Varials

​Trudno być twórczym na antydepresantach

Przestałam codziennie płakać przed snem i nie miałam już stanów lękowych w towarzystwie innych ludzi. Skoro właśnie po to zaczęłam łykać antydepresanty, to powinnam być szczęśliwa. Ale nie byłam
17 Październik 2016, 8:07am

Artykuł ukazał się na VICE Australia

Zawsze uważałam, że najlepiej piszę w okresach depresji. Nic odkrywczego – to, że niewiele emocji pobudza kreatywność równie mocno co smutek, złość czy przerażenie, stanowi powszechną wiedzę wśród pisarzy. Melancholijne wiersze powstają w zadymionych pokojach przy muzyce The National, a nie w okresach, gdy kocha się życie. To depresja zmusza człowieka do analizowania wszystkich przytrafiających mu się nieszczęść i szukania osób za nie odpowiedzialnych. Zazwyczaj kończy się na tym, że winą obarcza on samego siebie.

W wieku 22 lat mogłam powiedzieć, że przetestowałam każdy naturalny sposób walki z depresją. Żaden nie pomógł. Próbowałam medytacji, jogi, nawet kolorowanek dla dorosłych, a i tak każdy dzień przynosił coraz intensywniejsze ataki paniki, które siały coraz większe spustoszenie w moim organizmie. Minęły cztery lata odkąd została u mnie zdiagnozowana kliniczna depresja, gdy w końcu zrozumiałam, że sama tej walki nie wygram. Potrzebowałam pomocy. I to szybko.


Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Zaczęłam brać Lexapro, 20 mg każdego dnia, nie omijając ani jednej dawki przez jedenaście miesięcy (raz nawet biorąc podwójną – podczas zeszłorocznego Sylwestra). Skądinąd okazało się, że Lexapro jest ulubionym proszkiem Kanye Westa, który w FML wspomina o nim słowami: „Nie widziałeś nic zjebańszego niż ten czarnuch, gdy odstawi Lexapro".

Zanim zaczęłam łykać antydepresanty nigdy nie zastanawiałam się nad ich efektami ubocznymi. Myślałam, że działanie Lexapro będzie ograniczało się wyłącznie do tego, że brane regularnie pomoże mi z powrotem wrócić do formy. Nie podejrzewałam, że zabije moją jedyną pasję – pisanie.

Na początku zauważyłam, że zaczęłam obijać się trochę więcej niż zwykle. To nie wzbudziło we mnie niepokoju, ale kolejne zmiany – bardziej radykalne – już tak. Po Lexapro przestałam płakać. Gdy kompletnie załamana poszłam na pogrzeb mojego dziadka, byłam jedyną osobą, która nie uroniła ani jednej łzy. Święcie przekonana, że wszyscy mnie za to potępiają, pobiegłam do łazienki, żeby zmoczyć twarz wodą i sprawiać wrażenie zapłakanej.

Lexapro zmieniło mnie w apatyczne zombie. Rzeczy, które wcześniej mnie złościły, nagle stały się obojętne. Dość powiedzieć, że przestał mnie wzruszać Tom Hanks w Philadelphii (a przecież trudno o dobitniejszy znak, że coś jest nie tak). Gdy próbowałam pisać, miałam w głowie pustkę; nawet opisanie cholernego deszczu było dla mnie wyzwaniem. A jeżeli jesteś pisarzem i wykładasz się na opisie deszczu, to jest z tobą naprawdę źle.

Takie stępienie emocji spowodowane przez selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) określane jest mianem „znieczulicy psychicznej" (ang. emotional blunting). W dużej mierze to właśnie ten mechanizm umożliwia większości pacjentów wyjście ze stanów depresyjnych, co oczywiście jest świetną sprawą. Jednak u niektórych następuje stłumienie wszystkich emocji, zarówno negatywnych jak i pozytywnych. To natomiast łatwo prowadzi do błędnego koła – bierzesz proszki z grupy SSRI, żeby wyjść z depresji, a potem wpadasz w depresję, bo przestałeś cokolwiek odczuwać. Istny psychiatryczny Paragraf 22.

Nie mogę powiedzieć, żeby Lexapro nie spełniło swojego zadania. Przestałam codziennie płakać przed snem i nie miałam już stanów lękowych w towarzystwie innych ludzi. Skoro właśnie po to zaczęłam łykać antydepresanty, to powinnam być szczęśliwa. Ale nie byłam.

Żałuję, że nikt mnie przed tym nie ostrzegł. Lekarze oczywiście uprzedzają, że po proszkach twoje życie się bardzo zmieni i że prawdopodobnie wystąpią pewne efekty uboczne. Faktycznie, wkrótce zaczęłam mieć zawroty głowy, problemy ze snem i brain zapy, czyli kilkusekundowe „wyładowania elektryczne" w mózgu. Ale były one niczym w porównaniu z utratą emocji. Nikt mnie nie przygotował na to, jak bardzo wyniszczające emocjonalnie będzie nieodczuwanie czegokolwiek; jak bardzo będzie to przypominało umieranie.

Biorąc pod uwagę jak subiektywny charakter ma kreatywność, niełatwo jest precyzyjnie zmierzyć zachodzące w niej zmiany. Ale podczas poszukiwań w internecie odkryłam, że istnieją naukowcy, którzy starają się zrozumieć w jaki sposób złe samopoczucie powiązane jest ze zwiększoną kreatywnością. Modupe Akinola, psycholog społeczna z Uniwersytetu Columbia, odkryła naturę tej zależności.

Współpracując z Wendy Berry Mendes z Harvardu, Akinola przeprowadziła badanie na grupie studentów. Zostali oni poproszeni o opisanie swoich aspiracji zawodowych, po czym część w odpowiedzi usłyszała pozytywną reakcję, a część druzgocącą krytykę. Studentom następnie powiedziano, żeby wykonali kolaż. Okazało się, że prace skrytykowanej grupy – złożonej z ludzi, którzy z powodu zjawiska określanego przez psychologów mianem „społecznego odrzucenia" czuli się gównianie – były o wiele bardziej kreatywne niż kolaże pozostałych uczestników eksperymentu.

Lexapro zdecydowałam się odstawić jakieś sześć tygodni temu. Nie była to impulsywna decyzja – rozważyłam wszystkie za i przeciw i uznałam, że nadszedł czas, żebym zrezygnowała z proszków. Lexapro okazało się zbyt skuteczne w swoim działaniu. Dla niektórych otępienie emocjonalne jest czymś pożądanym; mi jednak za bardzo zależało na mojej kreatywności, żeby kontynuować terapię lekami.

W przeciągu dwóch dni wróciły wszystkie emocje, których tak bardzo pragnęłam. Chociaż kolejny miesiąc nie był łatwy i upłynął pod znakiem intensywnych objawów odstawienia, to ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji. Ponowne doświadczanie emocji było warte czterech tygodni ciągłej huśtawki emocjonalnej, męczliwości i dreszczy.

Nadal nie wyszłam z depresji i nie wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi. Jestem jednak w znacznie lepszym stanie niż rok temu. Negatywnym emocjom, które niegdyś tak bardzo mnie przytłaczały, teraz potrafię dać upust w mojej twórczości. Doświadczenie z Lexapro pokazało mi, że nie mogę traktować mnie-artystki i mnie-człowieka jako dwóch oddzielnych osób i że nigdy nie powinnam była wyrzec się jednej z nich by ocalić drugą. Rozwiązaniem mojego problemu jest odnalezienie równowagi, która pozwoli mi zachować obie.

Jeżeli ty lub ktoś z twoich bliskich potrzebuje pomocy, zadzwoń pod numer 22 855 44 32 lub odwiedź stronę http://stopdepresji.pl/