wszystkich zarzutów o czarną magię. Jak dotąd nie przyznano jej żadnej formy ułaskawienia.


Więcej na VICE: