Reklama
This story is over 5 years old
Varials

25 PROSTYCH SPOSOBÓW NA SZCZĘŚCIE

Autorzy broszury zaprosili ponad 2 tysiące osób do stworzenia listy 50 elementarnych składowych szczęścia. Uznałem, że jeśli coś ma mnie rozweselić to właśnie taka rada od ogółu, która napełni mnie nadzieję i pozytywnymi myślami. Jeśli tylko udałoby...

tekst Josh Baines
29 Maj 2013, 12:49pm

Oto, we wczesny czwartkowy poranek, znalazłem się uwięziony na górnym piętrze autobusu, ściśnięty przez jakiegoś gościa puszczającego z komórki remiks kawałka Duke Dumont i popijającego napój energetyczny Euroshopper. Byłem w drodze do pracy, gdzie spędzić miałem kolejny dzień w piwnicy bez okien, sprzedając Twixy i wodę kokosową studentom zza granicy, których starzy są wielokrotnie bogatsi niż ja kiedykolwiek będę. Gapiłem się za okno tępym wzrokiem, obserwując jak autobusy na siebie trąbią i mijają kolejne przecznice. Wtedy zadałem sobie pytanie czy kiedykolwiek zaznam jeszcze szczęścia?

Natknąłem się na ankietę, która w podejrzany sposób zgrała się w czasie z premierą Życia Pi. Autorzy zaprosili ponad 2 tysiące osób w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat do stworzenia listy 50 elementarnych składowych szczęścia. Uznałem, że jeśli coś ma mnie rozweselić to właśnie taka rada od ogółu, która napełni mnie nadzieję i pozytywnymi myślami. Jeśli tylko udałoby mi się spełnić tych 50 warunków do szczęścia to z całą pewnością moje smutki zniknęłyby niczym rozpuszczalny lek na depresję i cały świat radowałby się po wsze czasy.

Niestety później przeczytałem broszurę. Okazuje się, że ludzie, którzy kupują Życie Pi na Blu-Ray są całkowitymi optymistami albo lecą w chuja (prawdopodobnie i jedno i drugie). Postanowiłem więc sporządzać fiszki do zalecanych mi 50 kroków w celu sprawdzenia czy są w ogóle możliwe do spełnienia (zrobiłem co prawda notatki tylko do 25 punktów, bo 50 to strasznie dużo). Czy człowiek, który przeżył swoje najszczęśliwsze momenty oglądając You-ve Been Framed będzie w stanie wziąć sobie złote rady do serca i zmienić swoje życie?

Cóż, będziemy musieli się przekonać.

Krok pierwszy- przestań się martwić o pieniądze.

Jako świeżo upieczony absolwent porzuciłem życie biurowe po zaledwie dwóch tygodniach, aby powrócić do kojącego buczenia szkolnej serwerowni. Pieniądze są więc moim głównym zmartwieniem. Ten problem mnie prześladuje. Mam prawdziwe mdłości, kiedy muszę wyciągnąć z bankomatu dziesiątkę, a do knajpy zmuszony jestem przemycać swoje własne piwo. Prawdopodobieństwo, że przestanę martwić się hajsem jest tak samo nikłe jak to, że zamiast unikać swoich zobowiązań finansowych udam się do instytucji, która pomoże mi te problemy rozwiązać.

Da się to zrobić? Nie.

Krok drugi- dwa razy w roku wyjedź na wakacje.

Może, gdyby oferty wakacyjne za 9,99 były jeszcze publikowane na ostatnich stronach The Sun, mógłbym sobie na to pozwolić. Najbardziej zbliżoną do urlopu rzeczą jaka może mnie spotkać jest siedzenie przed telewizorem w kacowym dresie oraz rzyganie do szklanej kuli po złotej rybce. Złote rybki nie wytrzymują zbyt długo w moim domu.

Da się to zrobić? Nie.

Krok trzeci- doceniaj małe przyjemności.

Prawda jest taka, że nie istnieje coś takiego jak wielkie przyjemności. Nie zdarzają się wielkie olśnienia spowodowane czystym szczęściem, które zmieniają twoje usposobienie oraz polepszają jakość życia. Doceń to. Doceń fakt, że dziś jest zniżka na twoje ulubione tiramisu. Doceń fakt, że osoba, której nienawidzisz opublikowała żart, który nikomu się nie spodobał. Doceń fakt, że jak bardzo byś nie był nieszczęśliwy to przynajmniej nigdy nie będziesz Paulem Dananem.

Da się to zrobić? Tak, to jedna z nielicznych rzeczy, które sprawiały, że czułem się szczęśliwszy nawet zanim przeczytałem tę broszurę.

Krok czwarty- pracuj żeby żyć zamiast żyć by pracować.

To urocza idea acz nieco niepraktyczna. Wiecie jak to jest. Wracasz do domu po całym dniu zapierdolu i jedyne czego chcesz to pogapić się na reklamy ze znajomymi i popijać zmrożone piwka. Jeśli to nie jest życie pełną gębą to nie wiem co nim jest.

Da się to zrobić? Nie.

Krok piąty- spłać swoje wszystkie długi.

O! No jasne! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałem? Spłacę po prostu wszystkie swoje zobowiązania i nie będę miał więcej powodów do zmartwień. Jedyny problem polega na tym, że odkąd skończyłem studia minęły dwa lata a ja zdołałem spłacić jedynie dziesiątaka z mojej pożyczki studenckiej. Jeśli więc nie uda mi się znaleźć milionera, który będzie chciał zasponsorować dwudziestoletniego chłopaka po studiach z szybko kurczącymi się perspektywami, to skazany będę na wieczne zadłużenie.

Da się to zrobić? Mało prawdopodobne.

Krok szósty- bądź szczery wobec siebie.

Co jeśli w rzeczywistości jestem obrzydzonym samym sobą, darzącym się nienawiścią i sabotującym samego siebie workiem nieszczęść? Co jeśli prawda kryjąca się w moim wnętrzu jest taka, że chciałbym spędzić całe życie w barłogu, oblizując z palców okruszki po wczorajszych przekąskach oraz przeskakując między portalami rotten.com, PornHub czy Comment is Free? Czy wtedy również mogę pozostać szczery wobec samego siebie i szczęśliwy? Mam taką nadzieję.

Da się to zrobić? Tak, choć jeśli mam być szczery to może to zrobić nawet ktoś podłączony do respiratora. 

Krok siódmy- myśl o tym co posiadasz a nie o tym czego nie masz.

To brzmi całkiem rozsądnie. Chociaż tak naprawdę to zastanawiam się czy takie podejście przynosi prawdziwe szczęście czy jedynie sprawia, że mój permanentnie zepsuty BlackBerry, mój wiecznie mokry ręcznik, moja kolekcja podziurawionych plakatów kupionych sześć lat temu oraz egzemplarz Eats, Shoots and Leaves, którą znalazłem na ulicy, przepełniają mnie jeszcze większym żalem.

Da się to zrobić? W pewnym sensie, tak.

Krok ósmy- impulsywnie zarezerwuj wycieczkę last minute.

Na pierwszym roku studiów rzuciła mnie dziewczyna, więc zrobiłem najrozsądniejszą rzecz jaka przyszła mi do głowy- wyjechałem z nią na wakacje do Barcelony. Bawiłem się świetnie. Poza drobnym incydentem, kiedy to policja złamała mi rękę, bo nasikałem na drzwi czyjegoś domu podczas zamieszek. Gorąco polecam ten podpunkt. Pierdolcie to- pożyjcie trochę.

Da się to zrobić? Byłem tam i robiłem to, i dostałem wydruk z rentgena.

Krok dziewiąty- znajdź prawdziwą miłość.

Jak hojnie ze strony współtworzących ankietę, że postanowili zamieścić w niej przynajmniej jeden zaskakująco łatwy do osiągnięcia cel. Przecież wcale nie jest tak, że potrzeba wypełnienia rozdziawionej wyrwy ludzkiej egzystencji Kimś Specjalnym przez eony doprowadzała ludzkość do całkowitego popierdolenia, prawda?

Da się to zrobić? Czy ktokolwiek może to zrobić? Przyzwyczajcie się do życia równie samotnego jak to, które wiodła odcięta małżowina uszna Van Gogha.

Krok dziesiąty- odwiedź przynajmniej 25 różnych krajów.

Cóż za wyzwanie. Wymaga to nie tylko znaczących zasobów finansowych, ale również podstawowej znajomości geografii (nikt nie chciałby przecież wylądować w Venice w Utah zamiast w Venice we Włoszech). Jeśli mam być szczery to poza Disneylandem i Ibizą, i tak nie ma miejsc, które strasznie chciałbym odwiedzić. Większość świata wygląda dla mnie jak kamienie, piasek i nic więcej.

Da się to zrobić? Nie.

Krok jedenasty- częściej wychodź na dwór.

Tak, to świetna metoda na poprawienie samopoczucia. Obudź się, weź prysznic, wejdź na Google Maps, znajdź ciekawą miejscówkę oddaloną o dokładnie pięć kilometrów od twojego domu, pójdź tam, zrób postój na Marsa i Fantę, znajdź przystanek autobusowy, wsiądź w jakiś, który dowiezie cię do domu, opowiedz swoim współlokatorom o tym jak spacer „oczyścił ci głowę”, zaplanuj, że będziesz powtarzał taką wycieczkę w każdy wolny dzień, przejdź tą samą trasę za trzy miesiące, kiedy znów dopadnie Cię dół i już nigdy więcej tego nie rób.

Da się to zrobić? Tak, ale to całkowicie bez sensu.

Krok dwunasty- odwiedź wszystkie punkty widokowe w swoim kraju.

Słucham? Żmudna, kosztowna i niekończąca się podróż od jednej zabytkowej posiadłości do drugiej, z krótkimi przystankami w udekorowanych zabytkami salonach, zorganizowana przez przewodnika, który wygląda jak wyciągnięty ze średniowiecza? Ludzie, którzy uznali, że to dobra metoda na szczęście najprawdopodobniej mieli stanowczo za dużo czasu i pieniędzy. To brzmi gorzej niż zaproszenie na wczasy do tężni w Ciechocinku.

Da się to zrobić? Kategorycznie nie.

Krok trzynasty- spróbuj wszelkiego rodzaju jedzenia.

Jedyne co istnieje to ziemniaki, kebab, noodle, burgery i pizza, co nie? Więc cóż mogę powiedzieć? Próbowałem tego wszystkiego i wszystko to mi smakowało. Jedyną rzeczą, której bym nie polecał są noodle o smaku burgera. Nieważne jak bardzo jesteś spłukany. Nieważne, że jedyne co znalazłeś w szafce to paczka chipsów i jajko. Nawet jeśli na opakowaniu napisane jest, że noodle zawierają prawdziwą wołowinę - nigdy nie daj się nabrać na burgerowe noodle. Nie zaznasz aromatu prawdziwego steka. Po prostu wszystko będzie smakowało jak hamburger. Kiełki fasoli? Mają smak hamburgera. Kapusta pekińska? Ma smak hamburgera. Kluseczki? Mają smak hamburgera. Nadawanie występującym naturalnie produktom sztucznego mięsnego smaku jest pogwałceniem majestatu Matki Natury. Nie wolno jeść burgerowych noodli.

Da się to zrobić? Tak.

Krok czternasty- wydaj za jednym zamachem kupę pieniędzy na zakupy.

Zdarza mi się zaglądać na Instagram Juicy J i marzyć, że kiedyś i ja będę zarabiał tyle hajsu za samo leżenie i pachnięcie. Ileż winyli mógłbym sobie kupić! Ileż książek traktujących o współczesnej krytyce literackiej mogłoby zapełnić moje półki! Mógłbym raczyć się co wieczór soczystą piersią z kurczaka zamiast odgrzewać sobie codziennie pizzę w mikrofali.

Niestety jedyną sytuacją, w której posiadam więcej niż 40zł w gotówce są moje urodziny. I nawet w takich okolicznościach stoję zazwyczaj sparaliżowany koniecznością wyboru a potem wracam do domu z impulsywnie zakupioną płytą Brendana Bersona i grą Metal Slub, w którą gra ze mną jedynie mama. Czasami zdarza mi się dostać większą wypłatę i wtedy pozwalam sobie na marzenia o prawdziwych zakupach w spożywczaku i wózku wypełnionym jedzeniem po brzegi. Trzeba stawiać sobie jakieś cele.

Da się to zrobić? W tym momencie jestem jedynie bardzo wdzięczny, że nieustannie przypominane jest mi moje ubóstwo.

Krok piętnasty- naucz się grać na instrumencie.

W mojej dziecięcej sypialni cały czas stoją trzy piękne gitary. Umiem zagrać ledwie trzy akordy, linię basu piosenki „So Fresh, So Clean” Outkasta oraz solówkę z kawałka „Boys Don't Cry” The Cure. Nauczyłem się tego wszystkiego, kiedy miałem 13 lat i na tym skończył się mój rozwój. Potem patrzyłem tęsknym wzrokiem na badboyów z gitarami zwieszonymi przez ramię, tabunami chichoczących dziewczyn i dostępem do backstage’ów najfajniejszych knajp. Pierdolić ich.

Da się to zrobić? Prawdopodobnie tak, ale znacznie łatwiej jest żyć w świetle reflektorów jednego ze znajomych, który gra w zespole. Może nawet będę mógł sprzedawać koszulki kapeli na koncertach i skubnąć trochę hajsu dla siebie.

Krok szesnasty- załóż rodzinę.

Okazjonalnie zdarza mi się złapać na marzeniach o żonie, dzieciach, niani, psie czy innego rodzaju stworzeniach mogących towarzyszyć mi w szarej codzienności. Szybko jednak wracam do żywych, bo zazwyczaj okazuje się, że zamyślony, włożyłem właśnie stopy do miski z płatkami śniadaniowymi. Potem szlocham spazmatycznie przez dłuższą chwilę.

Da się to zrobić? Jeszcze nie teraz.

Krok siedemnasty- spraw sobie zwierzaka.

Zwierzęta są do dupy. Śmierdzą, gubią sierść, nie potrafią mówić a do tego wszystkiego trzeba z nimi wychodzić na spacer. Uważam to za marnotrawstwo czasu, energii i pieniędzy. I tutaj puszczam oko do wszystkich studenciaków, którzy przygarnęli słodkie kotki tylko po to, żeby robić sobie z nimi tony zdjęć na Facebooka. Cóż, przynajmniej jakaś uprzejma punkówa z zajęć z historii sztuki zgodziła się zrobić wam dobrze pod stołem ręką, bo uznała, że to urocze. Warto było dla tego momentu żyć w smrodzie kociej kuwety i co tydzień wydawać kasę na tabletki insektobójcze zamiast na piwo, co nie?

Da się to zrobić? Pierdolę to.

Krok osiemnasty- przejedź się naprawdę szybką furą.

Co dokładnie oznacza „naprawdę szybką”? Dokąd mam jechać? Czy szybsze fury zużywają więcej benzyny? Stać mnie na to? Czy mam opłacone ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków? Czy mogę się zatrzymać na mały przystanek w knajpie?

Da się to zrobić? Popatrz niżej.

Krok dziewiętnasty- zrób prawo jazdy.

Nie kumam po co miałbym to robić skoro komunikacja miejska naprawdę daje radę.

Da się to zrobić? Nie.

Krok dwudziesty- skończ studia.

SKOŃCZYŁEM DWA KIERUNKI I NI CHUJA NIE JESTEM SZCZĘŚLIWY.

Da się to zrobić? Tak.

Krok dwudziesty pierwszy- uratuj kogoś, aby na chwilę stać się bohaterem.

Opowiem wam historię, która mi się przytrafiła. Kiedy byłem w siódmej klasie pojechaliśmy na szkolną wycieczkę, aby obejrzeć Mur Hadriana. Chodziliśmy po krawędziach budowli i obserwowaliśmy jak szkoccy uczniowie niszczą mur. Nasza grupa zaczęła kierować się w dół, po bardzo śliskiej i stromej ścieżce. Mój najlepszy kumpel stracił równowagę. Widziałem całe zdarzenie jakby w slow motion. Leciał na łeb na szyję i z całą pewnością rozwaliłby sobie głowę o kamienie. Wyskoczyłem do przodu, złapałem go za tenisówkę i przyciągnąłem do siebie. Uratowałem mu życie. Byłem bohaterem. Czułem się wspaniale i myślę, że udało mi się zrekompensować mojemu najlepszemu kumplowi feralny dzień na placu zabaw, kiedy to prawie złamałem mu nos.

Da się to zrobić? Do dziś chwalę się zdarzeniami sprzed 12 lat, więc tak, mógłbym zrobić coś takiego jeszcze raz.

Krok dwudziesty drugi- zwiąż się z kimś ekscytującym, ale całkowicie nieodpowiednim dla ciebie.

Nie wydaje wam się, że ten początkowy dreszczyk nie jest wart późniejszego emocjonalnego zniszczenia? Ludzie, którzy tworzyli ten sondaż najwyraźniej uważają, że mimo wszystko warto. Pamiętajcie tylko, że musi być jakiś powód, dla którego normalnie nie umówilibyście się z dziewczyną, która wygląda jak Rossy de Palma, chorobliwie zasłuchuje się hardcorem oraz kocha Chucka Palahniuka.

Da się to zrobić? Mógłbym, ale to by było bardzo niemądre. Więc tego nie zrobię.

Krok dwudziesty trzeci- osiągnij szczyt kariery przed 40-tką.

Mam licencjat z Kreatywnego Pisania i magistra z Literatury Amerykańskiej. Nie ma przede mną żadnej kariery a tym bardziej jej szczytu.

Da się to zrobić? Boże, nie! 

Krok dwudziesty czwarty- urządź sobie całonocną popijawę.

Ten podpunkt jest dziwny, nie bardzo rozumiem co kryje się pod pojęciem całonocnej popijawy. Wydaje mi się, że jest to zbyt enigmatyczne określenie. Chodzi o spędzenie nocy na jednym z dachów Manhattanu? Popijanie koktajlu i powolne zaciąganie się Davidoffem w oczekiwaniu na wschód słońca, szybką kąpiel w prywatnym basenie tuż przed śniadaniem podanym do łóżka i zaśnięcie szczęśliwym i pijanym? Czy raczej o spędzanie wieczoru po chujowej nocy w chujowym klubie i samotne upijanie się do akompaniamentu durnych filmików z YouTube’a?

Da się to zrobić? Pierwszy scenariusz: Nie. Drugi scenariusz: Tak.

Krok dwudziesty piąty- daj się pochłonąć sportom ekstremalnym.

Nie ma mowy. Życie jest wystarczająco ekscytujące. Nie mam potrzeby dostarczać sobie sztucznej adrenaliny. Kto wie co znajdę dziś w skrzynce na listy? Kto wie ile czasu będę musiał czekać w kolejce do McDonalda? Kto wie ile osób spotkam na ulicy, które spowodują, że będę chciał je zamordować?

Da się to zrobić? Nie. Rzeczy, które wymieniłem dostarczają mi wystarczająco dużo dreszczyku.

_

Lektura tej broszury nauczyła mnie kilku rzeczy. Pierwsza refleksja jest oczywista – pieniądze to podstawa. Cóż, wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale przecież wszyscy też wiemy, że codzienne jedzenie pizzy i oglądanie jak twój ziomek gra w Tonego Hawka też niekoniecznie sprawia, że jesteś szczęśliwy. I jakoś nikogo to nie powstrzymuje (a przynajmniej nie mnie).

Na większość proponowanych w sondażu rzeczy i tak mnie nie stać lub uważam je za całkowite marnotrawstwo pieniędzy. I muszę przyznać, że jest to bardzo wyzwalająca świadomość. Dotarło do mnie, że jestem znacznie bardziej szczęśliwy z tym co mam niż mi się wydawało. Po co jechać na safari skoro w domu masz niekończące się źródło torrentów i Wielką Księgę Najzabawniejszych Cytatów Piłki Nożnej?

Na koniec powiem, że rzeczy, które nie wymagały pieniędzy były jedynie sentymentalnymi, uniwersalnymi symbolami, które bardziej odpychają niż zachęcają. I skoro już to powiedziałem to muszę przyznać, że rozumiem waszą potrzebą doznawania czegoś więcej niż tylko gównianej rzeczywistości, w której przyszło wam żyć. Ale tak czy siak nie zamierzam skakać na spadochronie.

Wszystkie zdjęcia pochodzą od Bruna Bayleya.

Zobacz też:

Daj żyć. Warszawski rynek mieszkań do wynajęcia. 

Jak nie brać narkotyków jak totalny debil?

Tagged:
Jak
miłość
Vice Blog
młodość
szczęście
zyc