Moje zdanie

Backpackerzy niszczą mój kraj i cały świat

Nie martw się, nie jesteś sam. Wszyscy ich nie znosimy
Foto af Andy Dibb/ Flickr CC License

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Indonesia

Dorastałem w Indonezji, naprzemiennie pomieszkując w Dżakarcie, czyli stolicy, oraz na Bali, wyspie leżącej dokładnie pośrodku tego, co przewodniki turystyczne nazywają „szlakiem bananowych naleśników” [popularne wśród budżetowych turystów i backpackerów miejsca w Azji Południowo-Wschodniej]. Jasne, Wyspa Bogów to znacznie więcej niż tylko cel podróży turystów z całego świata, ale jeśli stanowi ona twój dom, to wiesz, że nie sposób na niej uciec od backpackerów.

Reklama

Zdajesz sobie sprawę z tego, jak to jest pochodzić z miejsca, do którego przyjeżdżają podróżnicy, aby „odnaleźć samego siebie” lub „doświadczyć prostego stylu życia”? Już ci mówię – to po prostu ostro wkurwiające. Większość backpackerów podąża utartymi schematami i wybiera się w taką podróż po ukończeniu liceum albo studiów (w ramach tzw. gap year), przeważnie po to, aby zanurzyć się w lokalnych kulturach Azji Południowo-Wschodniej. Oczywiście zazwyczaj oznacza to dla nich picie koktajli w kawiarniach w nadmorskiej miejscowości Canggu, chodzenie w Bangkoku na całonocne imprezy na ulicy Khao San oraz, jak już się pewnie domyśliłeś, bananowe naleśniki na śniadanie.

Problem polega na tym, że ja też uwielbiam podróżować. Jednak kiedy szukam w sieci pomysłu na kolejne wakacje, zazwyczaj widzę jednie oferty wyjazdu do mojego kraju i okolicznych państw. Większość jest skierowana do zamożnych ludzi z Zachodu – mamy witryny, które pokazują, jak oszczędni turyści powinni rozplanować swój budżet, ale proponowane przez nich stawki przekraczają sumy, jakie przeciętny Indonezyjczyk zarabia przez miesiąc. Inne natomiast wyjaśniają, jak poradzić sobie z „odwrotnym szokiem kulturowym” – no bo wiesz, spędzenie miesiąca lub dwóch w Azji Południowo-Wschodniej tak mocno na ciebie wpływa, że trudno jest się znowu dostosować się do nudnej codzienności swojego kraju. Ale może powrót do normalnego życia przychodzi ci z takim trudem, bo ostatnie dwa miesiące spędziłeś na wakacjach, nie robiąc absolutnie nic? (Sorry, ale picie na plaży piwa Bintang albo patrzenie na świątynie nie jest prawdziwym zajęciem).

Reklama

Słuchaj, poniekąd cię rozumiem. Właśnie skończyłeś studia, z niechęcią odnosisz się do faktu, że przez resztę życia będziesz musiał pracować, a do tego jesteś stosunkowo bogaty (w porównaniu do reszty świata). Dlaczego nie miałbyś chcieć podróżować? Nie udawaj jednak, że wyjazdy to jakoś wyjątkowo pouczające doświadczenie. Na pewnym blogu można znaleźć informację, że dzięki podróżowaniu z plecakiem ludzie stają się bardziej otwarci na innych, ponieważ poznają nowych ludzi i obce kultury. Założę się, że w twojej ojczyźnie też są ludzie, w stosunku do których mógłbyś się stać nieco bardziej otwarty i tolerancyjny.


OBEJRZYJ: Królewska krew: wystawne, krwawe pogrzeby w Indonezji


No dobra, ale dzięki turystom te wszystkie biedne miejsca mogą zarobić sporo pieniędzy, twierdzą entuzjaści backpackingu. No cóż, zalanie jakiegoś kraju Trzeciego Świata walutą niemającą tam właściwie oficjalnego przelicznika, wcale nie ułatwia tubylcom życia, a jedynie wymusza globalizację na tych, którzy jeszcze nie są na nią gotowi.

I czy naprawdę sądzisz, że tylko mieszkańcy Zachodu mają pieniądze? Poświęć jeden dzień wakacji na przejście się po dzielnicach zamieszkanych przez zamożnych dżakartczyków. Zapewniam cię, że wydają znacznie więcej pieniędzy, niż pozwala ci na to twój budżet w wysokości 75-90 złotych dziennie.

Że nie wspomnę już o tym, jak wiele musiały poświęcić takie miejsca jak Bali, żeby spłynęło do nich trochę zielonego. Backpackerzy lubią narzekać, że z każdym rokiem azjatyckie kraje tracą na autentyczności (tj. są coraz mniej biedne). Uwaga: to normalne, kiedy obszar zaczyna się gwałtownie rozwijać. A jak myślisz, kto napędza ten rozwój? I jak czuje się reszta z nas, kiedy nasz dom zamienia się w turystyczną wioskę pełną jedzenia, którego ceny nagle poszybowały w górę? I gdy z dnia na dzień pojawiło się mnóstwo klubów, za wejście do których tubylcy muszą płacić normalną cenę, podczas gdy tłum gogusiów z wściekle czerwonymi oparzeniami słonecznymi wchodzi za darmo?

Reklama

Jednocześnie cały cymes z backpackingiem polega na tym, żeby jak najwięcej przyoszczędzić. Oznacza to, że znacznie mniej pieniędzy trafia do kieszeni lokalnych przedsiębiorstw, bo większość zgarniają sklepy, które specjalnie dostosowują się do potrzeb ludzi z Zachodu i sprzedają im pocztówkową, nieistniejącą wersję Azji Południowo-Wschodniej. To beznadziejna sytuacja; największą popularnością cieszą się teraz tanie i mdłe potrawy, ponieważ to właśnie one pozwalają utrzymać mit przyjaznej turystom Azji.


Mówimy jak jest. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Canggu nie potrzebuje kolejnego baru sprzedającego desery ze zmiksowanych owoców. Z radością pozbylibyśmy się większości klubów plażowych, które każą nam płacić za wylegiwanie się na piasku (jeszcze niedawno darmowe). Pensjonaty i kawiarnie mnożą się w zawrotnym tempie – za każdym razem, gdy wracam do domu, na wyspie pojawia się kolejny hotel (albo 50).

Wiem, że łatwo jest psioczyć na ludzi, którzy na twoich oczach relaksują się przy piwku i chłoną słońce. Jednak trudno czuć się dobrze z faktem, że twój dom zmienia się we własną instagramową karykaturę. To przykre, kiedy twoja kultura łagodzi swój charakter tylko po to, żeby zadowolić turystów zza granicy. Cholera, chcę, żeby mój pieprzony sambal był pikantny.

Wszyscy mamy obowiązek szanować kulturę miejsc, które odwiedzamy. Selfie na plaży nie zmieni twojego życia. Zamiast tkwić w swojej turystycznej bańce, poświęć trochę czasu, aby dowiedzieć się, o co naprawdę chodzi w danej kulturze. Zadawaj pytania. Słuchaj. Nie narzekaj.

Reklama

Albo się przeprowadź. Jeśli naprawdę chcesz zostać „cyfrowym nomadą”, „obywatelem świata” albo jeszcze innym dziwnym wymysłem milenialsów, wybierz jakiś kraj i zamieszkaj w nim. Poznaj ból ubiegania się o wizę, stania w urzędzie imigracyjnym i uczenia się nowego języka. Przestań żyć życiem turysty, ale też nie próbuj udawać tubylca. Bądź sobą, ale staraj się wyjść innym naprzeciw. Zrozum, jak naprawdę wyglądają tutejsze realia.

Następnym razem, jak będziesz na Bali, rozejrzyj się dookoła i przypomnij sobie ten tekst.


Więcej na VICE: