Wyjątkowe zdjęcia polskich punków z lat 80.

|
06 Listopad 2015, 4:20pm

Wysłuchał Maciek Piasecki.

W latach 80. nie było materiałów, wszystko trzeba było załatwić. Ja miałem trochę łatwiej, bo mój znajomy pracował w państwowej firmie, która produkowała materiały przeznaczone do kręcenia filmów. Koncertów nie było, dopiero w pewnym momencie TZN Xenna zaczęła grać co tydzień w Remoncie. Wtedy zrobiło się fajnie, ale i tak punk nie miał nigdy większej siły przebicia.

Chodziłem do technikum mechanicznego, a koncerty były dla studentów. Jak nastolatek może sobie załatwić wejście do klubu studenckiego? Zacząć w nim pracować! Zaczęliśmy z kolegą robić dla nich reklamę, wycinać, malować, rozwieszać plakaty – studentom nie opłacało się tego robić. Nam zresztą nie chodziło o kasę, ale o to żeby mieć wejście. Potem dostaliśmy propozycję, by robić zdjęcia. Zakumplowaliśmy się z zespołami – mój kolega szybko odpadł, bo nie odpowiadało mu środowisko i muzyka. Ja zostałem.

Z fotografii umiem tyle, ile sam się nauczyłem. Szkoła zabija. Można z niej wyjść jako świetny rzemieślnik, ale potrzeba czegoś więcej. Tak samo nie chodzi o świetny sprzęt. Dobre zdjęcia można zrobić telefonem.

W tym roku pierwszy raz byłem w Jarocinie. Ja i cała Xenna uważaliśmy, że to ubecki festiwal. Podczas jednego przeglądu w Krakowie główną nagrodą była możliwość wystąpienia na głównej scenie w Jarocinie. Chłopaki odmówiły. Osobiście bardzo podziwiam Jarocin, ta „wolność" imponowała nawet gościom z Niemiec. Ale ja wolałem jeździć ze znajomymi zespołami do innych miast.

Z Polski, o Polsce i dla Polski. Polub nasz nowy fanpage VICE Polska

Bezpieka chętnie wykorzystywała zdjęcia – albo byli na miejscu, albo zabierali nam negatywy. Ilość straconych negatywów przewyższą chyba tę, która mi została. W moim skłocie miałem kilka włamań – ginęły tylko negatywy.

Z muzykami spotykaliśmy się na próbach, grając w gałę, idąc na piwo na Pole Mokotowskie albo do baru Praga. Ale kiedy zespoły, które kochałem, zaczęły się rozpadać – Karcer, Xenna, Dezerter (z którego odszedł Skandal) – to zniknąłem, uciąłem kontakty, nikt nie wiedział, gdzie jestem. Wszystkim towarzyszyło wtedy poczucie marazmu, nikt nie wierzył, że coś nowego da się zbudować.

Dopiero Paweł Konjo Konnak, niesamowita postać, przekonał mnie, żeby pokazać po 20 latach te zdjęcia na Rocku na Bagnie. Ale tam mogło je zobaczyć tylko kilka tys. osób – stąd zrodził się pomysł stworzenia strony Archiwum Anarchii. Wcześniej organizowałem tylko wystawy undergroundowe, gdziekolwiek się dało: korytarz spółdzielni mieszkaniowej, piwnica kumpla, poddasze klubu. Gdzie indziej punkowe zdjęcia się nie pojawiały. Czasem Non Stop pokazał, jak punkowcy się prali ze skinami, ale to nie dawało obrazu prawdziwego życia. W 1983 r. mieliśmy zrobić dużą wystawę w młodzieżowym klubie, ale kiedy jego władze zobaczyły moje zdjęcia, to myślałem, że moja znajoma – która wszystko załatwiała i zapowiedziała im „wystawę o młodych ludziach" – wyleci z niego na zbity ryj.

Nie wystawiam się nigdzie, gdzie choć przez jeden dzień nie oferuje wstępu za darmo. To byłoby nie fair.

W punku nie chodziło o zmianę. To był styl życia. Punk to nie przebranie na koncert. Punkiem albo się jest, albo się nie jest. To jest w tobie.

Tylko dzięki punkowi możesz dzisiaj wyjść na ulicę z czerwonymi włosami. To była rewolucja. Ciężka, brutalna rewolucja.

Więcej punkowych zdjęć Andrzeja Talewicza znajdziesz na stronie Archiwum Anarchii. Do 10 listopada oryginały zdjęć można oglądać w SDQ w Warszawie.