Obiektywnie zajebiste rankingi

Hej, Kanye i Jay-Z! Nie kłóćcie się już, zacznijcie znowu robić razem muzykę

Serio, chcecie zniszczyć swoje dziedzictwo jako duet?!

tekst Julia Borowczyk
21 Lipiec 2017, 12:49pm

Kiedy w zeszłym roku Kanye West poruszył kwestię swojej przyjaźni z Jayem-Z i Beyoncé na scenie podczas jednego z koncertów na trasie Saint Pablo, nikt nie spodziewał się, że para odpowie w jakikolwiek sposób na zaczepki. A jednak - nowojorski MC postanowił pokusić się o kilka wersów na ostatnim albumie "4:44". Hova nazwał (byłego?) kolegę wariatem, krytykując także jego przerwany, 20-minutowy występ, po czym Yeezy zaczął domagać się zaległej kasy od Tidala. Być może cała ta medialna nagonka została wymyślona przez duet na basenie przy drinku, ale zdaje się, że do zgody nie dojdzie tak szybko.

Tymczasem my przyglądamy się siedmiu najlepszym numerom, w których Jay-Z i Kanye pojawili się wspólnie, bo jakby nie było między nimi prywatnie, nagrali razem fantastyczne i przełomowe rzeczy. Także halo, apel jest taki - nie kłóćcie się już, tylko zacznijcie ponownie współpracować.

"Never Let Me Down" ft. J. Ivy ("The College Dropout", 2004)

Chyba najbardziej emocjonalny numer tej dwójki, choć każdy z nich zdaje się rapować o czymś innym. Jay-Z nawinął o branży, w której siedział już od lat 90. "First I had they ear, now I have they heart" - słychać na samym początku. Kanye z kolei rozprawia o swoim poważnym wypadku samochodowym, którego niemal nie przeżył. "But I can't complain what the accident did to my left eye / Cause look what an accident did to Left Eye" - nawiązał do zmarłej członkini TLC. Numer zamyka jeszcze bardziej melancholijna zwrotka J. Ivy'ego.

"Diamonds from Sierra Leone" ("Late Registration", 2005)

Coś mi się wydaje, że po zapoznaniu się z papierami od prawnika Kanyego, Jay-Z po prostu zadzwonił do Westa, przypominając mu najbardziej rozpoznawalny wers "I'm not a businessman; I'm a business, man!" z tego numeru, i z ironicznym uśmieszkiem oznajmił: "A nie mówiłem? Nie ostrzegałem?". A tak poważnie - ten numer buja ponad dekadę po premierze; nawet jeśli w dalszym ciągu nie wiesz, gdzie leży Sierra Leone.

"Run This Town" ("The Blueprint 3", 2009)

Jay-Z i Kanye West nie mogli w swojej karierze nie nagrać kawałka z podopieczną tego pierwszego, Rihanną. "Run This Town" było drugim singlem promującym przeciętne "The Blueprint 3", który zdobył nawet nagrodę Grammy. Numer numerem, ale dopiero ten post-apokaliptyczny klip robi całą robotę. Może to nie Beyoncé i nie Kim Kardashian, ale Riri będzie w stanie pogodzić chłopaków?

"Hate" ("The Blueprint 3", 2009)

Tacy byli kiedyś solidarni przed wszystkimi, którzy zazdrościli im pieniędzy i sławy. Krótkie, aczkolwiek treściwe, "Hate", to echo autotune'owego albumu "808s & Heartbreaker" wydanego chwilę wcześniej. Przechwałki, propsy dla siebie nawzajem, trochę narcyzmu Jaya i egoizmu Kanyego wystarczyło, żeby kawałek był wart zapamiętania.

"Monster" ft. Rick Ross, Nicki Minaj & Bon Iver ("My Beautiful Dark Twisted Fantasy", 2010)

Tak, wiem, "Monster" wygrała zdecydowanie zwrotka Nicki Minaj, ale to nie byłoby możliwe, gdyby nie całe barokowe "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" Westa. Panowie weszli tutaj na zupełnie inny poziom abstrakcji - poziom, który do dziś wydaje się nieosiągalny dla nikogo innego w grze. "Everybody knows they're motherfucking monsters" - parafrazując linijkę z refrenu można jednym zdaniem podsumować ten banger.

"Otis" ("Watch the Throne", 2011)

Każdego lata "Otis" wjeżdża z taką samą mocą, jak zrobił to w 2011 roku. To prawdopodobnie największy letniak w całej produkcyjnej dyskografii Westa. No i do tego ten odjechany klip, w którym dwójka szaleje na potęgę na tle amerykańskiej flagi. "Jay is chillin', Ye is chillin' / What more can I say" - złote lata dla ich przyjaźni, albo powinnam raczej napisać: królewskie czasy dla tej znajomości.

"Clique" ft. Big Sean ("Cruel Summer", 2012)

To co, pogodziliście się już z myślą, że nie będzie "Watch the Throne 2"? I co, po tak fenomenalnym "Clique" z Big Seanem, mamy także przystać na to, że i kontynuacja "Cruel Summer" odwołana? No, chłopaki, nie róbcie nam tego!