gry

„Nemesis”: polska gra, która zebrała 14 mln złotych na Kickstarterze

Wsparcie dla inspirowanej klasyką horroru i science-fiction planszówki ponad 48-krotnie przekroczyło oczekiwania twórców

tekst Maciek Piasecki
09 Luty 2018, 9:55am

Ilustracja dzięki uprzejmości Adama Kwapińskiego i Awaken Realms

Planszówki już od dawna nie kojarzą się jedynie z rozrywką dla odzianych w polary nerdów albo prostą zabawą dla dzieci. Stawiam duże piwo, że ktoś z twoich znajomych choć raz proponował ci partyjkę w Carcassone, Osadników z Catanu czy Wsiąść do pociągu, najpopularniejszych tytułów kartonowego gamingu. Polska, choć w ostatnich latach święci triumfy na rynku gier wideo, nie miała jeszcze swojego planszówkowego Wiedźmina – ale chyba właśnie to się zmieniło, a przynajmniej tak można sądzić po zainteresowaniu fanów grą Nemesis stworzoną przez Adama Kwapińskiego.

Sądząc po projektach i nagraniach z pierwszych testowych gier, rozgrywka zapowiada się świetnie. Gracze wcielają się w grupę kosmonautów uwięzionych w statku kosmicznym, na którym pojawia się obca, śmiercionośna i ekspresowo ewoluująca forma życia. „Żołnierz strzela na oślep przez korytarz, starając się powstrzymać napór obcych. Haker włamuje się do systemu nawigacyjnego i uruchamia system autodestrukcji. Pilotka podpala gniazdo kosmitów, gdy jej przyjaciel zamyka się w pokoju kontrolnym. Zdrajca kradnie ostatnią kapsułę ratunkową w ostatnim momencie” – opisuje możliwy przebieg wydarzeń tekst na crowdfundingowej stronie projektu, gdzie w chwili gdy to piszę zebrano już ponad 14 000 000 złotych. Tak, czternaście milionów.

Ilustracja dzięki uprzejmości Adama Kwapińskiego i Awaken Realms

„Gra powstawała od 2013 r. i do jej sukcesu przyłożyło się bardzo wiele osób poczynając od testerów, ilustratorów, rzeźbiarzy” – pisze mi w mailu pomysłodawca gry. Nemesis nazywa hołdem wobec całego gatunku survival horroru znanego z filmów czy książek science-fiction. „Pod względem inspiracji bliżej mi do książek i filmów niż gier. Oczywiście seria Obcy i HR Giger to jedna z podwalin tego gatunku, ale zdecydowanie nie jedyna” – przyznaje. Cześć z nich, jako fan konwencji, przemycił do gry przypadkowo. „Zwrócono mi np. uwagę na nawiązanie do filmu Event Horizon, które jak najbardziej w grze jest, ale znalazło się tam trochę podświadomie. Mamy klimat znany z Obcego, The Thing czy Pandorum. Ale obok jest bardzo istotny brak zaufania między członkami załogi i ogólna paranoja. A to coś co ma swoje źródło w Kuli czy książkach Petera Wattsa (zarówno w Ślepowidzeniu jak i cyklu o Riffterach).

Jeśli czegoś możemy być pewni, to tego, że gra powstała z miłości, nie z wyrachowania.


Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Jednak w kwestii jakości rozgrywki też powinno być dobrze. Sam Kwapiński ma na swoim koncie kilka gier, a w tworzeniu Nemesis wspiera go studio Awaken Realms (odpowiedzialny m.in. za świetnie przyjętą kartonową wersję gry This War of Mine, opowiadającej o wojnie z perspektywy cywila) i wydawnictwo Rebel, związane z najstarszym polskim sklepem z planszówkami, tworzące też własne produkcje. Kiedy pytam go o sekret ekstremalnie udanej kampanii crowdfundingowej, Kwapiński podkreśla przede wszystkim wartość zaufania. „Przez te kilka lat w Nemesis na różnych etapach zagrało sporo osób, które dzieliły się swoimi wrażeniami. Dodatkowo w momencie startu kampanii udostępnione zostały pliki do samodzielnego wydruku prototypu – tak aby ci, którzy mieli chęć mogli sprawdzić grę przed decyzją o wsparciu”.

Dzięki gigantycznemu wsparciu, przekraczającemu 48-krotnie dolny limit, na który liczyli twórcy, potwierdzono już kolejne dodatki, które ukażą się w okolicach kwietnia 2019 r. – podstawowa wersja ma być gotowa na jesieni. Kwapiński uważa, że zainteresowanie grą to dla niego przede wszystkim odpowiedzialność. „Niezależnie od tego, czy gra sprzeda się w 200 czy 20 tys. egzemplarzy, moim zadaniem i tak jest zrobienie jej jak najlepiej. Po czterech latach pracy nie wyobrażam sobie odpuszczenia na ostatniej prostej i niedopracowania czegoś w najdrobniejszym szczególe”.


Więcej na VICE: