VICEhttps://www.vice.com/plRSS feed for https://www.vice.complThu, 18 Oct 2018 11:11:14 +0000<![CDATA[Wypiłam 150 margarit w 3 dni i to nie był najlepszy pomysł]]>https://www.vice.com/pl/article/zm9kbw/wypilam-150-margarit-w-3-dni-i-to-nie-byl-najlepszy-pomyslThu, 18 Oct 2018 11:11:14 +0000„Czy jesteś teraz... w wózku golfowym?”

Zarechotałam do telefonu, machając.

„Drogie panie, przywitajcie się!” — powiedziałam, wydając z siebie serię wysokich chichotów, podczas gdy wózek golfowy oddalał się z zawrotną prędkością.

W tamtym momencie byłam po około 24 margaritach tego wieczoru i ponad 50 w ciągu ostatnich paru dni.

Powód, dla którego pozwoliłam sobie na ten rodzaj szaleństwa? Chwała i sława. Gdy kilka tygodnie wcześniej planowałam podróż do Cancún, dowiedziałam się, że w moim hotelu debiutuje nowe menu składające się z 150 margarit — a każda z nich stworzona z innego rodzaju tequili. Poprzysiągłam sobie, że w trakcie wyjazdu spróbuję wszystkich 150.

1539264906262-DSC02044

Okazuje się, że niektóre rzeczy łatwiej powiedzieć niż zrobić. Przedstawiam opowieść o tym, co się stało, gdy pewna kobieta podjęła się wypicia 150 drinków w pojedynkę.

Dzień 1

Myślałam, że podołam takiej ilości w ciągu 3 dni. To oznaczało 50 margarit dziennie i nie wiem dlaczego, ale sądziłam, że taki wyczyn należy do wykonalnych.

Po dniu spędzonym na popijaniu drinków przy basenie trafiłam wraz z grupą dziewczyn do baru w lobby Marriotta. Olbrzymi, rozjarzony na niebiesko neon służył za tło dla 150 trunków do koktalji na bazie tequili. Dało się dostrzec pary przytulające się w miękkim świetle stołowych lampek. Było to z całą pewnością eleganckie miejsce i świetna lokalizacja, by wyzwać moją wątrobę na pojedynek.

Nareszcie nadszedł czas tequili. Menu było podzielone na cztery kategorie: klasyczna, nowoczesna, Fusion i egzotyczna. Moją pierwszą margaritą była Basil Mangorita, mieszanka mango, bazylii, cytryny i Clase Noble Resposado. Dojrzewająca w dębowej beczce przez 2-12 miesięcy tequila Resposado znajduje się pośrodku spektrum tequili, pomiędzy blanco (której długość leżakowania to 2 miesiące lub mniej) oraz añejo (leżakującej w beczkach przez co najmniej rok). Każda margarita miała nawet swoją malutką pipetę, by posmakować alkoholu przed zmieszaniem go z resztą drinka.

Szybko zaliczyłam wszystkie kategorie. Inspirowana owocami cytrusowymi Niebieska Margarita z Herradura Blanco sprawiła, że pomyślałam, że blanco będzie moim nowym konikiem. Tymczasem „Pucker Up” wykonany z Tres Generations Añejo oraz „jabłkowego wykrzywiacza” wykrzywił mi gębę w sposób, który można by uznać za całkiem przyjemny. Inne godne uwagi drinki to m.in. Jaeger Rita (Jaegermeister, truskawka, Lapis Blanco), margarita Limoncello i coś o nazwie „Flirtacius” (Tequila Ceninela Blanco, truskawka, ogórek, sok ananasowy).

Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że popełniłam kluczowy błąd. Zamiast próbować po jednym łyku z każdego koktajlu, zdecydowałam, że najlepiej będzie, jeśli wypiję wszystkie w całości.

Po 12 margaritach trzymałam głowę w dłoniach, starając się powstrzymać podłogę przed ponownym przemieszczeniem się w miejsce sufitu. Wbrew moim oczekiwaniom, nie byłam na pokładzie pirackiego statku odpływającego w stronę zachodzącego słońca. Nie było żadnej czarująco kolorowej papugi, która by mi towarzyszyła.

Dzień 2

Obudziłam się następnego ranka, czując się znacznie starzej, trochę jakby w nocy do mojego pokoju zakradły się krasnoludki i pobiły mnie poszewkami pełnymi cegieł. Z uczuciem przeklinałam cukier i jego odurzające moce pod zimnym prysznicem, który przywrócił mnie do rzeczywistości.

Wieczorem spróbowałam pikantniejszych koktajli, w tym margaritę Piacpina (Avion Plata, syrop habanero) oraz moją ulubioną Habaneritę. Wykonana z Don Nacho Blanco Extra Premium, habanero i chamoy (marynowany sos owocowy), była cierpka i pikantna. Porzuciwszy znacznie wcześniej pojęcie wstydu, postawiłam sobie za cel, by inni stawiali mi drinki. Kilka dodatkowych trunków odnalazło do mnie drogę, jakby chciały powiedzieć: też cię kochamy, mamacita.

Inne margarity z tego wieczoru to Pepinagua (Reserva De Los Gonzales Anjeo, ogórek, bazylia), oszałamiająca wizualnie Hibiscus oraz Prosecco. Tak dobrze się z nimi bawiłam, że zaczęłam robić sobie dość niefortunne samojebki:

Dzień 3

Oczarowana obietnicą tacos na kolację dokończyłam kilka margarit z prędkością błyskawicy. Potem poszłam do łazienki, by przez kilka minut potańczyć do „Return of the Mack” Marka Morrisona, zanim udałam się w drogę powrotną.

1539264921920-DSC02189

Tamtej nocy skupiłam się na sekcji Fusion. Przyprawy wchodziły do gry w nowatorski sposób – na przykład wanilia w L-43 (Jose Cuervo Tradicional Resposado, sok pomarańczowy, Licor 43, wanilia). Gwiazdą wieczoru była też margarita kawowa, która swoją kwasowością podzieliła naszą grupę. Debiutująca „7 Moles” oszołomiła mój język całą litanią przypraw. Ostatecznym zwyciężczynią tej nocy była jednak Romerita, koktajl na bazie cytryny i rozmarynu podawany z wędzoną rozmarynową solą morską.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Kolacja minęła w mgnieniu oka. Powiem tylko, że naprawdę zaprzyjaźniłam się z zespołem mariachi i zdałam sobie sprawę, że regulator głośności mojego głosu przestał działać. Ryczałam na wszystkich jak ranny łoś i zanosiłam się śmiechem po każdym drinku, cały czas radośnie przeklinając.

Kilka minut później chichotałam na tylnym siedzeniu wózka golfowego w drodze na karaoke z resztą towarzystwa, wysyłając snapy i wciskając kierowcy garść pesos, by sprawiać wrażenie królowej życia.

Uwolniona przez moją ulubioną kochankę (tequilę), nie mogłam powstrzymać się od tego, co było dla mnie naturalne: od tańca. Zaczęłam podrygiwać, siedząc na widowni... a potem stanęłam w kącie i zaczęłam tańczyć... aż w końcu odpaliłam ruchy Marka Morrisona z pewnością, którą może wywołać tylko tequila.

Podszedł do mnie starszy, zasuszony mężczyzna. Uśmiechał się od ucha do ucha.

„Nie zrozum mnie źle panienko, ale ach! – naprawdę potrafisz się ruszać!”

Mój własny malutki odpowiednik Bukowskiego wyszczerzył się do mnie i kontynuował:

„Ty to rozumiesz... chodzi o pasję do życia. O to, by odpuścić i docenić małe rzeczy!”

Małe rzeczy, właśnie tak!

Przez ostatnie kilka dni wlałam w siebie dziesiątki margarit — kosztownych drinków, które doprowadziły moją wątrobę do łez i rozkołysały moje biodra jak ponton na górskim potoku. Czyżby sekretem życia wiecznego była właśnie tequila?

Zanim zdążyłam go o to zapytać, meksykański Bukowski puścił do mnie oko i odszedł, zostawiając mnie z wypiekami na twarzy i miłością do Meksyku na nowo roznieconą w moim sercu.

Malutki Bukowski – gdziekolwiek dziś jesteś, niech Bóg ci błogosławi.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Munchies


Więcej na VICE:

]]>
zm9kbwJanelle LassalleRupa BhattacharyaDominika SkórzewskaJan BogdaniukMunchiesTesttequilaMargaritaAlkoholCancúnopen barMeksykeksperymentsamozniszczenieautodestrukcjaKoktajlpijaństwo
<![CDATA[Winamp wraca — ale czy wraz z nim wrócą skórki?]]>https://www.vice.com/pl/article/yw94kv/winamp-wraca-ale-czy-wraz-z-nim-wroca-skorkiThu, 18 Oct 2018 10:22:19 +0000Winamp, który swoją premierę miał w 1997 roku, był absolutnym faworytem do słuchania muzyki zebranej na moim komputerze. Nieważne, czy pliki MP3 ściągnąłem z Napstera, Kazy lub eMule’a, czy też kupiłem je na płycie w supermarkecie — zdecydowanie najlepszą opcją Winampa były skórki, które można było do woli zmieniać. Dzięki temu mogłeś odpicować wygląd swojego odtwarzacza praktycznie tak, jak tylko chciałeś. Skórki odróżniały Winampa od VLC lub Windows Media Player, czy innych tnących się programów, których wtedy używałem.

Oficjalne aktualizacje Winampa przestały się pojawiać w 2013 roku, więc ciężar aktualizowania i podtrzymywania go przy życiu spadł na barki fanów. Jednak to już wkrótce się zmieni.

W poniedziałek Alexandre Saboundjian, prezes Radionomy (firmy, która kupiła Winampa w 2014 roku) powiedział w wywiadzie dla TechCrunch, że aplikacja z dziwną obsesją na punkcie lam powróci w 2019 roku.

„W przyszłym roku pojawi się całkowicie nowa wersja, nawiązująca do spuścizny Winampa, ale oferująca pełniejsze doznanie słuchowe” — powiedział Saboundjian. „Możesz słuchać plików MP3 ze swojej kolekcji, ale też muzyki z chmury, streamingów, podcastów i własnych playlist”.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Moja pierwsza myśl, gdy usłyszałem te pomyślne wieści? Lepiej, żeby wróciły też skórki.

Strona Internet Archive zawiera zbiór ponad 5 tysięcy stworzonych przez użytkowników skórek do Winampa, zgromadzonych przez archiwistę Jasona Scotta. Do dziś każdy może wśród nich wybierać, pobierać i ładować na swój odtwarzacz. Dla uczczenia powrotu Winampa przedstawiamy wybór najlepszych skórek, jakie znaleźliśmy w tej skarbnicy.

animebeats_winampskin

Sporo tu anime, koleżanki i koledzy. Naprawdę cała masa anime. W tym ta skórka z Angel Beats.

woot_winamp

Pamiętacie „woot”? Mnie też zdarzało się wootować, nie raz i nie dwa.

knuckles_winamp

Redaktor Motherboard Emanuel Maiberg twierdzi, że „nie wolno zapomnieć” o skórce, z której szelmowsko uśmiecha się Knuckles z gry Sonic the Hedgehog .

debbiedoesdallas_winamp

Debbie zalicza Winampa”, aluzja do klasyka porno Debbie zalicza Dallas.

aerith_winamp

Hołd dla najgorętszej laseczki wszystkich gier wideo, Aerith z Final Fantasy VII prawdopodobnie przewijał się też przez mój odtwarzacz.

paine_winamp

Chwila moment, przepraszam, odwołuję. Dzięki ci Paine z FF-X2 , za to, że jesteś.

uruha_winamp

Mam nadzieję, że ta estetyka nigdy nie zaginie — tu pięknie ją prezentuje japoński gitarzysta Uruha.

nofx_winamp

To ja w twojej głowie (i w tej skórce NOFX).

brucelee_winamp

Klata Bruce’a Lee mogłaby mi śpiewać codziennie.

A jeśli absolutnie nie możesz wytrzymać do 2019 roku, przeglądarkowa wersja Winampa też obsługuje skórki.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Motherboard


Więcej na VICE:

]]>
yw94kvSamantha ColeEmanuel MaibergJan BogdaniukJan BogdaniukMotherboardNostalgiaskinsmuzykalata 90.komputerTechnologialata 2000.programskórkaskórki
<![CDATA[10 pytań do założycielek antyfaszystowskiego klubu sztuk walki]]>https://www.vice.com/pl/article/a3p9g8/10-pytan-do-zalozycielek-antyfaszystowskiego-klubu-sztuk-walkiWed, 17 Oct 2018 23:00:00 +0000 Solstar to jeden z pierwszych klubów bokserskich i szkół sztuk walki prowadzonych przez kobiety według zasad środowiska antyfaszystowskiego. Gdy Paula Lamont i Ella Gilbert otwierały go w lutym 2016 roku, chciały stworzyć przestrzeń, w której kobiety mogłyby uczyć się walczyć bez toksycznej męskości.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Rozmawiamy z założycielkami klubu o tym, jak ANTIFA idzie ramię w ramię ze sztukami walki oraz w jakich sytuacjach przemoc stanowi odpowiedź.


Więcej na VICE:

]]>
a3p9g8VICE StaffJan BogdaniukAntifadokumentSportboksantyfaszyzmsporty walki10 pytańdziesięć pytańantyfaszyści
<![CDATA[„Climax”: czyli dlaczego nie wrzucać kwasa do ponczu na imprezie]]>https://www.vice.com/pl/article/a3p9wg/climax-czyli-dlaczego-nie-wrzucac-kwasa-do-ponczu-na-imprezieWed, 17 Oct 2018 11:22:59 +0000Plotka głosi, że Climax powstał w kilkanaście dni, a Gaspar Noé zamknął się w ciasnej przestrzeni z grupą tancerzy, których wyłonił w internetowym castingu. Jego najnowszy film w dużej mierze jest oparty na improwizacji i szalonej jeździe kamery, do czego nas już przyzwyczaił. Tym razem sięgnął jednak po charakterystyczne chwyty stosowane przez twórców horrorów i... je wyśmiał. Jak w większości mainstreamowych filmów grozy mamy więc do czynienia z grupką, w której każdy ma swoją rolę – jest naczelny podrywacz, rodzeństwo o dziwnej relacji, młoda matka z małym dzieckiem i tak dalej. Wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, kiedy pod wpływem tajemniczego ponczu grupa świetnych tancerzy traci nad sobą panowanie. Poziom absurdalnych i coraz bardziej niebezpiecznych zachowań rośnie, ale cały czas reżyser zachowuje wobec nich ironiczny dystans.

Na pewno nie raz w czasie seansu poczujecie, że to, co się wyprawia na ekranie, jest naprawdę ekstremalne, ale nie będziecie się nudzili. Świetne układy taneczne i doskonała muzyka sprawiają, że nawet w momentach nudy, będziecie mogli wniknąć w ten wykręcony świat. Trochę taki, który znacie z dobrych imprez, ale bardzo przejaskrawiony.

My mamy dla was podwójne wejściówki na pokazy przedpremierowe – w środę o 17 października o 18.30 i w piątek, 19 października, o 17:30. Oba pokazy odbędą się w Kinie Muranów. Jeśli chcecie je zgarnąć piszcie na adres: konkursy@vice.com, podając swoje imię i nazwisko. Zwycięzców poinformujemy mailowo i wpiszemy na listę. Powodzenia!

]]>
a3p9wgVICE StuffMateusz GóraLSDgaspar noeVOGUING Xnarkotykigutektanieckino muranów
<![CDATA[Jak dilowanie wpłynęło na mój umysł]]>https://www.vice.com/pl/article/wj9b5m/jak-dilowanie-wplynelo-na-moj-umyslWed, 17 Oct 2018 10:05:46 +0000O 4:26 moje oczy były szeroko otwarte. Moje serce wybijało linię basową filmu akcji, w którym nigdy nie chciałem wystąpić. Myślałem o wszystkich rzeczach, które mogłyby pójść nie tak. Zacząłem się modlić, by paczki docierały bez przeszkód. Nie jesteś w stanie mnie zrozumieć, chyba że kiedykolwiek miałeś pięciocyfrową kwotę na łasce dwudniowej wysyłki UPS. Rzecz w tym, że zawartość paczki była czymś więcej niż tylko świeżym topem. Była moimi marzeniami, moją wolnością i szansą na awans. Ta przesyłka reprezentowała siłę. Więc po cichu odmawiałem modlitwę dilera.

Był zimowy poranek 2017 roku, a ja od ponad 12 miesięcy zajmowałem się dilerką. Bez wiedzy ludzi, którzy tam pracowali, centrum wysyłkowe stało się moją własną małą apteką.

Zignorowałem ostrzeżenie Biggie'ego, by nigdy nie tykać własnego towaru i zajarałem. To była jedyna rzecz, która mnie uspokajała – jedyny sposób, by sobie z tym wszystkim poradzić. Zaciągałem się i zastanawiałem, jak i dlaczego zacząłem sprzedawać i jak doszedłem do punktu, w którym jestem teraz. Cały czas byłem niespokojny, nie mogłem spać, jeść, ani dobrze się bawić. Zastanawiałem się, czy było to spowodowane wyłącznie nową „ścieżką kariery”, czy też zawsze coś czaiło się tuż pod powierzchnią.

„Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, [handel narkotykami] jest stresogenny” – mówi Alfiee Breland-Noble, psycholożka i badaczka zajmująca się dysproporcjami w zakresie zdrowia psychicznego w Centrum Traumy i Społeczności Uniwersytetu Georgetown. Podkreśla też, że uczucie zaniepokojenia, które mnie dręczyło, mogło być wzmocnioną wersją czegoś, co już istniało, zanim zacząłem dilować. „Te odczucia są teraz wyraźniejsze z powodu nowego bodźca” – mówi. Choć Breland-Noble nie diagnozowała mnie osobiście, dostałem od niej kilka spostrzeżeń – bez żadnego orzeczenia – dotyczących tego, co działo się w mojej psychice, gdy byłem w grze.

Nowy „bodziec”, o którym wspominała Breland, nie był w moim stylu. Jako dziecko nigdy nie miałem parcia na pieniądze, nie mówiąc już o „ulicznych” pieniądzach. Wraz z wiekiem pojawiło się prawdziwe życie i trzeba było opłacić rachunki. Niektórzy są bardziej uprzywilejowani albo potrafią lepiej zarządzać czasem, w związku z czym mogą sobie pozwolić na studia dzienne i pracę na dwóch bezpłatnych stażach. Ja nie mogłem. Te staże nie pozostawiały mi zupełnie czasu na „prawdziwą” pracę, nawet na pół etatu. Ale doświadczenie zawodowe ma kluczowe znaczenie, szczególnie gdy pragniesz pracować w mediach. Więc goniłem za tym marzeniem i jednocześnie musiałem znaleźć sposób na opłacenie jedzenia i czynszu.

Kiedy zaczynałem, byłem najgorszym dilerem pod słońcem. Kompletna porażka. Nawet nie zarobiłem; ledwo wyszedłem na zero. Nie odniosłem sukcesu, ponieważ sprzedaż towaru wymaga umiejętności nawiązywania kontaktów, nie wspominając nawet o pewności siebie. Doszło do tego, że sprzedawałem taniej, byleby rozkręcić sprzedaż. Wprawdzie wycinałem konkurencję w pień, ale ta taktyka sprawiła, że miałem naprawdę małą marżę.

Minęło kilka miesięcy i z konieczności musiałem spróbować jeszcze raz. Ta pierwsza porażka była ważna, bo nauczyła mnie znaczenia marży oraz sztuki negocjacji. Poznałem wartość mojego towaru. Tym razem zdałem sobie sprawę, że mam umiejętności, które pozwolą mi podwoić zysk.

Pamiętam, jak pierwszy raz kupiłem znaczną ilość. Ubierałem się tak bardzo yuppie, jak tylko było to możliwe – obcisłe spodnie, różowe polo z guzikami zapiętymi pod samą szyję. Nosiłem Clarksy i kurierską torbę. Pomysł polegał na tym, żebym wyglądał na uczniaka z torbą napakowaną książkami, podczas gdy była wypełniona marihuaną. Ćpalnia znajdowała się w zamożnej części miasta, gdzie snobistyczni biali ludzie jadali brunche.

Wkrótce miałem pod sobą ludzi. O tym właśnie mówił Jay-Z w 1996 roku na swoim albumie Reasonable Doubt – zminimalizować marżę zysku, ale pozwolić na szybsze dostawy i bardziej uporządkowany przepływ gotówki. Ten rozdział w moim życiu uświadomił mi też, że przyjaciele szybko mogą zamienić się we wrogów. A może po prostu byli wrogami udającymi przyjaciół. Raczej już nigdy się nie dowiem.

Odkryłem, że wieloletni przyjaciele i kuzyni, z którymi dorastałem, woleli mnie unikać i urwać relację, niż spłacić swoje długi. I takie doświadczenia sprawiły, że wszystko zaczęło ciemnieć w moim umyśle. Kilka moich relacji zostało skażonych gniewem i nienawiścią. Nie chodziło mi o forsę – pieniądze przychodzą i odchodzą – ale oszustwo ze strony najbliższych ma szczególny wagę.

To w tym momencie w moim życiu zauważyłem zmianę w tym, kim byłem jako osoba. Mój umysł opanował strach przed rzeczami, które prawdopodobnie nigdy by się nie wydarzyły. Często się wściekałem i ciągle byłem na granicy wybuchu. Ludzie wokół mnie mówili, że się zmieniłem. Paranoja była moją stałą towarzyszką. Kiedy jesteś dilerem, we wszystkim widzisz pułapkę.

Odbieranie „paczek” było szczególnie stresujące. Byłem skrajnie podejrzliwy wobec pracowników i administracji. Zanim wszedłem, okrążałem blok, żeby sprawdzić, czy nie zauważę czegoś niezwykłego. A kiedy przesyłka była już w moich rękach, miałem paranoję na punkcie sąsiadów z bloku. Czy to oni mnie oszukają i okradną?

Raz zgubiłem paczkę i byłem przerażony. Pamiętam, jak kładłem się do łóżka, myśląc o tym, gdzie wylądowała i budziłem się zlany potem w środku nocy. Czy policja wyważy moje drzwi? Czy byłem już na ich radarze?

(Nie miałem pojęcia, co stało się z tą paczką i do dziś nie mam pojęcia. Próbowałem się dowiedzieć, ale nie było łatwo, bo nie możesz po prostu zadzwonić do USPS i spytać: „Hej, znaleźliście moje zielsko?”. Starałem się dowiedzieć, dzwoniąc z różnych nienamierzalnych numerów, ale w końcu odpuściłem).

Mniej więcej w tym samym czasie zacząłem palić, żeby powstrzymać te myśli.

„To kwestia stopnia, w którym ty, jako jednostka poddajesz się temu rodzajowi lęku. Możesz popaść w chorobę psychiczną, taką jak zaburzenia lękowe” – mówi Breland-Noble. Czułem, że mój stan się pogarsza. „To taniec pomiędzy tym, co w tym środowisku stanowi dla ciebie bodziec a umiejętnością radzenia sobie z tym lękiem. To, w jaki sposób będziesz z nim walczył, zaważy na tym, czy zmieni on kierunek, czy też wyjdzie na powierzchnię. Drugi scenariusz nie jest dobry, chyba że umiesz walczyć z tym stresem”.

Breland-Noble dodaje, że nie zawsze można przewidzieć, u kogo wystąpią zaburzenia lękowe, a u kogo nie. „Na niemal każdą chorobę psychiczną składają się czynniki dziedziczne i środowiskowe” – mówi. „Jeśli dana osoba ma genetyczne predyspozycje do rozwoju zaburzeń lękowych, może zapobiec wystąpieniu pełnego zaburzenia poprzez ćwiczenia, doskonalenie umysłu, zdrową dietę i wystarczającą ilość snu”.

Dla mnie oprócz codziennych bodźców – zbyt długiego kontaktu wzrokowego z kimś czy opóźnionej paczki – był też ciężar moralności. Rząd zrobił kryminalistów z ludzi takich jak ja, przedstawiając nas jako brutalnych i bezwzględnym. Ja taki nie byłem. Kwestionowałem własną uczciwość za każdym razem, gdy sprzedawałem. Jak mogłem wyjaśnić mojej mamie lub mojemu tacie, czym się zajmowałem, skoro w oczach prawa byłem tylko kolejnym wrogiem?

To wszystko tylko dodatki. Prawdziwym problemem, z którym borykałem się na co dzień, było fakt, że strach zmienił mnie w kogoś, kogo już nie rozpoznawałem. Uzależniłem się od uczucia liczenia coraz większej sumy pieniędzy, ale też pogrążyłem się w lęku. Musiałem przestać sprzedawać.

„Mam wrażenie, że część tego [niepokoju] była obecna przed handlem marihuaną” – mówi Breland-Noble. Te uczucia mogły być częścią mnie, zanim zacząłem się tym zajmować.

Może mieć rację. Lęk jest u mnie rodzinny. Ale w tamtym momencie byłem zbyt zagubiony, by rozmyślać nad wersją siebie sprzed pułapki. Odkryłem, że można być dumnym z przestrzegania prawa; można być dumnym z tego, że już się nie handluje.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Gdzieś pośród chaosu zdałem sobie sprawę, że najlepszym wyborem dla mnie był model o minimalnym ryzyku finansowym i prawnym. Kiedy sprzedawałem, stałem się tak chciwy, że straciłem z oczu to, co było dla mnie ważne. Zamieniłem spokój umysłu i spokojny sen na ulotne stosy pieniędzy.

Mój stan umysłowy jest teraz lepszy. Znów siebie rozpoznaję. Zmieniłem moje priorytety, by przypominały te, które służyły mi dobrze przez większość mojego życia. Ulice idealizują dilerkę – widziałem i nadal widzę tego urok – ale to nic nie znaczy, jeśli nie masz zdrowego rozsądku.

*Użyliśmy pseudonimu, aby chronić tożsamość autora.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Tonic


Więcej na VICE:

]]>
wj9b5mMoses BacaRajul PunjabiDominika SkórzewskaKate LowensteinJan BogdaniukMarihuanapieniądzeziołostreszdrowielekKryminałdilerparanojaDilowanieKonopieZdrowie Psychicznestany lękowehandel narkotykamiDilerka
<![CDATA[Zapytaliśmy ludzi na Unsoundzie o podróże w czasie i przyszłość muzyki]]>https://www.vice.com/pl/article/gyenxq/zapytalismy-ludzi-na-unsoundzie-o-podroze-w-czasie-i-przyszlosc-muzykiWed, 17 Oct 2018 08:48:37 +0000W czasie festiwalowego weekendu w Hotelu Forum wszyscy fani elektroniki, którzy przyjechali z całego świata na Unsound, mogli posłuchać znanych muzyków, ale też eksperymentujących, undergroundowych artystów, posiadających kilkaset odtworzeń na Soundcloudzie. To połączenie często futurystycznych dzięków z miejscem zanurzonym w przeszłości sprawiło, że postanowiliśmy razem z Brooklyn Brewery złapać kilka osób i pogadać z nimi o muzycznych podróżach w czasie.

Muriekke Jean-Claude

1539609093856-20181013_Vice_UnsoundFestival_01_001

VICE: Cześć Muriekke, jak będzie wyglądała muzyka w przyszłości?
Muriekke: Wydaję mi się, że przyszłość jest teraz. To wszystko, co dzieje się obecnie w muzyce, łączenie gatunków, wracanie do korzeni i ich reinterpretowanie, będzie nadal wyznaczało kierunek zmian.

Gdybyś mogła przenieść się w dowolny moment w historii, a decydującym czynnikiem byłaby muzyka, w jakie czasy byś się przeniosła?
Myślę, że niesamowite były rejwy w latach 90. To był początek nowego rodzaju imprezowania, który był piękny – chodziło o kontakt pomiędzy ludźmi. Nie było żadnych ograniczeń – podziemne imprezy w fabrycznych halach były czymś zupełnie innym niż to, do czego jesteśmy obecnie przyzwyczajeni.

Max

1539687283215-20181013_Vice_UnsoundFestival_01_002

VICE: Cześć Max, co czeka nas w przyszłości, biorąc pod uwagę zmiany w muzyce?
Max: Wydaję mi się, że przyszłością jest stworzenie takich scen, które będą oddziaływały na wszystkie nasze zmysły. Pozbędziemy się tego, co dzisiaj uważamy za harmonijne kompozycje, a zanurzymy się w dźwięku, dotyku, efektach wizualnych.

Sasza

1539687573919-20181013_Vice_UnsoundFestival_01_003

VICE: Hej Sasza, jak myślisz, jak będzie wyglądać muzyka w przyszłości?
Sasza: Nie mam pojęcia, ale myślę, że sztuczna inteligencja połączona z zaawansowanymi algorytmami, produkująca bardzo złamany rytm. Myślę, że techno powoli będzie traciło na popularności, bo ludzie w Berlinie zaczynają już się nim męczyć. Poza tym muzyka taneczna już jest bardzo transgatunkowa.

Jakbyś mógł się przenieść do innych czasów, który moment w historii byś wybrał?
Do czwartku na Unsoundzie, który przegapiłem, chociaż z chęcią bym odwiedził też pierwsze rejwy w Londynie w latach 80. Raczej jednak nie jestem retromanem i podobają mi rzeczy, które powstają obecnie.

Renata

1539688250401-20181013_Vice_UnsoundFestival_01_004

VICE: Hej Renata, jak myślisz, jak będzie wyglądać muzyka w przyszłości?
Renata: Sądzę, że wszystkie dziedziny sztuki się połączą – teatr, taniec, muzyka staną się jednością, wzajemnie się przenikając. Wszyscy zanurzymy się we wspólnym plemiennym tańcu.

Ultra

1539688575424-20181013_Vice_UnsoundFestival_01_005

VICE: Cześć Ultra, jak wyobrażasz sobie muzykę w przyszłości?
Ultra: Myślę, że wszystkie gatunki jeszcze raz się przemielą i zapanują czasy duchologii, kiedy powróci nu disco/electro swing – teraz wszyscy gardzą taką muzyką, ale ja ją uwielbiam. To będzie przyjemna renderowa muzyka stworzona przez boty, brzmiąca jak dzwonki z telefonów.

Do jakich czasów byś się przeniosła, gdyby muzyka była głównym czynnikiem decydującym?
Może to, co teraz powiem jest pretensjonalne, ale chciałabym być na początku kariery zespołu Daft Punk i dołączyć jako trzecia osoba do ich składu, żeby mieć taki zajebisty hełm, jak oni, tylko brązowy.

]]>
gyenxqBrooklyn BreweryMateusz GóraDawid Grzelakbrooklyn breweryKrakówelektronikamuzykaimprezaUnsoundfestiwalHotel Forumdawid grzelak
<![CDATA[Ludzie na Unsoundzie opisują najlepszą imprezę, na jakiej byli]]>https://www.vice.com/pl/article/8xj7d4/ludzie-na-unsoundzie-opisuja-najlepsza-impreze-na-jakiej-byliWed, 17 Oct 2018 08:07:51 +0000Kiedy nadchodzi Unsound, a Hotel Forum wypełnia się ludźmi w czasie weekendowych imprez, jesienny Kraków zmienia się nie do poznania. Wszędzie możesz spotkać ziomków z całego świata i poznać ich doświadczenia związane z imprezowaniem. Dlatego razem z Brooklyn Brewery postanowiliśmy wyłowić z tłumu kilka ciekawych twarzy i chwilę pogadać.

Justyna

1539690542634-20181013_Vice_UnsoundFestival_02_002

VICE: Cześć Justyna, opowiedz nam o najlepszej imprezie w twoim życiu.
Justyna: Wszystkie imprezy, na które chodzę z moim ukochanym kolegą Mateuszem. Zawsze razem dobrze się bawimy, a ponieważ wpada często w okolicach Unsoundu do Krakowa i śpi razem z innymi dziesięcioma osobami w moim pokoju, na pewno ta impreza należy do moich ulubionych. Unsound to czas, kiedy organizuję u siebie w domu kolonię dla połowy festiwalowiczów. Nie wiem, czy lepszy jest sam festiwal, czy wspólny wypoczynek po ciężkiej nocy.

Natalia

1539690661031-20181013_Vice_UnsoundFestival_02_003

VICE: Cześć Justyna, opowiedz nam o najlepszej imprezie w twoim życiu.
Natalia: Ja generalnie siedzę w domu, ale myślę, że fajne są festiwale plenerowe, które odbywają się latem.

Toby

1539690812484-20181013_Vice_UnsoundFestival_02_004

VICE: Hej Toby, jak wyglądała najlepsza impreza w twoim życiu?
Toby: Bardzo dobre pytanie. Myślę, że impreza zorganizowana w magazynach na obrzeżach Sydney. To była tak naprawdę mała przestrzeń, a impreza trwała 8 godzin. Dominował ambient, a my zanurzyliśmy się w tych przepięknych dźwiękach. Wszyscy wydawali się niepokonani i cały ten czas świetnie się bawili.

Wiktor

1539690868986-20181013_Vice_UnsoundFestival_02_005

VICE: Cześć Wiktor, jaka była najlepsza impreza w twoim życiu?
Wiktor: Imprezy z cyklu We Are Radar na Szpitalnej 1. Mam stamtąd czapkę i dumnie w niech chodzę.

Szymon

1539690916516-20181013_Vice_UnsoundFestival_02_006

VICE: Hej Szymon, pamiętasz najlepszą imprezę w swoim życiu?
Szymon: Hmm... ciężkie pytanie. Myślę, że postawiłbym na Instytut. To wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Muzyka, która przez wyjątkowość tego miejsca przenika całe twoje ciało. Sprawia, że czujesz każdy jej najmniejszy element, a ludzie, którzy cię otaczają, tworzą niepowtarzalną atmosferę.

]]>
8xj7d4Brooklyn BreweryMateusz GóraDawid Grzelakbrooklyn breweryKrakówtechnoelektronikamuzykaimprezaUnsoundfestiwalludziedawid grzelak
<![CDATA[„Ślepnąc od świateł”: Opowieść Wigilijna na dragach ]]>https://www.vice.com/pl/article/zm95w3/slepnac-od-swiatel-opowiesc-wigilijna-na-dragachWed, 17 Oct 2018 07:47:55 +0000Prawie wszyscy ludzie, których Kuba spotyka na swojej drodze, główny bohater książki Jakuba Żulczyka, a teraz i serialu HBO Krzysztofa Skoniecznego – są jego klientami. Kuba jest dilerem białego proszku i karmi nałogi przedstawicieli różnych szczebli społecznych: polityków, muzyków, celebrytów. Kuba dostosowuje się do ich potrzeb, życiowe historie tych osób zdają się nie grać większej roli, o ile nie mają wpływu na Kubę; są co najwyżej żywymi bankomatami. Dlatego Kuba nie angażuje się w bliższe relacje, jest powściągliwy w okazywaniu uczuć, poukładał siebie, tak jak wszystkie materialne rzeczy w swoim życiu – stał się przez to jedynie ludzką powłoką, duchem spotykającym inne duchy. Powoli zaczyna mu to przeszkadzać, chce coś zmienić, wyjechać, odciąć się na jakiś czas, przegrupować. Jednak mroczna strona Warszawy, której mimowolnie stał się częścią, nie pozwoli mu tak łatwo wyrwać się ze swoich nocnych klubów, brudnych zapleczy knajp, ciemnych ulic i mieszkań. Kuba śni o deszczu, potopie, który pochłonie to miasto i wszystkich jego mieszkańców. Marzy o tym, nawet jeżeli sztorm porwie też jego samego.

W postać Kuby wcielił się debiutujący Kamil Nożyński, dotychczas znany z rapowego składu Dixon37. Po obejrzeniu pierwszych trzech odcinków nowego serialu autorstwa Krzysztofa Skoniecznego, do głowy przychodzi mi tylko jedno słowo: WARTO! Śledzimy losy bohaterów, które wzajemnie się przeplatają. Poznajemy Kubę w chwili jego decyzji o wyjeździe, który proponuje też Pazinie (Marta Malikowska). Co ma być, to będzie. Pech chce, że w tym samym momencie z więzienia wychodzi Dario, gangus starej szkoły (fantastycznie zagrany przez Jana Frycza), który jest zły jak sam diabeł i szuka czegoś, co przez przypadek trafiło w posiadanie Kuby. Już 27 października na HBO GO będzie można zobaczyć cały serial. Tymczasem już teraz Kamil Nożyński, odtwórca głównej roli, opowiada nam: jak wyglądała praca na planie, jak wspomina swój angaż i w czym chciałby zagrać w przyszłości

VICE: W jaki sposób trafiłeś do tego serialu?
Kamil Nożyński: Każdy, kto mnie o to pyta, słyszy to samo – stary, to trochę tak, jakbyś dowiedział się, że wygrałeś szóstkę w Totka, chociaż nie wysłałeś losu. Tak można opisać moją sytuację, bo ja nie brałem udziału w castingu do Ślepnąc od świateł. Wcześniej uczestniczyłem w innym projekcie, w którym nagrałem bardzo emocjonalny filmik, który jak się okazało, zauważył Krzysiek [Skonieczny, reżyser Ślepnąc od świateł – przyp. red]. Minęło trochę czasu, ja o tym zdążyłem już zapomnieć. Potem pewnego dnia w porze obiadowej zadzwonił telefon, po drugiej stronie słuchawki był Krzysiek, w pierwszej chwili nie skojarzyłem, byłem ciekaw, o co chodzi. Przypomniał, że spotkaliśmy się już wcześniej i że robi teraz duży projekt dla HBO. „OK, masz moje zainteresowanie” – pomyślałem, jedząc dalej obiad.

I wtedy usłyszałem, że chce mnie wypróbować do głównej roli w nowym serialu – a ja prawie się zadławiłem jedzeniem. Zapytałem: „Który sobie jajca robi?!”. Usłyszałem, że to nie żadne żarty i czy jestem w stanie nauczyć się scenariusza i przyjść na przesłuchanie. Oczywiście, że tak! Dostałem na maila dwie sceny z Paziną [Marta Malikowska, przyp. red.]. Poszedłem na spotkanie, odegrałem to i podobno już wtedy Krzysiek wiedział, że jest dobrze, ale jeszcze mnie testowali przez następne dwa tygodnie. Dostawałem kolejne skrawki scenariusza, czasami siedziałem nad tym do 3 w nocy, aż w końcu usłyszałem, że mam tę rolę. Euforia.

Znałeś wcześniej książkę Kuby Żulczyka?
Od razu kupiłem po telefonie Krzyśka i przeczytałem ją przed scenariuszem.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem, gdy już znalazłeś się na planie filmowym?
Najtrudniejsza była gra na emocjach. Musisz je przedstawić takimi, jakie one są, nie możesz udawać. Kiedy bohater jest wkurwiony, ty musisz oddać te emocje przed kamerą i nie przenosić tego na swoje życie prywatne.

Kamil Nożyński pozuje do zdjęcia na dachu

Czułeś presję?
Akurat na mnie presja działała pozytywnie, bo im więcej jej czułem, tym więcej z siebie dawałem.

Jak wyglądał typowy dzień pracy?
Przyjeżdżał po mnie samochód, w trakcie jazdy na plan robiłem ćwiczenia dykcyjne na rozruszanie aparatu mowy, z których się szkoliłem na wcześniejszych zajęciach. Dojeżdżaliśmy na plan, make-up, ewentualne próby, przegadanie sceny i jazda.

Miałeś możliwość improwizowania, czy to była wyłącznie wizja reżysera?
Krzysiek miał bardzo autorską wizję, wszystko, co widzisz w serialu, to jego estetyka. Nawet jeśli ktoś się na początku nie zgadzał, Krzysiek mówił: „Zaufaj mi” i wychodziło idealnie. Jeśli więc pytasz o improwizację, to w 99% było jego wytycznymi, ale jeśli ktoś miał jakiś pomysł, który rzeczywiście mógł dobrze zadziałać w jakiejś scenie – wtedy Krzysiek go akceptował.

Rozmazane zdjęcie Kamila Nożyńskiego

Jak bardzo granie tej postaci oddziaływało na twoje prywatne życie?
Nie żyłem tą postacią, ale często wracałem planu wykończony fizycznie i psychicznie. Wracałem do domu, kładłem się spać, wstawałem i wracałem na plan. Całe to zdarzenie jednak wybiło mnie z pudełka, w którym do tej pory siedziałem. Poszerzyło moje horyzonty.

Jak własnymi słowami opisałbyś graną przez ciebie postać – Kubę?
Kuba jest postacią nieoczywistą. Widzimy go jako inteligentnego i dobrze zorganizowanego dilera kokainy. To perfekcjonista. Stworzył samego siebie na potrzebę prowadzonego biznesu. Jest jak taki duch, który krąży po Warszawie. Z żadnym ze swoich klientów stara się nie wchodzić w bardziej osobiste relacje, dostosowuje się do nich, patrząc na niego, widzą część siebie. Kuba jest jak postać z bajki, Opowieść Wigilijna na dragach. Jeśli jednak zagłębisz się w tę postać, zauważysz, że on uciekł ze swoich rodzinnych stron, przeprowadził się do Warszawy, zaczął nieźle zarabiać i teraz znowu chce uciec. Jest zmęczony. Kupuje bilety do Argentyny i w tym momencie zaczyna się spirala zdarzeń, która weryfikuje to, kim tak naprawdę jest pod skorupą, która rozpada się z odcinka na odcinek.

Czy to twój jedyny epizod aktorski i wracasz do muzyki, czy zobaczymy cię w nowych projektach?
Bardzo mi się to spodobało, chociaż jest to bardzo wymagający kawałek chleba. Przez to doświadczenie nabrałem ogromnego szacunku do sztuki aktorskiej i aktorów. Tak, chciałbym to robić nadal, ale nie zrywam z muzyką. Pracuję nad solową płytą.

Czy jest jakaś postać, w którą chciałbyś się wcielić?
Nie postać, ale marzy mi się zagranie w czymś na wzór serialu Peaky Blinders, ale żeby działo się w Polsce. Mroczne wydarzenia z przeszłości; tak, chciałbym się przenieść w inne czasy.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Czytaj też na VICE:

]]>
zm95w3Paweł MączewskiJan BogdaniukPaweł MączewskiHBOFeaturesserialpeaky blindersrozmowapolskanarkotykihbo godilerjakub żulczykkrzysztof skoniecznyślepnąc od światelKamil Nożyński
<![CDATA[Pięć faktów o psychopatach, o których pewnie nie mieliście pojęcia]]>https://www.vice.com/pl/article/vbkxq9/piec-faktow-o-psychopatach-o-ktorych-pewnie-nie-mieliscie-pojeciaTue, 16 Oct 2018 12:08:01 +0000Większości ludzi wydaje się, że wiedzą, kim jest psychopata: to ktoś bez uczuć. Ktoś, kto w dzieciństwie pewnie torturował zwierzęta dla zabawy. Jest jednak pięć rzeczy, których prawdopodobnie nie wiedziałeś o psychopatach.

W każdym z nas drzemie odrobina psychopaty

Psychopatia to spektrum, na którym znajduje się każdy z nas. Czy kiedykolwiek po złym uczynku nie miałeś wyrzutów sumienia, nie czułeś empatii, albo czarowałeś kogoś, żeby dostać to, czego chcesz (pamiętasz swoją ostatnią rozmowę o pracę)? To znaczy, że przejawiła się u ciebie cecha psychopaty. Może nie czujesz lęku w niektórych groźnych sytuacjach albo podejmujesz spore ryzyko — to również cechy psychopaty.

Nie każdy psychopata to „psychol”

Patrick Bateman w American Psycho i Hannibal Lecter w Milczeniu owiec to typowe przykłady wizerunku psychopaty w popkulturze. Choć to prawda, że seryjni mordercy to w większości psychopaci, to przytłaczająca większość psychopatów nikogo nie zabiła. Psychopaci stanowią około 1 procenta całej populacji i przeważnie są produktywnymi członkami społeczeństwa.

Brak emocji, takich jak niepewność i lęk, pomaga im zachować spokój w przerażających sytuacjach. Jak wykazują eksperymenty, takie osoby mają o wiele słabszą reakcję przestrachu. Gdybyś oglądał horror i ktoś by cię nastraszył, pewnie wykazałbyś „podwyższoną reakcję przestrachu” — innymi słowy, pewnie wyskoczyłbyś ze skóry. Psychopaci reagują o wiele słabiej w takich wywołujących lęk sytuacjach albo wręcz zachowują spokój, co może się okazać bardzo przydatne, gdy jesteś żołnierzem, chirurgiem lub członkiem sił specjalnych.

Psychopaci mogą być również bardzo czarujący (choćby powierzchownie), bezwzględni, skupieni na swoich celach, potrafią bez wahania podejmować ryzyko i śmiałe decyzje. Dzięki temu dobrze odnajdują się w takich środowiskach jak giełda, zarząd korporacji i parlament. Tam mogą być zabójczo skuteczni, a nie dosłownie zabójczy.

Psychopaci wolą Magdę M od Rancza

Psychopatów częściej można znaleźć w miastach i większych miejscowościach, ponieważ wybierają „strategię szybkiej historii życia”, jak określają to psychologowie. Oznacza to, że skupiają się na zwiększeniu szans na krótkoterminowe stosunki płciowe i wielu partnerów seksualnych, zamiast poważnie inwestować w długoterminowy związek, rodzicielstwo i stabilizację. Taka strategia wiąże się z tendencją do częstszego podejmowania ryzyka oraz z egoizmem. Poza tym w mieście psychopacie łatwiej znaleźć ludzi, którymi może manipulować. Miasta oferują też większą anonimowość, zmniejszając przy okazji ryzyko wykrycia.

Kobiety-psychopaci są nieco inne

Choć psychopaci płci męskiej i żeńskiej są pod wieloma względami podobni, niektóre badania wykazują pewne różnice. Dla przykładu psychopatki wydają się bardziej narażone na lęki, problemy emocjonalne i promiskuityzm niż psychopaci płci męskiej.

Zdaniem niektórych psychologów kobieca psychopatia jest czasem diagnozowana jako pograniczne zaburzenie osobowości (borderline personality disorder), odznaczające się słabą kontrolą nad emocjami, impulsywnymi reakcjami i wybuchami gniewu. To może wyjaśnić, dlaczego w większości badań wskaźnik psychopatii jest niższy wśród kobiet.

Jak wykazują nasze najnowsze badania, psychopatki zdają się wybierać nie-psychopatów na krótkoterminowych partnerów, prawdopodobnie dlatego, że łatwiej im wtedy oszukiwać i manipulować. Jednak w przypadku długoterminowych związków, psychopatka przeważnie woli kogoś, kto również jest psychopatą — ciągnie swój do swego.

Psychopaci mają uczucia

Choć wykazują brak poszczególnych uczuć, takich jak strach, niepokój i smutek, są w stanie odczuwać inne emocje, np. szczęście, zadowolenie, zaskoczenie i odrazę podobnie jak wszyscy inni. Dlatego mimo trudności z rozpoznawaniem przestraszonych lub smutnych twarzy i słabszych reakcji na groźby i kary, potrafią rozpoznawać wesoły wyraz twarzy i reagują pozytywnie na nagrody.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Jednak choć tobie 10 złotych znalezione pod zdrapką pewnie poprawiłoby humor, psychopata potrzebowałby większej wygranej, żeby się ucieszyć. Innymi słowy, psychopaci mogą czuć się szczęśliwi i zmotywowani, jeśli nagroda jest wystarczająco wysoka. Oczywiście potrafią się też rozgniewać, zwłaszcza w odpowiedzi na prowokacje, albo odczuwać frustrację, gdy coś pokrzyżuje im szyki. Jeśli zatem zastanawiasz się, czy można urazić uczucia psychopaty: tak, można, ale pewnie nie te, których się spodziewasz, a także z innych powodów.

Nadja Heym jest starszym wykładowcą psychologii na Nottingham Trent University.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Tonic


Więcej na VICE:

]]>
vbkxq9Nadja HeymMike DarlingJan BogdaniukJan BogdaniukFeaturesstreslekuczuciapsychopataмозгstrachpsychopatiaosobowośćpsychopaci
<![CDATA[Pot, krew i łamanie kości: polscy youtuberzy i patostreamerzy zmierzyli się na ringu]]>https://www.vice.com/pl/article/pa9wjy/pot-krew-i-lamanie-kosci-polscy-youtuberzy-i-patostreamerzy-zmierzyli-sie-na-ringuTue, 16 Oct 2018 09:21:16 +0000W sobotni wieczór na Arenie Poznań odbyła się gala FAME MMA 2, gdzie w oktagonie starli się ze sobą polscy youtuberzy i patostreamerzy. Wśród zawodników występujących tego dnia publiczność mogła zobaczyć m.in. Marka „AdBustera” Hoffmana (znanego z testowania na swoim kanale produktów różnych marek), Sylwestra „Bystrzaka” Tkocza (znanego z picia alkoholu ze swoim ojcem, wujkiem i kolegami oraz z bójek ze wcześniej wymienionymi na swoich patostreamach) czy Piotra „Bonusa BGC” Witczaka (znanego głównie z wymiotowania przed kamerą). Walką wieczoru był jednak pojedynek Marcina „Rafonixa” Krasuckiego z Danielem „Magicalem” Zwierzyńskim. Miał on zakończyć 4-letni konflikt obu youtuberów, pałających do siebie szczerą nienawiścią. W trakcie gali konferansjerzy chwalili się, że rozeszły się wszystkie bilety.

Bystrzak na FAME MMA 2
Sylwester „Bystrzak” Tkocz wychodzi do swojej walki, którą przegrał w pierwszej rundzie przez techniczny nokaut. Fot. Paweł Mączewski

Pierwsza edycja FAME MMA miała miejsce 30 czerwca w Koszalinie. W tamtym czasie temat patostreamów był już poruszany i komentowany w mediach, poza hermetycznym środowiskiem YouTube'a. Z czasem wątek bijatyk, pijaństwa i patologii zaczął być eksploatowany jeszcze bardziej. Program UWAGA grzmiał początkowo na zachowanie Rafatusa (znanego wtedy z kompulsywnego picia, bójek ze swoją obecnie byłą dziewczyną i seksu na wizji), a niedawno na ekscesy Bystrzaka i Magicala (urządzających drunk streamy). Mimo to nie spodziewałem się, że impreza doczeka się drugiej odsłony. Cóż, bywam naiwny.

„To jest gala freak fight, to są emocje, to jest show, tu musi być napięcie”

Dochodzi godzina 19, oficjalny start imprezy jest o 20. Pod halą Areny zbiera się coraz więcej ludzi, którzy niebawem zasiądą na trybunach. Frekwencyjny sukces jest raczej murowany, przecież każdy z występujących tu zawodników to internetowa persona, z własnym gronem oddanych fanów, a często równie licznych hejterów. W trakcie gali jedna strona będzie dopingować, druga krzyczeć „wypierdalaj”. Publiczność to na oko głównie nastolatkowie i dwudziestokilkulatkowie, są też dzieci z rodzicami oraz ludzie po czterdziestce w ubraniach dwudziestokilkulatków. Przed wejściem do hali da się też zauważyć niektórych zawodników, ochoczo pozujących do zdjęć i rozdających autografy. W tłumie widzę jednego z organizatorów – to Wojciech Gola, jeden z założycieli federacji FAME MMA (dotychczas znany głównie z udziału w 9 sezonach Warsaw Shore). Zgadza się na krótką rozmowę.

Bystrzak, walka w klatce na FAME MMA 2
Bystrzak chwilę przed swoją walką. Fot. Paweł Mączewski

„Chcielibyśmy, aby nasza gala motywowała młode pokolenie do tego, aby porzucić wszelkiego rodzaju używki i prowadzić zdrowy, sportowy tryb życia. Niektórzy z chłopaków tutaj [zawodnicy, przyp. red.] są znani z tego, że dawali nie do końca najlepszy przykład, ale ostatnimi czasy ich postawa naprawdę się zmieniła. Np. Daniel [Magical, przyp. red.] znany był z tego, że pił dużo alkoholu, a teraz rzucił to i dwa razy dziennie chodzi na treningi. Jak wiadomo, sporty walki uczą pokory i szacunku. Może to nie zawsze widać na naszych konferencjach, ale to są emocje, to jest show, tu musi być napięcie” – powiedział mi Gola. Motyw porzucenia nałogów, drugiej szansy i samodoskonalenia poruszano już wcześniej, w promujących galę zapowiedziach; dlatego zapytałem, czy organizatorzy przeprowadzają testy na zawodnikach, żeby się upewnić, czy ci rzeczywiście odstawili używki lub środki, które mogłyby pomóc im w walce. „To jest gala freak fight, oczywiście nie tolerujemy tego, aczkolwiek nie robimy testów” – skwitował Gola.

FAME MMA 2
FAME MMA 2. Fot. Paweł Mączewski

Freak fight – w kontekście FAME MMA 2 najczęściej używane hasło stało się swoistym wytrychem dla zachowań uczestników gali na konferencjach jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, relacjonowanych LIVE na kanale federacji. To tam zawodnicy obrzucali się wyzwiskami, rzucali się na siebie z pięściami i przewracali stoły. Trochę przypominało to wrestling amerykański, gdzie barwni entertainerzy w podobny sposób budują zainteresowanie publiczności wokół nadchodzących PPV. Jak to celnie ujął Gola: „to są emocje, to jest show, tu musi być napięcie”. Tylko czy udało się to przełożyć na samą galę?

Ozdoba vs AdBuster
Dawid „Surfer” Ozdoba (po lewej) kontra Marek „AdBuster” Hoffman. Fot. Paweł Mączewski

Ocena pojedynków siłą rzeczy pozostaje kwestią subiektywną, ale już od pierwszej walki dało się zauważyć, że największym wrogiem zawodników okazywał się nie przeciwnik z klatki, a zadyszka. Schemat wydawał się powtarzać w każdym kolejnym pojedynku: po gongu rozpoczynającym pierwszą rundę zawodnicy wymieniali się ciosami, po czym jeden z nich przestawał być zdolny do obrony i sędzia przerywał starcie, ogłaszając nokaut techniczny.

Największym wrogiem zawodników okazywał się nie przeciwnik z klatki, a zadyszka

Żaden inny pojedynek tego wieczoru nie wzbudził tak jednoznacznej reakcji publiczności, jak pojedynek Dawida „Surfera” Ozdoby i Marka „AdBustera” Hoffmana, z korzyścią dla tego drugiego. Chociaż początkowo szanse zdawały się wyrównane, po chwili Surferowi wypadł z ust ochraniacz na zęby. Sędzia, widząc, że Ozdoba osłania się rękoma przed ciosami na twarz, przerwał walkę w pierwszej rundzie i ogłosił TKO. AdBuster nie krył satysfakcji, dając do zrozumienia, że spodziewał się wygranej. Surfer natomiast wynik potyczki uznał za niesprawiedliwy i nazwał AdBustera frajerem, za co spotkały go gwizdy, buczenie i sążniste „wypierdalaj” od publiczności. Jednak największe emocje dopiero miały nadejść.

BONUS BGC oraz pomocnicy przy ringu
Po lewej: Bonus BGC, po prawej: ringowi jednego z występujących zawodników. Fot: Paweł Mączewski

Organizatorom niewątpliwie zależało, by kolejka górska w tym quasi-sportowym lunaparku nie zwalniała nawet na chwilę. Między walkami publiczność zabawiali Young Multi i Bandura x Hellfield (Hellfielda, czyli Michała Kacprzaka możecie kojarzyć z jego innego, nieco cięższego projektu NEKROMER, o którym więcej pisaliśmy już w artykule Polski nu metal to syf). Oprócz „tradycyjnych” pojedynków jeden na jeden, postanowiono podbić stawkę walką dwa na dwa, pomiędzy parami bliźniaków (!). Chociaż to nie powinno dziwić, skoro podczas pierwszej edycji w oktagonie walczyli ze sobą też rycerze w pełnych zbrojach. Jednak dopiero kiedy zapowiedziano Bonusa BGC, tłum oszalał z radości.

Sebastian „Ztrolowany” Nowak po wygranej walce z Bonusem BGC
Sebastian „Ztrolowany” Nowak po wygranej walce z Bonusem BGC. Fot: Paweł Mączewski

Można odnieść wrażenie, że Bonus BGC, tak naprawdę Piotr Witczak zaskarbił sobie sympatię widzów swoją autentycznością. Jest też nazywany m.in. Łazarskim Gladiatorem i Lujem Ogłuszaczem, a w sieci zrobiło się o nim głośno za sprawą wywiadu Lufa-Pytanie z 2013 roku, gdzie po serii szotów zwymiotował na podłogę kawiarni. Później Bonus przypomniał o sobie też w filmiku Lufa Pytanie 2 w Mielnie, gdzie grzejąc wódę solo do kamery, zwymiotował na stół i podłogę. Natomiast ostatnio mogliśmy zobaczyć na jego kanale, jak przez intensywny trening do walki na FAME MMA 2 wymiotuje do muszli klozetowej. Można rzec, że konceptualna konsekwencja została zachowana. Kiedy Bonus BGC kroczył po rampie w stronę oktagonu, przypominał pradawną, nieokiełznaną siłę natury, wielkiego jaszczura miażdżącego miasta. Tym większe wyrazy uznania dla jego oponenta, młodszego i lżejszego o 22 kilogramy Sebastiana Nowaka vel. Ztrolowanego, za podjęcie wyzwania.

Bonus od razu ruszył na przeciwnika niczym oszalały dzik w trufle, machając przy tym rękami, jakby to były śmiercionośne cepy

Nie da się ukryć, że wynik walki zaskoczył chyba wszystkich. Bo chociaż Bonus od razu ruszył na Ztrolowanego niczym oszalały dzik w trufle, machając przy tym rękami, jakby to były śmiercionośne cepy, Nowak nie tylko przetrwał do drugiej rundy, ale też udało mu się powalić olbrzyma i go pokonać (TKO).

Po walce o pas mistrzowski wagi lekkiej (Dawid Malczyński pok. Adriana „Polaka” Polańskiego przez niejednogłośną decyzję); czekał nas już tylko main event wieczoru: Marcin „Rafonix” Krasucki kontra Daniel „Magical” Zwierzyński. Oczekiwania były wysokie.

Marcin „Rafonix” Krasucki kontra Daniel „Magical” Zwierzyński
Od lewej: Marcin „Rafonix” Krasucki kontra Daniel „Magical” Zwierzyński. Fot: Paweł Mączewski

Między Danielem i Marcinem od czterech lat trwa nieprzerwany konflikt. Chłopaki nie szczędzą sobie gorzkich słów. Daniel w swojej internetowej działalności zasłynął głównie ze streamów, na których razem z matką, jej partnerem oraz swoimi ziomkami walą w gaz i się awanturują, by ostatecznie przyjmować do domu policję. Rafonix, znany z wyjątkowo wulgarnego usposobienia, ostatnimi czasy zasłynął w sieci tym, że wytropił internetowego hejtera w swoim mieście i sprzedał mu lepę na twarz. Innym razem z kolegami podjechał w nocy pod dom Magicala, by z nim wyjaśnić swoje sprawy.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Obu z nich udało mi się złapać przed walką wieczoru. Daniela znajduję w tłumie fanów, rozdaje autografy. Pytam go, jaka jest najmocniejsza strona jego przeciwnika: „Najmocniejsza? Gadka w internecie!” – odpowiada. Dopytuję, czy ten pojedynek raz na zawsze zakończy ich konflikt: „Nie chcę o nim już gadać, będę robił swoje własne rzeczy w internecie, mam własną ekipę, z którą nagrywam i będę dążyć do celu”.

Widzowie FAME MMA 2
Fani FAME MMA 2. Fot: Paweł Mączewski

Rafonixa spotykam przed wejściem do szatni, pytam, jak nastroje przed walką: „Czuję lekki niepokój, ale mam nadzieję, że wygram. Przeciwnik jest 20 kg cięższy, podczas sparingów przekonałem się, że trzeba wykonać kawał dobrej roboty, by to wygrać”. Dopytuję go, czy ten pojedynek zakończy ich konflikt i obaj pójdą w swoją stronę: „Tak by było najlepiej, myślę, że to dobry pomysł”. Na koniec pytam Rafonixa, jak przez uczestnictwo w gali zmieniło się jego życie: „Nabrałem więcej pokory. Zacząłem bardziej szanować ludzi” – mówi Marcin. Niedługo potem obaj spotykają się na ringu.

Pęka kość strzałkowa i piszczel, noga ugina się w literę L

Ich walka trwa 16 sekund. Daniel łamie sobie kość piszczelową i strzałkową, noga ugina się w literę L. Sędzia przerywa walkę, a Magical zostaje wyniesiony na noszach z ringu i przewieziony do szpitala.

Tej i każdej poprzedniej walce przyglądał się Marcin „Różal” Różalski, zawodowy fighter, m.in. były mistrz KSW wagi ciężkiej, który na tej gali wystąpił w charakterze komentatora. Zapytałem go o jego wrażenia.

Daniel Magical po przegranej walce
Daniel Magical po przegranej walce. Fot: Paweł Mączewski

„Mówiłem to od początku: nie podchodzę do tego wydarzenia w kategorii wyznacznika sportowego. Jest sobota, każdy może ją spędzić, jak chce. Zostałem zaproszony przez właścicieli federacji i potraktowałem to jako uczestniczenie w fajnym wydarzeniu, które paradoksalnie jest mi też bliskie – w końcu są to walki na zasadach MMA. Porównując umiejętności tych zawodników do zawodowców, to niektórzy ze sportem mają tyle wspólnego, ile ja z kosmosem – czyli wiem, że jest. Mimo to poświęcili jakiś wycinek swojego życia, by się przygotować do walk; część zbiła wagę, część podobno zmieniła swoje życie. Ale najważniejsza jest ta radość chłopaków po wygranych walkach” – wytłumaczył mi Różal.

Byłem też ciekaw, dlaczego postanowił wesprzeć wydarzenie, które koncentruje się wyłącznie na freak fightach.

„Po pierwsze, jest to walka z tą pierdoloną hipokryzją. W każdej dużej medialnej federacji są freak fighty, wszyscy to oglądają, wszyscy robią z freak fighterami wywiady. Ale kiedy tutaj mamy galę stricte freak fightową i nagle ta gala już jest zła. Taki Bonus BGC, chociaż dzisiaj przegrał walkę, ma bilans czterech stoczonych walk – czy to nadal freak fighter, a może już zawodnik? Osobiście jestem jak najbardziej przeciwny freak fightom, ale w galach sportowych. Niech freak fighterzy zarabiają ogromne pieniądze, ale nie kosztem sportowców. Ta impreza tutaj jest naturalnym środowiskiem na takie walki”

– skwitował Różal.

Wracam myślami do walki wieczoru, do ogłoszenia wyników. Publiczność jest zadowolona, ewidentnie większość dopingowała Rafonixowi, który zdaje się jeszcze nie dowierzać w to, co się właśnie stało. Jeden z konferansjerów gratuluje mu wygranej, pyta o przepis na sukces. Marcin odpowiada, że kierował się zasadą, że wygra umiejętnościami, a nie nienawiścią. Prowadzący dopytuje, czy to oznacza koniec jego wieloletniego konfliktu z Danielem: „Nie” – odpowiada Marcin. Publiczność się śmieje i wiwatuje. Organizatorzy dziękują za przybycie i uwagę. Zapowiadają, że następna edycja gali już na początku przyszłego roku.

Tutaj znajdziecie pełną kartę zawodników oraz osób występujących na FAME MMA 2.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku.

Czytaj też na VICE:

]]>
pa9wjyPaweł MączewskiPaweł MączewskiJan BogdaniukYouTubeMMAFeaturespoznańBonus BGCKlatkaboksFAME MMA 2kontuzjepojedynkiWalkiDaniel MagicalDanielMagicalRafonixwalki w klatcepatostream