jedzenie

​Słodycze z twoich koszmarów

Annabel rzeźbi i tworzy z najlepszej belgijskiej czekolady przerażająco realistyczne czaszki ptaków, kociąt i bliźniąt syjamskich oraz modele anatomiczne

tekst Kim Kelly, tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
17 Listopad 2015, 3:55am

Z Annabel de Vetten (znaną też jako Annabel Lecter) spotkaliśmy się już wcześniej: wtedy uchyliła nam rąbka tajemnicy w Conjurer's Kitchen, swej niezwykłej pracowni, w której tworzy mroczne wypieki, takie jak dwugłowe cielę, tors z wybebeszonymi flakami i naturalnej wielkości zwłoki serialowego Dextera. Sama zainteresowana uważa, że jej barwna historia jest... nudna. Jej przejście od malowania na płótnie do malowania lukrem zaczęło się niewinnie – od zrobienia ciasta na wesele przyjaciół. Teraz urodzona w Niemczech była artystka i taksydermistka rozszerzyła działalność i zajęła się kolejnym smakowitym materiałem – czekoladą. Ale nie przyrządza zwykłych łakoci z blogów kulinarnych. Annabel rzeźbi i tworzy z najlepszej belgijskiej czekolady przerażająco realistyczne czaszki ptaków, kociąt i bliźniąt syjamskich oraz anatomiczne modele. Jej interes kwitnie: ręcznie robione jedzenie przeżywa swój renesans, a ciężko wymyślić coś bardziej rzemieślniczego niż czekoladowa czaszka kotka robiona na zamówienie.

– Przeszłam na jadalne materiały. Projekt z czekoladą był dla mnie w jakiś naturalny sposób kolejnym krokiem – wyjaśnia de Vetten. – Czytałam książkę doktora Paula Koudounarisa Empire of Death i na nowo zachwyciłam się pomalowanymi czaszkami z kaplicy w Hallstatt w Austrii. I wtedy wpadłam na taki pomysł: sama zrobię sobie czaszkę z czekolady! Ale nie pomyślałam, że to zainteresowałoby klientów, że mogłabym takie wyroby sprzedawać. Po prostu chciałam ją mieć, a skoro nie mogłam mieć prawdziwej czaszki, to zrobiłam sobie czekoladową. Na rynku były dostępne inne czaszki z czekolady różnej jakości, ale chciałam żeby moja była trochę inna. Poeksperymentowałam z kilkoma modelami, a potem trochę poszperałam w sieci i zauważyłam, że nikt nie robił czekoladowych czaszek zwierząt czy ptaków. Byłam zaskoczona, bo to wydawało mi się takie oczywiste.

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Annabel de Vetten.

– Postanowiłam więc, że zrobię ich kilka. Ku mojej radości wyszły wspaniale! Kilku czaszek wron, sów, kotów i małp użyłam, aby udekorować tort na targi ślubne. Zdjęcia tortu zrobiły furorę w sieci (głupia ja – nie wkleiłam na nich podpisu!) i wszystko wtedy nabrało rozpędu. Wielu moich obserwatorów jest spoza Wielkiej Brytanii, więc małe produkty w dość przystępnych cenach, które można łatwo wysłać, są dla mnie świetnym sposobem na dzielenie się miłością do przerażających słodyczy z ludźmi na całym świecie – oczywiście tam, gdzie pogoda na to pozwala. Nigdy nie pałałam taką niechęcią do słońca i upałów jak teraz, nawet w moim najmroczniejszym okresie bycia gothem – opowiada de Vetten.

Zrobienie upiornego ciasta czy czekoladki z foremki to nie taka trudna rzecz, ale prace de Vetten są na zupełnie innym poziomie, jeśli chodzi o jakość i detale. Ciasta i czekoladki z Conjurer's Kitchen wyglądają jak prawdziwe czaszki czy rzeźby, a to wymaga ręki mistrza. Annabel mówi, że ma po prostu dobre oko do detali i sprawne dłonie. Ale co niezwykłe, jest ona upartym samoukiem – nikt nie uczył jej sztuki wyrabiania i dekorowania wyrobów cukierniczych.

W tej pracy są też pewne ograniczenia.

– Ciepłe dłonie to jakiś koszmar! – śmieje się. – Jakość czekolady ma ogromne znaczenie, nie tylko ze względu na smak, ale też na to, jak czekolada się zachowuje w trakcie obróbki. Każdą czekoladką zajmuję się kilka razy, zanim ją ukończę, więc jeśli materiał jest złej jakości, wyroby się zniszczą, gdy będę je trzymać i malować, nawet jeśli założę bawełniane i winylowe rękawiczki naraz. Gdy wypychałam zwierzęta, zajmowałam się tylko ptakami, głównie bażantami. Czasem więc rozbierałam zwłoki w taki sposób, by później można było z nich zrobić smaczną pieczeń. Ale nie mogłam oblizywać łyżki tak jak teraz! Praca z wyrobami cukierniczymi na pewno pachnie przyjemniej niż farba i wypychanie zwierząt.

Jednak Conjurer's Kitchen przerosło już możliwości kuchenki Annabel, a ona chce się rozwijać. Przeprowadziła więc na Kickstarterze zbiórkę pieniędzy na zakup profesjonalnej maszyny do temperowania czekolady, która pomoże jej skrócić czas produkcji i zwiększy liczbę produkowanych czekoladek. Annabel szacuje, że stworzenie jednego ciasta zajmuje jej dwa, trzy dni, w trakcie których pracuje po 12 godzin. Czekoladki powstają szybciej, ale tylko pozornie. Liczy się każda minuta. Teraz, gdy dodała do swojego kuchennego arsenału ciężką artylerię, nie ma dla niej granic.

– Nie spodziewałam się, że kampania na Kickstarterze okaże się takim sukcesem! – mówi de Vetten.
Zamierza użyć tych dodatkowych pieniędzy, aby rozwinąć swój czekoladowy projekt. – Czasem ciężko jest zrobić to, co właściwe. Kreatywni ludzie często nie doceniają siebie samych, ale na dłuższą metę to nie jest dobre. Teraz mogę spędzić trochę więcej czasu i stworzyć coś, co – miejmy nadzieję – się sprzeda. To pewnego rodzaju luksus.

Nowy sprzęt da jej także więcej czasu na eksperymentowanie.

– Bardzo chciałabym dodać smaki i nadzienia – mówi. – Dodawałam już papryczkę chili do białej czekolady, aby uzyskać kolor skóry. Naturalny kolor chili jest idealny, a do tego świetnie smakuje. Do wyrobu czaszek mogę używać tylko białej czekolady, która świetnie imituje kości. Próbowałam zrobić czaszkę kruka z ciemnej czekolady, ale nie wyglądała tak, jak powinna. Żeby zrobić coś z ciemnej czekolady, muszę wymyślić jakiś specjalny projekt. Albo zrobić z białej czekolady czaszki różnych zwierząt i zamontować je na tabliczce z ciemnej czekolady, jak trofea łowieckie. Zrobiłam już kiedyś dla pewnego muzeum rączki do trumny z ciemnej czekolady pomalowanej na złoto – wyglądały świetnie.

Annabel robiła już czekoladowe czaszki dla wielu różnych klientów. Pracowała m.in. dla Barbican Museum, British Library i sklepu Obscura Antiques znanego z programu „Oddities" na Discovery Science. Zdobyła uznanie i fanów z różnych środowisk. Jest szczególnie popularna wśród ludzi oswojonych ze śmiercią i wśród historyków medycyny, przedsiębiorców pogrzebowych i amatorów dziwnych miejsc, takich jak The Morbid Anatomy Museum na Brooklynie (tam właśnie dowiedziałam się o jej kampanii na Kickstarterze). Jak mówi sama Annabel, osoby, takie jak: Joanna Ebenstein z Morbid Anatomy, Caitlin Doughty z The Order of the Good Death, dr Paul Koudounaris oraz Sarah Troop z bloga Nourishing Death, są miłośnikami Conjurer's Kitchen – to prawdziwa śmietanka mrocznych gwiazd.

– To wspaniali ludzie! Myślę, że moja praca wzbudza zaciekawienie tego środowiska, bo skupia się na zainteresowaniach i dziedzinach pracy tych ludzi, ale z zupełnie innej perspektywy. Mogą patrzeć na czekoladową czaszkę i czuć przyjemność zamiast smutku czy medycznego dystansu. To dodaje nowy wymiar osobliwości do czegoś, co już i tak jest ciekawe. Można w ten sposób przeżyć dreszczyk emocji, zjadając czekoladkę, która nie wygląda na coś jadalnego. Oczy mówią „nie", ale nos i kubki smakowe chcą ją spałaszować. To tak naprawdę dotyczy nas wszystkich. Patrząc na czaszkę, można czuć nie tylko smutek, to normalne. Wszyscy mamy czaszki i wszyscy umrzemy. To ciekawe obiekty. Robiąc formy, wolę używać replik. Często używam też modeli anatomicznych, więc wiem, że to nie są czaszki pozyskane w jakiś niegodziwy sposób.

Inni ludzie zainteresowani śmiercią podkreślają, że śmierć i jedzenie zawsze były z sobą związane: od uczt na drogę dla egipskich mumii po tradycyjną mormońską potrawkę z ziemniaków serwowaną na stypach. Zapytałam Annabel, czy jest w tym coś głębszego, czy czuje, że tworzy pyszne symbole śmierci.

– Ja się w tym głównie spełniam artystycznie. Jest to też miłe dla oka – odpowiada. – Kiedyś byłam w niesamowitej Kaplicy Czaszek w Kutnej Horze w Czechach i od tamtej pory jestem oczarowana kreatywnymi sposobami wykorzystania kości. Dlatego podobały mi się obie książki dr. Paula Koudounarisa – pokazywał w nich miejsca, w których byłam, oraz takie, które chcę odwiedzić w przyszłości; miejsca, którym mogę teraz oddać hołd, w jadalnej formie. Uwielbiam historię śmierci i jedzenia oraz poglądy kryjące się za kanibalistycznymi tradycjami. Pochodzę z Niemiec, otaczali mnie więc katolicy, dla których jedzenie po pogrzebie jest ważną częścią tradycji. Język niemiecki jest bardzo opisowy: das Totenmahl, czyli stypa, to dosłownie „uczta zmarłych".

W Conjurer's Kitchen zegar tykał, a czekolada się rozpuszczała. Zadałam więc ostatnie pytanie:
– Jaki jest najlepszy (i najsmaczniejszy) sposób na zrobienie sztucznej krwi, która wylewa się z wielu jej mrocznych smakołyków?
– Najprostszą i najtańszą metodą jest golden syrup (złocisty syrop z cukru) z czerwonym i czarnym barwnikiem spożywczym. Ciemne kakao w proszku sprawi, że tak spożywcza krew będzie nieprzezroczysta – zdradziła mi Annabel. – Jeżeli mam większy budżet, wybieram inną metodę: redukuję czerwone wino. Trzeba do niego dodać troszkę czerwonego barwnika, ale to wszystko. Dodaj kilka ziarenek czarnego pieprzu do płynu gotującego się na małym ogniu płynu – i voilà! Oto krew, która jest piekielnie pyszna i upiornie realistyczna!

Ten artykuł ukazał się na MUNCHIES w kwietniu 2015 r.