Białe noce - rasizm w XXI wieku

Matthew założył na uczelni Związek Białych Studentów (WSU), który walczy o prawa "potomków Europejczyków", czyli, krótko mówiąc, "białych".

|
cze 25 2013, 8:00am


Członkowie Związku Białych Studentów (White Student Union); zgodnie z ruchem wskazówek zegara (zgodzili się na rozmowę pod warunkiem, że podamy tylko ich imiona): Sean, Ken, Paddy, Matthew Heimbach, Addie, and Shayne.

M

atthew Heimbach utrzymuje, że nie jest rasistą. Ta deklaracja wprawia w zdumienie pozostałych studentów na uniwersytecie w Towson na obrzeżach hrabstwa Baltimore. Matthew założył na uczelni Związek Białych Studentów (WSU), który walczy o prawa "potomków Europejczyków", czyli, krótko mówiąc, "białych". Słowa Heimbacha są zaskoczeniem również dla studiujących na tym samym uniwersytecie Afroamerykanów, którzy czują się ofiarami nocnych patroli na kampusie. Zainicjowane w marcu przez Heimbacha- studenta ostatniego roku na kierunku historia- patrole mają chronić białych studentów przed "czarnymi napastnikami". Tak Mathhew uzasadnia powołanie nocnej straży na witrynie WSU, podając przykład (jeden z wielu) Afroamerykanina, który, wyposażony w nóż i penisa, wymachiwał oboma przed studencką parką bzykającą się na parkingu. "Biali mężczyźni z Południa," pisze Heimbach na stronie," od dawna muszą sami bronić swoich społeczności, skoro aparat ścigania i państwo niechętnie chronią naszych ludzi." 

Duane Davis również należy do grupy osób zdziwionych wypowiedzią Matthew, w której ten odcina się od rasizmu. “Jesteś grubą, rasistowską świnią," tak w pewien słoneczny, kwietniowy wtorek ten dziarski koleś z dredami obsztorcował Matthew. Akurat odbywał się wiec, zorganizowany przez Samorząd Studencki i Związek Czarnoskórych Studentów. Na boisku, za plecami Matthew i Duane około setka studentów protestowała przeciw Związkowi Białych Studentów, recytując do mikrofonu wiersze w konwencji slamu, inspirowane hasłami o jedności. Kiedy w pobliżu pojawił się Matthew, kilkunastu demonstrantów oderwało się od tłumu i podążyło w jego stronę z widocznym zamiarem konfrontacji. Na budynku, w którym znajdował się kryty parking, załopotał sztandar z napisem "wsu gtfo" (tłumaczenie:White Student Union Get the Fuck Out, czyli Związek Białych Studentów Wypierdalać Stąd).

“Nie trzeba mnie od razu obrażać," zdobył się na ripostę Matthew, a Duane'a wyraźnie świerzbiły ręce, żeby spuścić dwudziestojednolatkowi porządny łomot.

"Zabiłem już kiedyś człowieka," wypalił Duane. "W samoobronie… Ale ubiłem skurwysyna." 

Matthew wygląda na kolesia, który przez całe życie grał rolę klasowej ofiary. Wypycha do przodu klatkę piersiową, żeby zatuszować wielki bebech, na nosie ma obciachowe okulary z taniego sklepu, a tego dnia miał na sobie T-shirt z nadrukiem przypominającym podobiznę Morriseya. 

“Co to za kolo?" zapytał Duane, wskazując na tors Matthew. Gapie wyciągnęli szyje, ciekawi odpowiedzi. 

“Ian Smith,” odparł Matthew, a następnie wyrecytował z pamięci życiorys byłego premiera Rodezji, zwolennika supremacji białej rasy, który w latach sześćdziesiątych sprzeciwiał się zakończeniu rządów białych w Rodezji. "To jeden z moich idoli." 

Przerwała mu smukła kobieta w barwnej, afrykańskiej tunice. "Gdybyś musiał mieć przeszczep serca, żeby przeżyć," zapytała, "czy przyjąłbyś organ od czarnego dawcy?"  

Matthew zamilkł. Na twarzy wykwitł mu krzywy uśmiech. Z mikrofonu popłynął tekst do utworu Johna Lennona “Give Peace a Chance”.

“On nie potrzebuje serca od czarnego," orzekł Duane. "Jego serce już jest czarne!" 

Protestujący na "wiecu jedności" na kampusie uniwersytetu w Towson kierują do Matthew i spółki jasny komunikat: “Związek Białych Studentów Wypierdalać Stąd". Zdjęcie: Iram Nayati.

O

d chwili powołania nocnej straży, Matthew stał się bladą twarzą ruchu głoszącego na kampusie hasła nienawiści rasowej. Heimbach wie, jak podejść media. O jego działalności donosiły już takie stacje, jak CNN czy CBS; pojawił się w audycji radiowej Thom Hartmann Program, pisano o nim praktycznie na każdym blogu informacyjnym. Decydując się na wycieczkę do stanu Maryland, żeby spotkać się z nim i jego "towarzyszami" spod ciemnej gwiazdy, musieliśmy liczyć się z ryzykiem, że robimy pacanowi przysługę: znów ma szansę być w centrum uwagi. Matthew marzy o tym bardziej, niż o stworzeniu swojej własnej Rodezji. Jednak malowany do tej pory w mediach obraz Heimbacha, przedstawianego jako politycznie niepoprawną ciekawostkę, jest z gruntu mylny. Heimbach to zwiastun tego, jak może w przyszłości wyglądać zorganizowany rasizm w Ameryce. Dlatego postanowiliśmy, że zrobimy z nim wywiad. A niech tam. 

“Nienawidzę Hitlera,” zdradził nam Matthew podczas rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z nim w jego mieszkaniu w afroamerykańskiej dzielnicy Baltimore, około 15 mil od kampusu. Brzydzi się określeniami, jakie padają pod jego adresem: "rasista" albo "zwolennik supremacji białej rasy". Głęboko gardzi Ku Klux Klanem i neonazistowskimi organizacjami. “To zwykłe bandziory, które w ten sposób poprawiają sobie samopoczucie. Jeśli mam być szczery, uważam, że to żenada." 

Popijając drobnymi łyczkami kawę z kubka, na którym widnieje flaga Konfederacji, Matthew wyjaśnia mi, że jest wyznawcą "realizmu rasowego". To ruch o korzeniach akademickich, którego członkowie płonące krzyże zastąpili doktoratami i tweedowymi marynarkami. Wśród wielu przewijających się w stowarzyszeniu ideologii, prym wiodą: identytaryzm (pojęcie najczęściej używane w Europie) i realizm rasowy. Oba terminy można stosować zamiennie. Oznaczają, że afirmować można dowolną tożsamość, a więc i to, że jest się białym. “Kochamy nasz lud," powiedział mi Matthew, "ale równocześnie szanujemy wszystkich innych… Na tym polega podstawowa różnica między nami, a takimi ugrupowaniami, jak KKK. Miłość zawiedzie nas o wiele dalej, niż opluwanie innych ras przez megafon." Zdaniem Matthew, identytaryzm i realizm rasowy odrzucają wyższość białej rasy, zastępując tę koncepcję dumą z bycia białym. Podstawą takiego myślenia jest założenie, że członkowie każdej grupy czy wspólnoty mogą czerpać dumę z przynależności do niej. “W Stanach nie zajdziesz daleko, wymachując sztandarem ze swastyką," konkluduje.

Matthew powołał do życia pierwszy Związek Białych Studentów, kiedy jeszcze chodził do liceum w prowincjonalnym Poolesville w stanie Maryland. Szkoła starała się właśnie wcielić w życie program integracji rasowej. "Przedtem w szkole było góra trzech czarnych,"opowiada. Ale dopiero lata później, w sierpniu 2012 roku, związek zaczął działać na dobre. Matthew zebrał razem wszystkich sympatyków ruchu w Towson, a na doradcę ugrupowania wybrał jednego z konserwatywnych profesorów uniwersyteckich. Pozostaliby niezauważeni, gdyby nie wystąpienie jednego z członków związku Scotta Terry'ego (który nie jest studentem uczelni w Towson) podczas marcowej Konferencji Politycznej Akcji Konserwatywnej (CPAC). Wypowiedź Terry'ego nagłośniła telewizja. Scott oznajmił K. Carlowi Smithowi, czarnoskóremu założycielowi ruchu Frederick Douglass Republicans, że były niewolnik i przywódca ruchu abolicjonistów Frederick Douglass powinien był podziękować swojemu białemu panu za to, że "go karmił i dawał dach nad głową." Jon Stewart puścił nagranie wypowiedzi Scotta w programie satyrycznym The Daily Show, nie pozostawiając na Terrym suchej nitki. Doradca wycofał swoje wsparcie dla ugrupowania, a władze uniwersyteckie odmówiły uznania związku. Grupa urosła jednak w siłę: według Matthew, w tej chwili Związek Białych Studentów liczy 50 członków. Otrzymują także pomoc od bliźniaczych organizacji na innych uczelniach; ostatnio od Indiana University w Bloomington. (Chociaż działacze antyrasistowscy zdążyli już zamknąć ten niechlubny rozdział w historii uczelni). 

Kiedy zapytałem Matthew o jego opinię na temat rządów Baracka Obamy, odparł, "Nie jestem jego fanem, ale wcale nie dlatego, że to Afroamerykanin."  Wyjaśnił, że dwa z rzędu zwycięstwa wyborcze Obamy uwydatniły słabnącą siłę białego, męskiego elektoratu w Stanach. Na dowód tej tezy, przytoczył prognozy US Census Bureau- amerykańskiej agencji rządowej odpowiedzialnej za spis ludności- według których w 2040 roku biała ludność nie będzie już stanowiła większości w Ameryce (mimo, że nadal będzie najliczniejszą grupą rasową). Twierdzi, że zmieniająca się struktura demograficzna kraju odpowiada za klęskę wyborczą Mitta Romneya w 2012 roku. To kolejny dowód na to, że " straciliśmy już zdolność obierania prezydenta. 60 procent głosów oddanych na Romneya pochodziło od białej społeczności. Jeszcze dziesięć lat temu, 60 procent białych głosów oznaczałoby fotel prezydencki. Dziś to już nie wystarcza. Zmiany demograficzne winne są temu, że nikt nie reprezentuje już naszych interesów na najwyższych szczeblach władzy." Nie ulegało wątpliwości, że używając zaimka "naszych" miał na myśli tylko białych Amerykanów. 

Zdaniem dyrektora ośrodka Southern Poverty Law Center Marka Potoka, w podobnych nastrojach należy upatrywać źrodeł gwałtownego ożywienia wśród ugrupowań głoszących wyższość białej rasy; od 2008 roku nastąpił 800-procentowy wzrost liczby tzw. ugrupowań patriotycznych, których spora część zbroi się przeciw rządowi. Podwoiła się też liczba grup szerzących nienawiść rasową. Czynnikami sprzyjającymi wzmożonej aktywności tych ugrupowań są według niego rządy Obamy i recesja gospodarcza. “Tu chodzi o zbicie kapitału politycznego na niezadowoleniu społecznym," wyjaśnił mi niedawno Mark. "Heimbach głosi swój przekaz, używając sformułowań zapożyczonych z języka chrześcijan; dzięki temu, hasła rasistowskie są bardziej przyswajalne dla młodych, marginalizowanych, białych nieuków na kampusach i gdzie indziej." Ośrodek Southern Poverty Law Center niedawno umieścił nazwisko Matthew na swojej, publikowanej co roku, liście Hatewatch.

Tydzień po mojej pierwszej wizycie w Towson, podczas weekendowej konferencji zorganizowanej pod auspicjami magazynu American Renaissance, temat represjonowania białej rasy powrócił ze zdwojoną siłą. Na peryferiach Nashville w stanie Tennessee aż roiło się od młodych i żarliwych zwolenników ruchu. Pismo American Renaissance założył w 1990 roku Jared Taylor- absolwent Yale, który dzieli swój czas pomiędzy katedrę japońskiego na Harvardzie i przewodzenie organizacji białych separatystów New

Century Foundation. Jared miał niebagatelny wkład intelektualny w ruch "tożsamościowców" i realistów rasowych, publikując książki naszpikowane budzącymi wątpliwości statystykami. Dane te sugerują, że ludzie o czarnym kolorze skóry są mniej inteligentni, niż biali i bardziej skłonni do przemocy. Jednocześnie, odmówił członkostwa neonazistom i propagatorom kłamstwa oświęcimskiego. Popiera politykę Izraela i wychwala pod niebiosa Japonię (jego miejsce urodzenia), jako przykład świetnie prosperującego, homogenicznego etnicznie państwa. Zresztą twierdzi, że Japończycy są lepiej "rozwinięci" - genetycznie i społecznie- niż biali. Podczas konferencji, Jared, który z wyglądu przypomina nieco aktora Teda Dansona i ma wyraźną słabość do fircykowatych paltocików oraz koszul z kołnierzykiem, porzucił gładką gadkę na rzecz płomiennej przemowy. Kiedy zapytał zgromadzonych na wiecu 150 osób, ile z nich jest na konferencji po raz pierwszy, ponad połowa podniosła rękę do góry. Stojąc na podium, objawił tłumowi ostateczny cel, o który walczy. "Pragniemy ojczyzny, w której to my stanowimy większość," grzmiał ze sceny, "W naszym rządzie siedzą sami zdrajcy… Białych obywateli, którzy pragną mieć własną ojczyznę, oskarża się o nienawiść rasową."  Mowę zakończył wśród gromkich braw, "Pomyślcie o secesji… O miastach rodzinnych. Musimy je zbudować własnymi rękami… To walka o przetrwanie. Nie mamy innego wyboru, jak walczyć." 

Matthew przyleciał na konferencję prosto z Baltimore. Wstał i zadał pytanie. "Rząd federalny nie zamierza położyć kresu zbrodniom wymierzonym w naszych ludzi," zaczął. "Co możemy zrobić? Jak stworzyć własną ojczyznę?" 

“To się stanie naturalnie, w sposób, którego nie jesteśmy dziś w stanie przewidzieć," odparł Jared. "Biali zapłoną gniewem w miejscach, o których nawet nie słyszeliśmy."

Ostra wymiana poglądów między Matthew Heimbachem, a Duanem Davisem podczas wiecu. Zdjęcie: Iram Nayati

T

ydzień później zabrałem się z WSU na nocny patrol. "Dziś wypada rocznica zamachu na Lincolna", rzucił pogodnym tonem Matthew, kierując swoje słowa do pięcioosobowej grupki ochotników. Do tej pory żaden z reporterów nie miał okazji spotkać pozostałych członków ugrupowania; po tym, jak notorycznie odwoływano patrole, w których miałem wziąć udział, zacząłem poważnie wątpić w istnienie innych członków WSU. Teraz mogłem ich podziwiać w pełnej krasie. 

“Uczcijmy zabójcę Lincolna minutą ciszy," rozkazał Matthew, motywując tym samym nocną straż do wytężonej pracy. Chwilę później cała załoga ruszyła na obchód kampusu, zapuszczając się między ceglane, oplecione bluszczem budynki.

Wśród patrolujących znalazł się młody skinhead Paddy i jego narzeczona Addie, którą cieszył fakt, że może pokazać "kobiece oblicze ruchu". W nocnym obchodzie brał też udział czterdziestoparoletni Ken, który telepał się na kampus aż z Delaware, gnany pragnieniem zdyscyplinowania niesfornych "czarnych kryminalistów" z Towson. Poza tym w nocnym patrolu brali udział: Sean, który przez całą noc nie odezwał się do mnie ani słowem, oraz Shayne, który nazywał samego siebie "kowbojem" (co ciekawe, kiedy później sprawdzałem listę studentów, przedstawicielka władz uczelni twierdziła, że nikt z wymienionych, oprócz Matthew, nie jest studentem uniwersytetu w Towson. Inna sprawa, że nie udało mi się potwierdzić jej słów, a uczelnia mogła chcieć się w ten sposób zdystansować od ruchu). Patrolujący wyposażeni byli w gaz pieprzowy i latarki.

Zadałem oczywiste pytanie: jakim przestępstwom udało im się do tej pory zapobiec podczas nocnych patroli? 

“Najgorsze, co nas do tej pory spotkało," odpowiedział Matthew, "to urżnięte do nieprzytomności studentki. Zapakowaliśmy je do taryfy i odstawiliśmy do akademika." 

Był poniedziałek, dochodziła 21.00. Na zewnątrz przewalały się tłumy dzieciaków; ktoś grał w softball, ktoś inny podążał w kierunku stołówki. Teren kampusu był dobrze oświetlony. Włóczyliśmy się po okolicy, ale szanse na przyłapanie kogoś na krwawej zbrodni były raczej marne. Po godzinie bezowocnego patrolowania, Mattthew wpadł na pomysł. "Wpadnijmy w odwiedziny do naszych braci ze Związku Czarnoskórych Studentów."

W obszernym, ceglanym budynku na samym środku kampusu zastaliśmy trzech afroamerykańskich studentów. Siedzieli w biurze należącym do Związku Studentów z Kościoła Baptystów (BSU) i pisali coś na laptopach. 

Na widok Matthew unieśli brwi do góry. "Jestem Matt Heimbach ze Związku Białych Studentów," błysnął zębami w uśmiechu godnym rasowego polityka. "Wpadliśmy, żeby was zaprosić do wzięcia udziału w naszym nocnym patrolu." 

“Dzięki, ale nie," odparli studenci, z wyrazem niechęci na twarzach. "Mamy pracę domową do zrobienia." 

Kilka dni wcześniej rozmawiałem z byłym wice-przewodniczącym Związku Czarnoskórych Studentów, studentem ostatniego roku Ignacio Evansem z Baltimore. “Jak to jest siedzieć w jednej klasie z Mattem? To tak, jakbyś był Żydem i chodził na wspólne zajęcia z Hitlerem," wyznał mi Ignacio, dodając, że w zeszłym semestrze uczęszczał na te same wykłady z historii nowożytnej Japonii, co Matthew. “Dusisz się w jednej sali z gościem, który otwarcie cię nienawidzi." Kiedy zapytałem o nocne patrole, odparł, "Wyznawcy wyższości białej rasy nie muszą robić hałasu. Wystarczy, że zobaczę białego gościa w sukience z kapturem i już mam gacie pełne strachu. Związek Białych studentów gra na takich emocjach…niepokój budzi fakt, że potężnie zbudowanego, czarnego kolesia ogarnia strach na widok tych dupków." 

Kiedy Matthew po raz pierwszy obwieścił w lutym na stronie WSU pomysł nocnych patroli, uzasadnił tę inicjatywę koniecznością reakcji na "falę czarnej przestępczości." Tymczasem dane statystyczne dotyczące lokalnej przestępczości zadają kłam jego postulatom. Na tysiąc studentów w Towson przypada zaledwie sześć przestępstw popełnionych na kampusie, co stanowi najniższy wskaźnik przestępczości na tej uczelni od 17 lat. W przeciągu ostatniego dziesięciolecia, uniwersytet w Towson siedem razy zdobył pierwsze miejsce w rankingu na najbezpieczniejszy kampus w całym stanie Maryland. Rzecz jasna, statystyki służą WSU wyłącznie jako pretekst: pomysł nocnych patroli nie narodził się przecież z szczerej chęci chronienia studenckiej braci przed aktami przemocy. U źródła inicjatywy leży chęć zdobycia rozgłosu i próba zawłaszczenia z gruntu pozytywnej idei samopomocy sąsiedzkiej przez rasistowskie ugrupowanie, czytaj: biała ekipa wysprząta twoją okolicę z wszystkich czarnych charakterów.

“Jedyna różnica między Mattem, a Ku Klux Klanem polega na tym, że Matt jest politycznie poprawny", wyjaśnił mi Ignacio. 

Na tym również polega strategia obrana przez wyznawców identytaryzmu i realizmu rasowego. Uciekając się do haseł rodem z eugeniki i mętnej retoryki, próbują tchnąć nowe życie w ideologię rasistowską. Tu chodzi o rasizm na miarę XXI wieku. Nie szkodzi, że większość studentów czy wykładowców (albo dziennikarzy) tego nie kupuje. Na celowniku ruchu znajdują się bowiem obywatele o niskim statusie ekonomicznym, marginalizowani przez resztę społeczeństwa. Ta część populacji może czuć się zagrożona przez mniejszości, albo czuć wobec nich wrogość, jednocześnie nie myśląc o sobie jako zadeklarowanych rasistach. "Jedyna różnica między Mattem, a Ku Klux Klanem", wyjaśnił mi Ignacio, "polega na tym, że Matt sili się na polityczną poprawność i autentycznie wierzy, że biali są represjonowani. Cała reszta jest taka sama.”


Przemówienie oraz odczytywanie ustępów z Biblii podczas nocnego patrolu.

Przed biurem Związku Czarnoskórych Studentów wyrosła kilkunastoosobowa załoga białych chłopaków z korporacji. Ku rozczarowaniu Matthew, czarnoskórzy studenci nie podjęli rzuconej im rękawicy, ale za to ta ekipa aż paliła się do rozróby.

 “Matthew próbuje udawać, że nie jest rasistą," wysyczał czerwonolicy koleś w niebieskiej bluzie, "ale nie tędy droga. Szerzysz hasła nienawiści i to mnie wkurwia."

“Chodzi o to, że nienawidzisz białych?" rzucił Matthew.

“Chodzi o to, że jesteś rasistą!" ryknął koleś z korporacji.

Kolejny tuzin członków stowarzyszenia Alfa Epsilon Pi wylał się z wnętrza budynku. Członków nocnego patrolu obleciał strach. Tymczasem, zamiast spuścić Matthew i jego pomagierom konkretny łomot, kolesie z korporacji wciągnęli swojego kumpla z czerwonym ryłem z powrotem do środka i zatrzasnęli drzwi.

“Zabawne,” skomentował Matthew, a w jego głosie czuć było wyraźną ulgę.

“Goście z korporacji są zwykle pierwsi do opowiadania dowcipów o czarnych, oczywiście za zamkniętymi drzwiami.”

Prawdziwym punktem kulminacyjnym wieczoru było jednak inne wydarzenie, które miało miejsce pół godziny później. Szliśmy właśnie, przypominającym labirynt, pasażem o nazwie International Walkway (Pasaż Międzynarodowy, przyp. tłum.). Wzdłuż alei powiewały flagi z wszystkich krajów, z których pochodzą studenci uczelni w Towson. Kiedy mijaliśmy łopoczącą na wietrze flagę Chińskiej Republiki Ludowej, Paddy na sygnał Matthew zatrzymał grupę. Chciał wygłosić przemowę. Związek Czarnoskórych Studentów, kolesie z korporacji, sztandar komuchów… ewidentnie miarka się przebrała.

“Stany Zjednoczone czeka nieuchronny rozpad," Paddy poinformował swoich towarzyszy z patrolu. "W pewnym sensie to dobrze, bo dzięki temu może powstać białe, etnicznie czyste państwo. Tego właśnie pragniemy. Chcemy czystego etnicznie kraju dla naszych ludzi, silnego państwa o skutecznym systemie obronnym, ale żyjącego w przyjaźni z resztą świata." 

“Jakie kryteria musiałaby spełnić osoba, ubiegająca się o obywatelstwo tego etnopaństwa?" przerwałem.

“Powiem bez ogródek," odparł Paddy. "To będzie kryterium rasowe. Musisz być biały. Stuprocentowo."

Zwróciłem się w stronę Matthew. Górę zaczęły brać emocje i poprawność polityczną szlag trafił. Matthew też się rozochocił. "Jeśli jacyś biali będą nadal chcieli nurzać się w tym wielokulturowym szambie,"oznajmił, " to droga wolna. Nie potrzebujemy ich. Tylko zostawcie nas w spokoju. Pozwólcie nam bronić naszych ludzi, powołać do życia nowy naród i stworzyć nową ojczyznę dla Europejczyków z całego świata. Dajcie nam ojczyznę, a jeśli sami chcecie sprzedać siebie i własne dzieci w imię wielokulturowości, to proszę bardzo." 

W drodze powrotnej na parking, gdzie zostały nasze samochody, wreszcie staliśmy się świadkami przestępstwa. W ciemnej alejce wpadliśmy na trzech białych studentów kupujących dragi.

“Sam widzisz,” skwitował Paddy, kiedy obserwowaliśmy transakcję.

“I po co to ględzenie, że w Towson nie ma przestępczości," Matthew pokręcił głową z dezaprobatą. "Na tym kampusie nie jest bezpiecznie." 

“Co zamierzacie zrobić?” zapytałem.

Nikt nie kiwnął nawet palcem.

Zobacz też:

TĘCZOWA SWASTYKA- WYWIAD Z GEJEM NAZIOLEM

CO HEJTERZY MYŚLĄ O JENNIFER LAWRENCE?

Więcej VICE
Kanały VICE