Reklama
Kultura

Walka z internetowymi trollami

Jeśli widzisz kogoś, kto publikuje zdjęcie katedry św. Pawła z podpisem „Muzułmanie chcą zmienić to w mega-meczet", nie próbuj z nim nawet rozmawiać. Urodził się skretyniały i taki już pozostanie

tekst Joe Bish, tłumaczenie Jędrzej Mikucki
29 Lipiec 2015, 9:00am

Ty, kłócąc się z Grahamem Linehanem na Twitterze (z)

Avast, moi drodzy! Wybierzcie swoją QWERTY-ową szabelkę i przemyślcie wasz światopogląd, bo już za chwilę wejdziecie w internetową kłótnię. Żeglarzu, przygotuj się na wpierdol, ponieważ to może się skończyć dla ciebie bardzo źle.

To zabawne, gdy ktoś mówi ci, że kocha internet, ponieważ dzięki niemu może komunikować się z całym światem. Mogę dyskutować z kobietą, której wcześniej nie poznałem. Z Nowej Zelandii! Ale super! Tak, tylko że równie dobrze mogę dyskutować z jakimś pieprzonym idiotą mieszkającym 15 km ode mnie, który myśli, że serial Parks and Recreation jest lepszy od Tylko głupcy i konie.

Zasady kłótni ciągle się zmieniają. Dzisiejsze potyczki mają niewiele wspólnego z walką, którą toczyli nasi przodkowie w czasach przed modemem w każdym domu. Całkowicie zmieniła się taktyka. Teoretycznie można by prowadzić kłótnię na ulicy tak jak na Twitterze – w obu sytuacjach wychodzi się na totalnego dupka.

Za trudne, co frajerze? Zaczynamy:

CHAT ROOMY

To ty, gdy wyzywają cię od n00bów (z)

Ludzie nie korzystają już dziś z chat roomów. Ostatnim miejscem, w którym można je zobaczyć, są livestreamy, zarówno te legalne, jak i nielegalne. Legalne to te na stronach z grami typu Twitch. Nudni Amerykanie przechodzą Zeldę czy inne rzeczy, najszybciej jak potrafią, co zwykle nie powoduje jakiejś większej nienawiści. Ludzie ograniczają się do ciągłego publikowania kotków zrobionych ze znaczków z klawiatury i memów. Nie można chyba znaleźć bezpieczniejszego miejsca w internecie.

Dochodzimy więc do nielegalnych streamów, które – powiedzmy sobie szczerze – są zarezerwowane dla transmisji sportowych. Boks, piłka nożna, ogólnie rzecz biorąc wszystko, co ludzie oglądają przy piwie w czasie wolnym. Chcemy to oglądać, ale, no kurwa, kto by za to płacił? Wtedy uaktywnia się w nas tryb szaleństwa, włączamy naraz wszystkie serwisy streamingowe, które tną się częściej niż nastolatka emo. Gdy już uda nam się odpalić właściwy, możemy się zrelaksować i obejrzeć mecz. Jednak czy na pewno?

Oczywiście, że nie, bo jakiś palant spamuje swoim pieprzeniem o tym, jak bardzo gówniany jest Alex Song, albo gadaniem o nowych niesamowitych taktykach i rzeczach, które tak naprawdę nie istnieją. Poza tym nie da się ich nawet czytać bez krwotoku z oczu. Możliwość wybrania fontu Big Serif i limonkowozielonego koloru tekstu powinna być na chatach prawnie zabroniona. Wszyscy mają w dupie chat roomy, bo są wśród nas już tak długo, że ludzie przyzwyczaili się do wszystkich ich opcji. Nikt nie jest nimi zachwycony, ale przecież jednym kliknięciem można je ukryć. To oznacza, że na szczęście nie trzeba użerać się z tym typem kłótni, chyba że potrzebujesz powodu, dla którego jesteś uzależniony od neurofenu. Po prostu usiądź wygodnie w fotelu, czekaj, aż stream padnie ci w kluczowym momencie, i na znak wkurwienia rzuć popielniczką w ekran.

FORA I KOMENTARZE

Moderator zaraz rozjebie ci modem (z)

W tym miejscu wielu weteranów cyberpotyczek wykuło swoją broń. Zanim microblogging pozwolił każdemu zachowywać się jak kutas i być przy tym zauważonym, fora stanowiły największą wylęgarnię tego internetowego plugastwa.

Nieważne, co cię interesuje – muzyka, komedie, siłka, anime, nazizm, ostre sosy czy architektura – na forum zawsze znajdą się osoby, które chętnie z tobą o tym porozmawiają. Im mniej kontrowersyjny temat, tym mniejsza szansa, że ktoś zacznie cię wyzywać, a może i nawet robić gorsze rzeczy. Swego czasu, przed fatalnym redizajnem strony, który zniechęcił znaczną większość użytkowników, przeglądałem dosyć często forum magazynu muzycznego „RWD". Tamtejsi forumowicze dopuszczali się przeróżnych rzeczy: ujawniali dane osobowe, publikowali adresy i nagie zdjęcia, a potem kontynuowali kłótnie i zastraszanie w prawdziwym świecie, podrywali dziewczyny innych forumowiczów, o czym można było się na bieżąco dowiadywać z tablicy „Whatever" z dala od tematów cieszących się mniejszą popularnością, typu „Sports" czy „Music".

ZOBACZ TAKŻE: JAK PEDOFIL ZNIESZCZYŁ ŻYCIE AMANDY TODD.

Ludzie na forach zostają potem twoimi przyjaciółmi. To jak codzienny, dobrowolny pobyt w więzieniu. W takich warunkach starasz się zakumplować z ludźmi, z którymi utknąłeś. Jest to również więzienie, w którym jakiś pojeb znajdzie twój adres IP i zadźga cię wirtualnym nożem, rozsyłając do wszystkich maile z twoim adresem o treści „Przyjdę po ciebie RedRibbon32". Wybieraj tematy ostrożnie.

XBOX LIVE

To twoja głowa po tym, jak przegrałeś drużynowy deathmatch (z)

Jeśli jesteś biały i nie wiesz, jak to jest, gdy ktoś wyzywa cię od czarnuchów, ale bardzo chciałbyś tego doświadczyć, włącz Xbox Live. Z historycznego punktu widzenia dopuszczenie do głosu różnych grup społecznych było dobrym pomysłem, ale dzieci na Xbox Live stanowią wyjątek od tej reguły.

Powiedzmy sobie szczerze: kłótnia z dziećmi to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie, ponieważ mają wszystko w dupie – mają w dupie to, jak się czujesz, twoją opinię, to, że mógłbyś być ich rodzicem, a także twoje chujowe studia, które skończyłeś. Gdyby żyły podczas wojny, zapewne szybko zostałyby wciągnięte w szeregi SS. Nie da się z nimi dyskutować, więc jedynym sposobem jest ich trollowanie w grze, w którą grają. Rób rzeczy, które im się nie spodobają, a doprowadzisz je do histerii i płaczu.

KOMENTARZE NA FACEBOOKU

Twój wujek Roy zastanawia się, dlaczego nikt nie używa gwary (z)

Tutaj zaczyna robić się dosyć dziwnie. To nie są już jacyś Belgowie, których wyzywasz od kutasów, to znajomi twojej cioci, ojciec twojej dziewczyny czy najlepszy przyjaciel twojej dziewczyny. Zwykle relacje w sieci są tak słabe, że nie musisz się martwić skutkami opierdalania kogoś z publicznie ukazanym imieniem i nazwiskiem, ale uważaj: możliwe, że taka osoba jest twoim sąsiadem i wbije ci na chatę. Każdy, kto zetknął się z WorldStarHipHop, wie, że komentarze na Facebooku to nie żarty. Włosy zalizane do tyłu, pięści w gotowości – obecność Facebooka w twoim życiu jest i tak zbyt wielka. Jeśli widzisz kogoś, kto publikuje zdjęcie katedry św. Pawła z czerwonym podpisem „Muzułmanie chcą zmienić to w megameczet", nie próbuj z nim nawet rozmawiać. Urodził się skretyniały i taki już pozostanie. Będzie lepiej dla wszystkich, jeśli po prostu usuniesz go ze znajomych, aż w końcu ktoś taki zostanie sam z trzema podobnymi sobie rasistami.

KOMENTARZE POD ARTYKUŁEM

Jacyś frajerzy próbują rozwalić twoje biuro, bo nie zrozumiałeś finału Mad Men(z)

Komentarze pod artykułami to siedlisko frustracji, największy zbiór lamusów na świecie. W tej chwili w internecie setki mężczyzn po 40-stce z piwnym brzuchem i skarpetami do sandałów drą wirtualną japę z powodu trzeciego pasa startowego w Heathrow. Ta krytyka jest nie tylko najbardziej wkurwiająca, ale też najnudniejsza. To wirtualny odpowiednik baru z fanami Star Treka i Gwiezdnych wojen kłócących się, która z tych serii jest lepsza. Komentatorzy to największy sort ludzi, nic nieznaczące wkurwiające głosiki, które chcą, by ktoś je usłyszał. Im więcej komentarzy, tym bardziej rośnie ich ego. Tak, mówię o tobie, czytelniku! Dlaczego jesteś zły w komentarzu poniżej? Możesz być pewny, że kompletnie cię zignoruję.

TWITTER

Zaraz urżną ci głowę za to, że krytykujesz Beyoncé (z)

I oto doszliśmy do końca. Matka pierdolenia. Rozpieprzacz życia. Twitter jest naprawdę niebezpieczny. To miejsce, w którym wszystko może się dla was skończyć. Módlcie się, żeby każdy wasz żart był zrozumiały dla każdego, inaczej zostaniecie zwyzywani przez miliony użytkowników, aż w końcu dostaniecie bana. Może nikt nie zrobi wam z tego powodu fizycznej krzywdy, nie rozwali routera ani nie zdenerwujecie swoimi słowami wujka, ale straty moralne będą równie dotkliwe.

Wyobraź sobie 10 tysięcy osób z pokémonami na zdjęciu profilowym, które wyzywają cię od kutasów i życzą ci śmierci. Nie będziesz nawet w stanie ogarnąć tego przepływu negatywnej energii. Jeśli pokłócisz się z jedną osobą, masz jeszcze szansę wyjść z tego cało, może nawet wygrasz. Ale jeśli wdasz się w dyskusję ze złą osobą, bądź przygotowany na odsiecz całej armii, która znajdzie twoje dane osobowe i wszystkie niestosowne rzeczy, które zrobiłeś, po to by użyć ich na policji jako powodu do twojego aresztowania. Użytkownicy Twittera są jak gestapo, niesekretna policja, która dorwie cię za komentarze, jeśli jesteś nieostrożny i głupi. Unikaj potyczek na Twitterze jak ognia.

§

Internet nie jest już tym samym miejscem, co kiedyś. Wtedy każdy rozumiał, że internet służy do spotykania nieznajomych, a wszystko zostawało w sieci – teraz całość jest niestety zbyt przesiąknięta rzeczywistością. Tweety pokazuje się w mediach, screeny z Fejsa trafiają do Agencji Reutera – od tego nie ma już odwrotu. Najlepszym wyjściem jest walczyć po staremu: iść do baru z butelką w jednej dłoni, z metalową rurką w drugiej i wiązanką bluzgów wydobywających się z twoich ust.

Ach, stare dobre czasy.

@joe_bish

Tagged:
Twitter
Internet
troll
trolling
Chat
opinie
gry
trolle
Vice Blog
Technologia
awantura
Kłótnia
Wkurwianie