polowanie

Ludzie, którzy blokują polowania opowiadają nam o swojej walce z myśliwymi

Myśliwi chcą, by dzieci uważały polowania za aktywny, rozwijający i ciekawy sposób spędzania czasu zamiast siedzenia przed ekranem telewizora czy komputera

tekst Izabela Szumen
14 Kwiecień 2017, 3:45am

Prywatne materiały aktywistów

W Polsce według danych GUS jest 118 tysięcy zarejestrowanych myśliwych, czyli w skali społeczeństwa zaledwie 3,6 promila. W kraju trwa batalia o poszerzanie swobód tej niewielkiej, ale nadspodziewanie aktywnej grupy, której działalność wywołuje stanowczy sprzeciw ekologów i niezrzeszonych entuzjastów turystyki leśnej.

Ta zdawałoby się marginalna ekipa miłośników luf i piór w kapeluszach mogłaby być niezauważalna, gdyby nie zamiłowanie do tego kontrowersyjnego sportu zamożnych i wpływowych ludzi. Rozrywka nie jest wszak tania. Cennik łowiecki „Biura Turystyki Myśliwskiej Roztocze" podaje ceny w euro; trofeum z borsuka w postaci czaszki wyniesiemy z lasu za jedyne 15 euro, ale już półkilowe poroże kozła obciąży myśliwską kieszeń na 1300 euro. Sam postrzał jelenia byka to niewinne 350 euro. Biedniejsi zostawią truchło, by użyźniło ściółkę i opuszczą las bogatsi jedynie o doświadczenie.

Jeszcze do niedawna myśliwi zabijanie nazywali „pozyskaniem", krew „farbą", skórowanie „bieleniem". Dziś zmieniają strategie i odwołują się do tradycji, naturalności śmierci, która przecież towarzyszy nam od zawsze. Przekonują, że to właśnie oni są blisko dzikiej natury, stając się jej częścią, dlatego mają do niej większe prawo. Swoich przeciwników diagnozują jako cierpiących na syndrom Bambi, oderwanych od rzeczywistości obserwatorów niedostrzegających okrucieństwa i prawdziwych praw rządzących dziką naturą.

Nauczyłam się, że interesy mniejszości mają w obecnej Polsce raczej znikome znaczenie. W tym przypadku jednak jest inaczej. Projekty nowelizacji wpływają co roku urozmaicone o kolejne żądania. Poprzedni projekt próbował wywalczyć dla myśliwych prawo do używania pistoletów i rewolwerów.

Obecnie trwają prace, by w tereny łowieckie automatycznie wchodziły także tereny prywatne. Każdy właściciel indywidualnie musiałby się starać o wycofanie własnych gruntów z obwodów łowieckich. O wyłączeniu decydowałby sąd, biorąc pod uwagę, czy wyznawane przez właściciela zasady moralne bądź praktykowana religia (obowiązkowo należałoby udowodnić związki z wyznawana doktryną) faktycznie uwzględnia taki sprzeciw. Trudno sobie wyobrazić, jak byłoby to weryfikowane w przypadku zasad moralnych osób niewierzących.

Ministerstwo środowiska, na którego czele stoi wielki miłośnik polowań forsuje zmiany, jednocześnie zaniedbując uporządkowanie zapisów prawnych, które w różnych ustawach, mimo że dotyczą tych samych tematów, przeczą sobie nawzajem. Pozostawiając wolność interpretacji, w przypadku ich naruszania (jak w przypadku np. prawa dzieci do uczestniczenia w polowaniach, do czego jeszcze wrócimy w tekście). Mimo że prawo wciąż się nie zmieniło myśliwi i tak czują się panami terenów zielonych, wywierają presję na nieświadomych swoich praw turystach lub korzystają z pomocy służb, z którymi nierzadko z uwagi na prowincjonalność tych terenów są w zażyłych stosunkach towarzyskich. Polowania to wszak sport ekskluzywny (atrakcyjny dla przedstawicieli miejscowej elity), w którym brać może szef policji lub sam minister środowiska.

Prywatne archiwum aktywistów

Zapytałam o kluczowe kwestie związane z niebezpieczeństwami polowań i walki z myśliwymi niezrzeszonych ekologów, którzy od 7 lat prowadzącymi akcję „Rykowisko dla jeleni nie dla myśliwych". Obejmuje ona m.in blokady polowań, pokotów, organizowanie demonstracji i zbieranie podpisów pod petycjami blokującymi zmiany w prawie proponowanymi przez myśliwych. Grupa działa na terenie Puszczy Białowieskiej. Można ich też kojarzyć z akcji „Grzybiarki", o której zrobiło się głośno w styczniu tego roku, gdy udając grzybobranie, przeszkadzali myśliwym w polowaniu.

Działalność aktywistów

Tomek

Zależy nam przede wszystkim na wprowadzeniu zakazu polowań na jelenie w okresie godów miłosnych. Walczymy o to zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i utrudniając polowania swoją obecnością w puszczy. Prawo zakazuje myśliwym oddawania strzałów w obecności osób cywilnych, a my z niego skwapliwie korzystamy. Owiana legendą łowiecką Puszcza Białowieska w przeszłości często wybierana przez królów i carów, cieszy się wielkim zainteresowaniem polskich, jak i dewizowych myśliwych z krajów Europy Zachodniej. Zależy nam też na poddaniu rocznych programów łowieckich właściwiej, rzetelnej, naukowej analizie z uwzględnieniem wszystkich naturalnych czynników puszczy, gdzie występuje komplet drapieżników. Więc dzięki selekcji naturalnej równowaga pozostaje zachowana, bez konieczności ingerencji człowieka.

Łukasz

Dzięki naszym staraniom wcześniejszy minister środowiska zgodził się, by otulina parku stała się wolna od polowań, a setki ambon stojących przy samej granicy rezerwatu zostały zlikwidowane. Nie zależy nam na wyeliminowaniu obecności myśliwych dla samego wyeliminowania. Chcemy, by w okresie jesiennym puszcza nie była całkowicie podporządkowana tylko jednej grupie ludzi, przez których strach czasem wejść do lasu.

Kamila

Poświęcamy sporo uwagi edukacji, promowaniu dzikiej przyrody wśród dzieci i młodzieży, tak by nauczyły się nią cieszyć i z niej korzystać w sposób odpowiedzialny. Chcemy by obywatele dostrzegli, że obserwacja życia ma wyższą wartość niż mierzone w kilogramach trofea z poroża. Ostatnie badania CBOS wykonane przez sam Polski Związek Łowiecki pokazują, że tylko 10% Polaków zgadza się i popiera prawo łowieckie w obecnym kształcie, a petycje blokujące te nowelizacje podpisało ok. 60 tysięcy ludzi. To pokazuje stosunek społeczeństwa do działań myśliwych. Naszych działań nie da się nazwać pracą, to raczej swego rodzaju misja.

Prywatne archiwum aktywistów

Wypadki na polowaniach i w domu

Tomek

Polski związek łowiecki wydał książkę o tytule „Wypadki na polowaniach", oficjalne statystyki mówią o 5 wypadkach śmiertelnych rocznie i około 20 zranieniach, każdego roku. Jednak od początku tego roku minęło zaledwie 4 miesiące a z płynących do nas wiadomości serwisów informacyjnych, średnia już została zrealizowana. Nie wydaje mi się, by był to felerny rok, raczej media wyczuliły się na tego typu zdarzenia.

Kamila

Pamiętajmy o tym, że większość zranień lub postrzałów we własnym gronie nie jest zgłaszana do żadnych władz nadleśnictwa. Ofiarami myśliwych stają się też zwierzęta domowe, zarówno swoje własne, jak i cudze. Tłumaczą potem, że pies czy kot płoszył im zwierzynę. Znane są przypadki śmiertelnych postrzeleń psów, będących nawet na spacerach z właścicielami. Fundacja „Czarna owca pana kota" (zajmująca się pomaganiem zwierzętom, monitorująca przypadki znęcania się i prowadząca edukacje prozwierzęcą) sporządziła raport o takich sytuacjach, zbierając dane za rok 2015 ze 142 sądów rejonowych z całej Polski. Pośród 46 spraw dotyczących zastrzelenia zwierząt domowych lub dzikich (bez zezwolenia) przez myśliwych, przeważały wyroki w zawieszeniu 45,7%, umorzenia 21,7%, pozostałe to całkowite uniewinnienia bądź grzywny.

Łukasz

Myśliwi są grupą wyjątkowo uprzywilejowaną na tle reszty społeczeństwa także, jeśli chodzi o pozwolenie na broń. Zwykli posiadacze broni, policjanci czy ochroniarze co ok. 5 lat zobowiązani są do odbywania badań okresowych. Myśliwi uzyskują je na podstawie tych samych badań (okulistyczne, psychiatryczne itp.), ale pozwolenie przydzielane jest na czas nieokreślony, więc jeżeli w trakcie użytkowania nie nastąpią wykroczenia, jest to pozwolenie dożywotnie. Z biegiem lat właściciel takiej broni może stać się niepoczytalny, niezdolny do oddania precyzyjnego strzału, popaść w uzależnienia, może stać się wszystko, ale o odłożeniu strzelby każdy z nich zadecyduje we własnym zakresie.

Dzieci na polowaniach

Tomek

Kwestia obecności dzieci na polowaniach została poruszona w dwóch różnych ustawach, które przeczą sobie nawzajem. Ustawa o ochronie zwierząt mówi o wyraźnym zakazie udziału dzieci w „uśmiercaniu zwierząt kręgowych". Z tego powodu np. dzieci na wycieczkach szkolnych nie odwiedzają rzeźni. Ustawa o prawie łowieckim natomiast zezwala dzieciom w każdym wieku na bierny udział w polowaniach. Bierny udział w praktyce oznacza brak przyzwolenia na oddanie strzału, ale dopuszcza tropienie, obserwowanie ranienia i ucieczki konającego zwierzęcia, a następnie dobijania, patroszenia, skórowania i ćwiartowania.

Prywatne archiwum aktywistów

Finałem jest tzw. pokot, czyli układanie martwej zwierzyny na obrzeżach lasu. Wszystkiemu przypatrują się grupy dzieci. Dzięki sprzeczności ustaw myśliwi mogą traktować prawo wybiórczo. Realia są takie, że w polowaniach bardzo często biorą udział dzieci poniżej 10 roku życia, zaobserwowaliśmy też przypadki zabierania na takie wydarzenia półtorarocznych dzieci.

Ania

Polski Związek Łowiecki nie szczędzi funduszy na promocje takiego spędzania czasu z dzieckiem. Jest on przedstawiany jako aktywny, rozwijający, ciekawy, alternatywny wobec pozostawiania pociech przed ekranem telewizora czy komputera.

Chcesz dowiedzieć się więcej śledź „Niech żyją", koalicję około 30 organizacji pracujących i monitorujących zmiany w prawie łowieckim i leśnym. Możesz też poznać inne historie polowań na świecie podczas Festiwalu Millennium Docs Against Gravity 12-26 maja w filmie Urlicha Seidla "Safari" w sekcji „fetysze i kultura" pod patronatem VICE.

Śledź autorkę tekstu na jej profilu na Facebooku.