Newsy

Parada Równości mnie gniewa

Będąc na Paradzie Równości postanowiłem porozmawiać z napotkanymi po drodze obywatelskimi szeryfami, którzy strzegą porządku w cudzych sypialniach

tekst Paweł Mączewski
15 Czerwiec 2015, 2:32pm

W sobotnie popołudnie warszawskie ulice spłynęły potem tęczowego marszu, który po raz 15 ruszył kruszyć obyczajowe barykady konserwatywnej części Polski. „Równe prawa – wspólna sprawa" brzmiało hasło przewodnie, przyświecające barwnemu orszakowi, prażącemu się na bezlitosnym słońcu, w miejscu zbiórki pod sejmem. Byłem tam punktualnie, więc załapałem się jeszcze na przywitania i przemówienia zaproszonych gości, którzy z wysokości platformy pozdrawiali zebranych, deklarując swoją solidarność z 12 postulatami Parady Równości.

Była m.in. prof. Małgorzata Fuszara – pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, poseł Joanna Senyszyn z SLD, była Yga Kostrzewa – aktywistka na rzecz praw środowisk LGBT. Był też Paweł Potoroczyn z Instytutu Adama Mickiewicza, który wspominając o zbliżającej się relokacji „Tęczy" z pl. Zbawiciela, porównał ją do granatu wrzuconego w debatę o polskiej tolerancji – trafnie.

Nie chciałem jednak rozmawiać z żadną z tych osób. Tak samo, jak nie planowałem pytać o powód uczestnictwa w marszu kogokolwiek z 20 tys. zebranych uczestników. To byłoby za proste. Interesowała mnie ta mała grupka zapaleńców, gotowych zamanifestować swój sprzeciw wobec Parady Równości. Byłem ciekaw, co ich napędza, by stawać na barykadach heteroseksualnej prawilności.

Pierwszych oponentów dostrzegłem już w drodze na plac Konstytucji, czyli stosunkowo szybko. Były to starsze kobiety, dzierżące w rękach albo krzyże, albo transparenty z przestrogami typu: „mężczyźni, którzy ze sobą współżyją, nie odziedziczą Królestwa Bożego". Nie chciały ze mną rozmawiać. W milczeniu walczyły o dusze i anusy mijających je chłopaków. Męczennice.

Dopiero na wspomnianym pl. Zbawiciela spostrzegłem większą grupę starszych osób, wymachujących gorliwie krzyżami. Podchodząc z gotowym pytaniem na ustach, zostałem zmierzony wzrokiem – wiadomo, dewiant wyłonił się z tłumu reszty zboczeńców, będzie zarażać gejostwem. Spytałem, dlaczego są przeciwni Paradzie Równości?

„Bo mnie to gniewa!" – krzyknęła jedna z pań. Druga dodała od razu, by ze mną nie rozmawiać. Kiedy zapytałem, czy mogę zrobić zdjęcie, podskoczyła, odwracając się do mnie plecami i wypięła pupę. Fotogenicznie.

Wtopiłem się w tłum, obserwowałem morze uśmiechniętych ludzi, tańczących w rytm grającej muzyki. Było dobrze, ale czekałem na tych, którzy się nie uśmiechają, na tych, którzy stoją z zaciśniętymi pięściami. Wybiłem na przód, wyprzedziłem marsz, by wyjść naprzeciw kontrmanifestacji. Kilkadziesiąt osób ze sztandarami ONR i flagami Polski czekało na zbliżającą się Paradę przy Rotundzie. Szczelnie odgrodzeni kordonem policji od głównej trasy, szykowali się na spotkanie z wrogiem. Miałem chwile, by z nimi porozmawiać, zanim kompletnie się najeżą i całą swoją uwagę skierują na marsz. Podszedłem do dwóch młodych, schludnie ubranych chłopaków, jeden z nich trzymał w dłoni sztandar ONR.

VICE: Możecie powiedzieć, dlaczego się tu zebraliście i jakie jest wasze stanowisko względem Parady Równości?

Tomek: Stanowisko jest proste, jesteśmy ostatnim bastionem cywilizacji łacińskiej, katolickiej i nie dopuścimy do tego, żeby dewianci zmieniali struktury naszego narodu – społeczeństwa, które od tysiąca lat jest jednolite, składa się z wyznawców Pana Boga. Sprzeciwiamy się sodomii i sprzeciwiamy się temu grzechowi, bo Pan Bóg ukarał całą sodomię. Zesłał na nich ogień. Ja nie mówię, żeby teraz też na nich zsyłać ogień, ale nie możemy dawać gejom uprawnień, żeby oni, poprzez swoją ideologię, zsyłali ogień na nas.

No dobrze, ale gdzie w tym miejsce na tolerancję?

– W tym momencie podszedł do nas chłopak z zieloną przepaską ONR na ramieniu, który jeszcze przed chwilą podjudzał tłum do skandowania zaczepnych tekstów pod adresem mniejszości seksualnych –

To właśnie jest problem, że środowiska homoseksualne i LGBT zmieniają definicję tego słowa. Tolerancja, z łacińskiego słowa tolerare oznacza „coś znosić". I my jesteśmy tolerancyjni, ale to się kończy, kiedy dochodzi do próby przeforsowania postulatów politycznych.

Co masz na myśli?

Każdy obywatel jest równy wobec prawa i jeżeli państwo wyodrębnia ze społeczeństwa jakąś część obywateli, to tylko po to, aby ich zgnębić, albo uprzywilejować. Nie ma trzeciej opcji. Tak więc, kiedy państwo uprzywilejowuje ludzi o innych preferencjach seksualnych, łamie świętą zasadę równości wszystkich obywateli wobec prawa.

– kończąc te słowa, wrócił do grupy swoich kolegów, którzy w tym momencie śpiewali, że każdy gej umrze od kiły –

Tomek, a jak tam z twoją tolerancją, czujecie się lepsi?

Tomek: W żadnym razie. Dla mnie nie jest obcy kontakt z pedałem. U siebie w rodzinie mam geja i ja go akceptuje i kocham go, bo to mój brat.

Czyli jest szansa, że możecie się zaraz spotkać po dwóch stronach barykady. Nie będzie mu przykro?

Tomek: Nie, bo on nie popiera tej parady.

Dlaczego?

Tomek: Bo normalna lesbijka i normalny gej nigdy nie pójdą w takiej paradzie.

Wytłumacz mi, kim są normalni geje i lesbijki?

Tomek: To ludzie, którzy nie propagują tej zbrodniczej idei, którą się tu przedstawia. Bo jak geje będą chcieli związków partnerskich, później dostaną małżeństwa, a za 20 lat — kto wie — może ci geje będą adoptować dzieci! To jest niezgodne z prawem natury.

Czyli jesteście takimi obywatelskimi szeryfami, którzy strzegą porządku w cudzych sypialniach?

Tomek: Ja nie wchodzę do niczyjej sypialni!! To oni z niej wychodzą i to jest właśnie problem. Ja nie wejdę do sypialni Michała, a on nie wejdzie do mojej.

Cieszę się, że sobie to wytłumaczyliśmy. Dzięki za rozmowę.

W tym momencie dotarła do nas Parada. Moi rozmówcy stali spokojnie, ale reszta z zebranych chłopaków wpadła w szał. Każdy wykrzykiwał swój zestaw wyzwisk, pokazywał środkowe palce – jak wściekłe psy w klatkach, przed którymi maszerują pewne siebie koty. Dobrze, że było tyle policji. Oczywiście nie mogło zabraknąć klasyków „kto nie skacze, ten pedał" oraz „zakaz pedałowania" (usilnie śpiewane pod melodie kawałka Pet Shop Boys – Go West... czyli zespołu otwarcie walczącego o prawa gejów – cóż za przewrotność).

Wtedy zobaczyłem grupkę chłopców, mających na oko jakieś 10 lat. Każdy z nich miał na sobie czarny t-shirt z dużym, białym napisem „Śmierć wrogom ojczyzny". Wpatrywali się w swoich starszych „kolegów" jak zaczarowani. Obserwowali, jak wymachują pięściami, jak zdzierają gardła, broniąc „ostatniego bastionu cywilizacji łacińskiej, katolickiej".

Przypomniałem sobie słowa Jima Kruegera, amerykańskiego pisarza i scenarzysty komiksów, który powiedział: „Każdy łotr uważa, że jest bohaterem. W tym właśnie tkwi sedno zła – to przekonanie, że jego osobisty punkt widzenia odpowiada uniwersalnemu, ogólnospołecznemu punktowi widzenia". Czy ja też patrzyłem na bohaterów, gotowych niszczyć wszystko, co nie zgadza się z ich światopoglądem?

Ruszyłem dalej, zostawiając rycerzy heteronormatywności za sobą. Parada zatrzymała się na Placu Teatralnym, jej ostatnim przystanku. Zaczęły się podziękowania. Ludzie tańczyli i klaskali. Ktoś krzyknął do mikrofonu „pokażcie, że jesteście lepsi od nich" – mając oczywiście na myśli chłopaków spod Rotundy. Otóż nie – pomyślałem sobie – nie jesteście ani lepsi, ani gorsi. Jesteście tacy sami, jak cała reszta – tyle że wy, uczestnicy Parady, musicie o tym przypominać i to udowadniać.

W sobotnim marszu wzięło udział ok. 20 tys. ludzi. Ramię w ramię szły pary homoseksualne i heteroseksualne oraz całe rodziny z dziećmi. Wspólnie tworzyli unikalną mozaikę szczęśliwych Polaków. Fajnie było zobaczyć, że pamiętamy jeszcze, jak się cieszyć. Totalnie nie robi mi więc różnicy, czy to Parada Równości, czy Marsz Niepodległości. Jeżeli tylko przybijamy sobie piątki, zamiast wyrywać krawężniki z ziemi – nie będę się gniewać.