Foto

W białoruskiej instytucji dla ofiar Czarnobyla

Pokazywanie niepełnosprawności to bardzo trudna kwestia, w której zawsze porusza się pojęcia etyki i estetyki. Fotoreporterzy i dokumentarzyści byli wielokrotnie krytykowani za swoje podejście
29 Styczeń 2016, 2:17am

Wystawa dyplomowa studentów drugiego stopnia wydziału fotografii London College of Communication nie miała konkretnych założeń, ale jej tytuł – In the Forest of Things [„W lesie rzeczy"] – zainspirowały słowa Ryszarda Kapuścińskiego. Reportażysta twierdził, że aby opowiadać autentyczne historie, trzeba zagłębić się w nie tak, jak to tylko możliwe. Przed wystawą rozmawialiśmy z fotografami o ich projektach.

Katastrofa w Czarnobylu miała miejsce trzy dekady temu, w kwietniu 1986 r., ale jej efekty odczuwalne są do dziś. Awaria reaktora w elektrowni jądrowej na północy Ukrainy spowodowała przedostanie się do atmosfery ogromnej ilości radioaktywnych cząsteczek, poważnie zanieczyszczając cały region. 70 procent opadu radioaktywnego przypadło graniczącej Białorusi.

W swojej serii „Niewidzialni ludzie Białorusi" fotografka Jadwiga Bronte bada wpływ katastrofy czarnobylskiej na Białorusinów, w szczególności tych żyjących w rządowych instytucjach zwanych „internatami". Internat to połączenie szpitala psychiatrycznego, sierocińca i hospicjum. Tysiące Białorusinów spędza w nich całe swoje życia, w ukryciu przed opinią publiczną, często „przekazani" rządowi przez rodzinę zaraz po urodzeniu.

Porozmawiałem z Jadwigą o jej projekcie.

VICE: Co skłoniło cię, by zająć się historią internatów?
Jadwiga Bronte: Ten temat zawsze był mi bliski. Urodziłam się w Polsce, która w momencie wybuchu w Czarnobylu była państwem satelickim ZSRR. Po tym, jak dowiedziałam się więcej o następstwach katastrofy z niesamowitego fotoeseju Dziedzictwo Czarnobyla Paula Fusco, czułam, że muszę pojechać na Białoruś i zająć się tym tematem.

Bardzo zaskoczyło mnie, że w tych instytucjach nie mieszkają tylko ofiary katastrofy. Dosłownie każdy, kogo białoruski rząd uzna za „innego" może zostać usunięty ze społeczeństwa i zamknięty w internacie.

Fotografowanie bezbronnych i niepełnosprawnych osób wiąże się z wieloma oczywistymi kwestiami etycznymi. Wydaje mi się, że bardzo dobrze sobie z tym poradziłaś, miałaś jakieś wątpliwości przed rozpoczęciem pracy?
Problemy z przedstawianiem są integralną częścią fotografii od bardzo dawna, zwłaszcza jeśli chodzi o tak szczególne osoby. Pokazywanie niepełnosprawności to bardzo trudna kwestia, w której zawsze porusza się pojęcia etyki i estetyki. Fotoreporterzy i dokumentarzyści byli wielokrotnie krytykowani za swoje podejście i obraną estetykę. Obecnie praktycznie nie ma zdjęć osób niepełnosprawnych, prawdopodobnie ze względu na dawne podejście do tego tematu i problemy z „dobrym przedstawieniem" czegoś „innego". Niepełnosprawność jest teraz niemal metaforą dla „inności".

Badania na temat ukazywania osób niepełnosprawnych, które przeprowadziłam w zeszłym roku, sugerują, że nasza etyczna ocena fotografii zmienia się, gdy wiemy, kiedy i dlaczego zrobiono dane zdjęcie. Moja świadomość historii podejść do tego tematu stała się podstawą białoruskiego projektu. Dzięki niej skupiałam się na swoich intencjach za każdym razem, gdy robiłam zdjęcie.

Mieszkańcy instytucji, które odwiedziłam, są wspaniałymi, silnymi i pięknymi ludźmi. Chciałam swoją twórczością pokazać, że niepełnosprawni też potrafią uczyć się, pracować, tworzyć poważne związki i wnosić coś do społeczeństwa. Czuję, że w większości moich portretów jest jakaś surowa radość. Mam nadzieję, że odbiorcy też ją dostrzegą. Praca przy tak delikatnym temacie jest bardzo trudna, zawsze zostanie się w jakiś sposób skrytykowaną. Wierzę jednak, że trzeba to robić, by ludzie zawsze byli świadomi, co ich otacza.

Czy spotkałaś się z jakimiś trudnościami podczas pracy w internatach?
Nigdy wcześniej nie współpracowałam z ludźmi niepełnosprawnymi umysłowo, więc zależało mi przede wszystkim na tym, by nie doprowadzić do stresujących sytuacji i ich nie niepokoić.

Jakie zmiany chciałabyś ujrzeć w internatach? Jak można rozwiązać ich problemy?
Trzeba zmienić mentalność Białorusinów, przybliżając im ich własną, nieznaną historię i uświadamiając, co aktualnie dzieje się w ich ojczyźnie. Ludzie niepełnosprawni są ogólnie pewnym tabu na Białorusi; porzucić ich albo „przekazać" rządowi – to łatwiejsze, niż wygnanie z lokalnej wspólnoty. Bardzo chciałabym, by ci ludzie zostali zauważeni, zaakceptowani i dopuszczeni do współżycia w społeczeństwie.

Wierzę też, że wszyscy Europejczycy powinni mieć świadomość aktualnych problemów z nieprzestrzeganiem praw człowieka, niskim poziomem opieki zdrowotnej i głodem, które często powiązane są z brakiem pieniędzy i wiedzy. Ludzie lubią myśleć, że takie rzeczy mają miejsce głównie w krajach Trzeciego Świata, a nie u progu Unii Europejskiej.

Jest jedno zdjęcie, które wygląda jak mural jakiejś kobiety. Jakie jest jego znaczenie?
To stara fotografia kobiety, która była matką jednego z „rezydentów" hospicjum. Bardzo niewiele osób ma tam zdjęcia rodziców, bo większość została porzucona zaraz po urodzeniu. Dla mnie osobiście to zdjęcie ma dwojakie znaczenie. Po pierwsze, to metafora przemijania, wciąż żywej radzieckiej mentalności i przypomnienie, od jak dawna to wszystko trwa. Po drugie, ci niewidzialni ludzie mogą takimi pozostać i nikt ich nie zapamięta. Możliwe, że pojedyncze zdjęcie będzie jedynym dowodem na ich istnienie.

Dziękuję, Jadwigo.