Quantcast
Życie po zrzuceniu hidżabu

„W islamie ciało to powód do wstydu, owinięte w hidżab, uprzedmiotowione niczym cukierek owinięty w papierek – przeznaczone do przywłaszczenia i konsumpcji" – mówi blogerka, która kilka lat temu zrzuciła hidżab

Hiba Krisht pod pseudonimem Marwa Berro  z punktu widzenia byłej hidżabi (kobiety noszącej hidżab – symbol konserwatywnej ) mieszkającej w Stanach Zjednoczonych. 25-latka nosiła hidżab od dzieciństwa spędzonego w Arabii Saudyjskiej i Libanie, ale przestała z chwilą przeprowadzki do Stanów.zaczęła opisywać swoje doświadczeniamuzułmańskiej skromności

Media zwróciły uwagę na Krisht po tym, jak założyła na Tumblrze „The Ex-Hijabi Fashion Photo Journal" (ang. Modowy dziennik fotograficzny byłej hidżabi) – konto, które w jej zamierzeniu poświęcone jest dowartościowaniu ciała i mody, ze specjalnym ukierunkowaniem na kobiety, które wyzwoliły się spod islamskim wymogów skromności. W ledwie dzień od startu profilu, Mediaite opublikowało materiał na jej temat, a jej blog i profile na portalach społecznościowych wypełniały tysiące przychylnych komentarzy. Spotkałem się z Krisht podczas konferencji Women in Secularism w Center for Inquiry i wykorzystałem ten moment, żeby dowiedzieć się trochę więcej o jej projekcie.

VICE: Jak opisałabyś zależność pomiędzy ateizmem i feminizmem, a ostateczną decyzją o zrzuceniu hidżabu?
Hiba Krisht: Moja decyzja o odejściu od religii była w dużej mierze spowodowana faktem, że osobiście nie umiałabym się odnaleźć w realiach konserwatywnej doktryny islamskiej, gdzie zakłada się sprecyzowany podział ról według płci. Moje ciało nieustannie było szczegółowo analizowane i stygmatyzowane. Moje zachowanie było oceniane przez pryzmat oceny cielesnej. W islamie ciało to powód do wstydu, owinięte w hidżab, uprzedmiotowione niczym cukierek owinięty w papierek – przeznaczone do przywłaszczenia i konsumpcji.

W języku arabskim słowo 'awrah (عورة), używane do określania części ciała, które powinno się zakrywać, oznacza tyle, co „skaza, wadliwość, niedoskonałość". Niezakryte kobiece ciała określa się słowem fitnah (فتنة) – „pokusa", w innym kontekście powszechnie używanego w odniesieniu do rozruchów, zamieszek, niezgody. Z tymi słowami w głowie, w odniesieniu do kobiet i ich ciała, dorastałyśmy.

Moje ciało to nie przedmiot konfliktu, który wymaga zakrycia. Wiele z nas zdecydowało się na odejście od islamu czy odrzucenie jego nakazów skromności w ramach buntu przeciwko traktowaniu nas przedmiotowo. Nie zgadzamy się na nadawanie naszym włosom i kończynom stygmatu hiperseksualności, która wodzi na pokuszenie poprzez fakt, że wystawione są na widok publiczny. Ruch ku celebrowaniu kultu ciała i niezgadzanie się z doktryną skromności ma swoich zwolenników również pośród ludzi religijnych.

Ugrupowania antymuzułmańskie są realnym zagrożeniem, rosnącym w siłę, przed którym ciężko uciec także byłym muzułmanom. Mamy dość bycia ocenianym przez pryzmat stereotypów nabudowanych przez konserwatywnych wyznawców

Nasze ciała były traktowane restrykcyjnie, odmawiano nam prawa do niego. Dlatego uważam, że należy się nam przestrzeń do jego celebracji, bez poczucia wstydu, z poczuciem wolności do podzielenia się naszą historią, do przyozdabiania go pięknymi rzeczami, szczerze i otwarcie. Należy nam się możliwość samookreślenia, swobody prezentowania naszego ciała, decydowaniu o naszym wyglądzie i samopoczuciu.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem w obliczu zrzucenia hidżabu?
Nawet kiedy nosiłam hidżab, większość czasu utrzymywałam tylko pozory zachowania hidżabi. Skromność, zachowanie ciszy, ograniczanie pokazywania się wśród ludzi, głos, interakcje z innymi – to był wynik nacisku rodziny, a nie mojego osobistego zaangażowania w tę rolę. Musiałam wyrobić w sobie ogromne pokłady samokontroli i zachowawczości. Byłam zmuszana do życia w kłamstwie – moje słowa, zachowania nie były szczere, ukrywałam swoje ciało i twarz – to wszystko dlatego, że musiałam kultywować rytuały, w które nie wierzyłam i którymi gardziłam, i w milczeniu żyć w świecie mizoginii, rasizmu i homofobii. Wypracowałam sobie własną ścieżkę radzenia sobie z tą rzeczywistością, nie tracąc przy tym ludzkich odruchów i czułości, dzięki czemu mogłam po prostu żyć, zamiast tylko starać się przetrwać.

Każdy człowiek ma swoją odrębną historię, ale w moim przypadku, nie mogłam uwierzyć, jak wielką krzywdę życie w tym wiecznym kłamstwie i strachu wyrządzało mojej psychice. Mogłam skończyć z rozszczepioną osobowością. Konsekwencje mogły być naprawdę poważne – poczucie oderwania, dysforia, brak identyfikacji z własnym ciałem, koszmary przeszłości powracające niczym złe duchy. Przeprowadzka do Stanów rozpoczęła się od radzenia sobie z zespołem stresu pourazowego – sześć lat kołaczących się po głowie obelg z ust najbliższych, po tym jak próbowałam przeciwstawić się rodzinie. Dopiero teraz, gdy czuję się wolna, pozwalam wspomnieniom wrócić, żeby na nowo i ostatecznie się z nimi rozprawić.

To stanowi dla mnie najsilniejszą motywację – typ kuracji poprzez otwartą rozmowę, zabawę, beztroskę i dumę z obcowania z własnym ciałem, które na powrót należy do nikogo innego jak tylko do nas samych.

Często działania postępowych muzułmanów albo ex-muzułmanów odbierane są jako działania skrajnie prawicowe, a nawet mogą wpływać na rozwój anty-muzułmańskiego fanatyzmu. Jak ty to odbierasz?
To uzasadnione obawy. Ugrupowania antymuzułmańskie są realnym zagrożeniem, rosnącym w siłę, przed którym ciężko uciec także byłym muzułmanom, którzy nie mają jak bronić się przed opartymi na generalizacji przekonaniach etnicznych, kulturowych i rasowych. Traktuje się ich, mimo wszystko, jako należących do społeczności i kultury muzułmańskiej. Mamy dość bycia ocenianym przez pryzmat stereotypów nabudowanych przez konserwatywnych wyznawców, które ukierunkowane są głównie na utrzymywanie szkodliwych podziałów zamiast na parcie ku konstruktywnym zmianom. Mamy wszelkie podstawy, żeby obawiać się antymuzułmańskiego fanatyzmu, żeby piętnować ich zachowania i robić wszystko, żeby nasze działania nie mogły być w żaden sposób obracane na ich korzyść.

Zawsze istnieje szansa, że to, co robimy, może być przez kogoś wykorzystywane z przekonaniem kompletnie odrębnym od naszego, ale nie powinno to nikogo blokować. Jest jeszcze mnóstwo do osiągnięcia w kwestii przywrócenia podstawowych swobód w społecznościach arabskich i muzułmańskich, wspierania wolności religijnej i prawa do apostazji. Nie ignorujemy problemu. Wręcz przeciwnie – liczymy, że nasze działania, kierowane rozsądkiem i empatią, otwartość do prowadzenia dyskusji, pomogą budować obiektywny obraz muzułmanów i islamistów, zamiast opierać się na generalizacji. Nasze założenia oparte są na otwartości i szczerości, liberalnej i antyrasistowskiej postawie. Naszym priorytetem jest zapewnienie wolności osobistej zarówno dla tych bezbożnych, jak i bogobojnych.

Simon Davis jest na Twitterze