Obiektywnie zajebiste rankingi

Nie tylko świąteczne składanki. Premiery w grudniu, które powinieneś posłuchać!

W 2016 grę zamykają Childish Gambino, John Legend, Pete Doherty, Drake i wielu innych.

tekst Noisey Staff
01 Grudzień 2016, 9:18am

Ostatnim będą pierwszymi? Chyba z takiego założenia wychodzą wszyscy poniżsi artyści, którzy to co najlepsze zostawili na koniec roku i tym samym uratowali nas przez świątecznymi składankami i kompilacjami z kolejnym kowerem gwiazdkowego przeboju Mariah Carey. Chwała im za to. Tymczasem wy sprawdźcie co dobrego oferuje deadmau5, dlaczego Pete Doherty pokochał Hamburg i czy Hodgy godnie reprezentuje Odd Future. 

Childish Gambino, "Awaken, My Love!" (2 grudnia)

Po niezwykle udanym pierwszym sezonie serialu "Altanta" Donald Glover ponownie wchodzi w rolę Childisha Gambino. I chciałoby się dodać także "wraca do rapu", ale pierwsze dwie zapowiedzi w postaci utworów "Me and Your Mama" i "Redbone" wychodzą daleko poza sztampowe ramy zwrotek znanych nam z "Because the Internet". Prince'a nie ma już z nami fizycznie, ale jego dziedzictwo widoczne jest jak na dłoni. Tym samym Childish Gambino dołączy do tegorocznego grona wielkich wygranych w rapie - Andersona .Paaka, Chance the Rappera czy Mac Millera - utrudniając nam zapewne jeszcze bardziej podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy. 

John Legend "Darkness and Light" (2 grudnia)

To nie jest tak, że John Legend pozostawał obojętny na tematy społeczne, bo wystarczy przywołać kower "Wake Up!" z The Rootsami czy  "Glory" z Commonem, będące motywem przewodnim filmu "Selma" z Oscarem na koncie, ale trzeba przyznać, że jego twórczość kojarzona jest głównie z miękkim i romantycznym r&b. Oczywiście na "Darkness and Light" artysta nie odejdzie od swoich sztandarowych zagrań, ale zapewnia, że tym razem jego historie nie ograniczą się tylko do osobistych przeżyć. Nowy krążek szykuje się więc jako męski odpowiednik dopiero co wydanego "Here" Alicii Keys. Dobrze będzie mieć obie te pozycje u siebie na półce.

deadmau5 "W:/2016ALBUM/" (2 grudnia)

Bon Iver zapoczątkował chyba dziwny trend na to, kto użyje więcej znaków interpunkcyjnych w tytułach albumu czy piosenek i jakimś sposobem, deadmau5 dał się wciągnąć w tą zabawę. Wróćmy jednak do muzyki. "W:/2016ALBUM/" można podobno opisać tymi słowami: lata 80., science-fiction i syntezator Prophet 10. Niby nie są to konkrety, ale zawsze. Na całe szczęście deadmau5 podrzucił jeszcze kilka singli, w tym fenomenalne "Snowcone", sugerującym tym samym, że debiutujący zawodnicy na scenie housowo-elektronicznej wciąż mogą się wiele nauczyć od Kanadyjczyka.

The Rolling Stones "Blue & Lonesome" (2 grudnia)

Jak nie my to kto? - pomyśleli The Rolling Stones i po ponad dekadzie przerwy wracają z nowym krążkiem, choć robią to z nieco mniejszym przytupem niż Metallica, która nie tylko zaserwowała fanom zupełnie nowe kompozycje, ale i nagrała teledysk do każdej z nich. Mick Jagger i spółka postawili na klasykę - kowery, kowery i jeszcze raz kowery. Podobno gdy Stonesi pracowali nad materiałem w studio obok swój krążek doszlifowywał Eric Clapton. I tak, ni stąd ni zowąd, wpadł do pokoju kolegów i dograł się na dwa utwory. Ci panowie nie muszą już nikomu niczego udowadniać, dlatego tym bardziej cieszy niewymuszone i naturalne muzykowanie. 

Pete Doherty "Hamburg Demonstrations" (2 grudnia)

Być może Berlin okazał się zbyt hipsterski dla Pete'a Doherty'ego, który znalazł za to moc inspiracji w Hamburgu i spędził tam ostatnie sześć miesięcy pracując intensywnie nad materiałem "Hamburg Demonstrations". Zapowiada się niezwykle ciekawie, zaczynając od kawałka "Flags of the Old Regime" hołdującemu Amy Winehouse, do "Hell To Pay At The Gates Of Heaven" traktującego o atakach terrorystycznych w Paryżu. To zapewne tylko zalążek emocji, które zaprezentuje niepokorny artysta. 

Post Malone "Stoney" (9 grudnia)

Półtora roku po premierze singla "White Iverson", który do dziś zgarnął prawie 230 milionów wyświetleń na YouTubie i 3 miliony sprzedanych egzemplarzy, Post Malone w końcu zamyka pracę nad debiutanckim "Stoney". Oczekiwania są spore, nie tylko ze względu na sukces pierwszego utworu promującego, ale także wielkie gościnne występy Justina Biebera i Kehlani oraz produkcję Illangelo czy Metro Boomin. Zobaczymy czy nazwiska i zdobyty już fejm przełożą się na materiał, który znajdzie się na językach wszystkich hiphopowych freaków jeszcze przed świętami.

Hodgy "Fireplace: TheNotTheOtherSide" (9 grudnia)

Najbardziej znany członek Odd Future, ulubieniec nas wszystkich - Tyler, the Creator - w tym roku odpoczywał od wypuszczania nowej muzyki, nie próżnowali za to jego koledzy. W marcu świetne wydawnictwo zaprezentował Domo Genesis, a na sam koniec roku oficjalny debiut zaproponuje Hodgy, podpisujący się wcześniej ksywą wydłużoną o słowo Beats. 26-letni raper przez lata nagrywał u boku innych, teraz zdecydował się pójść na swoje. Gościnnie usłyszymy Busta Rhymesa i Lil Wayne'a, a o podkłady zadbali naprawdę wyśmienici twórcy, z BadBadNotGood, Jontim (Stones Throw Records), Knxwledgem i 88-Keys na czele. To może być jedna z najciekawszych niespodzianek ostatnich miesięcy, zapamiętajcie tę prognozę.

Drake "More Life"

Jakby "Views" i bicie wszelkich rekordów popularności to było dla Drake'a za mało, raper ogłosił niedawno w OVO Radio, że w grudniu wyda projekt "More Life". Czy będzie to płyta czy mikstejp? Tego nie określił. Jednak żeby nie być gołosłownym w swojej deklaracji dołożył trzy numery ("Fake Love", "Sneakin'" oraz "Two Birds, One Stone") i obiecał, że będzie więcej. Wszystkie są nieco zaczepne, nieco melancholijne i bardzo w stylu Drizzy'ego. Nawet kolejna część "Dreamchaser" Meek Milla nie jest w stanie uratować świata przed dominacją Kanadyjczyka.