jedzenie

Ryba, po której odpłyniesz

„Przybył po mnie anioł śmierci” – wspomina jedna z ofiar. Inny pechowiec po zjedzeniu halucynogennej ryby zaczął „widzieć” głosy ludzi i ćwierkanie ptaków

tekst Sirine Azouaoui; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
06 Marzec 2018, 11:09am

Rybacy próbują się ogrzać w Starym Porcie w Marsylii. Fot. Jean-Paul Pelissier/Reuters

Artykuł pierwotnie ukazał się na MUNCHIES France

Jeśli przyjedziesz do Marsylii, nadmorskiego miasta na południu Francji, z pewnością zechcesz skosztować owoców morza. Drogę do Starego Portu znajdziesz bez trudu – doprowadzi cię tam zapach morza i ryb. Jednak mimo że miejsce słynie z pysznych dorad, okoni i graników, musisz zachować ostrożność – pośród dostępnych tam ryb kryje się złowrogi intruz, czyli salpa (fr. saupe).

W Marsylii ta rybka w poziome żółte paski jest znana jako „szalona ryba”, ponieważ po jej spożyciu mogą pojawić się halucynacje (czyli niejako stanowi ona morski odpowiednik magicznych grzybków). Panuje powszechne przekonanie, że jeśli zjesz salpę, przez resztę nocy możesz poczuć się… jak ryba wyjęta z wody.

Pewien turysta wspomina, że podczas wakacji na Lazurowym Wybrzeżu raczył się pieczoną salpą i później nie był stanie usiąść za kółkiem. Co więcej, po dwóch godzinach zauważył, że zwierzęta oraz duże insekty zaczęły budzić w nim niepokój i nie mógł się na niczym skupić. Inny mężczyzna, który również padł ofiarą tej ryby – tym razem w restauracji w Saint-Tropez – był święcie przekonany, że oszalał, ponieważ zaczął „widzieć” krzyki innych ludzi i ćwierkanie ptaków.

Wędzenie świeżo złowionej salpy

Doktor Luc de Haro, toksykolog z Centrum Toksykologii w Marsylii, leczył kilka takich przypadków. „Halucynacje wzrokowe i słuchowe, senność, problemy ze wzrokiem. Niektórzy myślą, że widzą Batmana lub różowe słonie. Takie zatrucia trafiają się lekarzom raz na dwa, trzy lata, ale z pewnością o wielu z nich nie słyszymy, ponieważ pacjenci cierpią potem na lekką amnezję”.

Jeśli wierzyć podaniom, Rzymianie organizowali wielkie bankiety, na których podawano przede wszystkim salpę – mieli nadzieję, że w ten sposób osiągną zbiorowy haj

Na forach internetowych rybacy opowiadają o swoich doświadczeniach z dodaniem salpy do bouillabaisse, słynnej zupy rybnej z tamtego regionu. Wielu z nich miało koszmary, bóle brzucha, paraliże i czuli „prądy w mózgu”. „Widziałem, jak przybył po mnie anioł śmierci” – wspomina jedna z ofiar. Jak jednak wyjaśnił Luc de Haro, efekty przypominają trip po grzybach, a nie po LSD. „Nie mamy tutaj do czynienia z zakłóceniami percepcji, tylko raczej z powstawaniem nowych obrazów w mózgu ofiary. Wiele osób odbiera te doświadczenia jako pewnego rodzaju atak”.


OBEJRZYJ: Smörgâsbord: śmierdzący szwedzki śledź


Niektórym, oczywiście, sprawia to przyjemność. Jeśli wierzyć pewnym podaniom, Rzymianie organizowali wielkie bankiety, na których podawano przede wszystkim salpę – mieli nadzieję, że w ten sposób osiągną zbiorowy haj. Doniesienia o halucynogennych właściwościach ryby Sarpa salpa – jak brzmi jej łacińska nazwa – już dawno obiegły cały świat i dotarły do wielu entuzjastów takich doznań. Na stronie Shroomery, poświęconej różnym rodzajom narkotyków, można znaleźć dyskusję na temat tripów po salpie. Rozpoczyna ją pytanie pewnego mężczyzny, który z powodu „chwilowych problemów z dostępnością chemikaliów w jego okolicy” chciał się dowiedzieć czegoś więcej o działaniu tej ryby. Jedna z odpowiedzi brzmi: „Biorąc pod uwagę, że ryba jest nie tylko legalna, ale do tego bardzo łatwo można ją kupić, warto się temu przyjrzeć. Fajnie byłoby znaleźć legalny psychodelik, który jednocześnie jest pysznym posiłkiem”.

Sarpa salpa. Fot. Biodiversity Heritage Library na Flickr

W rzeczywistości tym, co z salpy robi „szaloną rybę”, jest jej własne pożywienie, czyli glony. Salpa jest roślinożerną rybą (jedyną taką w Morzu Śródziemnomorskim), a jej ulubiona szamka to caulerpa taxifolia,czyli występujący na wybrzeżu Marsylii glon, który zawiera neurotoksyny. Salpa żywi się nim przede wszystkim pod koniec lata, kiedy wszystkie inne glony przestają rosnąć. Właśnie wtedy ryba zaczyna mieć takie właściwości, a niczego niepodejrzewający turyści, którzy przywożą ją ze sklepu rybnego, niechcący się nią odurzają. Częściowo wynika to z tego, że rybę często sprzedaje się jako nieszkodliwą doradę.

W dzisiejszych czasach tylko trzy kraje są na tyle szalone, żeby nadal spożywać salpę: Francja, Tunezja i Izrael. Jednak nie spodziewaj się, że znajdziesz ją w menu wielu marsylskich knajp. Z powodu złej reputacji ryby większość rybaków, gdy odkryje, że złowili salpę, wrzuca ją z powrotem do morza. Niewielu marsylczyków ma o niej coś pozytywnego do powiedzenia.

Sekretem przygotowania salpy jest wypatroszenie jej zaraz po złowieniu oraz szybkie opłukanie mięsa. Dzięki temu nie dochodzi do fermentacji glonów wewnątrz jelit ryby

Jeśli chcesz jej spróbować, potrzebny ci kucharz, któremu niestraszne są kulinarne eksperymenty – na przykład Valeilles Dufaure de Montmirail z Villa Marie-Jeanne, śródziemnomorskiego table d'hôte. „We Francji ludzie nie doceniają salpy, ale w Tunezji jest inaczej. Tam często dodaje się ją do gulaszu z ciecierzycy, ziemniaków oraz pomidorów”.

Świeżo złowiona salpa uwędzona dymem sosny, a następnie upieczona nad ogniskiem. Fot. Valeilles Dufaure de Montmirail

W swoim wiejskim domu w Prowansji ten prawnuk założyciela klubu piłkarskiego Olympique Marsylia własnoręcznie przygotowuje salpę: wędzi ją dymem sosnowym albo podaje jako filet w sosie z kaparów, anchois, kolendry i ostrej papryki. Jeśli ktoś woli uniknąć poobiednich halucynacji, rozwiązanie jest bardzo proste: „Sekret przygotowywania salpy polega na wypatroszeniu jej zaraz po złowieniu oraz szybkim opłukaniu mięsa. Dzięki temu nie dochodzi do fermentacji glonów wewnątrz jelit ryby”.

Według Christiana Qui, właściciela marsylskiej restauracji, salpę warto podawać w sosie tatarskim oraz z dodatkiem oliwy z oliwek i żółtka. „Ukrywa to smak tłuszczu, który jest dosyć mocny, czasem wręcz zjełczały – to zależy od pory roku”. Qui to prawdziwy artysta, jeśli chodzi o surowe ryby. Kupuje od rybaków salpę i podaje ją w swojej restauracji Sushi Qui. Po odpowiednim przygotowaniu ryba ma niesamowity smak, za którym przepadają jego goście. „Ludzie szaleją na jego punkcie” – powiedział, ale zaraz dodał, że – „oczywiście jedynie w przenośni”. Qui pilnuje, żeby salpa była podawana w niewielkich ilościach, ale uniknięcie dodatkowych doznań nie stanowi dla niego priorytetu. „Czasami czuję, że się »unoszę«, ale nigdy nie mam prawdziwych halucynacji. Jednak w restauracji nie podajemy więcej niż pół filetu”.


Lubisz jeść? My też! Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


No, chyba że ktoś złoży specjalne zamówienie. Pewnego lata, kiedy Qui spędzał wakacje na łodzi, grupa angielskich artystów nabrała ochotę na słynną „szaloną rybę”. „Poprosili mnie, abym przygotował im mnóstwo salpi, ponieważ chcieli mieć odlot. Byli przekonani, że taki posiłek na pewno im go zapewni”.

Cóż, zważywszy na to, że kilogram ryby kosztuje sześć euro (25 złotych), popularność salpy z pewnością szybko nie przeminie.


Więcej na VICE: