Biegnąca z członkami: poznaj kobietę, która rysuje penisy w aplikacjach do biegania

„Mam wrażenie, że niektórzy urbaniści dosłownie wbudowali kutasy w system drogowy swoich miast. Naprawdę, czasem są tak szczegółowe i oczywiste, że ktoś to chyba musiał zrobić celowo”

tekst Gavin Butler; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
|
17 stycznia 2019, 11:58am

via @dick_run_claire

Od ponad 3 lat Claire przemierza biegiem ulice w kształtach penisów. 33-letnia mieszkanka New Jersey mówi, że wszystko zaczęło się od zabawnego wypadku w Dzień Dziękczynienia w 2015 roku, gdy odwiedzała swojego brata w Kansas City, postanowiła się przebiec i zgubiła drogę. W końcu udało jej się odnaleźć i wrócić okrężną drogą przez miasto. Jednak gdy po wszystkim przyjrzała się swojemu lokalizatorowi GPS, zauważyła coś dziwnego. Jej trasa wyrysowała na mapie niemal idealny kontur wzwiedzionego członka — z jądrami i całym inwentarzem. Claire bezwiednie przebiegła swojego pierwszego penisa. I tak narodził się pomysł na @dick_run_claire.

Claire's first ever dick run
Pierwszy „fiutobieg” Claire. Wszystkie zdjęcia dostarczone przez @dick_run_claire

„Uwielbiam szukać tras na moje penisowe biegi” — mówi mi Claire w e-mailu. „Teraz gdy słyszę, jak to brzmi, Mam wrażenie, że powinnam trafić do jakiegoś talk-show o dziwnych uzależnieniach… Ale szczerze, ja po prostu kocham biegać. To mój ulubiony sposób na utrzymanie formy. A rysowanie ogromnych kutasów na mieście to tylko bonus”.

Konto Claire na Instagramie wypełniają fiuty wszelkich kształtów i rozmiarów: długie i krótkie, grube i chude. Niektóre bardziej szczegółowe, z żyłami, pomarszczonymi jajkami, albo dłonią obejmującą trzon członka. A każdy z nich „narysowany” dzięki drobiazgowo zaplanowanym trasom biegów Claire, która skręca w odpowiednie ulice i wybiera drogi, które zwykle by ominęła. Lata praktyki uczyniły z niej samozwańczą „mistrzynię” wyszukiwania penisów na mapie.

„Zawsze planuję moje fiutobiegi i podążam trasą zachowaną na moim telefonie” — mówi. „To nie takie łatwe, zwłaszcza w przypadku bardziej szczegółowych tras, np. tych z dłońmi. Najgorsze, kiedy mnie poniesie podczas biegania, przeoczę zakręt i popsuję cały rysunek. Wtedy muszę się cofnąć i zacząć od początku”.

To wymagające hobby, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę portfolio Claire. Na szczęście okazuje się, że na kutasy rysowane podczas biegania jest spory popyt. W chwili powstawania tego artykułu konto @dick_run_claire na Instagramie obserwuje nieco ponad 10 tys. osób.

„W prawdziwym życiu mam chyba troje przyjaciół, a wśród obserwujących mam mojego psa” — przyznaje. „Cała reszta pojawiła się dzięki fiutobiegom”.

W niezdarnym rysunku penisa najwyraźniej jest coś, co naprawdę pociąga ludzi. Jednak artysta nigdy nie powinien spoczywać na laurach. Claire od niedawna stara się poszerzyć swoje kreatywne horyzonty o „cipkotruchty”, swój własny hołd dla kobiecych genitaliów. Claire mówi, dopracowywała nową trasę „W NIESKOŃCZONOŚĆ”, ale wciąż miała kłopoty z dokładnym odwzorowaniem. Jak zaznacza: „Niewiele dróg układa się w kształt waginy”. W zeszłym lipcu udało jej się jednak zrealizować swoją wizję — od tamtej pory wybiegała już kilka cipek. Teraz „wszyscy proszą o cycki”.

Od pamiętnego Dnia Dziękczynienia w Kasnas Claire powoli, ale systematycznie przekształciła penisowe biegi w światowy fenomen. Ludzie z całego globu „bez przerwy” wysyłają jej zdjęcia swoich własnych fallicznych przebiegów, co skłania ją do zastanowienia „ile też na świecie jest dróg w kształcie członka?”. Warto zauważyć, że Clair w żadnym razie nie jest dyletantką. Jej najdłuższy fiutobieg wynosił ponad 22,5 km (gdzieś w Vermont, gdy trenowała do maratonu), a teraz chce „przebiec fiuta w każdym z 50 Stanów Zjednoczonych”.

Nie zastrzega sobie jednak praw na wyłączność do pomysłu i zachęca wszystkich, by też spróbowali. „Planowanie fiutobiegów to świetna zabawa, dzięki której wychodzę i biegam w dni, w które inaczej pewnie zostałabym w domu” — mówi. „I możesz to robić praktycznie wszędzie. Oczywiście łatwiej wymyśla się rysunek w dużym mieście z wieloma skrzyżowaniami, ale to właśnie mniejsze miasteczka i okolice są najlepsze. Wystarczy bystre oko!”.

Jak dodaje, niektóre trasy same się rysują. „Na przykład, gdy zawierają jakiś fajny szczegół, mam nieodparte wrażenie, że niektórzy urbaniści dosłownie wbudowali kutasy w system drogowy swoich miast. Naprawdę, czasem są tak szczegółowe i oczywiste, że ktoś to chyba musiał zrobić celowo”.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia


Więcej na VICE:

Więcej VICE
Kanały VICE