Przewodnik VICE po Syrii

Przewodnik VICE po Syrii jest próbą skondensowania wiedzy na temat tego kraju, czerpanej z opasłej bibliografii, dzieł biograficznych, tekstów religijnych, relacji z pierwszej ręki, sprawozdań i innych źródeł informacji.

|
29 sierpnia 2013, 12:45pm

Ilustracje: Mike Taylor

Przewodnik VICE po Syrii jest próbą skondensowania wiedzy na temat tego kraju, czerpanej z opasłej bibliografii, dzieł biograficznych, tekstów religijnych, relacji z pierwszej ręki, sprawozdań i innych źródeł informacji. W przewodniku mogłyby pojawić się jeszcze dziesiątki innych rozdziałów, ale naszym zdaniem wybrane przez nas tematy najlepiej pozwalają zrozumieć istotę tego złożonego konfliktu. Jeśli wciąż nie do końca łapiesz, o co chodzi w syryjskiej wojnie domowej, już wkrótce listopadowy VICE w całości poświęcony Syrii. 

HAFEZ AL-ASSAD

Hafiz al-Assad odegrał znaczącą rolę w przewrocie, w wyniku którego władzę w kraju przejęła partia Baas. Trzy lata później był współorganizatorem jeszcze krwawszego puczu, który wyniósł go na stanowisko ministra obrony. Po upływie czterech lat dokonał kolejnego zamachu stanu, tym razem sięgając po najwyższy urząd w państwie, który sprawował do kresu swych dni. 

Będąc jednocześnie zręcznym politykiem i bezkompromisowym przywódcą, prezydent Hafiz uniknął losu poprzednich syryjskich udzielnych władców. Skutecznie eliminował swoich rywali i brutalnie tłamsił opozycję. Doprowadził do centralizacji władzy w kraju, dokonał zmian w konstytucji i zawarł sojusz ze Związkiem Radzieckim. Przedstawiał siebie jako człowieka z ludu i usilnie zabiegał o modernizację infrastruktury w Syrii. Jednocześnie tłumił wszelki opór wobec władzy. Poszerzył zakres kompetencji syryjskich służb bezpieczeństwa i propagował kult jednostki, wzorując się na sowieckich dyktatorach. Zamawiał tysiące pomników, portretów i plakatów z własną podobizną, którymi później usiany był cały kraj. 

W 1982 roku wydał rozkaz brutalnego zduszenia rebelii w czwartym co do wielkości mieście Syrii- Hamie. Skończyło się to rzezią tysięcy sunnitów. Rok później udaremnił próbę puczu, podjętą przez jego młodszego brata, Rifaata. 

W lepiej urządzonym świecie, Hafiza dosięgłaby przed śmiercią karząca ręka sprawiedliwości. Dziesięciolecia zamordystycznych rządów nie uszłyby mu płazem. Zamiast tego, odszedł w miarę spokojnie w 2000 roku. Umarł na zawał.

BASHAR AL-ASSAD

Baszar al-Assad urodził się w Damaszku w 1965, na pięć lat przed objęciem przez ojca rządów w partii Baas. Trzeci z pięciorga rodzeństwa, Baszar miał „normalne” dzieciństwo, często grywał z ojcem w nogę i ping-ponga. Z osobą Baszara nie wiązano większych planów. Spodziewano się, że to jego starszy brat, Bassel, w odpowiednim momencie przejmie po ojcu fotel prezydencki. Charyzmatyczny, pewny siebie i wysportowany, Bassel posiadał wszystkie przymioty następcy ‘tronu’. Baszar był jego przeciwieństwem. Z natury nieśmiały, nie interesował się polityką. W 1982 roku skończył liceum i zaczął kształcić się na wojskowego lekarza. Później udał się do Londynu, żeby w tamtejszym szpitalu Western Eye Hospital studiować okulistykę. Życie Baszara zmieniło się na zawsze wraz ze śmiercią starszego brata w wypadku samochodowym w1994 roku. Tuż po pogrzebie, Baszara wyznaczono na spadkobiercę schedy po ojcu. Bezzwłocznie zaczął się przygotowywać do nowej roli głowy państwa. Wstąpił do akademii wojskowej i zaczął urzędować w gabinecie zmarłego brata. 

Hafiz zmarł 10 czerwca 2000 roku, przekazując rządy zaledwie trzydziestoczteroletniemu Baszarowi. Parlament zmuszony był przegłosować obniżenie wieku ustawowego kandydata na fotel prezydencki; w przeciwnym razie, Baszar nie mógłby „ubiegać się” o urząd. Przeprowadzono fikcyjne wybory prezydenckie. W 2007, w wyniku podobnej szopki Baszar został ponownie „wybrany” na prezydenta. Historia jak z filmu: gorszy syn nieoczekiwanie przejmuje władzę w imperium. Tym filmem jest Ojciec Chrzestny. Z tą różnicą, że Baszar bardziej przypomina Fredo, niż Michaela. Osoby dobrze zorientowane w tym, co dzieje się w kulisach reżimu, zdradziły na łamach gazety Financial Times, że Baszarowi brak pewności siebie i ma skłonność do wahań nastrojów. Jego wujek Rifaat, który został wygnany z kraju po nieudanej próbie przejęcia władzy w 1983 roku, powiedział w wywiadzie dla CNN, że Baszar „jest posłuszny rozkazom reżimu”. Z Baszara mógłby być niezły lekarz, ale jako dyktator jest jednocześnie brutalny i niezdecydowany, co stanowi zabójczą mieszankę. „Rano coś z nim ustalasz, ale wystarczy, że pogada z nim ktoś inny, a Baszar już zmienia zdanie”, opowiada były wiceprezydent Syrii, Abdul Halim Khaddam. Nietrafione decyzje i pech zawiodły Baszara w ślepy zaułek. Ręce ma umazane krwią. Według niektórych źródeł, nie chce podać się do dymisji z obawy o los swoich braci Alawitów,  których po jego ustąpieniu rebelianci mogliby wyrżnąć w pień. „Syryjski prezydent politycznym pariasem”, głosił zeszłego lata nagłówek gazety Washington Post. Brzmiało to, jak trafne epitafium dla człowieka, który nie marzył o tym, żeby dźwigać na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za utrzymanie reżimu, ani zmagać się z rewolucją. Jednocześnie zdaje się być niechętny zmianom lub niezdolny do ich przeprowadzenia. 

Spoglądając wstecz, wydaje się nieprawdopodobnym, że ten jajogłowy frajer, który składał przysięgę Hipokratesa, zajmie kiedyś miejsce w panteonie zbrodniarzy obok Kaddafiego, Husajna i Kim Dżong Ila. Pewnie zdarza mu się pomyśleć: „Co ja wyrabiam, do ciężkiej cholery? Przecież chciałem zostać okulistą i bzykać laski w Anglii”.


SWOBODY OBYWATELSKIE I STAN WYJĄTKOWY

Pewnie już się domyślacie, że Syria nigdy nie była bastionem swobód obywatelskich czy praw człowieka. W czasach kolonialnych, sprawujący rządy Francuzi regularnie przeprowadzali egzekucje wieśniaków bez sądu. Ciała „bandytów” wystawiano na widok publiczny na głównym placu w Damaszku. Po drugiej wojnie światowej, Adib Shishakli, dowódca wojskowy, który rządził krajem, rozwiązał wszystkie partie opozycyjne, zakazał wydawania gazet i rozpoczął prześladowania mniejszości etnicznych. W 1963 roku rządy w kraju przejęła partia Baas. Wprowadziła jednocześnie stan wyjątkowy, zwiększając tym samym uprawnienia służb specjalnych. „Stan wyjątkowy” zniesiono dopiero w kwietniu 2011 roku. Jak na ironię, wtedy właśnie kraj pogrążył się w prawdziwym kryzysie.

Syryjska ustawa o stanie wyjątkowym zezwalała na aresztowanie, więzienie, sądzenie i skazywanie obywateli bez należytego procesu i pomocy adwokata. Sytuacja do dziś nie uległa zmianie. Odbywają się wprawdzie wybory, ale to gra pozorów. Wolność zgromadzeń jest jednym z praw gwarantowanych przez konstytucję, ale bez zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych każde skupisko ludzkie liczące powyżej pięciu osób jest nielegalne. Zanim wybuchła rewolucja, publiczne protesty przeciwko polityce Izraela miały zielone światło od rządu, podczas gdy marsze poparcia dla muzułmanów, Kurdów czy demonstracje antyrządowe były natychmiast rozpędzane. W zeszłym roku, kiedy doszło do eskalacji społecznego niezadowolenia, siły bezpieczeństwa dostały od rządu wolną rękę w wyborze środków koniecznych do tłumienia protestów. W rezultacie, strzelano do cywilów i pozostawiano ich konających na ulicy. 


DAMASCEŃSKA WIOSNA

Nie tak to miało wyglądać. W 2000 roku, kiedy Baszar przejmował stery, Syryjczycy byli pełni nadziei. Liczyli, że nowy prezydent z zachodnim wykształceniem podejmie się wyzwania, jakim było rozmontowanie wszechmocnego aparatu bezpieczeństwa. Dumni z zachodzących przemian obywatele spotykali się w domach prywatnych, żeby dyskutować o reformach podczas tak zwanej Damasceńskiej Wiosny. Przedstawiciele środowisk intelektualnych podpisali „list 99”-manifest, w którym domagali się zniesienia stanu wojennego i uwolnienia więźniów politycznych. Baszar dał im nadzieję, zamykając więzienie Mezzeh. W tej cieszącej się ponurą sławą katowni więźniów poddawano okrutnym torturom. Brutalna rzeczywistość szybko położyła kres nadziejom. W sierpniu 2001 roku, reżim przykręcił śrubę niedoszłym reformatorom. Doszło do aresztowań prominentnych członków nieformalnych grup dyskusyjnych, na których działalność władza patrzyła dotychczas przez palce. Padały zarzuty „bezprawnego usiłowania wprowadzenia zmian w konstytucji” i „nawoływania do nienawiści rasowej i sektarianizmu”. Zachód łudzi się, że obalenie dyktatury Assada otworzy rebeliantom drogę do utworzenia wolnego i demokratycznego państwa. Upragniony happy end może się jednak okazać marzeniem ściętej głowy. Obecność dżihadystów walczących u boku Wolnej Armii Syrii zwiastuje zastąpienie świeckiego autorytaryzmu religijną tyranią. Wystarczy, że działania radykalnych islamistów pozostawi się bez kontroli. 

ROSJA

Rosja to najstarszy i najpotężniejszy sojusznik Syrii. Rosyjski rząd to jeden z niewielu wiernych, zagranicznych przyjaciół prezydenta Assada. Rosjanie blokują wszystkie rezolucje ONZ potępiające syryjski reżim i wetują (czasami w parze z Chinami) jakiekolwiek próby nałożenia sankcji na rząd, który wydaje wyroki śmierci na własnych obywateli. Rosjanie nigdy nie przestali sprzedawać Assadowi broni. Jednej z największych transakcji dokonano w styczniu. Kreml zobowiązał się wówczas wysłać do Syrii 36 myśliwców odrzutowych za cenę 550 milionów dolarów. Upłynie jeszcze wiele lat, zanim Rosjanie dostarczą myśliwce. Zawierając umowę sprzedaży, Rosja założyła więc, że obecny rząd lub namaszczeni przez niego następcy będą jeszcze długo dzierżyć władzę w kraju. 

Wygodny układ między Damaszkiem, a Moskwą sięga do czasów Zimnej Wojny. W latach pięćdziesiątych, sowiecki przywódca Nikita Chruszczow przekazał Syrii ponad 200 milionów dolarów w formie pomocy. Posunięcie to było częścią neokolonialnej rozgrywki szachowej, w której udział brały państwa arabskie. Sojusz sowiecko- syryjski przetrwał udany zamach stanu w 1970, po którym władzę objął Hafiz. Do syryjskich wybrzeży zawijały statki pełne broni od sowieckich przyjaciół, udzielających w ten sposób wsparcia Syrii w jej walce z Izraelem. Miłość Syrii do rosyjskiej broni, samolotów i pocisków nigdy nie osłabła. W 2011 roku Rosja sprzedała Syrii broń za łączną wartość miliarda dolarów. Możliwości są nieograniczone. 

Ważniejszym geopolitycznie interesem Rosji niż sprzedaż broni, jest dostęp do głębokowodnego portu w syryjskim Tartusie. W 1971 roku, Hafiz pozwolił Sowietom założyć tam swoją bazę morską. Od tego momentu port ma strategicznie kluczowe znaczenie dla Rosji. Jest to również jedyny, działający rosyjski port morski poza granicami byłego ZSRR. W żywotnym interesie Rosji leży utrzymanie Baszara u władzy. Jako wyznawca Realpolitik, Władimir Putin będzie starał się nie utracić cennego odbiorcy broni i, co ważniejsze, mieć nadal dostęp do portu, który przyjmuje nuklearne łodzie podwodne.


LIBAN

Poplątane relacje libańsko-syryjskie sięgają 1920 roku, kiedy Liban odłączył się od Syrii. W tych czasach Bliski Wschód wciąż znajdował się pod europejską dominacją. Wojska syryjskie nieprzerwanie stacjonowały w Libanie od 1976 do wybuchu Cedrowej Rewolucji w 2005. Jej rezultatem było pozbycie się syryjskich służb bezpieczeństwa z Libanu. Niestety, wybuch rebelii nie uczynił większej szkody syryjskim agencjom wywiadowczym. Obarczano je nawet odpowiedzialnością za szereg zabójstw libańskich polityków wysokiego szczebla, które miały miejsce w przeciągu ostatniego dziesięciolecia. Bliskie więzi natury politycznej, gospodarczej i kulturalnej między dwoma krajami zaczynają się rozluźniać pod wpływem zaostrzającego się ostatnio konfliktu. Rząd libański podzielony jest na dwie frakcje: większościowy i popierający reżim Sojusz 8 Marca oraz opozycyjny i prozachodni Sojusz 14 Marca. Szyickie ugrupowanie zbrojne Hezbollah przewodzi koalicji 8 Marca, będąc jednocześnie największą siłą polityczną w kraju. Syria jest jednym z najważniejszych popleczników Hezbollahu, zarówno w wymiarze finansowym, zbrojnym, jak i politycznym. Relacje łączące libańską partię z syryjskim reżimem Assada obniżyły notowania Hezbollahu w świecie arabskim. Ugrupowanie oskarża się powszechnie o to, że przelewa krew swoich bojowników w imię dyktatury sprawowanej przez socjopatę na skraju załamania nerwowego. 

Niektórzy pro-reżimowi politycy libańscy są zwolennikami utworzenia panarabskiej „Wielkiej Syrii”, w której skład wszedłby Liban. Rząd syryjski i jego liczni stronnicy wciąż postrzegają Liban raczej jako jedną z prowincji, niż suwerenne państwo. Z kolei wielu Libańczyków wzdraga się na samą myśl, że ich kraj miałby stać się częścią Syrii. Duży odsetek populacji Libanu uważa Syryjczyków za klasę niższą. 

Powszechne obawy, że syryjski konflikt rozleje się na sąsiedni Liban, wyrastają z bliskich relacji łączących obie nacje. Obecnie, echa syryjskiej wojny domowej słychać w położonym na północy Libanu Trypolisie. Według niektórych doniesień, miejscowi, uzbrojeni Sunnici, którzy wspierają syryjskich rebeliantów, toczą walki z libańskimi Alawitami. Bejrut stał się ostatnio sceną krwawych starć, w tym zamachów bombowych, pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami reżimu. Dla kraju, który dopiero leczy rany po zakończonej kilka lat temu brutalnej wojnie domowej, jest to prawdziwy dopust boży. 

Nawiązując do wydarzeń w Trypolisie, popierający rebeliantów libański dowódca, Abu Ibrahim, powiedział nam: „Tak było przez całe moje dorosłe życie”. Miał na myśli walki ze wspieraną przez Syrię armią ochotników w Libanie. Pokazał nam blizny, których dorobił się podczas walk z wojskiem syryjskim w 1983. Stwierdził, że swoich synów na razie nie zamierza puszczać na wojnę. Na Armii Syryjskiej i jej lokalnych sprzymierzeńcach spoczywa też zarzut spowodowania masakry Sunnitów w Trypolisie podczas libańskiej wojny domowej. Mieszkańcy Libanu nigdy nie zapomną o tej tragedii. Ich głęboko zakorzenioną nienawiść i nieufność wobec Syryjczyków podsycają niemal codzienne wypady wojsk syryjskich na terytorium Libanu. Państwo, którego zaplecze wojskowe jest mocno osłabione, a służby bezpieczeństwa wciąż w dużej mierze pozostają lojalne reżimowi syryjskiemu, do tej pory nie zareagowało na te prowokacje w żaden znaczący sposób.  

KURDOWIE

Kurdowie stanowią najliczniejszą mniejszość etniczną w Syrii, liczącą 2 miliony ludzi. Należą do niej głównie świeccy Sunnici, którzy zamieszkują północne prowincje kraju od czasów krucjat.

Po tym, jak w latach sześćdziesiątych pozbawiono ich paszportów, Kurdowie walczą o przetrwanie w państwie, które odebrało im prawa obywatelskie. Tępiono język i kulturę kurdyjską. Tysiące działaczy kurdyjskich zniknęło w czeluściach katowni Assada, gdzie poddawano ich torturom. Niekończące się prześladowania doprowadziły do wybuchu powstania w 1986, kiedy setki Kurdów zebrały się w Damaszku na obchodach święta Newroz, jednego z najważniejszych w kurdyjskim kalendarzu.  

Niedawno Kurdowie usiłowali położyć kres wewnętrznym walkom frakcyjnym. Wreszcie zaczęli się organizować przeciwko reżimowi Assada. Okazja nadarzyła się w lipcu tego roku, kiedy rząd wycofał wojska z terytoriów zajmowanych przez mniejszość kurdyjską, kierując je do walk z Wolną Armią Syrii w Aleppo i Damaszku. Kurdyjska armia ochotników znana jako Powszechne Jednostki Ochrony nie zmarnowała tej szansy, zajmując jedno miasto kurdyjskie za drugim. Wznoszono zapory drogowe, a wobec członków syryjskich służb bezpieczeństwa zastosowano areszt domowy. Kurdowie to trzeci uczestnik wojennego spektaklu, występujący zarówno przeciw Assadowi, jak i opozycji. Szczerze nienawidzą syryjskiego tyrana, ale jednocześnie obawiają się, że Wolna Armia Syrii zamieni kraj w państwo islamskie. Ich podejrzliwość budzi fakt, że Turcja udziela schronienia Wolnej Armii Syrii i zaopatruje ich w broń. Zresztą, animozje między Kurdami, a Turkami wymagałyby oddzielnego przewodnika. Tej jesieni, turecki premier przedstawił prezydentowi Assadowi ultimatum: albo ukróci działalność kurdyjskiego ruchu niepodległościowego i PKK (Partii Pracujących Kurdystanu) na terenie Syrii, albo Turcja ruszy do ataku. Członków kurdyjskiego ruchu niepodległościowego czeka teraz prawdziwa wojna z Turcją. Mogą też spodziewać się, że służby Assada podejmą próby stłumienia ruchu, a na ich autonomiczne terytorium zaczną przenikać ekstremiści. Po raz kolejny w swojej walce o przetrwanie i niepodległość, Kurdowie znaleźli się między młotem, a kowadłem. Przyszłość rysuje się dla nich dość ponuro.  


ŻYDZI
IW 2005 roku Amerykański Departament Stanu oszacował liczbę Żydów zamieszkujących terytorium Syrii na 80. Przez przynajmniej 2000 lat Syria była dla Żydów domem, mimo że podlegali w niej szykanom, na przykład jako jedyni byli zmuszeni do opłacania specjalnego podatku religijnego. Do Syrii falami przybywali Żydzi sefardyjscy, którzy pod koniec piętnastego stulecia uciekali przed hiszpańską Inkwizycją. Kraj okazał się niestety wyjątkowo niegościnny. Mimo to, życie było w miarę znośne dla syryjskich Żydów do momentu utworzenia państwa Izrael w 1948 roku. Izraelowi udało się przetrzepać Syrii tyłek w wojnie izraelsko- arabskiej. Rozżalony rząd syryjski wprowadził w odwecie szereg ustaw zabraniających Żydom posiadania nieruchomości, prawa jazdy czy telefonu. W 1967 roku, po zwycięstwie Izraela w Wojnie Sześciodniowej, 57 Żydów poniosło śmierć w pogromie w mieście Al-Kamiszli. Spodziewając się masowego eksodusu, rząd syryjski paradoksalnie praktycznie uniemożliwił Żydom opuszczenie kraju. Hafiz zezwalał Żydom na podróż tylko pod warunkiem, że zapłacą kaucję o wartości od 300 do 1000 dolarów, oraz pozostawią w kraju członka rodziny w formie dodatkowego zabezpieczenia. Począwszy od 1972 roku, działaczka na rzecz praw człowieka, Judy Feld Carr, znana podopiecznym jedynie jako tajemnicza „Pani Judy”, pomogła ponad 3000 Żydom uciec z kraju, korzystając z syryjskiego odpowiednika Kolei Podziemnej. Tych, których przyłapano na ucieczce, oskarżano o nielegalne przekroczenie granicy i często torturowano w trakcie zatrzymania. W 1977 roku, ulegając naciskom Jimmiego Cartera, Hafiz w końcu pozwolił niektórym Żydom na swobodne opuszczenie kraju. W 1994, rząd izraelski przyznał się do przeprowadzenia trwającej dwa lata tajnej akcji przemycania Żydów z Aleppo do Izraela. Wielu z nich „odwiedzało” Nowy Jork- największy azyl dla Żydów syryjskich (w 2007 roku ich populacja wynosiła 75 tysięcy). Stamtąd udawali się do Izraela. Nigdy już nie wracali do domu. Izrael pomógł prawie 4 tysiącom Żydów zbiec z Syrii. Pod koniec trwania akcji, w Syrii pozostawało jeszcze 300 Żydów. Byli to głównie ludzie zbyt sędziwi na taką eskapadę. Większość z tych maruderów już nie żyje. Bożnica Kniesset Ilfranj w Damaszku to ostatnie miejsce żydowskiego kultu religijnego w kraju. Pani Judy ocenia liczbę pozostałych w Syrii Żydów na… 16. 

DŻIHADYŚCI

Nikt nie jest w stanie dokładnie określić, jaki procent syryjskich rebeliantów to „dżihadyści” i „obcy wojownicy”. To prawda, że młodzi Libijczycy i mieszkańcy krajów Zatoki Perskiej o ekstremalnych poglądach politycznych wkradają się w szeregi bojowników. Jednak ich liczba i wpływ są prawdopodobnie mocno przesadzone, co jest niewątpliwą zasługą zachodniej prasy i zwolenników teorii spiskowych. Dżihadyści to pobożni i żyjący w czystości męczennicy. W kręgach opozycji dali się poznać jako nieustępliwi i bezwzględni wojownicy. W porównaniu z nimi, uzależnieni od tytoniu świeccy członkowie Wolnej Armii Syrii to zwykłe tałatajstwo. Nie da się zaprzeczyć, że od kilku miesięcy retoryka opozycji nabiera bardziej religijnych akcentów. Jest to jednak nieuniknione w sytuacji, w której świecka klasa średnia masowo opuszcza miasta i miasteczka w czasie wojny w mocno podzielonym i głęboko wierzącym kraju. Na opuszczonych terytoriach nie ma już nikogo oprócz biednych wieśniaków. Wybijane są ich rodziny, a rodzinne wioski zostają zrównane z ziemią; jedyne, co im pozostaje, to wiara w Allaha. 

Jeśli chcemy lepiej zrozumieć kłopotliwe położenie syryjskiej opozycji, wyobraźmy sobie wojnę domową w Stanach Zjednoczonych albo w którymkolwiek państwie zachodnim. Walczysz ramię w ramię ze świecką, lewicującą młodzieżą, która jest kompletnie nieprzygotowana do starcia z nowoczesnym wojskiem. W rezultacie zostaje zdziesiątkowana.  

Swoją pomoc ofiarują uzbrojeni po zęby miejscowi kaznodzieje i oderwani prosto od roli farmerzy. Zdajesz sobie sprawę, że wasze wspólne zwycięstwo niesie ze sobą ryzyko przejęcia władzy przez ten ortodoksyjny, twardogłowy element. W praktyce oznacza to, że uczynią ze swojego systemu wartości obowiązującą politykę rządu i zabronią aborcji. Jednak mgła wojny utrudnia właściwy osąd sytuacji, a poza tym nie stać cię na odrzucenie takiego sojuszu. Zachodnie obawy, że dżihadyści zawłaszczą syryjską rewolucję okazały się samospełniającą się przepowiednią. Odmówiliśmy zbrojnego wsparcia świeckiej opozycji ze strachu, że broń wpadnie w ręce ekstremistów. W rezultacie, świecka opozycja została zmuszona zwrócić się o pomoc do dżihadystów.  Grupy złożone z Salafitów otrzymały broń i pieniądze od Arabii Saudyjskiej i Kataru. Prawdopodobnie od połowy lipca wzrosło zaangażowanie Al-Kaidy w konflikt. Obserwujący rozwój sytuacji w regionie korespondenci VICE donoszą, że znacznie zmniejszyła się liczba bojowników spoza granic Syrii. Tu i ówdzie mignie jakiś Libijczyk, ale z pewnością Syria nie stała się wylęgarnią terrorystów, jak utrzymują niektórzy politycy. Świeccy opozycjoniści boleją nad tym, że rewolucją zawładną zaślepieni religijnie zeloci. Ale na razie Wolna Armia Syrii potrzebuje tych tajemniczych, budzących nieokreślony lęk brodatych mężczyzn, którzy nie boją się walczyć na pierwszej linii frontu i nie wahają się umrzeć dla sprawy. 

MEDIA

Syryjskie prawo zabrania prasie publikowania informacji, które mogą „wywołać zamęt społeczny, zaszkodzić międzynarodowym stosunkom, zszargać dobre imię państwa lub zagrozić jedności narodowej, mieć zgubny wpływ na morale sił wojskowych lub zagrozić krajowej gospodarce oraz bezpieczeństwu systemu walutowego.” Media są pod całkowitą kontrolą państwa od lat sześćdziesiątych. W 2001 roku zezwolono na działalność prywatnych nadawców, ale rząd zarezerwował sobie prawo do absolutnej cenzury. Internet podlega podobnym restrykcjom. Większość dostawców usług sieciowych to firmy będące własnością rządu, który nie waha się zablokować części lub całości emisji, jeśli uzna jej przekaz za antyreżimowy. Do lutego 2011 roku w kraju zakazane było korzystanie z portali społecznościowych czy witryn udostępniających wrzuty. Ale nawet po odblokowaniu Facebooka i YouTube, reżim wciąż rutynowo cenzuruje informacje- donoszą obserwatorzy praw człowieka. Rząd syryjski szczególnie dba o to, żeby zdjęcia czy filmy przedstawiające pobitych lub zastrzelonych demonstrantów nie wyciekły zagranicę. 

Tym, którym na razie udaje się oszukiwać cenzurę i zamieszczać w sieci antyrządowe wpisy, grozi w razie wpadki więzienie i tortury. 

Syryjska telewizja jest bezdyskusyjnie do bani, bez względu na kanał. Za wyjątkiem dwóch, wszystkie stacje telewizyjne w Syrii nadają w systemie satelitarnym, przy czym większość z nich znajduje się pod kontrolą Syryjskiej Arabskiej Rady Radiofonii i Telewizji. Oczywiście, Rada jest na usługach rządu. Garstka prywatnych stacji działających w kraju żyje w nieustannym strachu przed gniewem strażników rządowych. To oznacza, że praktycznie wszyscy syryjscy „dziennikarze” muszą gorliwie kadzić Assadowi, jeśli chcą ocalić karierę (a czasami-życie). Nie powstrzymuje ich to od agresji i publicznego atakowania albo upokarzania każdego, kto wystąpi przeciw ich pro-reżimowym poglądom. 

W ostatnich miesiącach telewizja stała się areną krwawych rozgrywek. W czerwcu prywatną prorządową stację Al-Ikhbariya zaatakowali rebelianci z Wolnej Armii Syrii. Śmierć poniosło siedmiu pracowników stacji. Niedługo później, bo we wrześniu, od kuli powstańczego snajpera zginęła irańska korespondentka telewizyjna Maya Nasser. Liczba zamachów będzie rosła wraz z eskalacją konfliktu. Ministrowie zagraniczni z Ligi Państw Arabskich zwrócili się do regionalnych dostawców telewizji satelitarnej z apelem o blokowanie transmisji z Syrii. Ma to być środek zapobiegający rozprzestrzenianiu się wpływów syryjskiego reżimu. 

Syryjskie firmy producenckie wstrzymały produkcję nowych programów wraz z wybuchem rewolucji. Wśród zawieszonych produkcji znalazły się zarówno najpopularniejsze opery mydlane świata arabskiego, jak i dzieła propagandowe. Wśród tych drugich znajduje się na przykład 29-odcinkowy serial zatytułowany Ash-Shatat ( Diaspora). Scenariusz inspirowany był w znacznej mierze Protokołami Mędrców Syjonu- sfabrykowanym dokumentem o wymowie antysemickiej, który szczegółowo opisuje próby osiągnięcia przez żydowskich przywódców globalnej dominacji. Protokołami chętnie posługiwał się Hitler przed wybuchem drugiej wojny światowej. We wspomnianym serialu pojawia się scena sugerująca, że Żydzi niegdyś mordowali chrześcijańskie dzieci, żeby z ich krwi robić macę.

PRASA PODZIEMNA

W państwie kontrolowanym przez Wielkiego Brata, obywatelom trudno jest uzyskać dostęp do informacji, które nie byłyby wcześniej przemielone przez partyjną maszynkę do mięsa. Chcąc czy nie chcąc, przeciętny Syryjczyk musi raczyć się niestrawną, prorządową parówką. Monopol reżimu na wiadomości spowodował jednak powstanie licznych podziemnych i antyrządowych gazet drugiego obiegu. Bezwstydnie partyzanckie, odbijane na ksero gazety stanowią przeciwwagę dla mediów głównego nurtu, które przeinaczają fakty i przekazują nieprawdziwe informacje. Syryjski samizdat oddaje głos opozycji. Skontaktowaliśmy się z Kareemem Lailah, redaktorem Hurriyat-pierwszej według niego podziemnej gazety w Syrii. Powstała w sierpniu zeszłego roku. Kareem zdradził nam, że gazetę Hurriyat działacze opozycyjni doręczają osobiście. Ci najdzielniejsi gazeciarze świata zostawiają swoje przesłanie na progach domów w Damaszku, Homs i Aleppo. Standardowa procedura operacyjna wygląda następująco: rzucasz egzemplarz gazety na wycieraczkę, przyciskasz dzwonek i… w nogi! Wprawdzie większość akcji kończy się pomyślnie, ale zdarzają się również niepowodzenia. Kareem opowiada: “Dwóch naszych bohaterskich dziennikarzy aresztowano…jeden przesiedział we więzieniu kilka dni, drugi około trzech miesięcy.” Zawartość gazet-samoróbek to głównie reportaże i komentarze; znajdują się w nich jednak także rysunki satyryczne o charakterze politycznym i wiadomości kulturalne. Rozmawialiśmy na ten temat z syryjską dziennikarką Zeiną Bali, która jest autorką felietonu o gazetach drugiego obiegu dla Syria Today.  Powiedziała nam, że gazeta Surytina publikuje książkowe recenzje, w których fabuła książki powiązana jest z wydarzeniami wojny domowej. 

Kiedy zapytaliśmy Zeinę o to, jak postrzega odbiór podziemnej prasy przez obywateli, udzieliła nam treściwej odpowiedzi: „Według mnie te gazety przedstawiają ruch antyrządowy w bardzo pokojowym świetle. Uważam to za pozytywne zjawisko, szczególnie, że twórcy prasy podziemnej nie zamierzają na razie składać broni. Pokazują ludziom, że powstanie ma swój wymiar obywatelski. To ważne, skoro wiele osób już straciło wiarę”. 


ŻYCIE W MIEŚCIE KONTRA ŻYCIE NA WSI

W większości przypadków, to obszary wiejskie oraz te tylko częściowo zurbanizowane pełniły rolę inkubatorów ruchu rewolucyjnego, który dał początek Arabskiej Wiośnie. Nie inaczej było w przypadku Syrii. Po antyrządowych protestach w Dara, mieszkańcy wsi masowo dołączali do rebelii. Nie dzieje się tak przypadkowo. Bezładna gromada bojowników Wolnej Armii Syrii oraz działaczy opozycyjnych szybko przerodziła się w syryjski odpowiednik „ruchu oburzonych”; jedyna różnica polega na z tym, że syryjscy „oburzeni” są uzbrojeni, mają granatniki przeciwpancerne i konkretny cel. 

Ludzie czują się sfrustrowani i zdezorientowani. Jak zwykle w takich przypadkach, winą za wszystko obarcza się zamożnych mieszkańców miast. Około 54 procent populacji Syrii zamieszkuje duże miasta, a pozostałe 44 procent żyje na głębokiej prowincji- w tym spora liczba Beduinów, którzy wałęsają się po rozległej pustyni. Nic dziwnego, że w wyniku tego podziału powstała ziejąca przepaść klasowa. Co ciekawe, obecny konflikt spowodował zjawisko odwrotnej migracji. Wielu syryjskich mieszczuchów opuszcza w panice swoje domy w ogarniętych rebelią Damaszku i Aleppo i wraca do swoich rodzinnych wiosek. Jednocześnie wiejska biedota szuka schronienia w przeludnionych podmiejskich slumsach. Ośrodek Monitorowania Uchodźstwa Wewnętrznego donosi, ze od momentu wybuchu rebelii, około 1,5 miliona osób zostało zmuszonych do opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania. Według wspólnego raportu ONZ i rządu Syrii, przynajmniej 3 miliony mieszkańców kraju bez dodatkowej pomocy nie będzie miało w przyszłym roku środków pozwalających osiągnąć odpowiedni poziom zbiorów i utrzymanie żywca. Połowa z tych ludzi znajdzie się na skraju śmierci głodowej w przeciągu kolejnych 3-6 miesięcy. Trwająca od kilku lat susza w kraju targanym wojną kosztowała w tym roku sektor rolnictwa 1.8 miliarda dolarów. Ekonomiści prognozują, że syryjska gospodarka może skurczyć się o przynajmniej o 14 procent w wyniku konfliktu. Krajowe przedsiębiorstwa już zaczynają odczuwać skutki wojny na własnej skórze (o ile nie zdążyły się zamienić w dymiącą kupę gruzu). 

OBYWATELSTWO

Syryjski dowód osobisty zawiera rodowe nazwisko właściciela i „miejsce pochodzenia”, tzn. miejscowość najściślej związaną z jego nazwiskiem rodowym. Przed wybuchem powstania, dowód osobisty był źródłem dość błahych problemów związanych z podróżowaniem, które są chlebem powszednim mieszkańców Zachodu. Ale od 20 miesięcy dowód tożsamości służy jako użyteczne narzędzie do profilowania i namierzania podejrzanych działaczy opozycji. Podczas sprawdzania dokumentów w punkcie kontrolnym, pochodzenie może okazać się kwestią życia lub śmierci. Osoby pochodzące z miast zajętych przez rebeliantów są na celowniku władz. Mimo że dowód osobisty nie zawiera wyraźnych informacji o wyznaniu, to i tak większość urzędników państwowych jest w stanie w oparciu o szczątkowe dane trafnie odgadnąć, do jakiego ruchu religijnego należy dany obywatel. Stosowanie restrykcji wobec niepożądanych obywateli ma w Syrii długi rodowód. W 1962 roku państwo pozbawiło obywatelstwa 120 tysięcy Kurdów. Aż do maja w zeszłym roku ci Kurdowie oraz ich potomkowie uznawani byli za ajanib (bezpaństwowców). Ajanib nie mają prawa zawierać związków małżeńskich, posiadać samochodów, wynajmować domów lub mieć dowodu osobistego. Niżej w hierarchii społecznej są tylko maktoumeen (niewidzialni)—żyjący w zawieszeniu ludzie o statusie bezpaństwowców, którym odmawia się prawa wyjazdu z Syrii, a jednocześnie uniemożliwia legalną pracę. 

Trzy tygodnie po wybuchu powstania, Assad postanowił położyć kres cierpieniom ciemiężonych od dziesiątek lat Kurdów. Prezydent ogłosił amnestię i nadał im pełne prawa obywatelskie. To cyniczne posunięcie polityczne miało zapobiec sprzymierzeniu się Kurdów z opozycją. Przyjęta przez rząd taktyka przyniosła oczekiwany efekt; Kurdowie stali się trzecią siłą w konflikcie. Czekając, aż Wolna Armia Syrii i wojska reżimu wyrżną się nawzajem, Kurdowie powoli szykują się do przeprowadzenia własnej, niepodległościowej rewolucji na północy kraju.  

Nie trzeba być przeciwnikiem reżimu, żeby wpaść w tarapaty. Wystarczy podniszczony dowód osobisty. Tej jesieni z więzień wypuszczono 267 osób, które legitymowały się zniszczonymi dowodami. Pewien syryjski szejk od kilku miesięcy podżega do niszczenia dowodów osobistych w buncie przeciwko reżimowi. Jeden z aresztowanych mężczyzn opowiedział Agencji France Presse, jak został zatrzymany w drodze do domu przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Okazało się, że ma zniszczony dowód. Oto historia innego pechowca: „Biciem zmusili mnie do przyznania, że wypełniałem rozkazy jakiegoś szejka, o których tak naprawdę nie miałem pojęcia.” Syryjczykom opuszczającym więzienie ogolono głowy, a ich ciała nosiły ślady tortur. To nauka na przyszłość dla tych, którzy nie dbają o swój dowód tożsamości; szczególnie, jeśli żyją w ogarniętym wojną kraju, pod rządami dyktatora-paranoika. 

BROŃ CHEMICZNA

W końcu lipca tego roku, rząd syryjski publicznie przyznał się do posiadania broni chemicznej, a następnie natychmiast to odwołał. Nie zmienia to faktu, że Turcja i kraje Zachodu od lat wiedzą o syryjskich zapasach broni chemicznej: gazach bojowych Sarinie i VX, a nawet iperycie z czasów I wojny światowej. Syryjczycy mogą się pochwalić odrażającą kolekcją środków bojowych, których użycie cywilizowany świat potępił już dawno.

Syria niegdyś importowała substancje chemiczne potrzebne do produkcji gazów paraliżujących układ nerwowy. W latach siedemdziesiątych w kraju funkcjonał już średniej wielkości sektor chemiczny, co dało początek lokalnej produkcji. Nie wiadomo, czy Syria posiada broń biologiczną; jej produkcja może wszak odbywać się pod płaszczykiem dozwolonych badań naukowych na rzecz obronności. Do kompletu ma radzieckie pociski R-11 o zasięgu około 300 mil, dzięki którym trujący ładunek można w razie czego z łatwością zrzucić na Jerozolimę. Szczęśliwie dla reszty świata, użycie broni masowego rażenia przez Syrię groziłoby nadwyrężeniem przyjaznych stosunków z Rosją i Chinami. Międzynarodowej społeczności spędza sen z oczu perspektywa przejęcia kontroli nad bronią masowego rażenia przez członków i sympatyków Al-Kaidy. Jest to jeden z prawdopodobnych scenariuszy po upadku reżimu. Wówczas konflikt przerodziłby się w istne piekło. Bez względu na to, co się stanie, jedna rzecz graniczy z pewnością: w rozgrywkach geopolitycznych, nowy rząd Syrii wykorzysta swój arsenał chemiczny jako przeciwwagę dla broni nuklearnej, będącej w posiadaniu Izraela. 

WALKA W PRZESTWORZACH

Wyposażenie Syryjskich Sił Powietrznych składa się niemal w całości z sowieckich maszyn. Większość tych reliktów Zimnej Wojny jest już przestarzała lub uszkodzona. Według niektórych doniesień, aż połowa z tych pojazdów nie nadaje się do użytku. Trzon floty stanowią samoloty MIG. Kamery zarejestrowały jednak udział czeskich samolotów szkoleniowo-treningowych w powietrznych atakach na bastiony rebeliantów. Może to oznaczać kolejne braki sprzętowe w syryjskim korpusie powietrznym. Na nagraniach z telefonów komórkowych widać, jak buntownicy zestrzeliwują śmigłowce i odrzutowce należące do Assada. Ale to dyktator ma na razie na miażdżącą przewagę w walce o panowanie w przestworzach. Powietrzną batalię wygrywa dzięki nieustającym nalotom dywanowym na obszary zajmowane przez rebeliantów. Sięga po materiały wybuchowe i śmigłowce szturmowe. W wyniku bombardowania z powietrza w mieście Maarrat an-Numan zginęło 9 października przynajmniej 40 cywilów. Rebelianci wielokrotnie apelowali do sił międzynarodowych o ustanowienie strefy zakazu lotów nad Syrią. Rozwiązanie to zastosowano w przypadku Libii, co w znacznym stopniu utrudniło Kaddafiemu rozbicie wojsk rebeliantów, a ostatecznie doprowadziło do obalenia libijskiego dyktatora. Stany Zjednoczone i NATO na razie odrzucają prośby syryjskich powstańców. 

HAZARD

Według Koranu, hazard zdecydowanie jest be. Święta księga opisuje go jako „grzech kardynalny”, porównywalny z pijaństwem. Nic dziwnego, że w wielu bliskowschodnich krajach na próżno byłoby szukać choćby jednego kasyna. Wprawdzie rząd syryjski jest świecki, ale w latach siedemdziesiątych przywódcy muzułmańscy potrafili wymusić na nim wprowadzenie oficjalnego zakazu gier hazardowych i zamknięcie ostatnich kasyn. Od tego czasu, Syryjczycy, którzy spragnieni są zakazanych rozrywek, muszą ich szukać w sąsiednim Libanie albo w podziemnym światku.  W 2010 roku syryjski przedsiębiorca Khaled Hboubati otwarcie zlekceważył zakaz organizowania gier losowych, otwierając w pobliżu damasceńskiego lotniska kasyno Ocean Club. Klub nie posiadał licencji na prowadzenie salonu gier hazardowych, bo takowa nie istnieje w Syrii. Tymczasem według doniesień brytyjskiego Guardiana, kasyno kontynuowało działalność za cichą zgodą rządu. Niektórzy interpretowali tolerancyjność władzy jako znak, że Syria staje się bardziej nowoczesna i zaczyna przejmować wzorce kultury zachodniej. Ale podobnie, jak inne przejawy liberalizacji w Syrii, inicjatywę tę szybko zduszono w zarodku. W połowie lutego, czyli mniej niż dwa miesiące po otwarciu lokalu, klub zamknięto z polecenia Ministerstwa Administracji. Rząd ugiął się pod naciskami radykalnych wyznawców islamu, będących jednocześnie posłami do syryjskiego parlamentu. Dwa miesiące później, miasto Dara ogarnęła rebelia i dyskusja o legalizacji hazardu zeszła na plan dalszy. Nie wiadomo, czy biznesmeni odważą się otwierać kasyna po tym, jak wojna dobiegnie końca i zostanie wyłoniony nowy rząd. O jedno można się jednak założyć: jeśli religijni ekstremiści przejmą władzę, po kasynach nie zostanie ani śladu.

KOBIETY


Dla wielu młodych Syryjek Liban jest przepustką do raju. Bejrut w ich oczach to połyskująca twierdza swobód obywatelskich i wolności wypowiedzi. Tu nie jest się zakładniczką rodzinnych powinności, a kluby tętnią życiem całą noc. Dla innych wizyta w Libanie jest formą ucieczki od przyprawiającego o klaustrofobię, syryjskiego świata randek. To również idealne miejsce na dyskretną, weekendową schadzkę. Syryjska konstytucja gwarantuje wszystkim obywatelom swobodę wyznania. Kobiety mogą nosić, co im się żywnie podoba. Decyzja, co odkryć, a co zasłonić, należy do samej kobiety, choć zwykle wypływa z tradycji rodzinnych. Chrześcijanie i muzułmanie spędzają czas razem, bez względu na rodzaj przyodziewku. Kobiety z reguły noszą hidżab podczas formalnych okazji; jest to zwyczaj zakorzeniony w kulturze, nie w religii. Na ulicach widuje się matki w nikabach (hidżab w połączeniu z zasłoną na twarzy) z córkami bez zasłon, a za to z plecakami Hello Kitty. Umiarkowanie pozakrywane kobiety robią zakupy na miejscowym suku razem ze swoimi „nieskromnie” odzianymi przyjaciółkami. Panuje względny luz.

Syryjskie chrześcijanki cieszą się (nie)zasłużoną sławą kokietek, ostentacyjnie eksponujących swoje wdzięki. Obcisłe spodnie i głębokie dekolty doprowadzają mężczyzn wszystkich wyznań do szaleństwa. W Syrii zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie dziękują Jezusowi za dżinsy-rurki. Niektórzy wyznawcy islamu o konserwatywnych poglądach uważają wprawdzie, że dżinsy, ciasno opinające ciała młodych Syryjek, to obraza boska; taki widok może przecież wywołać niezdrowe pożądanie i nieczyste myśli. Większość jest jednak po cichu wdzięczna.

BIELIZNA

Syrię uważa się za jeden z najmodniejszych krajów na Bliskim Wschodzie. Mężczyźni mają słabość do eleganckich garniturów, T-shirtów z barwnymi nadrukami w stylu marki Ed Hardy i butów Nike z limitowanych edycji. Ale większość produkowanej w kraju odzieży trafia do szaf kobiet. Syryjki chętnie kupują kolorowe chusty, gęsto zdobione biżuterią abayas (długie tuniki) i mnóstwo kiczowatych nowinek ze świata bielizny. Syryjki uwielbiają nosić frywolne desusy z tych samych powodów, co reszta kobiet, od niepamiętnych czasów inwestująca w rozpalającą męską wyobraźnię bieliznę. Po pierwsze, poprawia im to samopoczucie, po drugie- chroni przed małżeńską zdradą. Większość kobiet z Zachodu spaliłaby się ze wstydu, gdyby ich przyszłe teściowe podarowały im obszyte futerkiem i diodami stringi, które same rozepną się w kroku, kiedy klaśniesz w dłonie i wykrzykniesz: Sezamie, otwórz się!  W Syrii tego typu podarunki są na porządku dziennym. Wśród prezentów wręczanych przyszłej mężatce podczas wieczoru panieńskiego mogą się znaleźć wykończone piórkami figi z frędzelkami, staniki obszyte cekinami lub wykonane z materiału imitującego skórę pytona i wibrujący telefon komórkowy, który pasuje jak ulał do damskich części intymnych. W tym królestwie tandetnej bielizny nie istnieje pojęcie tabu. W końcu, przeznaczona jest wyłącznie dla oczu męża. 

MECZET SAYYIDAH RUQAYYA

Śmierć proroka Mahometa w 632 roku przyśpieszyła rozłam wśród jego wyznawców. Podział wspólnoty dał początek dwóm nurtom islamu: sunnizmowi i szyizmowi. Szyici widzieli w roli następcy Mahometa jego kuzyna, kalifa Alego, podczas gdy Sunnici upierali się przy Abu Bakrze, bliskim towarzyszu Mahometa i jego teściu. Abu Bakr wyszedł zwycięsko z walki o schedę po proroku i wstąpił na tron kalifa. Ku rozżaleniu Szyitów, krajem przez kolejne 1500 lat niepodzielnie rządzili Sunnici. Jakby tego było mało, zamordowano i skrócono o głowę syna Alego, Husajna. Ledwie czteroletnią prawnuczkę Mahometa, Sayyidah Ruqayya, uwięziono, a następnie stracono. 

Autokary z wszystkich stron świata (głównie z Iranu) zwożą dzisiaj pobożnych Szyitów do olśniewającego przepychem meczetu w Damaszku. W środku znajduje się grobowiec z dwutysiącletnimi szczątkami zamordowanej dziewczynki. Odziani na czarno pielgrzymi zostawiają na grobowcu Sayyidah Ruqayya dziecięce zabawki. W ten sposób oddają hołd dziecku, które padło ofiarą zdradzieckiego mordu. Po spełnieniu religijnego obowiązku, bogobojni pielgrzymi udają się do meczetu Sayyidah Zaynab (noszącego imię siostry Husajna), skąd autokary zabierają ich z powrotem w długą podróż powrotną do Iranu.  


RAMI MAKHLOUF

Osobom spoza Syrii to nazwisko niewiele mówi. Tymczasem Rami Makhlouf w swojej ojczyźnie postrzegany jest jako symbol korupcji i nepotyzmu. Niechęć do syryjskiego biznesmena wśród społeczeństwa jest tak silna, że w języku kursują znane przysłowia w zmienionej postaci, będące jawną kpiną z Makhloufa. Rami jest przy okazji kuzynem po kądzieli Baszara Al- Assada. Dzięki wsparciu możnego krewniaka- syryjskiego capo di tutti capi, Rami ma wirtualny monopol na 60 procent dochodów z gospodarki syryjskiej. Należą do niego Syriatel (jedna z dwóch sieci komórkowych w kraju) oraz przedsiębiorstwa w sektorze nieruchomości i bankowości. Wartość netto jego majątku szacowana jest na 6 miliardów dolarów. Wielu Syryjczyków uważa go za złodzieja i sztandarowy przykład syryjskiego bezprawia, które umożliwia kilku wybrańcom skupiać w ręku cały dochód państwa.

W wywiadzie udzielonym agencji Reuters w czerwcu 2011, Rami utrzymywał, że wycofa się z syryjskiego świata biznesu i przekaże znaczną część swojej fortuny na cele charytatywne.  Obiecał między innymi odsprzedać 40 procent swoich udziałów w Syriatelu. Dane przytaczane przez opozycję poddają w wątpliwość wizerunek Ramiego- filantropa. Nie bez powodu- według doniesień gazety Al-Akhbar, protegowany prezydenta od początku 2012 roku zajmuje się wykupem na dużą skalę akcji w bankach. 

OPERACJE PLASTYCZNE

Ministerstwo Zdrowia wyznacza ceny operacji plastycznych na terenie kraju. Zabieg rynoplastyki kosztuje zaledwie od 700 do 800 dolarów, czyli jedną trzecią ceny w Europie. Za parę groszy więcej można sprawić sobie gigantyczne cyce. Niska cena idzie w parze z kiepską jakością. Chirurgia plastyczna ‘made in Syria’ cieszy się złą sławą nie bez powodu. Jeśli w Bejrucie ktoś paraduje po ulicach z nosem, który wygląda, jakby przeszedł przez maszynkę do mięsa, od razu pada komentarz: „Syryjska robota”. Wielu chirurgów plastycznych nie ma nawet licencji lekarskiej, a zabiegi przeprowadza w urągających higienie gabinetach. W Syrii można też poddać się dość nietypowej operacji; za jedyne 17,000 dolarów kobiety z Bliskiego Wschodu mogą zmienić kolor oczu z brązowego na zielony lub niebieski. Lekarze wycinają tęczówkę i wszczepiają barwny implant. Nieudany zabieg niesie ze sobą ryzyko oślepnięcia pacjentki. Syryjskie Ministerstwo Zdrowia próbuje okiełznać chaotyczny rynek operacji plastycznych. Inna sprawa, że w znajdującym się w stanie ciągłej wojny kraju popyt na zabiegi chirurgii plastycznej spada w naturalny sposób. 


JEDZENIE I UTRZYMANIE

Starożytne miasto Aleppo zyskało miano kulinarnej stolicy Syrii dzięki swojej pierwszorzędnej lokalizacji przy Jedwabnym Szlaku. Tamtejszą kuchnię najlepiej opisuje określenie „starożytne fusion”- połączenie różnych dawnych tradycji kulinarnych regionu. Przez setki lat miejscowi mistrzowie kuchni mieli nieograniczony dostęp do bogactwa przypraw, zbóż, owoców i warzyw, które oferowało imperium osmańskie. Zanim wojna domowa spustoszyła Aleppo, nie było lepszego miejsca oferującego esencję miejscowej kuchni, niż armeńska dzielnica Jdeideh. Znajdujący się tam Beit as-Sissi, inaczej Sissi House, cieszył się opinią jednej z najlepszych restauracji w kraju. Serwowano tam między innymi najdoskonalsze kebab karaz (mieloną jagnięcinę marynowaną w sosie wiśniowym) na świecie. Na początku października z restauracji zostały tylko zgliszcza. Wewnętrzny, niezabudowany dziedziniec otaczały wyłożone boazerią prywatne jadalnie. Historyk i znawca Aleppo, Abraham Marcus w rozmowie z nami opowiadał o tym tak: “W Sissi House panował niepowtarzalny klimat. Sam budynek był jednym z najefektowniejszych przykładów miejscowej architektury: stonowany i wytworny, o masywnych, wapiennych ścianach ze złotawym połyskiem, pokrytych delikatnym rytem. Atmosfera emanowała ciepłem. Tyle pieniędzy i pracy włożono na przestrzeni ostatnich lat w renowację tego budynku i wielu innych zabytków w Aleppo. Obecnie miasto, które jeszcze niedawno uważane było za wzór do naśladowania, jeśli chodzi o dbałość o zabytki, na naszych oczach obraca się w ruinę.”


SCENA GEJOWSKA

Jeśli jesteś gejem i szukasz mocnych wrażeń w Syrii, wystarczy, że odwiedzisz najbliższy gejowski hammam (czyli łaźnię). Publiczne łaźnie parowe funkcjonują na podobnej zasadzie, co pensjonaty spa; znajdują się w nich prywatne pokoje, a jednocześnie są tańsze i zapewniają większą dyskrecję niż hotele. Od 2010 roku właściciele hammamów stali się jednak bardziej podejrzliwi wobec nowych przybyszów. Winne są temu częste naloty policyjne. Wielu syryjskich homoseksualistów nie ma innego wyboru, jak znów krążyć po damasceńskich parkach. 

Geje w Syrii mogli kiedyś bez przeszkód spotykać się we własnym gronie, mimo że syryjskie prawo zabrania praktyk homoseksualnych. Policja postanowiła jednak ujawnić swoje homofobiczne oblicze, wypowiadając wojnę męskim łaźniom. Geje to łatwy cel na Bliskim Wschodzie. Homoseksualizm jest tu postrzegany jako coś odrażającego. W kwietniu 2010, aresztowano 25 homoseksualistów, których przez kolejne trzy miesiące gwałcono i torturowano- donosi Mahmoud Hassino, wydawca gejowskiego magazynu Malaweh.

ZABYTKI

Syryjskie miasta, miasteczka, pustynie i wioski są dosłownie usiane pozostałościami po starożytnych przodkach. Od niepamiętnych czasów ziemię tę obejmowały we władanie różne cywilizacje. Hetyci, Grecy, Rzymianie, Persowie, Bizantyjczycy, Arabowie, Krzyżowcy, Osmanowie i Francuzi- wszyscy zostawili po sobie ślad na podbitych terenach w postaci charakterystycznych dla danej kultury zabudowań. 

Doskonałym tego przykładem jest słynny Meczet Umayyadów w Damaszku. Pierwotnie była to aramejska świątynia, wzniesiona niemal 3000 lat temu. Kiedy Rzymianie podbili Damaszek w 64 roku naszej ery, przekształcili budowlę w miejsce kultu Jowisza, ojca wszystkich bogów. Pod koniec czwartego stulecia świątynia zamieniła się w kościół, a w 706 roku- w meczet. Niezwykłe odkrycia archeologiczne nie są rzadkością na syryjskich stepach. W latach siedemdziesiątych, niedaleko granicy z Turcją natrafiono na pozostałości liczącej sobie 12 tysięcy lat osady Tell Qaramel. Archeolodzy odkryli pięć potężnych, kolistych wież z kamienia. Uważane do tej pory za najstarsze na świecie, słynne wieże z Jerycha ustępują im o 2 tysiące lat.  

Na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO znajduje się sześć syryjskich zabytków: starożytne miasta Aleppo, Bosra, Damaszek, północny region Syrii, „twierdza rycerzy”, czyli Crac des Chevaliers, twierdza Kalat-Salah ad-Din i Palmira, starożytne miasto założone w pustynnej oazie. Pięć z tych zabytków poważnie ucierpiało wskutek wojny domowej. Dyrektor generalny UNESCO, Irina Bokova, ostatnio wydała następujące oświadczenie: „Meczetowi Umayyadów, stanowiącemu centrum życia wspólnoty religijnej w mieście, grozi poważne niebezpieczeństwo, którego zasięgu jeszcze nie znamy. Znajdujące się od 2011 roku na liście UNESCO, starożytne wioski północnej Syrii doznały znacznego uszczerbku; istnieją podejrzenia, że uszkodzony został bezcenny bizantyjski kościół Św. Szymona Słupnika.  

Powinny zainteresować Cię również:

Przewodnik VICE po rasach
Przewodnik VICE po Karaczi
Przemyt broni i młodzieżowe ikony w kraju, którego nie ma

Więcej VICE
Kanały VICE