muzyka

Dlaczego Morphine to tak ważny zespół

Wojciech Mann i Muniek Staszczyk nam to wytłumaczyli
N
tekst Noisey
15.6.17

Grunge, britpop, nu metal. Nurty w muzyce, których wykonawcom udało się w latach 90. przebyć drogę od podziemia, do mainstreamu. Nirvana i Pearl Jam, Oasis, Blur i Pulp czy Slipknot i Korn, to zespoły, które zna prawie każdy. Podobno low rock nie dawał się dobrze sprzedać nastoletniej publiczności, dlatego w Polsce o Morphine można usłyszeć tylko jeśli ma się szczęście, albo fana wśród znajomych.

Jeśli nie wiecie, kim był Mark Sandman, to na początku zagrajmy w skojarzenia. Kurt Cobain, Jim Jarmusch, Allen Ginsberg, Jack Kerouac, Muddy Waters. Blues, rock, jazz. Filmy noir, speluny, miasto nocą. Groove. Wymieszajcie to wszystko. Przelejcie do szklanki i wypijcie. To wspaniały moment, w którym poznacie jeden z najseksowniejszych zespołów w historii muzyki.

Reklama

Teraz zagrajmy w rekomendacje. Poprosiłem kilka osób, które są moimi autorytetami muzycznymi, bądź przyjaciółmi rozumiejącymi związek między Morphine a kosmosem, o napisanie paru zdań o zespole. Nim sam powiem wam więcej o kapeli Marka Sandmana i zaproszę was na koncert Vapors of Morphine w Warszawie, wczytajcie się w tę historię.

Muniek Staszczyk - muzyk, współzałożyciel i lider zespołu T.Love

Morphine, to była dla mnie ostatnia kapela, która wymyśliła swój własny, mega oryginalny patent na siebie. To był rok 1994. Byliśmy wtedy z T.Love pierwszy raz w Stanach. Perkoz, nasz gitarzysta powiedział, że w Central Parku gra kapela, którą on już słyszał, puszczał nam 2 numery z CD. Był lipiec, gorąco, plenerowy koncert, koło godziny 15. Ludzi sporo, ale bez tłumów. Wychodzi trzech gości, jeden facet ma z 6 saksofonów, obok bębniarz, no i Mark Sandman z basem z dwiema strunami. No i zaczyna się jazda. Wbiło mnie w ziemię. To jeden z ostatnich koncertów, który mnie tak zmiótł. Tam było wszystko. Mroczność, Elvis, jazz, ich własny styl i brzmienie. Bas, bęben, saksofon. Zaraz po koncercie poszedłem na Times Square, tam był wtedy zajebisty sklep płytowy i kupiłem dwie płyty, "Cure For Pain" i "Yes", którą wtedy promowali. A potem to już wszystkie kupowałem na pniu. Wszyscy w T.Love mieli zakrętkę maksymalną na punkcie Morphine. No, a potem smutna wiadomość o śmierci na scenie Marka.

Mam wszystkie płyty Morphine. Czemu warto ich słuchać? Bo jest to zespół, który wprowadził swój świat. Nazwa jest adekwatna do muzyki i nie chodzi o ćpanie, tylko o ekstazę, którą czujesz słuchając. Ten zespół był mega oryginalny. Po koncercie w Central Parku polowałem na nich, ale to nie były czasy, gdy do Polski przyjeżdżały takie zespoły.

To nie koniec. Czytaj dalej na Noisey Polska