Film

Zły i gorszy, czyli subiektywna lista plakatów filmowych, od których bolą oczy.

By pl

Co sprawia, że plakat filmowy jest zły? Nieudolność grafików, tandetna oprawa, przesadny retusz? A może wszystko jest w porządku, a to film jest takim gniotem, że w myśl zasady, że ze świni kawioru nie ukręcisz, po prostu nie da się przysłonić plakatem drewnianego aktorstwa, braku scenariusza i kretyńskich dialogów?

Oto 10  plakatów łamiących zasadę decorum (właściwie to łamiących wszelkie zasady).

1. Up the sandbox  (Jak się zabawić) - widoczny powyżej . Wszyscy kochamy Barbrę Streisand. Za głos, twarz o kształcie delfina skrzyżowanego z koniem czy niedawny hit z jej nazwiskiem w tytule. Tym bardziej boli okropieństwo tego plakatu. Przygnieciona przez ogromną butelkę, trzymająca się za swój błogosławiony stan, o minie uwydatniającej pokrewieństwo jej twarzy z ryjem parzystokopytnego zwierzęcia. Czy film kończy się narodzinami dziecka i pojeniem go z gigantycznej butelki? A może to błyskotliwa metafora, że wychowywanie dziecka jest ciężkie? Twórcy pozostawiają pełne pole do interpretacji.

2. Superman 3. (Superman: Powrót). Kultowy bohater o przestylizowanej fryzurze szybuje ponad kanionem, bo gdzie indziej szybowanie byłoby tak efektowne? Nie do końca wiadomo dlaczego niesiony przez niego czarnoskóry osobnik jest tak przerażony, wszak heros nie pozwoli mu upaść.  Ręce opadają za to na widok napisu z tytułem, wyciągniętego żywcem z powalających wordartowskich czcionek, dostępnych w Wordzie 95. Spokój na jego obliczu działa kojąco – to ja, Superman, a oto moja drewniana twarz. Porzuć strach.

3. One crazy summer. (Szalone lato). Cusack i Moore napastowani przez olbrzymie słońce w niemodnych okularach. A może to gigantyczna pomarańcza? Dżokerowski uśmiech to zapowiedż jatki, jaką urządzi im morderca z wodogłowiem ukrywający się za okularami, jakie nosili swego czasu amatorzy błyszczących dresów i muśniętych żelem włosów. Nic nie jest tu przypadkowe – słoneczny morderca, piękni bohaterowie, dziecko z psem, a także dwie osoby w strojach krokodyli. Plus blondyna dla młodocianych onanistów, która na pewno zginie pierwsza, co poprzedzi sekwencja uciekania schodami w górę.

4. Heavy petting. (Ostre pieszczoty). Tytuł przyciąga, ale uwaga: to nie pornos, a urocza historia o tym, jak  mężczyzna i pies walczą o to, który z nich będzie mógł polizać kobietę. Idiotyczna mina bohaterki, pies wyglądający jak wypchany, bezpłciowe tło i równie bezpłciowy facet. Całość rodem z okładki kasety VHS z kursem niemieckiego dla pielęgniarek. Kto spodziewa się po tym filmie fajerwerków, niech od razu poliże swojego psa – to może być ciekawsze.

5. Virgin territory. (Dekameron). Nagroda publicznośći za genialne tłumaczenie tytułu filmu!. Twarze bohaterów są tak plastikowe, że manekiny z wystawy sklepu Modna Pani wydają się mieć więcej seksu, a Christensen ma więcej mejkapu, niż wszystkie galerianki razem wzięte. Upiorny efekt rozmytej całości powoduje mdłości. Plus niewytłumaczalnie wszędobylskie stopy bohaterek. Po co one tam są, do cholery?! Foot fetish?

Comments