Reklama
This story is over 5 years old
Varials

Poznaj historię „Szalonego Jacka”, który szarżował na nazistów z mieczem i łukiem

Podczas jednej z akcji "Szalony Jack" zakradł się na terytorium wroga i sterroryzował mieczem kilka wrogich posterunków. Do rana pojmał 42 nazistów

tekst Mark Hay, tłumaczenie Filip Bednarczyk
29 Maj 2014, 3:15pm

Drugi od prawej „Szalony Jack" z mieczem w dłoni. Zdjęcie: WikiCommons

Pierwszą rzeczą, jaką usłyszeli niemieccy żołnierze podczas desantu 3. brytyjskiego batalionu komandosów na wyspę Vågsøy 27 grudnia 1941 roku, było nagłe, przeciągłe wycie dudów. To stojący na dziobie komandos gotując się na nadchodzącą bitwę grał Marsz wojenny klanu Cameron. Gdy łódź dobiła do brzegu, zeskoczył na ziemię, rzucił granat w kierunku Niemców, po czym dobył miecza i ruszył z wrzaskiem do boju.

Ów szaleńczo waleczny żołnierz to 35-letni wówczas podpułkownik John Malcolm Thorpe Fleming Churchill. Jeśli prześledzić jego zachowanie podczas całej wojny, na wpół samobójcza szarża podczas stoczonej w ramach Operacji Archery bitwy na Vågsøy nie była niczym wyjątkowym. W trakcie działań wojennych „Szalony Jack", jak zaczęto go nazywać, przeżył wiele eksplozji, uciekł z kilku obozów jenieckich, podczas jednego tylko rajdu pojmał ponad 40 Niemców terroryzując ich mieczem, a w 1940 roku zapisał się w historii jako ostatni człowiek, który zabił przeciwnika strzałem z łuku. A to i tak zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Dla wielu fascynatów wojny i wielbicieli różnego sortu zakapiorów wyczyny Szalonego Jacka stanowią niedościgniony wzór wojennego romantyzmu. Jego zawadiackie wypowiedzi w rodzaju „oficer idący w bój bez miecza jest nieodpowiednio odziany" czy „twierdzę, że wystarczy głośno i dobitnie mówić Niemcowi co ma robić, wystarczy postawić się wyżej od niego, a wykrzyknie 'jawohl' i z entuzjazmem, a przy tym skutecznie, wykona rozkaz" wydają się być żywcem zaczerpnięte z powieści przygodowej dla chłopców z połowy ubiegłego stulecia. W wydanej w marcu książce norweski Królewski Klub Odkrywców uznał go za jednego z najwspanialszych poszukiwaczy przygód w dziejach ludzkości.


Zdjęcie: Wikimedia Commons

O młodości Churchilla wiadomo niewiele: ukończywszy Królewską Akademię Wojskową w Sandhurst w wieku 20 lat, w 1926 roku został wysłany do Birmy. Przez kolejne kilka lat podróżował po tej część świata motocyklem. Prawdopodobnie znudzony brakiem wojen, w 1936 roku Churchill na krótko odszedł z wojska; w tym czasie pracował jako redaktor gazety w Nairobi oraz zarabiał na życie jako model, a także jako statysta, grając na dudach i strzelając z łuku w filmach takich jak Złodziej z Bagdadu czy Jankes w Oksfordzie. Pod koniec lat 30-tych gra na dudach pochłonęła go do tego stopnia, że w 1938 roku zajął drugie miejsce na wojskowych zawodach dudziarzy na Aldershot Tattoo; jego osiągnięcie spowodowało lekki skandal, ponieważ po raz pierwszy od dawna Anglik pokonał tak wielu Szkotów. Rok później dzięki swym wyjątkowym zdolnościom łuczniczym Churchill reprezentował Wielką Brytanię na mistrzostwach świata w łucznictwie w Oslo.

Po napaści Niemców na Polskę, w obliczu zbliżającej się wojny Churchill przeprosił się z mundurem. Już w połowie 1940 roku, podczas ewakuacji wojsk brytyjskich z Dunkierki, miał okazję użyć łuku na polu bitwy. Szalony Jack odkrył bowiem w sobie talent do partyzantki; uczestnicząc w rajdach dorobił się pochwał za odwagę oraz postrzału z karabinu maszynowego. Pewnego razu obserwując z wieży we wsi L'Epinette nadciągające siły niemieckie dał sygnał do ataku przeszywając niemieckiego sierżanta strzałą z zadziorami; chwilę później Niemiec został podziurawiony kulami przez towarzyszących Churchillowi dwóch żołnierzy piechoty.

W 1941 roku krewki Anglik zgłosił się na ochotnika do formowanej wówczas jednostki komandosów, których później poprowadził z okrzykiem do natarcia na Vågsøy. O ile na polu bitwy kule się go nie imały, o tyle pewien brytyjski saper omal nie wysłał go na tamten świat niechcący detonując w pobliżu ładunek wybuchowy, kiedy Szalony Jack akurat popijał wino z butelki. Ostatecznie skończyło się na odłamkach szkła w czole. Churchill szybko się wylizał i w 1943 roku wziął udział w kampanii włoskiej, podczas której pewnej nocy wraz z towarzyszącym mu kapralem zakradł się na terytorium wroga i sterroryzował mieczem załogi kilku posterunków niemieckich. Do rana pojmał łącznie 42 Niemców posługując się wyłącznie bronią białą, za co nagrodzono go Orderem za Wybitną Służbę.

W 1944 roku Churchill został wysłany do Jugosławii na pomoc Josipowi Broz Ticie. Wsławił się tam dowodząc frontalnym atakiem na dobrze bronioną wieżę na wyspie Brač. Przedarłszy się wraz z sześcioma innymi żołnierzami przez zaporowy ogień i ostrzał z moździerzy, po wystrzelaniu wszystkich nabojów zorientował się, że został sam na placu boju. Stał tak, grając na dudach pieśń „Bonnie Charlie", aż ogłuszył go wybuch niemieckiego granatu. Podobno swą postawą zyskał sobie u Niemców taki szacunek, że wbrew rozkazom postanowili go nie zabijać; prawdopodobnie jednak został oszczędzony przede wszystkim dlatego, że wzięto go za krewnego Winstona Churchilla i wysłano do Berlina na przesłuchanie. Po tym jak Szalony Jack udowodnił, że nie ma żadnych cennych informacji, oraz wywołał panikę podpalając kosz na śmieci, został wysłany do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Wkrótce potem Churchill uciekł z obozu prześlizgując się pod ogrodzeniem z metalowej siatki i ruszył pieszo przez nazistowskie Niemcy ku oddalonemu o 200 metrów brzegowi Bałtyku. Został złapany raptem kilka kilometrów od celu swej podróży i osadzony w innym obozie, tym razem we Włoszech. Jak można się spodziewać, stamtąd również uciekł; miało to miejsce w 1945 roku podczas awarii zasilania. Następnie pokonał pieszo ok. 160 kilometrów, żywiąc się pod drodze warzywami wyzwolonymi spod niemieckiej okupacji i ugotowanymi w ukradzionej zardzewiałej puszce. Ostatecznie udało mu się przedostać się do amerykańskiego pułku i przekonać jego przedstawicieli, że jest brytyjskim oficerem.

Choć używana przez niego broń mogła się wydawać przestarzała, na polu bitwy sprawdzała się całkiem dobrze. – W odpowiednich warunkach zarówno długi łuk jak i pałasz były niezwykle skuteczne, jeśli chodziło o okaleczenie lub zabicie przeciwnika – uważa brytyjski historyk broni Mike Loades. Jego zdaniem z zachowanych zdjęć Churchilla można wywnioskować, że używał lekkiego łuku o sile naciągu poniżej 20 kilogramów. Tymczasem w przypadku średniowiecznych łuków i nowożytnych łuków bojowych było to odpowiednio 50 i 90 kilogramów. – Należy jednak zauważyć, że niemieccy żołnierze z czasów drugiej wojny światowej stanowili łatwiejszy cel niż odziani w zbroje średniowieczni rycerze, w związku z czym cięższy łuk nie był tu konieczny – mówi Loades. Współcześni myśliwi polujący z łukiem twierdzą, że łuk o sile naciągu 35 kilogramów spokojnie wystarczy by położyć jelenia z odległości 20 metrów. Łuk o sile naciągu 20 kilogramów ma większy zasięg, więc w rękach Churchilla był zabójczą, a przy tym cichą bronią.

Szalony Jack nie używał jednak raczej łuku dlatego, że ułatwiał on zaskoczenie przeciwnika. Należy pamiętać, że zwykł on ruszać do ataku machając mieczem i wrzeszcząc z całych sił. Według Loadesa Churchill w ten sposób zastraszał przeciwnika, który nie był przygotowany na starcie z szaleńcem. Jednocześnie historyk przyznaje, że paradowanie z mieczem mogło stanowić utrudnienie podczas desantu i poruszania się w tłoku. – Podczas drugiej wojny światowej żołnierze piechoty często musieli czołgać się na brzuchu by zając pozycje dogodne do zasadzki. Brzęk miecza z pewnością utrudniałby zaskoczenie wroga... Dlatego też twierdzę, że nietypowe uzbrojenie Churchilla wynikało z jego skłonności do romantycznych uniesień – mówi Loades.


Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz nowy fanpage VICE Polska


Choć historyk jest pełen podziwu dla męstwa Churchilla, to przyznaje, że to, że żołnierzowi udało się przeżyć wojnę, mogło w równym stopniu wynikać z jego zdolności bojowych i odwagi co z domniemanego szaleństwa. Po wojnie szkocki dudziarz Bill Millin, który grał na swym instrumencie na plażach Normandii (co uwieczniono w filmie Najdłuższy dzień), rozmawiał z niemieckimi jeńcami, którym dane było widzieć Churchilla w boju. Jak twierdzili, nie strzelali do niego, ponieważ myśleli, że postradał zmysły. Niewykluczone, że Szalony Jack wzbudzał w swych przeciwnikach równie dużo strachu co litości.

Na romantyczną naturę i nieustraszoność Churchilla ponury cień rzuca jego wypowiedź stanowiąca requiem dla tak ukochanej przez niego wojny: „Gdyby nie ci cholerni Jankesi, mogłaby trwać jeszcze dobre dziesięć lat." Jak słusznie zauważa Loades, tego typu komentarze sugerują, że szaleństwo Szalonego Jacka wcale nie było czysto anegdotyczne.

– Strzelanie do kogoś z łuku tuż przed rozpoczęciem ostrzału z broni palnej nie dawało atakującym żadnej konkretnej przewagi. Wynikało ono raczej z makabrycznej ciekawości Churchilla jak to jest zabić kogoś strzałem z łuku. Oczywiście wrogowie ci i tak by zginęli, jednak wbrew temu, co może się wydawać na pierwszy rzut oka, historia Szalonego Jacka nie jest chyba pogodną opowiastką o dzielnym bohaterze – mówi historyk.

O ile zachowanie Churchilla podczas wojny mogło budzić podejrzenia o psychopatię, o tyle jego późniejsze działania raczej ich nie potwierdzają. Po wojnie wciąż angażował się w różne przygody; na krótko wrócił do Birmy, by następnie będąc już po czterdziestce przejść szkolenie spadochronowe. Szalony Jack nie szukał już jednak rozlewu krwi, a czasem wręcz angażował się w inicjatywy pokojowe, na przykład gdy wyjechawszy do Palestyny ochraniał konwój medyczny i wziął udział w ewakuacji kilkuset żydowskich lekarzy podczas zawieruchy wojennej towarzyszącej formowaniu się państwa Izrael. Porzuciwszy ostatecznie awanturniczy tryb życia i zamieszkał w Australii, gdzie zarabiał na życie jako instruktor wojskowy, a wolny czas spędzał uprawiając surfing. Ostatecznie wrócił do Anglii, gdzie znalazłszy pracę za biurkiem w armii spełniał się projektując deski surfingowe i ujeżdżając półtorametrowe fale na rzece Severn. Po przejściu na emeryturę w 1959 roku Churchill złagodniał do tego stopnia, że ostatnie 37 lat życia spędził pływając wraz z żoną łodzią parową po Tamizie, bawiąc się zdalnie sterowanymi modelami okrętów wojennych i zajmując się rodziną. To, czy zaskakująco spokojną starość umilał sobie sekretnymi wypadami z łukiem i mieczem, na zawsze pozostanie tajemnicą.

ABSOLWENT W PĘTLI DŁUGÓW

JAK NARYSOWAĆ DŹWIĘK?

POLSKI WRESTLING DIY