Prawa kobiet

Przeciwniczki i zwolenniczki Strajku Kobiet tłumaczą, czego chcą kobiety

Dziesiątki kobiet wyjdą dziś na ulice, ale kolejne dziesiątki zostaną w domu i w pracy. Jedne i drugie zapytaliśmy o to, czym są dla nich prawa kobiet

tekst Izabela Szumen
08 Marzec 2017, 8:43am

Ilustracja: Izabela Szumen

Dzień Kobiet jest wspólnym świętem nas wszystkich – jednak trudno mówić o środowiskach kobiecych w Polsce jako o strukturze jednolitej. Kobiety dzielą się na obozy o skrajnie odmiennych poglądach. Przekonane dają się przekonywać do idei z którymi od dawna się zgadzają, a przepaść ideologiczna między prawym i lewym brzegiem się  pogłębia.

Organizacje feministyczne wyjdą dziś na ulice – a za nimi dziesiątki tysięcy kobiet popierających postulaty, o które feministki w Polsce walczą od lat. W tym czasie kolejne dziesiątki tysięcy nie wezmą udziału w protestach. Zostaną w domu, zajmą się dziećmi lub pracą. Dlaczego? Bo nie czują się częścią zachodzących zmian lub ich kodeks moralny stoi w pełnej zgodzie z kierunkiem dyskutowanym przez rząd.

Rozmawiałam z kobietami, które popierają protest, oraz z tymi, które są mu przeciwne, by dowiedzieć się jak czują się w dzisiejszej Polsce, w co wierzą, czego oczekują od prawodawców i współobywateli oraz co według nich kryje się za terminem „kobiecość".

Mam 18 lat i jestem uczennicą liceum

Staram się traktować wszystkich na równi, bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy orientację seksualną. Kieruję się zasadą, że nie należy ludzi oceniać dopóki ich nie poznamy.

W dzisiejszej Polsce czuję się bezpiecznie. Nie boję się wracać sama wieczorem lub nocą do domu; a tego rodzaju niepokój odczuwałam będąc w innych krajach Europy.

Przykro jest mi jednak kiedy słyszę jak bardzo ograniczeni poglądowo są nasi rodacy – a co gorsza, nawet to młode, de facto moje, pokolenie. 

Chciałabym byśmy jako społeczeństwo nauczyli się konstruktywnej dyskusji i wymiany zdań, mogłoby to pomóc przy poszerzaniu horyzontów ludziom którzy potrafią patrzeć tylko w jednym kierunku. 

Szum wywołany przez proponowane zmiany w polskim prawie jest uzasadniony i ma sens. Nie jest to w żadnym wypadku temat zastępczy, jak niektórzy lubią go określać. Prawa kobiet, lub powolny ich zanik, to coś, co dotyczy każdej z nas. Wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia. Wszystkie jesteśmy kobietami: córkami, matkami, wybieramy samotność lub posiadanie rodziny, ale prawa które powinny nam przysługiwać pozostają takie same. 

Każdy powinien być strażnikiem własnego sumienia, a nie starać się na siłę układać życie innym

Nie wydaje mi się by stosowanie pigułek „dzień po" czy aborcji dla kogokolwiek było odpowiednim zamiennikiem antykoncepcji – musimy jednak pamiętać że są sytuacje, kiedy takie rozwiązania są konieczne.

Sytuacja, gdzie o tym fundamentalnym prawie do samodecydowania o własnym ciele przez kobiety, głos zabierają głównie mężczyźni, którzy nigdy nie zajdą w ciążę w wyniku gwałtu (w szczególności księża) jest czymś, co w XXI wieku jest niedopuszczalne. Każdy powinien być strażnikiem własnego sumienia, a nie starać się na siłę układać życie innym.

Według mnie jednym z najważniejszych postulatów formułowanych przez środowiska feministyczne jest reforma edukacji seksualnej. Jako uczennica wiem, że tego bardzo w szkołach brakuje, a jeśli już jest to jest prowadzone nieudolnie, w oparciu o przestarzałe materiały. Nic dziwnego więc, że mało kto na te zajęcia uczęszcza. Alternatywną możliwością staje się internet, który z kolei zawiera ocean informacji niekoniecznie prawdziwych, więc dzieciaki tak naprawdę pozostawione są w poszukiwaniu wiedzy same sobie. Dlatego ten przedmiot powinien być obowiązkiem w każdej szkole ponadpodstawowej. I nie mówię tu o liceach, bo wtedy jest już zdecydowanie za późno na uświadamianie młodzieży. 

– Kasia

Mam 38 lat, od 13 lat jestem mężatką. Wychowuję trójkę dzieci w wieku od 7 do 11 lat. Pracuję jako animator kultury i katechetka w szkole podstawowej

Jestem osobą wierzącą, kieruję się w życiu zasadami wypływającymi z nauczania Kościoła oraz moralnością katolicką. Choć nie jestem bezkrytyczną zwolenniczka obecnego rządu, jako kobieta czuję się w obecnej sytuacji dość bezpiecznie, ponieważ rządząca partia wyznaje poglądy dotyczące moralności i roli kobiety w społeczeństwie podobnie jak ja. 

Wprawdzie ich postawa wobec aborcji czy antykoncepcji nie jest stanowcza i radykalna na tyle, na ile powinna być, jednak mam poczucie, że zmiany proponowane przez środowiska lewicowe nie zostaną za czasów obecnego rządu przeforsowane.

Dlaczego sprzeciwiam się aborcji? Bo jest to wielka krzywda dla kobiety. Matką się jest od momentu poczęcia nowego życia, a kiedy zaczyna się to nowe życie – na to pytanie bezdyskusyjnie odpowiada biologia. Nieustanne spory dotyczące tej kwestii uważam za bezsensowne. Aborcja zabija człowieka a kobieta, która jej dokonała jest od tej pory matką martwego dziecka. Ciąża, podobnie jak aborcja, zostawiają w ciele, psychice i duchowości kobiety trwałe piętno. 

Każda kobieta odczyta w sobie powołanie do macierzyństwa, bez względu na to, czy zdecyduje się na małżeństwo, samotne życie czy nawet związek z inną kobietą

Dlaczego sprzeciwiam się antykoncepcji? Bo niszczy zdrowie kobiety. Zakłóca naturalny rytm jej cyklu, odbiera jej płodność, która jest jej siłą, darem i która ma wpływ na całościowe funkcjonowanie jej organizmu oraz psychiki. Stwarza również barierę w kontakcie seksualnym z mężczyzną: przestaje on być naturalny i nie jest już całkowitym darem z siebie nawzajem, jakim powinien być ze swej natury.

Kobiecość jest dla mnie odczytaniem, zaakceptowaniem i wypełnieniem zadań, jakie stawia przede mną moja płeć. Ponieważ są one wpisane w naszą naturę, posiadamy umiejętność zmierzenia się z nimi i realizowania ich w naszym życiu. 

Każda kobieta odczyta w sobie powołanie do macierzyństwa, bez względu na to, czy zdecyduje się na małżeństwo, samotne życie czy nawet związek z inną kobietą. 

Każda z nas również powołana jest do służby i poświęcenia się dla innych: czy to będzie życie w małżeństwie, zakonie, praca nauczycielki, urzędniczki czy jakiekolwiek inne zajęcie. Kobieta w naturalny sposób dostrzega potrzeby innych ludzi i stara się wychodzić im naprzeciw. Kobiecość  to staranie się, aby rozumieć i akceptować innych, to dawanie ciepła i miłości. 

Kobiecość realizuję konkretnie w moim małżeństwie, które tworzę z ukochanym mężczyzną. To także moje macierzyństwo i wszystko co się z nim wiąże. To odkrycie zadań, jakie przygotował dla mnie Bóg, a których nie daje do zrealizowania żadnemu mężczyźnie. I choć na co dzień wiąże się ono z różnymi trudami a często i niepowodzeniami, mam przekonanie że będąc kobietą, jestem w stanie im podołać na swój sposób mając oparcie w Bogu i Jego Matce.

– Kamila

Mam 52 lata, jestem po rozwodzie, mam trójkę dorosłych dzieci. Prowadzę własna firmę

Mam poglądy liberalne, antyklerykalne. Hasło które mogłoby opisać mój stosunek do świata i ludzi to „Żyj i daj żyć innym". 

Od ostatnich wyborów w Polsce czuję się coraz bardziej zagrożona jako kobieta. Czuję, że moje prawa obywatelskie są drastycznie ograniczane przez władzę i Kościół. Mam wrażenie, że  jako kobiety stałyśmy się ulubionym celem męskich szowinistów, frustratów i hipokrytów, którzy przy pomocy władzy i kościoła testują na nas swoje najdziksze pomysły. Nie chcę być ich królikiem doświadczalnym i nie chcę też tego dla moich córek. Państwo powinno być świeckie i nic mu od naszych ciał i dusz. 

Czuję, że moje prawa obywatelskie są drastycznie ograniczane przez władzę i Kościół

8 marca wyjdę na ulicę i zrobię to samo zawsze kiedy trzeba będzie walczyć o prawa kobiet. Proponowane zmiany w ustawach wygenerują podziemie aborcyjne, cofną nas  kilkadziesiąt lat wstecz, spowodują zagrożenie dla zdrowia i życia tysięcy kobiet a także ich dzieci. Kobiecość zobowiązuje! Solidarność kobieca to działanie i wspieranie się wzajemne. 

Podobno XXI wiek to wiek kobiet: nie sądziłam, ze w Polsce będzie on w takim wydaniu.

– Agata

Mam 33 lata. Męża, żony, psa, kota i potomstwa brak. Prowadzę warsztaty z dziećmi w muzeum

Odczuwam duży dyskomfort związany z tym, że krajem w którym mieszkam rządzą autorytarni idioci, za punkt honoru biorący sobie majstrowanie przy dziedzinach życia, które powinny pozostać indywidualnym wyborem każdego z nas. Chciałabym by ludzie zajmujący stanowiska rządowe ograniczyli się do polityki zagranicznej, gospodarki, ekonomii a kwestie obyczajowe pozostawili obywatelom.

Marzę by żyć w kraju, gdzie ludzie szanują odmienność stylów życia i potrzeb. Tak po prostu. Nie pasuje mi świat polityki, zupełnie go ignoruję, a w skutek tego z dnia na dzień wiem coraz mniej o wydarzeniach bieżących. Nie włączam się w publiczne dyskusje, nie jestem aktywistką (przynajmniej z poziomu makro), nie manifestuję swoich poglądów szeroko. 

Nie włączam się w publiczne dyskusje, nie jestem aktywistką, nie manifestuję swoich poglądów szeroko

Mam duszę buntowniczki lokalnej: podburzam przyjaciół i dzieci, z którymi pracuję. I jednych i drugich prowokuję do wychodzenia poza schematy myślenia i działania a gdy odważają się by coś zmieniać w swoim życiu – dopinguję ich.Staram się by wykluczyli ze swojego rozumowania sformułowania typu „czy to wypada„ i „co ludzie powiedzą".

Chęć ograniczania praw obywatelskich takich jak aborcja czy antykoncepcja wydaje mi się absurdalna. Czuję, że dziś w Polsce równie dobrze można by na poważnie rozważać przymus posiadania papugi.

Raczej nie myślę w kategoriach kobiet-mężczyzn, ale ludzi. Jeśliby kobiecość traktować jako termin nacechowany pozytywnie i przekształcić go w tak samo nacechowane słowo człowiek, to będzie to dla mnie ktoś, kto o siebie dba. Dba o swoje życie emocjonalne, intelektualne, zdrowie, rozwija się, odpoczywa, poszukuje, kombinuje co by tu zrobić by znaleźć coś, co będzie sprawiało mu przyjemność, dba o relacje z ludźmi, o naturę i świat w ogóle.

– Marta