PRL All Inclusive

Jaki był PRL każdy wie, był zły. Miał jednak swoje dobre momenty i swój czar i właśnie to chcemy pokazać

|
01 Maj 2014, 5:41am

Urodziłem się w połowie lat 80. czyli już pod koniec PRL-u. Pamiętam jednak dobrze ciągnące się kolejki po jedzenie i produkty codziennego użytku. Nie zapomnę też radości z pierwszego Matchboxa za dolary z Pewexu. Zanim zdążyłem się obejrzeć, PRL zmienił się w krainę mlekiem i miodem płynącą, Rzeczpospolitą Polską. Będąc dzieckiem, nie odczułem jednak przez to większej różnicy w moim życiu. Nadal toczyło się wojny z chłopakami z innych podwórek, grało się w piłkę do zachodu słońca lub biegało z kumplami po dachach garaży. Nie potrzebowaliśmy ściągać do tego żadnych aplikacji, wystarczyły tylko silne kości i plastry na rozcięte kolana. Jasne, myśląc o dzieciństwie pamiętam, że nieraz bywało też ciężej. Mimo to, czasy te wspominam z pewną nostalgią i zaryzykuję stwierdzenie... że część z was ma podobnie. Bywało chujowo, ale prawie każdemu, więc trzymaliśmy się jakby bardziej razem.

„Jaki był PRL każdy wie, był zły. Miał jednak swoje dobre momenty i swój czar i właśnie to chcemy tu pokazać” – powiedział Rafał Patla, kiedy odwiedziłem jego muzeum PRL-u, które wraz z przyjaciółmi otworzył na warszawskiej Pradze. Następnie oprowadzając mnie, zdradził jak poświęcił 3 lata na zbieranie eksponatów od rodziny, znajomych, a nawet obcych ludzi i jak ta miejscówka zdobyła nazwę „Czar PRL”.

Typowe m2

„Prezentujemy tu życie codzienne. Nikt nie miał mieszkania w stylu lat 60., były mieszkania w stylu co się zdobyło” – dodał Rafał. 

Weszliśmy do części mieszkalnej, czyli pokoju dziennego z ciemną kuchnią i łazienką. W pokoju, obok kącika dziecięcego stał radziecki telewizor „Rubin” z pokrętłami od zmieniania kanałów, jasności obrazu, regulacji głośności itp. Tuż obok kanapo-tapczan i kolekcja winyli – deska ratunku, jeżeli ktoś spóźnił się na „Wielką grę”.

Dalej łazienka, a w kącie elektryczna pralka „Frania - nie tylko do prania”. Dlaczego nie do prania? Bo często wykorzystywana do robienia zacieru na bimber lub kopiowania gazet solidarnościowych, przy pomocy wyżymaczki.

Przeszliśmy przez korytarz, mijając wiszące futra - oczywiście z nutrii i lisa. 

Spójrz ZOMO w oczy 

Kolejne pomieszczenie było imitacją baru mlecznego/sklepu mięsnego, ze „strzegącym” go manekinem w stroju milicjanta. Tuż obok sklepowa lada, pusta tak samo jak i haki na ścianie. Brakowało towaru, ale nawet gdyby był – podawałby go sprzedawca! 

Zaschło w gardle? Może łyka z Saturatora, ze szklanką na łańcuchu...

Ku chwale partii

Ostatnim przystankiem było partyjne biuro z gazetą „Trybuna Ludu”, leżącą na biurku. Wokół na ścianach wisiały plakaty propagandy i zdjęcia dygnitarzy (w tym portret Gomułki z jego osobistego gabinetu). Z kredensu zerkało na mnie popiersie Lenina. To pomieszczenie nie podobało mi się wcale, zamiast tego wzbudziło mój lęk...

Powrót do przyszłości

Jeszcze chwilę później rozmawiałem z Rafałem o pomyśle stworzenia muzeum PRL-u. Ciekawiło mnie, czy nie boi się kontrowersji jakie wywołać może taka „gloryfikacja" epoki? Dopiero później zrozumiałem sens ekspozycji, której celem nigdy nie było upiększanie lub promocja danego okresu historii, a jedynie rzetelne ukazanie jego obrazu. 

Zaczęliśmy w końcu od typowego mieszkania, podobnego do tych w których kiedyś żyliśmy. Potem był sklep i bar mleczny z przypomnieniem absurdów i trudów życia codziennego. Skończyliśmy zaś na partyjnym biurze, gdzie prowadzono politykę, która często niszczyła ludzkie życia.

Więcej informacji na temat muzeum znajdziecie TUTAJ

Zdjęcia wykonane przez Fisty Photography

ZAMIERZCHŁE CHOROBY

REJKJAWIK TO RAJ

KOTY METALU