Za 450 zł żyłem w Wenezueli jak król przez miesiąc

Diego Urdaneta

Diego Urdaneta

W Wenezueli można dostać trzy gramy wysokiej jakości kokainy za 25 zł, a dwadzieścia gramów zioła za 30 zł. Pełen bak paliwa w moim wypożyczonym 60-letnim Caddilacu kosztował mnie dwa złote

Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro. Źródło: Wikipedia.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Spain.

Światowy kryzys finansowy i tętniący życiem czarny rynek zmieniły Wenezuelę w gospodarczą chujnię z grzybnią. Oficjalny kurs euro wynosi 8,3 boliwara (BsF), ale na czarnym rynku dostaniesz ze sto razy więcej: 813 BsF za 1€ (ok. 4,5 zł).

Dzieje się tak z powodu skomplikowanych i zagmatwanym rządowych regulacji kursów wymiany walut, których nie będę tu objaśniał, ponieważ a) sam nie bardzo to ogarniam oraz b) można z łatwością znaleźć wiele artykułów na ten temat napisanych przez ludzi, którzy wiedzą, co piszą.

To, czym chcę się tutaj zająć, to pomóc mojej ojczystej turystyce poprzez udowadnienie, że można cały miesiąc żyć w Wenezueli jak król za jeden banknot 100€ (ok. 450 zł), właśnie dzięki tym dziwnym i dezorientującym regulacjom gospodarczym. Jeśli jesteś miejscowym i żyjesz z miejscowej pensji, życie to nie bajka. Artykuły pierwszej potrzeby, takie jak papier toaletowy, są bardzo trudno dostępne i trzeba po nie wystawać w kolejkach godzinami. Jeśli jednak jesteś turystą, który przywozi z sobą obcą walutę, kraj stoi przed tobą otworem.

Gubernator z Wenezueli mówi głodnym ludziom, żeby jedli smażone kamienie.

Zanim rozpocząłem moją luksusową przygodę, sporządziłem listę rzeczy, które chciałem zrobić, a nigdy nie miałem okazji, mieszkając w Wenezueli. Oto ona:

  • Wynająć na miesiąc pokój w drogim śródmieściu Maracaibo (miasto, w którym mieszkam).
  • Zanocować w pięciogwiazdkowym hotelu.
  • Kupić powrotny bilet na samolot do Caracas, stolicy Wenezueli.
  • Wypożyczyć kabriolet i jeździć nim cały dzień.
  • Kupić mnóstwo piwa.
  • Kupić mnóstwo narkotyków.
  • Zjeść obiad w pięciu najlepszych restauracjach Maracaibo.
  • Zrobić sobie masaż i akupunkturę w najbardziej luksusowym spa, jakie uda mi się znaleźć.
  • Zafundować każdemu z moich sąsiadów pełen bak paliwa.

Gdy już uporałem się z pisaniem listy, sprzedałem moje 100€ na „czarnym rynku". Pewnie wyobrażasz sobie jakiegoś szemranego, wąsatego typa w utytłanym dresie, który wpycha mnie do kanciapy pełnej torebek „od Gucziego" i kosmetyków na bazie oleju z frytownicy, ale w Wenezueli nielegalna sprzedaż waluty wygląda nieco inaczej. Wystarczy napisać na Facebooku: „Chcę sprzedać 100€".

Potem pozostaje tylko czekać. W końcu ktoś skomentuje post i kupi pieniądze.

Jest jeden szkopuł: za 100€ dostajesz tak dużo wenezuelskich banknotów, że dość niebezpiecznie byłoby przeprowadzać wymianę w gotówce. Zamiast tego prawie wszyscy korzystają z przelewów. Przelałem 100€ mojemu kupcowi i poszedłem do banku, by odebrać równowartość w boliwarach.

Zdjęcie powyżej: tak wygląda 100€ w lokalnej walucie.

Na dobry początek poszedłem wynająć sobie wygodne cztery kąty za jedyne 9600 BsF (50 zł) za miesiąc. Właściciel wyraźnie miał szczodrą naturę, bo w dzisiejszych czasach wynajmowanie mieszkań jest w Wenezueli praktycznie niewykonalne. Przez ostatnie parędziesiąt lat zamrażanie czynszów i nakazy wywłaszczenia – gdy władze odbierają własność prywatną i wykorzystują dla dobra społeczeństwa – doprowadziły do sytuacji, w której właściciel woli, by mieszkanie stało puste, niż ryzykować, że je straci. Nie spędziłem zbyt dużo czasu w wynajętym pokoju, bo mam własne mieszkanie w Maracaibo, ale miło było wiedzieć, że w każdej chwili mógłbym się przeprowadzić.


Dla bogaczy i biedaków. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Wynajmowanie mieszkania (nawet za grosze) nie należy do ekscytujących. Postanowiłem zaszaleć i odhaczyć drugi punkt na liście: nocleg w pięciogwiazdkowym hotelu. Wybrałem jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli w Maracaibo – nawiasem mówiąc, dotowany przez rząd – i zarezerwowałem pokój ze śniadaniem i całodobowym dostępem do basenu. Kosztowało mnie to 7000 BsF (40 zł) za noc. Kładłem się spać z poczuciem, że robię jakiś wielki przekręt. Ale nie – po prostu na jedną noc z żebraka stałem się księciem.


Mój bilet na samolot

Kilka dni później kupiłem bilet na samolot do Caracas, stolicy kraju, i do niedawna, światowej stolicy morderstw. Lot trwał 50 minut i kosztował około 8€ (32 zł). Zdałem sobie sprawę, że przepuściłem niemal jedną trzecią budżetu, a tyle jeszcze zostało do zrobienia.

Zawsze marzyłem o kabriolecie, najlepiej czerwonym Cadillacu, rocznik '59. Za wypożyczenie go na 12 godzin zapłaciłem 3€ (15 zł), ale warto było. Jeżdżąc po mieście takim cackiem, czułem się jak król.

Ponad 30 osób chciało robić sobie ze mną zdjęcia. Jeśli, tak jak dla mnie, miarą sukcesu jest dla ciebie liczba obcych ludzi, którzy robią sobie fotki z tobą i twoim autem za 15 zł – to przyznasz, że szło mi lepiej niż dobrze.

Paliwo to teraz w Wenezueli gorący temat. Cena litra benzyny 95 wynosi 0,097 boliwara, a diesel — najpowszechniej używany w transporcie publicznym — kosztuje 0,048 boliwara za litr. Za tankowanie do pełna nie zapłacisz więcej niż 20 eurocentów (1 zł). Jednak przy granicy z Kolumbią cena litra paliwa skacze aż do 83 BsF. To dlatego, że przy granicy kwitnie przemyt — ale to już temat na osobny artykuł.

Zatankowałem mojego wypożyczonego Cadillaca do pełna za trzy boliwary. To ok. 45 centów za pełen bak w 60-letnim samochodzie.

Udany interes należy oblać, kupiłem więc w pobliskim monopolu siedem skrzynek piwa po 34 butelki — po kracie na każdy dzień tygodnia dobrej bani. Jedna skrzynka kosztuje niecałe 10 BsF, czyli ok. 1,50€, co oznacza, że w sumie zapłaciłem 10,50€ (48 zł) za 238 browarów. I jak, wciąż masz ochotę na rzemieślnicze piwko?

Potrzebujesz więcej dowodów na to, że życie w krajach pierwszego świata ssie? W Wenezueli można dostać trzy gramy wysokiej jakości kokainy za 5€, a dwadzieścia gramów zioła za 7€ (31 zł).

Po zielsku zawsze robię się głodny, więc zaraz po powrocie do Maracaibo oddałem się mojej drugiej pasji: jedzeniu. Odwiedziłem pięć z moich ulubionych restauracji i przez pięć wieczorów rozkoszowałem się włoskimi makaronami, sałatką Cezara, pizzą, rybami, burgerami i risottem.

Przyszło mi za to słono zapłacić, bo każdy obiad, wliczając drinki wyniósł mnie aż 1,80€ (10 zł). W sumie wenezuelscy restauratorzy zdarli ze mnie 9€.

Przehulałem już większość pieniędzy i przygnębiająca perspektywa powrotu do życia za wenezuelską średnią krajową zaczęła rysować się przede mną coraz wyraźniej. Postanowiłem zatem pójść na akupunkturę, żeby choć na chwilę o tym zapomnieć. Zadzwoniłem do kolegi, który pracuje w salonie masażu i już po kilku godzinach leżałem na brzuchu, a masażysta, który właśnie obmył ręce w kryształach marihuany, by „wzmocnić oczyszczające doznania", wygniatał ze mnie wszystkie smutki.

Za kombo masaż plus akupunktura zapłaciłem 2,5€ (12 zł). Po szybkiej kontroli finansów odkryłem, że trochę mi jeszcze zostało, więc dwa następne popołudnia spędziłem w ten sam sposób.

Mówi się, że życie nie tylko po to jest, by brać. W budynku, w którym mam mieszkanie (to, w którym mieszkam na co dzień, nie to wypasione, które wynająłem na miesiąc) mieszka oprócz mnie jeszcze 45 osób, z którymi rzadko kiedy zamienię dwa słowa. Postanowiłem to naprawić. Skontaktowałem się z przewodniczącym wspólnoty mieszkaniowej i zapytałem, czy mógłbym napełnić baki samochodów wszystkich moich sąsiadów. Zgodził się, rzecz jasna, bo inaczej wyszedłby na kolosalnego chuja. Paliwo do 32 samochodów kosztowało mnie 120 BsF, czyli poniżej 3€ (14 zł).

I to by było na tyle. Spłukałem się do cna. Według mnie, życie za wenezuelską pensję jest do dupy, ale dla ciebie, Europejski Turysto, Wenezuela to raj na ziemi.

Ponieważ cały czas piszę o tym, co możesz zrobić w Wenezueli za 100 euro, chciałbym na koniec pokazać, co kupisz za 100 boliwarów — największy wenezuelski nominał.

TO:

Dla niewtajemniczonych: ta pomarańczowa tubka zawiera wenezuelski odpowiednik Nutelli.

Do zobaczenia w następne wakacje!

Więcej VICE
Kanały VICE