Rozmawiamy z dziewczyną, która musiała zapłacić hakerom, żeby odzyskać swoje dane
Sponsorowane

Rozmawiamy z dziewczyną, która musiała zapłacić hakerom, żeby odzyskać swoje dane

Czasem kliknięcie w niepozorny baner na stronie internetowej może cię naprawdę sporo kosztować…
m
tekst mBank

Gdy pliki na twoim komputerze, szczególnie jeśli jesteś grafikiem a za dwa dni masz deadline, zostaną zablokowane, zrobisz wszystko, żeby je odzyskać. Zazwyczaj chodzi o rozlaną kawę, która spowodowała spięcie. Wtedy znajomy, który ma jakąkolwiek „wiedzę o komputerach”, stara się podpiąć dysk u siebie i zobaczyć, czy coś ocalało. Kawa wydaje się jednak małym problemem przy tym, co spotkało Kingę, która wyjechała na stypendium do Stanów Zjednoczonych i musiała zapłacić hakerowi łapówkę w bitcoinach, żeby odzyskać swoje dane z komputera. Zainspirowani kampanią społeczną „Uważni w sieci”, zwiększającą świadomość o zagrożeniach w internecie, zapytaliśmy ją o to doświadczenie.

Reklama

VICE: Jak to się w ogóle stało, że kliknęłaś w coś, co zainfekowało twój komputer?
Kinga: Wiem, że to brzmi, jakbym była głupsza niż dziecko w przedszkolu, ale byłam po trzech tygodniach pracy od rana do nocy, bo miałam spory projekt i krótki deadline. Wtedy już nie do końca zwracasz uwagę, w co klikasz i na co się zgadzasz. Pamiętam, że to była reklama jakiegoś programu do konwersji plików, który by mi się w tamtym momencie bardzo przydał, więc kliknęłam. Myślałam, że to darmowe oprogramowanie, jakich jest dużo w sieci. Na pulpicie pojawił się instalator i program zaczął się instalować. Coś szło jednak nie tak i po chwili instalacja zakończyła się, więc zignorowałam temat. Od tego niestety zaczął się problem, bo wkrótce wyskoczyła mi informacja, że muszę zapłacić w bitcoinach, jeśli chcę zobaczyć jeszcze swoje pliki…

Twój komputer nie zablokował jakoś tego programu?
Niestety nie, a ja zajmuję się projektowaniem, a nie zabezpieczeniami. Korzystam z sieci w podstawowym zakresie, więc po prostu wielu rzeczy (czego serio w tamtym momencie pożałowałam) nie wiem. Nie miałam odpowiednich programów, a wyjechałam do Stanów właśnie po to, żeby między innymi zarobić na lepszy komputer. Miałam stary sprzęt, nie aktualizowałam go i tak dalej. Myślę, że byłam na tyle laikiem, jeśli chodzi o internet, że nietrudno było mnie zaatakować w taki sposób.

I co zrobiłaś?
Potrzebowałam dwóch rzeczy: pomocy kogoś bardziej doświadczonego, no i oczywiście moich plików. Nie za bardzo miałam ochotę dzwonić po dobrych znajomych i opowiadać historię, w której wychodziłam na naiwną osobę, klikającą w internecie w co popadnie. Poprosiłam więc o pomoc moich współlokatorów. Jeden z nich miał podobną sytuację i zdecydował się zapłacić hakerowi, dzięki czemu odzyskał dostęp do swojego komputera, więc i ja tak zrobiłam. Straciłam jednak dużo pieniędzy, musiałam przy okazji dowiedzieć się, czym jest i jak działa bitcoin, ale ostatecznie odzyskałam dostęp do plików. Od razu zgrałam je na zewnętrzny dysk, a tamten komputer oddałam do punktu, gdzie zajęli się oczyszczeniem go i tak dalej.

Reklama

Czyli wszystko skończyło się względnie dobrze?
No niezbyt. Wydałam dużo pieniędzy na to wszystko, musiałam pożyczyć kasę na nowy komputer, zanim na niego zarobiłam, bo nie chciałam już korzystać ze starego, nie będąc pewna, czy jeszcze inne pliki nie zostało zainfekowane. Czas, stres, w końcu wiele rzeczy musiałam robić jeszcze raz, bo bałam się, że nie odzyskam plików, więc w międzyczasie już się do tego starałam przygotować. Zdałam sobie jednak sprawę, że ze wszystkim nie dam rady, więc zapłaciłam. Płacenie komuś za to, że cię okradł, nie jest fajnym uczuciem. No ale zdążyłam przynajmniej skończyć projekt.

Czego cię to nauczyło?
Nie klikaj w nic podejrzanego! I to nie jest rada z serii tych udzielanych przez mamy, jak: „nie bierz cukierków od obcych”. To realne zagrożenie i od tamtego czasu na każdym swoim urządzeniu mam profesjonalne antywirusy i sprawdzam wszystko po tysiąc razy. Nie chcę znowu się stresować i myśleć, czy jak zapłacę, to naprawdę odzyskam dostęp do plików. To był koszmar, szczególnie, że chodziło o pracę i projekt, za który miałam dostać pieniądze.

Ograniczyłaś jakoś użycie komputera po tym wszystkim? Wspominałaś, że już wcześniej nie za bardzo lubiłaś technologię?
Nawet o tym nie myślałam - miałabym zostać graficzką bez komputera? To raczej niemożliwe. Potrzebuję internetu i swoich programów na co dzień. To nie wina technologii, że są naciągacze oraz niestety tacy naiwniacy jak ja (śmiech). Trzeba tylko zwracać uwagę na to, co się robi w sieci. Rozmawiałam potem o tej sytuacji z informatykiem w mojej nowej firmie i powiedział mi, że to był ransomware, czyli rodzaj złośliwego oprogramowania, którego celem jest zazwyczaj wyłudzenie pieniędzy. Podobno ta metoda jest coraz bardziej popularna w Stanach. Niestety przekonałam się o tym na własnej skórze…

A myślisz, że ludzie z naszego pokolenia mają odpowiednią wiedzę na temat zabezpieczeń w sieci?
Trudno powiedzieć. Rozmawiałam z wieloma osobami na temat tego, co mi się przydarzyło, stało się to wręcz anegdotką opowiadaną na imprezach, chociaż dalej się trochę wstydzę swojej łatwowierności. Wydaje mi się, że generalnie wiemy, czego nie robić w internecie, ale trochę się nie przejmujemy prywatnością naszych danych. Wysyłamy je tu i tam albo logujemy się do tysiąca miejsc. To na pewno naraża nas na ryzyko. Ja staram się ograniczać ilość miejsc, które zbierają informacje o mnie, ale nie jestem ekspertką w tej działce. Na pewno jednak mogę każdemu poradzić, żeby dbał o swoje bezpieczeństwo, bo później można tego mocno żałować…

Dzięki za rozmowę.

Pamiętajcie, że nie polecamy wam płacenia okupów. Zamiast płacić, sprawdźcie jak zabezpieczyć swój sprzęt przed włamaniami. Szczególnie, że atak opisany przez Kingę jest popularny na całym świecie, także w Polsce.

Więcej o tym, jak unikać sytuacji, w których ktoś mógłby ukraść wasze dane, znajdziecie na stronie kampanii społecznej „Uważni w sieci” organizowanej przez mBank, naszego partnera przy tym materiale.