podróże

Rozstania na wakacjach, czyli jak w kilka dni raj zmienia się w piekło

Wspólna podróż to prawdziwa próba ognia dla twojego związku
15.2.17

Wakacje, ferie czy wczasy stawiają nie lada wyzwanie dla każdej pary. Cały czas jesteście razem, nie macie odrobiny przestrzeni tylko dla siebie, nie pomaga też stres związany z podróżą. Wymarzony urlop może doprowadzić do zerwania albo po prostu przyspieszyć nieuniknione. Tak czy inaczej, rozstanie na wspólnym wyjeździe wystawia psychikę na ciężką próbę i stanowi prawdziwe logistyczne piekło. Poprosiliśmy kilka osób, które na własnej skórze tego doświadczyły, by wróciły pamięcią do tych niewesołych zdarzeń.

Wojtek*

To było na pierwszym roku studiów. Wybieraliśmy się w kilka osób do Białki Tatrzańskiej. Moja dziewczyna, która nie chciała z nami jechać, rzuciła mnie tydzień przed feriami. Nie układało nam się już od jakiegoś czasu, ale i tak czułem się jak gówno. Jedna z koleżanek, z którymi jechaliśmy na narty, zaprosiła mnie do siebie na imprezę na dwa dni przed wyjazdem. Poszedłem dość zdołowany i wypiłem trochę za dużo, a ona zaczęła do mnie mocno startować. Pomyślałem: „A co tam. W końcu jestem wolny" i oddałem ster mojemu fiutowi.

Błąd.

Kompletnie zepsuliśmy ferie nie tylko sobie, ale i wszystkim znajomym, którzy z nami pojechali.

Okazało się, że od dawna miała wobec mnie swoje plany i tylko czekała na taką okazję. Normalnie pewnie bym jej delikatnie wytłumaczył, że nic z tego nie będzie, a gdyby wyszło źle, na jakiś czas zawiesił kontakty. Jednak już następnego dnia mieliśmy zarezerwowany nocleg w tej nieszczęsnej Białce. Uznałem, że jakoś przetrwam tydzień z w towarzystwie napalonej koleżanki.

Znów się pomyliłem. Szybko wyszło na jaw, że ona traktuje to o wiele poważniej niż ja ‒ zdecydowanie zbyt poważnie. Zaczęła mi opowiadać o planach na przyszłość i domagać się jakichś deklaracji. Starałem się jakoś wykręcać, zmieniać temat i nie zostawać z nią sam na sam, ale przecież nie mogłem jej całkowicie unikać. Po trzech dniach czułem, że muszę to jak najszybciej przerwać. Krótko mówiąc: nie przyjęła tego najlepiej. Pozostałe cztery dni to była istna męka. Kompletnie zepsuliśmy ferie nie tylko sobie, ale i wszystkim znajomym, którzy z nami pojechali. W rezultacie w parę tygodni oprócz dziewczyny i dobrej koleżanki straciłem też część wspólnych przyjaciół, którzy, co dość zrozumiałe, stanęli po jej stronie.

Steph*

Byliśmy ze sobą ze cztery lata. Mój facet był Malezyjczykiem i razem z jego rodziną pojechaliśmy na 15 dni do jego dziadków. Od dawna wyczekiwaliśmy wspólnego wyjazdu, ale już w samolocie wszystko zaczęło się psuć.

Jego rodzice wyjaśnili mi, że mój chłopak tak naprawdę był już żonaty. Coś w stylu nieoficjalnego, „religijnego małżeństwa", ale rozwód i tak zostałby poczytany za poważny nietakt i hańbę dla „żony". Innymi słowy: gdybym była tak miła i mogła poudawać, że jestem dziewczyną brata mojego chłopaka? W przeciwnym razie jego dziadkowie patrzyliby krzywo na to, że mój chłopak ma kogoś „na boku".

Chciałam wsiąść w pierwszy powrotny samolot.

Po czymś takim chciałam wsiąść w pierwszy powrotny samolot, ale się rozmyśliłam. Nie chciałam robić scen. Przez cały czas udawałam, że wszystko jest w porządku i mówiłam to, czego ode mnie oczekiwano.

Tymczasem mój chłopak miał ciekawsze rzeczy do roboty. Zawsze był bardzo impulsywny i w kilka dni po tym, jak przyjechaliśmy do Malezji, dostał pracę w kurorcie narciarskim w Austrii. 13 dnia naszego pobytu zadzwonił do mnie w środku nocy napruty jak szpadel i powiedział, że właśnie ożenił się z jakąś dziewczyną, którą tam poznał, bo nie uznawała seksu przedmałżeńskiego. Jak łatwo się domyślić, to był koniec naszego związku.

Alice

Dwa lata temu pojechałam do Kolorado zobaczyć się z moim chłopakiem. Byliśmy ze sobą już od jakiegoś czasu i nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu przestaniemy żyć w związku na odległość.

Gdy tylko przyjechałam, napisałam do niego, że jestem na miejscu i gotowa na imprezę. Po kilku godzinach bez odpowiedzi zadzwoniłam do niego i wysłałam kilka kolejnych wiadomości. Wciąż bez odzewu. W ten sposób minęło kilka dni, aż wreszcie do mnie dotarło, że tak naprawdę nie chciał mnie widzieć.

Reklama

Odezwał się, gdy wróciłam do domu. Napisał: „Chciałbym, żebyśmy się częściej spotykali".

Larry

Mieliśmy po 22 lata i przeżywaliśmy naszą letnią miłosną przygodę w Tajlandii. Wybraliśmy typowy, przeciętny nadmorski kurort ‒ szwankująca klimatyzacja, na ścianach jaszczurki, a w moskitierach ogromne dziury.

Nie sądziłem, że będę potrzebował kremu z filtrem poza Nową Zelandią. Okazało się, że popełniłem szkolny błąd. W rezultacie dostałem ciężkiego udaru słonecznego i infekcji skóry na klatce piersiowej. Po kilku dniach próbowaliśmy uprawiać seks, ale czułem się naprawdę podle i ona zezłościła się, że psuję nasze wakacje. W dodatku, co łatwo przewidzieć, była też mocno rozczarowana moją sprawnością w łóżku.


Na nas możesz polegać. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco


Próbowałem jej wytłumaczyć: „Nie mogę dojść, bo biorę antybiotyk, a nie dlatego, że cię nie kocham!".

To był cios, po którym nie mogłem się pozbierać. Już Na kilka dni przed końcem wyjazdu wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie i rozstaliśmy się w bardzo niezręcznym stylu na lotnisku Suvarnabhumi. Patrząc z perspektywy czasu, pewnie rzeczywiście za mało ją kochałem.

Francesca

Byliśmy ze sobą od roku i na trzy tygodnie pojechaliśmy do kurortu na Hawaje. W końcu mogliśmy cały czas spędzić ze sobą, ale nie uprawialiśmy seksu. Wciąż powtarzał, że nie czuje się najlepiej, ale najwidoczniej nie przeszkadzało mu to w długich wędrówkach po górach.

Miałam coraz większego doła, aż wreszcie którejś nocy o drugiej nad ranem spakowałam moje rzeczy. Następnego ranka powiedziałam mu, że chcę się rozstać i że resztę tygodnia spędzę sama. Wyglądało na to, że mu ulżyło. Niestety, wyspa była malutka, a my przyjechaliśmy w samym szczycie sezonu, więc nie udało mi się znaleźć ani jednego wolnego pokoju. Musiałam przeczekać resztę wyjazdu, śpiąc z nim w jednym łóżku.

Reklama

Na lotnisku poprosiłam o oddzielne miejsca w samolocie. Płakałam całą drogę do domu.

Emma

Od dłuższego czasu pisaliśmy do siebie maile i wiadomości na fejsie. On mieszkał w San Diego, a ja w Auckland, więc spotkaliśmy się w Los Angeles.

Muszę jeść często: małe, zdrowe posiłki. Tak już po prostu mam. W tamtym momencie nawet bardziej niż zwykle, bo dopiero co poddałam się oczyszczającej głodówce. Jego dieta pozostawiała wiele do życzenia: na śniadanie czekolada, czasem kawa, sporo wina. Zero warzyw. Po kilku dniach otworzyłam lodówkę i znalazłam w niej pościel. Jak powiedział, to dlatego, że nie mieściła mu się w szafie.

Na tym etapie spaliśmy już razem, ale poczułam, że robi mi się niebobrze i nie chciałam już z nim więcej iść do łóżka. Zaproponowałam jednak, żebyśmy pojechali do Palm Springs i następnego dnia wyruszyliśmy w drogę.

Wygłosił całą gniewną tyradę na temat mojego trybu żywienia.

Gdy pierwszego ranka po przyjeździe zjadłam słodką bułeczkę, wytknął mi, że była na maśle. Kilka dni później napięcie sięgnęło zenitu i wygłosił całą gniewną tyradę na temat mojego trybu żywienia. Postanowiliśmy wracać do LA.

Po powrocie dał nogę z miasta i pojechał z rodziną na wczasy do Meksyku. Przez kilka dni zostałam sama w jego mieszkaniu, bo nie miałam gdzie się podziać w Los Angeles. Uznałam, że tak będzie w porządku, dopóki nie znajdę sobie czegoś innego. W końcu znalazłam się bardzo daleko od domu. Jednak gdy wrócił, zapytał, co ja u niego jeszcze robię.

Jolene

Poznałam chłopaka z Londynu w barze w Wellington. Od razu między nami zaiskrzyło, a w dodatku okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych znajomych. Wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu, ale nie poszliśmy do łóżka ‒ już wtedy powinna mi się zapalić ostrzegawcza lampka. Niedługo potem poleciał z powrotem do Londynu, ale pozostaliśmy w kontakcie. Po jakimś czasie, gdy już trochę lepiej się poznaliśmy, postanowiliśmy pojechać razem do Indii.

Pod jednym warunkiem: mieliśmy się zachowywać jak w staroświeckim romansie i komunikować się jedynie za pośrednictwem listów. Osiem miesięcy później spotkaliśmy się w naszym drogim pokoju hotelowym w Delhi. Trudno o romantyczniejsze okoliczności, ale nawet się nie pocałowaliśmy. Po trzech dniach między nami zaczęła rosnąć niewidzialna bariera. Oboje zastanawialiśmy się, co właściwie zrobiliśmy. Następne trzy miesiące mieliśmy spędzić razem, jadąc przez Indie na jednym motocyklu. Przed wyjazdem wynajęłam komuś moje mieszkanie i zwolniłam się z pracy.

Dowiedziałam się, że miejscowi mówią na mnie „dziewczyna ze smutnymi oczami".

Zaczęłam zajadać swój smutek i stres. On zaczął sypiać z innymi kobietami. W pewnym momencie na jakiś czas zatrzymaliśmy się w jednej wiosce. Wkrótce dowiedziałam się, że miejscowi mówią na mnie „dziewczyna ze smutnymi oczami". Gdy szłam gdzieś sama, pytali mnie, gdzie mój mąż. Kobiety, z którymi on się zadawał, chciały wiedzieć, dlaczego z nim podróżuję. Czy jestem jego siostrą?

Po trzech miesiącach byłam kompletnie załamana i nie mogłam pojąć, jak do tego wszystkiego doszło. Pewnie w listach i na mediach społecznościowych łatwo ukazywać się jako ktoś, kim się wcale nie jest. Okazało się, że przed wyjazdem był w związku z kimś innym ‒ żeby zostawić sobie możliwość wyboru. W bolesny sposób przekonałam się, jak bardzo oczekiwania mogą wyssać ze wszystkiego radość.

Reklama

*Imię zostało zmienione na prośbę rozmówcy

Tłumaczenie: Jan Bogdaniuk


Więcej o miłości, smutku i rozstaniach na VICE:

Czego dowiadujesz się, gdy masz dwadzieścia parę lat i właśnie rozpadł ci się związek

Samotność i melancholia w jesiennym Krakowie

Zerwanie z przyjacielem bywa brutalne

Ludzie opowiadają, dlaczego zostali z osobą, która ich zdradziła