FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Otwarte Klatki: polscy bojownicy o prawa zwierząt

„Uważam, że osoba, która przeskakuje płot po to, żeby pokazać umierające zwierzę, któremu nie udzielono pomocy, postępuje dobrze. To jest dla mnie dużo ważniejsze niż to czy ta osoba miała prawo przeskoczyć ten płot"
7.1.16
Zdjęcie Otwarte Klatki

Oceniając bieżące wydarzenia w Polsce, można odnieść wrażenie, że w dyskusji o prawa zwierząt nie dzieje się najlepiej. Prezes Warszawskiej Izby Weterynaryjnej składa życzenia świąteczne, siedząc na martwym tygrysie; szef Frondy i Telewizji Republika Tomasz Terlikowski twierdzi, że zwierzęta nie powinny mieć żadnych praw, a tak w ogóle to ochrona praw zwierząt doprowadzi do zakazu spożywania mięsa i eksperymentów na ludzkich płodach. Natomiast PiS proponuje zmiany w prawie łowieckim, według których nie będzie m.in. ocen wpływu polowań na środowisko, a myśliwi będą mogli korzystać z rewolwerów.

Reklama

Z drugiej strony stoją członkowie stowarzyszenia Otwarte Klatki: pikietują, prowadzą śledztwa, edukują. Za cel stawiają sobie ograniczenie przemysłowej hodowli zwierząt, promocję weganizmu oraz rozpowszechnianie wiedzy w zakresie praw zwierząt. Działalność tego typu oczywiście nie przysparza im samych fanów. Rozmawiamy z Dobrosławą Gogłozą, prezesem Otwartych Klatek.

VICE: Światowa Organizacja WHO donosi, że jedzenie przetworzonego mięsa może powodować raka, a mimo to ludzie jedzą je dalej. Dlaczego?
Dobrosława Gogłoza: Ludzie jedzą mięso, bo ludzie jedzą mięso. Obecnie nie ma już żadnych powodów dla dalszego opierania swojej diety o białko zwierzęce, bo mamy na rynku wiele alternatyw, które są zdrowsze i sprzyjają utrzymywaniu prawidłowej wagi ciała.

Przeczytaj: Pracowałem w przemysłowej hodowli psów – to dręczy mnie do dziś

Jednak jesteśmy zwierzętami stadnymi. Jeśli widzimy, że wszyscy dookoła jedzą mięso, to myślimy, że to jest w porządku, nawet jeśli czujemy się z tym faktem nieswojo. Ale im więcej osób będzie wyrywać się z tego matrixa, tym łatwiej będzie wyrwać się kolejnym. To już się dzieje. Spożycie mięsa spada, liczba wegan i wegetarian rośnie.

W tym roku mijają trzy lata, od kiedy istnieją Otwarte Klatki. Co było bezpośrednim powodem do ich powstania?
Przede wszystkim część z nas bardzo często wyjeżdżała za granicę i spotykała się tam z proanimalistycznymi aktywistami na przykład z Danii, Finlandii, Holandii, Wielkiej Brytanii czy USA. Mieliśmy porównanie pomiędzy tym, co dzieje się w Polsce a co dzieje się tam. A były to czasy, kiedy na temat walki o prawa zwierząt u nas w kraju działo się naprawdę niewiele. Zainspirowała nas wizja tego, że dużo rzeczy da się zrobić i to przy stosunkowo niewielkich środkach. Postanowiliśmy więc przenieść ten nowoczesny, skuteczny ruch proanimalistyczny do Polski.

Reklama

Co przez okres waszej działalności udało się wam osiągnąć?
Działamy obecnie w 13 polskich miastach i mamy ponad 100 wolontariuszy. Nakręciliśmy ponad 3000 godzin materiałów ze śledztw oraz blisko 200 godzin interwencji, na których podstawie kierowane są pisma i sprawy do prokuratury. Udzieliliśmy wsparcia blisko 50 lokalnym społecznościom, które nie chciały u siebie ferm. Wciągnęliśmy do współpracy 30 firm odzieżowych do programu „Sklepy wolne od futer". Nasza kampania #Roślinniejemy spowodowała, że dania roślinne wprowadzono do kart już w ponad 200 restauracjach. Nasz kanał na YouTube obejrzano już ponad 800 tysięcy razy a na Facebooku obserwuje nas już ponad 100 tysięcy użytkowników. Jednak to, co dla mnie jest również fajne i wartościowe, że to my teraz szkolimy inne kraje.

Udało nam się w tym czasie zgromadzić na tyle dużo wiedzy, by móc przekazywać ją dalej. Mamy już jedną organizację, która w zasadzie powstała dzięki nam, której członków szkoliliśmy - Tušti narvai na Litwie. W pewnym sensie nie działamy tylko na terenie Polski, bo wspólnie z łotewską organizacją Dzīvnieku brīvīb stworzyliśmy proanimalistyczną sieć wschodnio-europejską. Cały czas jesteśmy organizacją, której działalność nie jest oparta na grantach a dobrowolnym wsparciu darczyńców.

A jakieś przegrane bitwy? Brak wegańskich hot-dogów na stacjach benzynowych?
(śmiech) Tak, hot dogów wciąż nie ma, ale wiemy, że po naszej akcji Orlen oraz kilka innych stacji przeprowadziły badania rynku pod tym kątem. Jeśli takie badania dowiodły, że społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na sojowe parówki na stacjach benzynowych, to tego niestety nie jesteśmy w stanie przebić.

Reklama

Przeczytaj: Jadłem psa w Hanoi

Trudno jest jednak w naszym przypadku mówić o jakichś większych porażkach, ponieważ jesteśmy organizacją na rozruchu. Walczymy z tak dużymi problemami, jak na przykład przemysł futrzarski. Chcemy doprowadzić do jego zamknięcia i liczymy się z tym, że ta walka może potrwać na przykład 15 lat.

Źródło:Otwarte Klatki.

Czy gdzieś na świecie to się udało?
Tak, ostatnim i takim najlepszym przykładem jest Holandia, w której całkowicie zakazano hodowli zwierząt na futro z przyczyn etycznych. Był to ogromny sukces, ponieważ Holandia była największym w europie producentem futer.

Działalność proanimalistyczna niekiedy kojarzy się z działalnością na granicy prawa. Niektóre ruchy takie jak Animal Liberation Front oskarżano wręcz o terroryzm. Czy wam zdarza się działać poza prawem?
Mamy sprawę karną. Opublikowaliśmy filmy z ferm dwóch prezesów Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych w wyniku czego mamy sprawę w sądzie. Jesteśmy oskarżeni o to, że materiały są nieprawdziwe. W sądzie dowodzimy, że to nieprawda. Ta sprawa jest jeszcze w toku.

Zobacz: Gwiazda YouTube zabija zwierzęta dla futra

Co do kwestii prawnych w tym zakresie, to jako organizacja działamy w imię wyższego dobra. Osobiście uważam, że osoba, która przeskakuje płot po to, żeby pokazać umierające zwierzę, któremu nie udzielono pomocy, postępuje dobrze. To jest dla mnie dużo ważniejsze niż to czy ta osoba miała prawo przeskoczyć ten płot. Uważam, że jako ludzie, nie tylko w ramach ruchu proanimalistycznego powinniśmy w dużym stopniu kierować się swoim sumieniem, a nie tylko tym, co jest dozwolone. Szczególnie że historia naszego kraju wielokrotnie pokazuje, że często to, co było zakazane, było słuszne.

Czy w Polsce istnieje coś takiego jak mięsne lobby? Czy zdarza się, że dostajecie pogróżki?
Tak, istnieje. Są również całe stowarzyszenia, które bronią tego przemysłu. Nie mieliśmy z nimi do tej pory większych problemów z dwoma wyjątkami. Jednym przykładem były pogróżki skierowane w naszym kierunku przez pana Borkowskiego (dawniej jeden z największych producentów jaj w Polsce), w wywiadzie udzielił dla tygodnika Wprost. Była to jego reakcja na naszą kampanię „Jak one to znoszą".

Reklama

Większe problemy mamy z hodowcami zwierząt futerkowych, którzy wprowadzili w nasze szeregi dwie osoby, które podając się za aktywistki nagrywały nasze spotkania. Robiły to po to, by móc nas później oczerniać, próbując wytworzyć wokół Otwartych Klatek atmosferę spisku, sugerując, że dostajemy pieniądze z podejrzanych źródeł. Na naszych otwartych spotkaniach organizowanych w Warszawie jestem nękana przez jednego z dziennikarzy pisma Hodowca. Jest to pismo, które pisze artykuły, w których dowodzi, że hodowla szynszyli na futro stanowi ochronę tego gatunku przed wyginięciem.

Na świecie można zaobserwować zaangażowanie celebrytów w różnorakie akcje prozwierzęce. Do weganizmu i zaangażowania w poprawę losu zwierząt przyznaje się sporo znanych osób między innymi Joaquin Phoenix, Natalie Portman, Moby, Paul McCartney. Jak to wygląda w Polsce? Czy są jacyś polscy celebryci, którzy wspierają Otwarte Klatki?
Oczywiście, tak. Ostatnio nasze działania zaczęła wspierać Joanna Krupa, wspierając naszą kampanię antyfutrzarską. Wystosowała również list do naszej pani premier w sprawie zakazu hodowli zwierząt na futro. Dostajemy również ostatnio duże wsparcie od Marysi Starosty.

Źródło: Instagram

Na czym Otwarte Klatki zamierzają skupić się w najbliższych latach?
Dalej będziemy prowadzić kampanie związane z przemysłową hodowlą zwierząt, przy czym nie będziemy się skupiać na tylko przemyśle futrzarskim. Dużo więcej czasu chcemy poświęcić zwierzętom hodowanym na mięso, ale nie będę tutaj zdradzać szczegółów. Przy czym żadnej z dotychczasowych kampanii nie chcemy porzucać. Chcemy, również umacniać ruch prozwierzęcy na terenie Europy Wschodniej i być może wkraczając z tym do Rosji, jesteśmy w stanie zdziałać naprawdę wiele. Z tego powodu bardzo mocno nastawiamy się na tłumaczenie naszych materiałów na język rosyjski.

Oczywiście cały czas będziemy realizować nasze pro wegańskie cele. Będziemy działać jednak nadal zgodnie z naszą filozofią, wobec której nie chcemy namawiać pojedynczych osób do podjęcia wysiłku zmiany diety. Chcemy sprawić, że na skutek naszych działań osoby średnio zdeterminowane do zmiany diety będą mogły zrobić to bez większego wysiłku. W tym celu prowadzimy już rozmowy z dużymi sklepami, sieciami handlowymi na rzecz szerszej dostępności produktów roślinnych. Podejmujemy również takie rozmowy z producentami żywności.

Źródło: Otwarte Klatki.

Pytanie na koniec. Jak skomentujesz fakt, że prezes Warszawskiej Izby Weterynaryjnej składa życzenia świąteczne, siedząc na skórze tygrysa, gatunku zagrożonego wyginięciem?
Zachowanie szefa Warszawskiej Izby Weterynaryjnej to przykład ignorancji, jaką wykazują niektórzy przedstawiciele polskich instytucji weterynaryjnych wobec misji, jaką Izba Weterynaryjna ma wobec zwierząt i wobec Ustawy o Ochronie Zwierząt. To dowód na niezrozumienie przez tego pana roli weterynarzy dla sprawnej ochrony zwierząt. Fakt, że nie przewidział, jak zostanie to odebrane, pokazuje, jak małą ma wiedzę na temat miejsca ochrony zwierząt we współczesnym społeczeństwie.