Reklama
Kultura

​„Jestem chomikiem” – zwierzenia zbieraczy

Po co zbierać fizyczne nośniki w czasach, gdy wszytko jest na YouTubie, Spotify i innych chmurach? Czy te bilety z koncertów i zalane piwem programy festiwalowe naprawdę są ci potrzebne?

tekst Michał Przechera
10 Wrzesień 2015, 9:54am

Trzeba nazwać rzeczy po imieniu – jestem chomikiem. Na moich regałach zalegają stosy książek, kompaktów, czasopism, komiksów i innych tego typu rzeczy. W ubiegłym roku musiałem nawet wymienić w pokoju meble – fanty przestały się mieścić na półkach, a dość już miałem nocnego potykania się o rosnący na podłodze stos przedmiotów. To dość ciekawe, bo nigdy nie byłem gadżeciarzem – nie mam nawet telewizora ani kina domowego, a pierwszego smartfona kupiłem niecały rok temu. Skąd więc potrzeba zbieractwa i otaczania się nie do końca potrzebnymi przedmiotami?

Cofnijmy się prawie o ćwierćwiecze. Pierwszą kasetę sam dla siebie kupiłem mniej więcej w czasach zerówki. Do dzisiaj dobrze pamiętam epokę pirackich taśm Taktu (najbardziej katowałem fatalnie nagraną kompilację Ballads grupy Guns N' Roses) sprzedawanych na łóżkach polowych przy akompaniamencie dorzynanych Kasprzaków. I chociaż był to jeden z wielu dziecięcych kaprysów, z biegiem lat zacząłem coraz bardziej przekonywać się, że zbieractwo to coś więcej niż tylko chwilowy wkręt. To jak nałóg – aktualnie kupuję wszystko, co tylko wyda mi się interesujące. Niedawno trafiłem na biografię Elvisa kosztującą trzy złote – to nic, że pewnie nieprędko ją przeczytam. Choć wypadają z niej kartki, to na półce wpasowała się dobrze pomiędzy życiorys Micka Jaggera, a historię The Beatles. Swoją drogą – niezwykle lubię wszelkie komisy z książkami czy płytami, gdzie dosłownie za dychę można kupić używki w bardzo dobrym stanie. Kosz z przecenioną literaturą: stare księgi przygód Tytusa, Romka i A'Tomka za piątaka czy piłkarskie roczniki sprzed 20 lat – jasne, biorę.


Byliśmy w odwiedzinach u rosyjskiego miliardera:


Na swoich półkach z płytami mogę znaleźć wydawnictwa artystów, których raczej nie słucham na co dzień. To nic, że z ostatniego albumu Daft Punk nie zdjąłem jeszcze folii - przecież od poznawania nowości jest YouTube, a gablota z kompaktami prezentuje się bardzo przyjemnie jako element wystroju pokoju. Cały czas kupuję płyty – dorwane z drugiej ręki winylowe wydania Sandinisty i Combat Rock Clashów sprzed ponad 30 lat wyglądają niczym małe obrazy. No i słuchanie takich albumów na gramofonie to czysta przyjemność. Regularnie wydaję też kasę na kompakty, które co prawda powoli odchodzą do lamusa, ale przecież kupując taką płytę czy książkę mam świadomość, że tym samym wspieram jej twórców. Utrzymywanie się z wolnego zawodu w Polsce to spacer po linie, dlatego tym bardziej warto dać zarobić ulubionym artystom.

Półka autora.

Wielu moich znajomych stawia na minimalizm i uważa, że nadmierne gromadzenie to przeżytek – w końcu każdą płytę czy film można ściągnąć w pięć minut a zgrywanie książek na czytnik ebooków jest o wiele bardziej praktyczne. To zresztą trend ogólnoświatowy. Dla mnie, mimo wszystko, wydawnictwo staje się pełnowartościowe dopiero wtedy, kiedy mogę fizycznie je poczuć – zwracam ogromną uwagę na sposób wydania czy booklet, a w przypadku awarii sieci wystarczy tylko sięgnąć na półkę. Czasami można też na tym nieźle zarobić – sam mam sporo albumów, które z upływem lat znacznie zwiększyły sporą wartość. I chociaż trudno liczyć na jakieś kokosy (a przecież za jedną grę można kupić mieszkanie, to pierwsze wydania niektórych albumów śmiało można sprzedać nawet za kilka stów, a to całkiem niezły wynik.

Ale moje chomikowanie to nie tylko płyty, książki i filmy. W szufladach poupychanych mam mnóstwo biletów z koncertów, zalane piwem programy festiwalowe, a nawet stare mapy, które w latach siedemdziesiątych kolekcjonował mój ojciec. Momentami nawet zastanawiałem się, czy to nie zakrawa o tani sentymentalizm, dlatego postanowiłem przekonać się o tym w praktyce – i trochę mi ulżyło. Podczas ubiegłorocznego remontu wyniosłem do kontenera kilka ogromnych worków na śmieci pełnych zakurzonych gadżetów, które przez lata wydawały mi się niezbędne. Bo dla zbieracza najtrudniejsza jest decyzja: czegoś się pozbyć. Tona kserówek z czasów studenckich, kasety które przegrywałem na starym jamniku jeszcze w ubiegłym milenium, sterta prasy sprzed kilku lat. Nie było łatwo, ale dziś lżej przychodzi mi selekcja nieistotnych rupieci. Na szczęście nie jestem sam w takim zbieractwie. Dotarłem do innych zapaleńców, którzy balansują na cienkiej linii kolekcjonerstwa i chomikowania, walcząc z ubywającym miejscem na regałach.

Półka Marty.

Marta ma 24 lata i – jak sama mówi – czyta od kiedy pamięta. Jej półka z książkami prezentuje się naprawdę imponująco. Z perspektywy chomika taka dziewczyna to prawdziwy skarb – nie dość, że po kryjomu nie wyrzuci twojej lekko pożółkłej kolekcji starych Pro Basketów, to jeszcze sama przyniesie do domu (mniej lub bardziej) wartościowe gadżety . Na pytanie o powód kolekcjonowania odpowiada z rozbrajającym uśmiechem na twarzy:

Po prostu kocham literaturę. Niektóre dziewczyny zbierają torebki i buty. Kiedy ja mam do wyboru nową książkę albo nową torebkę – zawsze wybiorę książkę.

Darek przez kilka lat zbierał kasety (ma całkiem imponujący zbiór polskiego punk rocka) oraz kompakty. Jego największą dumą jest spora kolekcja pierwszych wydań albumów grupy Current 93. Wydawnictwa projektu Davida Tibeta nie są łatwe do zdobycia i kosztują całkiem sporo, dlatego mój rozmówca szacuje, że na samą dyskografię tego zespołu wydał kilka tysięcy złotych. Dziś rzadko wraca do płyt CD, kolekcjonuje za to komiksy. To też nie jest tanie hobby, ponieważ za zeszyty – zarówno nowe, jak i używane - często trzeba zapłacić podobną cenę, co za albumy C93.

Zawsze stawiałem na jakość bardziej niż na ilość – zamiast kupować 6 nowości, wolałem jeden stary album Currenta, którego zdobycie było o wiele trudniejsze, ale dawało też więcej satysfakcji. Bardziej niż chomikiem nazwałbym się kolekcjonerem, chociaż nie mam też parcia, żeby mieć wszystko - płyty Kultu przestałem zbierać po beznadziejnym Poligono Industrial, podczas gdy miałem ich dotychczasową pełną dyskografię. Moje kupowanie to bardziej impuls – potrafię za jednym razem wydać 5 stów na płyty czy komiksy które po prostu chcę mieć na półce.

Maks to dwudziestoletni kinomaniak, który w zbieractwo wkręcił się również bardzo szybko - już jako pierwszoklasista. Na osiedlu zamykana była wypożyczalnia kaset wideo, z czego skrzętnie skorzystał. Choć dzisiaj jego spora kolekcja VHS-ów kurzy się w razem z encyklopediami, filmami na DVD i seriami książek, które też kupował – piwnica Maksa wygląda jak skład wszystkiego. Klimat w sam raz na chomicze spotkanie.

Jako dzieciak praktycznie całe kieszonkowe wydawałem na filmy, które oglądałem później na 21-calowym telewizorze. Po kilku latach wypożyczalnia padła i można było kupić te zajechane kasety za symboliczną złotówkę. Mama dawała mi kieszonkowe do szkoły, które codziennie wydawałem na nowe VHS-y. Obejrzałem wszystkie filmy, które mam w piwnicy, nawet po kilka razy. Chociaż dzisiaj nie mam nawet magnetowidu, nigdy nie pozbyłbym się tak istotnego kawałka mojego życia. Mimo wszystko, moje chomikowanie nie przetrwało chyba próby czasu – dziś wszystkie oszczędności wrzucam w samochód.

Możecie mówić, że to tylko rzeczy, ale zbieranie jest fajne. Co prawda przy częstych przeprowadzkach dość mało praktyczne – ale to za mało, żeby odebrać satysfakcję prawdziwemu chomikowi z powołania.