polska

Krzysztof Rutkowski to oszust czy bohater?

Rutkowski potrafił odpowiedzieć na naszą potrzebę superherosa, który przyjdzie i naprawi wszelkie błędy współczesnego świata

tekst Maciek Piasecki
12 Maj 2017, 8:26am

Ilustracje: Zbiok

W styczniu 2005 r. do ogródka jednej z restauracji przy Piotrkowskiej w Łodzi wbiega 5-osobowa, zamaskowana grupa uzbrojona w pistolety gazowe. To pracownicy agencji „Rutkowski". Zatrzymują Andrzeja Jaroszewicza, syna byłego premiera oraz jego wspólnika z Albanii – mężczyźni nie stawiają oporu. Oświetloną racami akcję filmują kamery TVN-owskiego paradokumentu Detektyw, emitowanego od pięciu sezonów show poświęconego Rutkowskiemu. Dziesięć lat później przedsiębiorcy zostają uniewinnieni, a Rutkowski ma zapłacić 100 tys. złotych zadośćuczynienia. Sąd nie przyjmuje do wiadomości, że Rutkowski dokonał „obywatelskiego zatrzymania". Rutkowski do dziś chwali się udziałem w programie na swojej stronie.

O Krzysztofie Rutkowskim częściej mówi się per detektyw, niż używając jego imienia – tej formy używa sam Rutkowski (przywodzi to na myśl Kapitana Żbika czy Porucznika Borewicza). Przedsiębiorca nie posiada dziś jednak licencji detektywistycznej – utracił ją w związku z procesami dotyczących bezprawnych działań, których miał się podejmować. Sam uważa, że to wynik konfliktu z policją, który ciągnie się od wczesnych lat 90., kiedy to Rutkowski zajmował się namierzaniem kradzionych samochodów z Niemiec, chwaląc się w mediach, że znajduje ich więcej, niż oficjalne służby. W swojej działalności nie wahał się sięgać po broń – prokurator prowadzący jedną z jego spraw stwierdził w 1992 r., że były ZOMO-wiec „porusza się na cienkiej krawędzi, która jest granicą między prawem a bezprawiem".

Media pokochały Rutkowskiego – po wpisaniu hasła „detektyw Rutkowski" w archiwum „Gazety Wyborczej" pojawiają się 734 wyniki, a podczas spektakularnych śledztw, w których uczestniczył (jak w sprawie zabitej przez własną matkę Madzi z Sosnowca, gdzie znów był szybszy od policji, choć krytycy zarzucali mu wymuszanie zeznań), jego nazwisko pojawiało się w tabloidowej prasie w zasadzie codziennie. Rutkowski realizował fantazje Polaków o „samotnym mścicielu", który działając poza prawem wymierza sprawiedliwość niczym amerykański superbohater. „Ma wszystko, co Polska kocha najbardziej: rycerz w okularach rodem z Matrixa pomaga cierpiącej rodzinie rozwiązać tajemnicę zaginięcia czy śmierci" – mówi Patryk Chilewicz, redaktor naczelny kpiącego z celebrytów serwisu Vogule Poland.

„Rutkowski w jakiś szalony sposób wykształcił wizerunek osoby nieumoczonej w układy i będącej poza policją, polityką, a tak naprawdę prawem" – mówi Chilewicz. A zawiedzeni transformacją ustrojową Polacy chcieli kogoś, kto będzie działał skuteczniej niż struktury odziedziczonej po PRL nieefektywnej biurokracji, kogoś kto rozwali drzwi z buta i nie zadając pytań przystawi bandziorom lufę pistoletu do głowy. W obliczu szalejącej przestępczości niczym z serialu Ekstradycja i zupełnie nowych, brutalnych struktur mafii, do której przeniknęło wielu byłych funkcjonariuszy milicji, bezkompromisowi niczym Punisher antybohaterowie wydawali się niezbędni.Ten wizerunek „nieumoczonego" okazał się jednak fikcją. W 2013 r. Rutkowski został skazany na 1,5 więzienia za pranie pieniędzy pochodzących od tzw. śląskiej mafii paliwowej, dla której wystawiał fałszywe faktury.


„Rutkowski jest o tyle wyjątkowy, że nawet gdy zostaną postawione mu konkretne zarzuty – a tak było już wielokrotnie – i tak jest niezatapialny. Tak więc jeśli wokół Rutkowskiego robi się nieprzyjemny szum, ten chowa głowę w piasek, prowadzi spokojnie swoją firemkę, by znów powrócić po pewnym czasie" – tłumaczy Chilewicz. I tak, kilka dni pojawił się znów, tym razem oskarżając polskich dyplomatów z Kairu o bezczynność w sprawie domniemanego zabójstwa Magdaleny Żuk, Polki zmarłej w Egipcie. Sposobem, w jaki Rutkowski próbuje po raz kolejny wypłynąć na prowadzonym przez siebie „śledztwie" oburzają się już nawet tabloidy – twierdząc, że były detektyw skupia się bardziej na brylowaniu w mediach, niż rzeczywistych działaniach mających na celu wyjaśnienie sprawy.

Rutkowski twierdzi jednak, że nie chodzi mu o brylowanie. „Świat celebrytów to dla mnie nijaki świat" – mówi w wywiadzie dla celebryckiego portalu Plejada sprzed kilku dni. „Krzysztof Rutkowski jest jedynym takim detektywem w tym kraju. Zło jest bardzo fotogeniczne, a Rutkowski bardzo mocno walczy ze złem" – mówi o swojej działalności i tym, dlaczego jego postać stała się nośnym tematem. Jednak to chyba tylko kolejna kreacja Rutkowskiego, który wciąż buduje wizerunek skutecznego twardziela – bardziej usuniętego w cień Batmana niż brylującego na salonach Iron Mana (choć ilość konferencji, które organizuje, sugeruje bardziej tego drugiego).

Chilewicz przypomina, że „jego głośne akcje są tak naprawdę akcją PR-ową, która jest darmowa dzięki telewizji i prasie. On zarabia na tych sprawach, o których się głośno nie mówi: kradzieżach samochodów czy podejrzeniach o zdradę". Takich zleceń musi mieć wiele, bo dla wielu Polaków stał się ucieleśnieniem skutecznego detektywa, tak Magda Gessler ucieleśnia kulinarny smak, a Tomasz Jacyków wysoką modę. To oczywiste, że kiedy jesteś w opresji, dzwonisz po Rutkowskiego. Jeden z „radiowozów" oznaczonych Rutkowski-Patrol pojawi się w ciągu kilku minut niczym wóz Pogromców Duchów. W badaniu zleconym przez „Newsweek" po zamknięciu śledztwa w sprawie Madzi, 30% badanych stwierdziło, że w przypadku zaginięcia członka rodziny polegałoby nie tylko na policji, ale też na prywatnym detektywie.

Historie poza prawem. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco

Podobny wizerunek „sprawiedliwych poza strukturami" wyrobiła sobie bodaj ostatnia prawdziwa partia protestu w historii RP, prowadzona przez Andrzeja Leppera Samoobrona. Domagające się sprawiedliwości społecznej i rewizji polskiej drogi do kapitalizmu populistyczne ugrupowanie dało Rutkowskiemu miejsce w Sejmie po wyborach w 2001 r. Poseł Rutkowski immunitetu używał w kolejnych akcjach detektywistycznych – także za granicą, wywołując międzynarodowe skandale. Dwukrotnie ukarany został przez Komisję Etyki Poselskiej, dał się też zapamiętać w Europarlamencie (gdzie został obserwatorem), po którego korytarzach paradował w beżowym dresie. Dezynwoltura czy świadoma gra na zainteresowanie mediów? Nie wiadomo. Ale dawny „bliski współpracownik" Rutkowskiego cytowany przez „Tygodnik Powszechny" przyznaje, że Rutkowskiemu „nie chodzi o rozwiązanie sprawy, a zrobienie wokół siebie rozgłosu".

To zawsze wychodziło mu najlepiej. Poza 7 latami w TVN-owskim Detektywie, Rutkowski stał się bohaterem dwóch książek (autobiografia Detektyw. Część I i wywiad-rzeka Detektyw Rutkowski. Prawdziwa historia), przez dwa lata firmował swoim nazwiskiem sensacyjny magazyn kryminalny (zatytułowany, a jakże, „Detektyw Rutkowski"), wystąpił nawet w teledysku disco polo. Był porównywany do Brudnego Harry'ego, Bonda, Rambo czy Złego z powieści Leopolda Tyrmanda. Na fali popularności nurtu reality show wystąpił u boku gwiazd Big Brothera w siermiężnym Gulczas, a jak myślisz – i chyba ten ostatni przypadek najwięcej nam mówi o postaci „detektywa Rutkowskiego". Przez ostatnie 3 dekady zmęczyliśmy się historiami pisanymi przez scenarzystów i chcielibyśmy, żeby hollywoodzkie historie pisało życie. Tak jak Big Brother i Pamiętniki z wakacji dają nam ułudę prawdziwych wydarzeń, tak Rutkowski odpowiedział na naszą potrzebę superherosa, który przyjdzie i naprawi wszelkie błędy współczesnego świata (dziwaczna fryzura robi nawet za odpowiednik głupkowatych rajtuzów i peleryny). A że superherosi nie istnieją? Cóż, w takim razie trzeba było Krzysztofa Rutkowskiego wymyślić, opakować i sprzedać.

Śledź autora na Twitterze i Facebooku