śledztwo dziennikarskie

Skąd się wzięło „S”, które wszyscy rysowali w szkole: Ciąg dalszy śledztwa

Osiem miesięcy temu próbowałem się dowiedzieć, skąd pochodzi słynne „S”. Bez skutku. Jednak od tamtej pory ludzie zasypują mnie swoimi teoriami

tekst Julian Morgans
29 Marzec 2017, 1:30am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia

Jak zapewne pamiętacie, swego czasu charakterystyczne „S" zdobiło większość uczniowskich zeszytów i podręczników. Wydrapywane cyrklem na ławce pozwalało jakoś przetrwać lekcje matematyki, a sam znaczek niezmiennie wzbudzał podziw wśród znajomych. Nic dziwnego: kształt „S" zachwyca każdego. Jednak osiem miesięcy temu przekonałem się, że jest on równie idealny, co tajemniczy: gdy spróbowałem poznać jego źródło, widowiskowo poległem. Ani to znak Supermana, ani oryginalne logo marki odzieżowej Stussy – a to właśnie były moje najpewniejsze tropy. Napisałem więc artykuł o tym, jak niewiele wiemy na temat tego symbolu i przestałem sobie nim zaprzątać głowę.

Jak się okazało, moi czytelnicy są wytrwalsi ode mnie i nie dali tak szybko za wygraną. Przez osiem miesięcy, zarówno na Facebooku, jak i Twitterze, dostawałem wiadomości z najróżniejszymi teoriami. Co ciekawe, chociaż część była bardzo oryginalna, w zdecydowanej większości powtarzaliście te same wyjaśnienia. Poniżej znajdziecie najpopularniejsze teorie, plus kilka moich ulubionych.

Teoria pierwsza: „S" zostało wymyślone przez zespół Sacred Reich

Jak łatwo się domyślić, wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie w naszej redakcji

Najczęściej pojawiały się opinie, że po raz pierwszy symbol „S" pojawił się w logo metalowej kapeli z Arizony, Sacred Reich. Ten thrashmetalowy zespół gra już od ponad 32 lat, a w 1994 roku zawitał do Australii, gdzie koncertował z Sepulturą. Jestem Australijczykiem i chodziłem do liceum w latach 90.; uznałem za całkiem prawdopodobne, że „S" dotarło tutaj wraz z nimi. Jednak od basisty zespołu usłyszałem, iż to nie oni wymyślili ten charakterystyczny symbol. „Jestem prawie pewny, że Suzuki używało go znacznie wcześniej niż nasza skromna kapela" – wyznał Phil Rind. „Jason, nasz gitarzysta, jeździł na motocrossie. Mogę się założyć, że wyprodukowało go Suzuki i to właśnie od nich to wzięliśmy. To miłe, że ludzie mają nas za twórców tego znaczka, ale niestety są w błędzie".

Teoria druga: to logo Suzuki

Ta teoria pojawiła się już przy okazji pierwszego artykułu, kiedy zasugerowała mi to pracownica Stussy. Wtedy nie podjąłem tego wątku, ale może to był błąd? Napisałem długiego maila do Lewisa Crofta, kierownika marketingu w australijskim oddziale Suzuki, który odpisał słowami: „Wysłany przez Pana rysunek nie jest ani wczesnym logiem Suzuki, ani jego obecnym, oficjalnym – to od 1958 roku pozostaje niezmiennie takie samo i wygląda tak, jak na załączonym obrazku".

Ilustracja przedstawiała to samo logo, z którym dzisiaj kojarzone jest Suzuki. Oznacza to, że nasze „S" nie ma nic wspólnego z tą firmą. Oczywiście można by się kłócić, że to japońska spółka, a ja rozmawiałem z ich australijskim przedstawicielem, ale jednak wierzę w kompetencje pana Lewisa.

Teoria trzecia: to symbol kalifornijskiego gangu

Zdjęcie Richarda Valdemara, dzięki uprzejmości Richarda Valdemara

Inną często pojawiającą się hipotezą jest to, że „S" ma swoje korzenie w działalności gangów lub związanych z nimi grafficiarzy. Wiele osób napisało do mnie z informacją, że jest to podpis Sureños („południowców"; kilku różnych meksykańskich gangów współpracujących z kalifornijską mafią). Co ciekawe, ludzie z Los Angeles święcie wierzyli, że symbol musiał wiązać się z jakimś gangiem z południowej Kalifornii, nawet jeżeli nie byliby to konkretnie Sureños.

Postanowiłem więc zapytać Richarda Valdemara, byłego detektywa, który przez lata współpracował z biurem szeryfa w Los Angeles. Przez większość swojej 33-letniej kariery Richard zajmował się walką z lokalnymi gangami; dlatego też w „Police Magazine", gazecie skierowanej do funkcjonariuszy prawa, wielokrotnie zabierał głos jako ekspert w tej kwestii.

Jak się okazało, według Valdemara „S" nie ma nic wspólnego z żadnym kalifornijskim gangiem. „Ta litera rzeczywiście pojawia się na gangsterskich tagach i graffiti, ale z całą pewnością gangi z południowej Kalifornii nie używają tego symbolu" – wyjaśnił. „Zazwyczaj Latynosi używają litery »S« jedynie w połączeniu z numerem 13, jak we frazie »S-13«. Robią tak, ponieważ trzynastą literą alfabetu jest M i w tym kontekście ma to symbolizować meksykańską mafię. Alternatywnie pojawia się »SUR«, co może albo stanowić nawiązanie do hiszpańskiego słowa oznaczającego południe, albo być skrótem od »Southern United Raza«, co dosłownie tłumaczy się jako »zjednoczona południowa rasa«. Samo »S« nikomu nie kojarzyłoby się z tym gangiem".

To wszystko brzmiało bardzo spójnie, więc zapytałem Richarda o jego teorię na temat pochodzenia naszego „S". Według niego jest to po prostu pewien element graficzny, który rozprzestrzenił się na całym świecie i stracił już swój pierwotny charakter. „Tak jak w przypadku liter złożonych ze strzał albo graffiti typu »bubble« – powiedział. „To po prostu style w liternictwie, których używa się na całym świecie".

Teoria czwarta: „S" zostało stworzone przez Nikki z Delaware

Nikki skontaktowała się ze mną przez Facebooka, aby wyjaśnić, że to właśnie ona wymyśliła nase „S". Chociaż nieszczególnie kupuję jej wersję, Nikki to absolutnie cudowna kobieta i nie można jej winić za wiarę w to, że coś wynalazła. Prawie każdy z nas ma coś podobnego na sumieniu. Ja na przykład kiedyś myślałem, że zapoczątkowałem modę z lat 2000. na zapinanie klamry od paska z boku, zamiast nad rozporkiem. Może Nikki myli się w kwestii „S" ‒ ja na pewno nie miałem racji, jeśli chodzi o pasek. Kimże więc jestem, żeby ją oceniać?

„Zaczęłam je rysować pod koniec lat 70. i trwało to jeszcze całą kolejną dekadę!" – wyjaśniła Nikki. „»S« stanowiło skrót od mojej ksywy Stormer! Nie możesz znaleźć żadnych informacji na temat początków tego znaku, ponieważ nie należy on do żadnej firmy. Wymyśliłam go wraz z moją najlepszą przyjaciółką. Nie chcę cię zmartwić, ale nie pochodzi on od Supermana, Stussy czy od Suzuki. To tylko mój podpis!"

Teoria piąta: to ozdobny inicjał ze średniowiecznej Europy

Kojarzycie te ozdobne litery, które bardzo często rozpoczynają akapity w średniowiecznych rękopisach? Takie zdobienia nazywa się „iluminacją" albo po prostu „ozdobnym inicjałem". Według Sonji Drimmer, adiunkta na wydziale Historii Sztuki na University of Massachusetts, nasze „S" może być właśnie czymś takim.

„Ostatnio postanowiłam nauczyć się pisać gęsim piórem" – wytłumaczyła Sonja. „Zaczęłam robić pióra z lotek indyków [gęsie pióro to określenie potoczne; w rzeczywistości wykonywano je z piór różnych ptaków – przyp. red.] i pisać atramentem. Właśnie wtedy przeczytałam twój artykuł i postanowiłam spróbować napisać literę S. Okazało się, że bardzo trudno zrobić to takim piórem". Według Sonji problem polega przede wszystkim na tym, że nakreślenie tej litery wymaga poruszania piórem w dwóch różnych kierunkach, przez co powstają dwie przeciwstawne litery C. Jednak w sytuacji, gdy obrys S opiera się na wielu pionowych pociągnięciach piórem, kontur litery staje się jedną, płynną linią.


Odpowiadamy na pytania, które inni boją się zadać. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


„Jest to jedynie moja teoria" – podkreśliła. „Przy czym naprawdę sądzę, że takie szczegółowe, ozdobne i kanciaste litery mogły stanowić sposób, w jaki próbowano obejść trudności związane z używaniem gęsich piór". Sonja dodała, że podobne kształty widziała w angielskich rękopisach z ósmego wieku. Niestety nie znalazła żadnego dowodu na to, że to właśnie wtedy powstały.

Jak widać, poświęciłem dwa artykuły na zbadanie tej sprawy, a w ogóle nie zbliżyliśmy się do prawdy. Jedyne, co wiemy na pewno, padło już na samym początku tego tekstu: „S" jest zajebiste i absolutnie tajemnicze.

Tłumaczenie: Zuzanna Krasowska


Więcej artykułów Juliana Morgansa na VICE: